Tutaj jest cała trasa mojej podróży opisanej w blogu:
To wideo YouTube pokazuje wszystkie miejsca (parki prowincjonalne i lasy narodowe) biwakowe, w których się zatrzymałem w czasie jazdy do Minnesoty i z powrotem:
JAZDA Z ONTARIO DO MINNESOTY
Dzień przed wyjazdem, 7
sierpnia 2023 r., Krzysztof — który miał zostać u mnie
jeszcze przez miesiąc — pomógł mi spakować samochód, co zawsze
jest najmniej przyjemnym etapem przed każdą podróżą. Tym razem
zabierałem ze sobą również rower. Starannie zamontowałem
bagażnik rowerowy z tyłu auta i przymocowałem rower. Mimo że
nigdy wcześniej nie miałem z tym żadnych problemów, postanowiłem
zachować dodatkowe środki ostrożności: przypiąłem dwa dodatkowe
paski łączące rower z bagażnikiem dachowym. Dzięki temu, gdyby
rower w jakiś sposób odczepił się od bagażnika, nie oderwałby
się od razu, ponieważ paski utrzymałyby go jeszcze przez jakiś
czas.
Przepiękna tęcza pojawiła się w przeddzień mojego wyjazdu
Później tego samego dnia
przeszła burza z piorunami i deszczem, ale gdy się skończyła,
zobaczyłem piękną, idealnie uformowaną tęczę. Uznałem to za
dobrą wróżbę na nadchodzącą podróż.
Następnego dnia, 8
sierpnia 2023 r., tuż przed wyjazdem, wraz z Krzysztofem
stanęliśmy przed moją Toyotą Corollą z 1993 roku, podczas gdy
moja mama zrobiła nam kilka zdjęć. Był ku temu powód. Samochód
kupiłem w czerwcu 1993 roku — dokładnie 30 lat wcześniej — a
Chris towarzyszył mi wtedy w salonie samochodowym, gdy go
odbierałem. W tamtym czasie sprzedawca, Gary M., zrobił nam obu
zdjęcie, jak stoimy przed zupełnie nowym autem.
Aż się nie chce wierzyć, że kupiłem ten samochód 30 lat temu. Był to jeden z najlepszych zakupów w życiu-gdy go sprzedałem w listopadzie 2023 roku, miał na liczniku 200.019 km.
W 2018 roku, gdy Corolla
skończyła 25 lat, odszukałem Gary’ego M. w internecie i wysłałem
mu e-mail, aby uczcić tę rocznicę. Był bardzo zadowolony,
słysząc, że okazała się tak niezawodna. Teraz, pięć lat
później, chciałem wysłać mu kolejnego maila — tym razem ze
zdjęciem Chrisa, mnie i Toyoty Corolli, która właśnie skończyła
30 lat. Nawiasem mówiąc, moja mama jeździła tym samochodem od
2002 roku i bardzo go lubiła. Chciałbym przy okazji dodać, że
Corollę sprzedałem 14 listopada 2023 roku za $2.000 i nabywca
bardzo ją lubił!
Obecne miejsce na skrzyżowaniu dróg 69 (niedługo 400) oraz 522, gdzie mieścił się Grundy Lake Supply Post, w którym kupiliśmy w 2010 roku wraz z Catherine kanu...
Wyjechałem przed południem
i postanowiłem jechać płatną autostradą 407, omijając zazwyczaj
zapchaną autostradę (Highway) 401, która częściej przypomina
parking niż drogę szybkiego ruchu. Tradycyjnie zatrzymałem się w
Tim Hortons tuż na południe od King City, a po
przejechaniu paruset kilometrów kupiłem zimne piwo w sklepie
monopolowym LCBO w Pointe au Baril — miejscu, gdzie często
się zatrzymuję, by odpocząć lub nawet zdrzemnąć się na chwilę.
Kolejny postój zrobiłem na skrzyżowaniu dróg Highway 69 (wkrótce
Highway 400) i Road 522.
...a to jest to samo miejsce w 2010 roku, parę minut po kupnie kanu!
Południowo-wschodni róg
tego skrzyżowania stanowił pusty plac (45°54'47.8"N
80°34'20.3"W / 45.913278, -80.572306). Jeszcze niedawno
znajdował się tam Grundy Lake Supply Post wraz ze stacją
benzynową. W wyniku rozbudowy Highway 400 nieruchomość została
wywłaszczona. Właściciel otrzymał rekompensatę i przeniósł
działalność około kilometra na wschód, tuż przed wjazdem do
bardzo popularnego parku Grundy Lake Provincial Park.
To
miejsce wiąże się z wieloma wspomnieniami. W przeszłości
Catherine i ja często zatrzymywaliśmy się w Grundy
Lake Supply
Post,
aby wypożyczyć kanu,
kupić paliwo lub zjeść lody. 28
lipca 2010 rokuwspólnie
kupiliśmy
tam ponad
5 metrowe kanu markiScott.
Nie trzeba dodawać, że była to doskonała inwestycja,
która zaowocowała niezliczonymi wspaniałymi wyprawami po
różnorakich akwenach wodnych.
W kolejnych latach wielokrotnie spotykałem właściciela, gdy
odwiedzałem to miejsce, często z kanu
przymocowanym do dachu
samochodu.
Seney, Michigan
Moim celem był park Chutes
Provincial Park, w którym zawsze spędzałem pierwszy nocleg w
drodze do Minnesoty. Kilka dni wcześniej sprawdziłem stronę
rezerwacyjną Ontario Parks i zauważyłem, że na 8 sierpnia w parku
było bardzo niewiele wolnych miejsc — mimo że był to wtorek.
Zarezerwowałem więc miejsce „na wszelki wypadek” i okazało się
to bardzo mądrą decyzją. Gdy przyjechałem, tablica informowała,
że park jest pełny.
Moje miejsce, numer 66
(46°13'03.4"N 82°04'26.5"W / 46.217600, -82.074020), było
całkiem przyjemne. Po rozstawieniu namiotu poszedłem do mojego
„fotelu” uformowanego w skale, gdzie często lubiłem siedzieć —
czytając, podziwiając krajobraz, słuchając wodospadu, a nawet
ucinając sobie krótkie drzemki. Niedaleko młody chłopak bawił
się zdalnie sterowanym miniaturowym samochodem terenowym 4×4. Przez
chwilę obserwowałem, jak sprawnie pojazd wspinał się po stromych
skałach. Z pewnością nie była to tania zabawka dla dzieci, lecz
raczej wysokiej klasy egzemplarz z kategorii „zabawek dla dużych
chłopców” (toys for big boys).
Colwell Lake Campground w Hiawatha National Forest. Informacje, koperty i miejsce, gdzie dokonuje się opłat
Spałem dobrze i obudziłem
się wcześnie następnego ranka. Po spakowaniu szybko ruszyłem w
kierunku Sault Ste. Marie — jedno miasto o tej nazwie
znajduje się po stronie kanadyjskiej, w prowincji Ontario, a drugie
po stronie amerykańskiej, w stanie Michigan, połączonych
imponującym mostem (46°30'23.5"N 84°21'41.9"W /
46.506528, -84.361639). Na granicy nie czekałem długo. Po kilku
rutynowych pytaniach funkcjonariusz zapytał mnie o miasto
Mississauga i trafnie odgadł, że mieszka tam wielu
ludzi polskiego pochodzenia, co musiał zauważyć, widząc liczne
przekroczenia granicy przez osoby z tego miasta.
Pierwszą rzeczą, którą
zrobiłem w USA, było zatankowanie samochodu. Następnie zatrzymałem
się w Michigan Welcome Center, porozmawiałem z bardzo
sympatycznym pracownikiem i wziąłem kilka map. Po przejechaniu na
południe autostradą Interstate 75 — gdzie ograniczenie prędkości
wynosiło 75 mil na godzinę (120 km/h) — zjechałem i pojechałem
na zachód drogą 28, trasą, którą przejeżdżałem już wiele
razy. Ruch był bardzo niewielki, co czyniło jazdę wyjątkowo
przyjemną.
Zrobiłem krótki postój w
Seney Party Store, jednym przydrożnych miejsc, które bardzo
lubię odwiedzać. Po krótkiej rozmowie ze sprzedawcą i zakupie
zimnego piwa pojechałem dalej do Shingleton, skręciłem w
lewo na Road 94 i wkrótce dotarłem do Colwell Lake Campground w
Hiawatha National Forest, który odwiedzałem po raz pierwszy.
Bardzo polska osada w Armstrong Creek w Wisconsin. Kościół Św. Stanisława Kostki
Tablica informacyjna
zawierała wszystkie potrzebne informacje. Większość miejsc była
zajęta, a niektóre można było rezerwować online lub
telefonicznie. Niestety mój telefon nie działał w USA —
kanadyjskie plany komórkowe obejmujące Stany Zjednoczone są
drogie, a realistycznie potrzebowałbym takiej opcji jedynie przez
6–10 dni w roku, więc nie ma to dla mnie większego sensu.
Zauważyłem jednak, że
gospodarz kempingu przykleił do każdego stanowiska naklejki z
informacją o terminach rezerwacji. Pojechałem na jego miejsce, ale
nikogo tam nie było. Zostawił jednak bardzo pomocną notatkę:
“Wolne miejsca, środa, 9
sierpnia. #23, 26. Tylko na jedną noc. Miejsca dochodzące: #33,
34.”
Wybrałem miejscenr
26 (46°13'07.9"N 86°26'24.4"W / 46.218850,
-86.440117). Naklejka potwierdzała, że było zarezerwowane od 10 do
14 sierpnia. Wypełniłem formularz Recreation Fee Permit
(kwota, daty przyjazdu i wyjazdu, liczba osób, pojazdy, numer
rejestracyjny, nazwisko i rodzaj użytkowania), włożyłem $22,00
USD do koperty i wrzuciłem ją do metalowej skrzynki — oficjalnie
stając się legalnym użytkownikiem kempingu. Brawa dla gospodarzy
za doskonałą organizację i ułatwienie procesu zameldowania.
Podczas wbijania śledzi
namiotowych odkryłem, że ziemia była wyjątkowo twarda.
Potrzebowałem albo kamienia — którego nie mogłem znaleźć —
albo młotka, który pożyczyłem od sąsiadów z pobliskiego
stanowiska. Przeszedłem się po parku i przyjrzałem miejscom
kempingowym. Był bardzo ładny i żałowałem, że nie mogę zostać
tam dłużej. Po powrocie wypiłem zimne piwo, poczytałem książkę
i około godziny 21:30 poszedłem do namiotu.
Colwell Lake Campground, miejsce nr 26
Opuściłem Colwell Lake
Campground przed godziną 10:00 i pojechałem na południe do
Manistique, następnie skręciłem w prawo na Highway 2 i
kontynuowałem jazdę Highway 41 do Escanaby. Tam zatrzymałem
się w Walmart, kupiłem porcję świeżej sałatki i skorzystałem z
bezpłatnego dostępu do Wi-Fi. Wysłałem kilka e-maili i wiadomości
do domu oraz do Catherine, a następnie odwiedziłem pobliski sklep
Aldi, po czym ruszyłem dalej na zachód drogami 2 i 41 do Spalding.
Eastwood Campground, miejsce nr 5
W Spalding
zatrzymałem się na Veterans Park Campground, który odkryłem
rok wcześniej. Znajdowało się tam także zadaszone miejsce
piknikowe, idealne na spotkania grupowe— albo, w moim przypadku, na
spokojny lunch. Objechałem całe pole kempingowe i zauważyłem, że
wszystkie miejsca były puste. Kilka z nich było bardzo malowniczych
i położonych blisko wody. Za 10 dolarów za noc (wydaje mi się, że
w 2025 roku opłata wzrosła o 50% do 15 dolarów) byłoby to
zupełnie akceptowalne miejsce na nocleg.
Eastwoood Campground, miejsce nr 5
W Norway
skręciłem na Highway 8 na południe, a następnie na zachód,
przejeżdżając przez Pembine,
Dunbar,
Goodman,
Armstrong
Creek
(z licznymi mieszkańcami polskiego pochodzenia — zob. mój
blog,
Laona,
Rhinelander,
Tripoli,
Ogema
i Westboro
— małe, wiejskie społeczności, każda z bogatą historią.
W Westboro miałem
skręcić w prawo w kierunku lasu Chequamegon–Nicolet National
Forest, ale zdałem sobie sprawę, że mam niebezpiecznie mało
paliwa. Gdyby zabrakło mi nagle benzyny, miałbym problem, toteż,
pojechałem dalej do Rib Lake, zatankowałem na stacji Mobil,
a następnie wróciłem w stronę lasu.
Eastwood Campground, tablica informacyjna
Gdy wracałem drogą 102 —
niecałe dziesięć minut po tym, jak jechałem nią w przeciwnym
kierunku — natknąłem się na ponury widok: na środku drogi leżał
zabity jeleń, a właściwie to, co z niego pozostało. Musiał
zostać potrącony dosłownie chwilę wcześniej. Niestety co roku
widuję dziesiątki martwych jeleni i saren (nie wspominając już o
mniejszych zwierzętach) na poboczach dróg. Kilkakrotnie widziałem
też, jak sarny przebiegają tuż przed moim samochodem lub stoją
nieruchomo na poboczu. To jeden z głównych powodów, dla których
unikam jazdy nocą — niezależnie od ostrożności, czasem kolizje
są nieuniknione.
Witajcie w Lublinie!
Kierując się wskazaniami
GPS, dotarłem do Eastwood Campground, który był niemal
pusty, z wyjątkiem miejsca gospodarzy (campground hosts)—
choć ich akurat nie było. System płatności był identyczny jak w
Colwell Lake, z tą różnicą, że opłata wynosiła 15 dolarów za
noc. Wybrałem miejsce nr 5 (45°19'55.4"N 90°26'48.8"W
/ 45.332050, -90.446900).
Po rozstawieniu namiotu
objechałem kemping, aby wrzucić kopertę z opłatą, i obejrzałem
pozostałe miejsca. Wszystkie były bardzo przyjemne i chętnie
zatrzymałbym się tam ponownie. Nie mając wiele do zrobienia ani z
kim porozmawiać, do zmierzchu czytałem książkę, a potem
poszedłem spać i szybko zasnąłem.
Tego samego dnia wydarzył
się jeszcze jeden nietypowy incydent. Przejeżdżając przez małą
miejscowość, zatrzymałem się, aby rozprostować kości, i
zauważyłem stary, opuszczony, zrujnowany budynek — zapewne
przeznaczony do rozbiórki. Wydał mi się wizualnie interesujący,
więc zrobiłem kilka zdjęć.
Nagle zauważyłem, że w
moją stronę jechał pickup truck, a jego kierowca coś wykrzykiwał.
Okazało się, że to był właściciel budynku, wzburzony, że
fotografuję owy budynek bez pozwolenia. Jego zachowanie wydało mi
się dziwne. Stałem na publicznym chodniku i miałem pełne prawo
fotografować wszystkie obiekty.
Kościół Polski Narodowy w Lublinie w Wisconsin
W Kanadzie spotykałem się
już z podobnymi sytuacjami i spokojnie trwałem przy swoim. Tutaj
jednak byłem w odludnym rejonie USA, bez działającego telefonu, a
kontekst wydawał się zupełnie inny. Zamiast się kłócić,
podałem mu rękę, przedstawiłem się, wyjaśniłem, że nie
widziałem nikogo, kogo mógłbym zapytać o zgodę, powiedziałem,
że prowadzę blog i że budynek wydał mi się interesujący. Nawet
przeprosiłem. Niemal natychmiast jego zachowanie się zmieniło.
Uspokoił się, krótko wspomniał o historii miejscowości, po czym
odjechał.
Kościół ortodoksyjny (może Greko-Katolicki) w Lublinie w Wisconsin
Ironią losu było to, że
moja kamera samochodowa i tak nagrała budynek. Później znalazłem
też doskonałe jego zdjęcie w Google Street View. W ciągu dwóch
lat budynek całkowicie zniknął. Ostatecznie nawet nie spodobało
mi się moje własne zdjęcie i nigdy go nie opublikowałem —
podczas gdy budynek wciąż jest widoczny online dla milionów ludzi.
Kwestionowanie fotografowania publicznych budynków w 2023 roku
wydaje się anachronizmem.
Kościół Św. Stanisława w Lublinie w Wisconsin
Od 1982 roku odwiedziłem
Polskę, Warszawę, Wilno i Poniatowski —
trzy pierwsze miejscowości w Ontario w Kanadzie, a ostatnia w
stanie Wisconsin. Tego dnia miałem odwiedzić kolejne
„polskie” miasteczko.
W nocy padał deszcz, ale
mój wodoodporny namiot spisał się doskonale. Po opuszczeniu
kempingu ruszyłem na południe i wkrótce wjechałem do wioski
Lublin, Wisconsin (45°04'30.2"N 90°43'34.5"W
/ 45.075056, -90.726250), nazwanej na cześć miasta Lublin w Polsce.
Według Wikipedii polscy
imigranci zaczęli osiedlać się w tym rejonie pod koniec XIX wieku.
Spis ludności z 1905 roku wykazał 275 mieszkańców miejscowości
Roosevelt (przyszły Lublin), z czego 80% głów gospodarstw domowych
podało jako miejsce urodzenia Polskę, Polskę-Rosyjską lub
Polskę-Niemiecką. Przybycie kolei na początku XX wieku odmieniło
miasteczko. Powstały szkoły, saloony i sklep ogólnospożywczy. W
1908 roku zbudowano kościół katolicki Wszystkich Świętych oraz
cerkiew prawosławną Wniebowzięcia, a w 1926 roku powstał Kościół
Narodowy Polski pw. Najświętszej Maryi Panny.
Lublin, Wisconsin
Wszystkie trzy świątynie
nadal istniały podczas mojej wizyty, choć kościół katolicki
nosił już nazwę St. Stanislaus Church. We wsi znajdowała się
także placówka American Legion, poczta, sklepy oraz park pamięci z
czołgiem. Tablica informacyjna wyjaśniała, że w 2018 roku
posadzono „Freedom Tree” (biały dąb) ku czci weteranów
Abramowicz, Kaczmarczyk i Cwikla Legion Post #547, a także weteranów
II Rzeczypospolitej Polskiej i Stanów Zjednoczonych.
Lublin, Park "Memorial Park"
Mimo że spędziłem w
Lublinie ponad godzinę, prawie nie spotkałem przechodniów i nie
miałem okazji nawet kimś porozmawiać. Tym razem nikt nie
kwestionował robienia przeze mnie zdjęć.
Z Lublina pojechałem Road
73 na południe, następnie skręciłem w prawo na Highway 29 na
zachód, która ostatecznie połączyła się z Interstate 94 w
kierunku Minneapolis. Zjechałem z autostrady w Menomonie i
zaparkowałem przy Walmart (44°54'38.6"N 91°55'54.5"W /
44.910722, -91.931806), który od 2019 roku stał się dla mnie
niemal obowiązkowym przystankiem podczas jazdy do Catherine i z
powrotem do domu. Skorzystałem z Wi-Fi, aby zadzwonić do Catherine
i poinformować ją o mojej lokalizacji, kupiłem sałatkę w
Walmart, a następnie pojechałem krótką drogą do sklepu Aldi i
dużego sklepu Goodwill po drugiej stronie ulicy — trzech
użytecznych i niedrogich sklepów położonych obok siebie.
Lublin, Wisconsin--Legion Hall
Było niezwykle gorąco i
wilgotno — ponad +33°C — a prognozy pogody zapowiadały burze.
Słyszałem komunikaty ostrzegające przed gradem wielkości piłek
golfowych i gwałtownymi burzami. Chmury wokół mnie wyglądały
groźnie, ale najpoważniejsze ostrzeżenia dotyczyły obszarów na
północ od Minneapolis–St. Paul. Ruch nasilał się w miarę
zbliżania się do miasta, ale w końcu dotarłem po godzinie 19:00,
serdecznie powitany przez Catherine, która czekała na mnie przed
swoim domem.
VICTORIA I MINNEAPOLIS
Następnego
dnia pojechaliśmy do ogromnego sklepu o nazwie Menards w Eden
Prairie. Wybór produktów
w tym gigantycznym sklepie był
przytłaczający. Kupiłem kilka lampek LED, a także bardzo mocną
latarkę o imponującej mocy 15.000 lumenów. Dodam, że od tamtej
pory używam tej latarki podczas wszystkich moich wyjazdów
campingowych i potrafi ona dosłownie zamienić noc w dzień.
Ogródek u Catherine
16
sierpnia 2023 r. pojechaliśmy do The
Café Meoww
Minneapolis(2323 Hennepin Ave. S. — zaledwie kilka
dni później kawiarnia przeniosła się do nowej lokalizacji).
Oprócz wypicia kawy i zjedzenia czegoś, klienci mogli, za dodatkową
opłatą, wejść do przyległego pomieszczenia i bawić się z
kilkoma kotami. My jednak nie skorzystaliśmy z tej możliwości i
jedynie obserwowaliśmy innych klientów wchodzących w interakcje z
kotami.
Taka modlitwa wisiała vis-a-vis mojego łóżka: Teraz,
gdy kładę się spać modlę się do Pana, aby zachował moją duszę. Strzeż mnie przez noc i obudź mnie
światłem poranka.
Tuż
naprzeciwko kawiarni znajdował się pomnik Thomasa
Lowry’ego (Thomas
Lowry Memorial) (44°57'34.1"N
93°17'38.9"W / 44.959472, -93.294139), upamiętniający Thomasa
Lowry’ego (1843–1909), który stał na czele Twin City Rapid
Transit Company (firmy publicznego
transportu w miastach Minneapolis-St. Paul).
Pomnik Thomasa Lowry
Vis-à-vis
pomnika byłaTemple Israel
(2323 Fremont Avenue South, 44°57'33.6"N 93°17'40.9"W /
44.959333, -93.294694), reformowana synagoga żydowska. Założona w
1878 roku, jest najstarszą synagogą w Minneapolis i jedną z
największych kongregacji żydowskich w Stanach Zjednoczonych. Bardzo
chciałem wejść do środka, jednak nie mieliśmy zbyt wiele czasu,
a poza tym sądzę, że budynek był zamknięty.
Temple Israel
Dwa
lata później odkryłem kilka filmów na YouTube z udziałem
niesamowitej, pełnej pozytywnej energii wokalistki — Leah
Kalisch.
Uważałem wiele utworów tej wielojęzycznej i wszechstronnie
utalentowanej artystki za absolutnie znakomite, szczególnie AzDer Rebbe Zingt
oraz Tumbalalaika.
Catherine koło synagogi
Oba
zostały zaśpiewane w jidysz i uwielbiałem ich wielokrotnie
słuchać. A zgadnijcie, gdzie zostały nagrane te występy —
odbyły się one właśnie w Temple
Israel w Minneapolis.
Chcę też dodać, że byłem całkowicie zachwycony innym jej
utworem, Shtetl Neshumeme.
Naprawdę,
warto posłuchać!
Poszedłem
również z Catherine, jako jej gość, do jej klubu fitness — Life
Time w Chanhassen,
położonego obok siedziby głównej firmy i niedaleko Paisley
Park, studia słynnego
artystyPrince’a,
gdzie on również
zmarł. Na basenie
przepłynąłem ponad 1,5 km, a następnie spędziłem około 30
minut, korzystając z jacuzzi i sauny.
W ulubionym sklepie Catherine i moim, "Aldi"--jest niewielki, ale ma najważniejsze produkty po dobrych cenach.
Ponadto
starałem się ćwiczyć codziennie—ba,
nawet zapisałem się do klubu rekreacyjnego w
Victoria i wielokrotnie korzystałem z sali do ćwiczeń.
Chociaż dla osób wizytujących miasto
Victoria opłaty były trochę wyższe, manager klubu stwierdziła,
że ponieważ mieszkam u osoby posiadającej w tym mieście
nieruchomość i płacącej podatki, kwalifikuję się jako rezydent!
Przywiozłem ze sobą grubą matę do jogi
oraz elastyczne taśmy oporowe—prosty,
ale bardzo efektywny sprzęt do ćwiczeń.
Miałem także ze sobą Chromebooka,
którego kupiłem krótko przed wyjazdem z Kanady. Był już
przeceniony o 50%, a dodatkowo otrzymałem kolejne zniżki, ponieważ
był to model ekspozycyjny, bez opakowania i instrukcji.
W każdym
razie byłem nim niezwykle zachwycony. Czas pracy baterii przekraczał
10 godzin, był dość szybki i pozwalał mi przeglądać internet,
czytać gazety, pisać e-maile oraz tworzyć wpisy na bloga.
Wcześniej posiadałem dwa laptopy, których czas pracy na baterii
był tylko ułamkiem tego, a ponadto były cięższe, większe,
wolniej się uruchamiały i ogólnie były
mniej responsywne. Oczywiście te laptopy mogły uruchamiać szeroką
gamę oprogramowania — jednak w trakcie podróży nie miałem
potrzeby korzystania z takich programów.
Excelsior, Minnesota
Posiadałem
także subskrypcję codziennej
gazety TheWall
Street Journal
i spędzałem co najmniej godzinę dziennie na czytaniu bieżącego
wydania tej bardzo interesującej publikacji.
Chromebook okazał się niezmiernie przydatny, m. in. w czytaniu "The Wall Street Journal"
Ponieważ
Catherine posiadała kamper, który cały
czas stał na jej płycie parkingowej przed domem, jej wnuki (o
których więcej piszę poniżej) uwielbiały
się w nim bawić, a kilkakrotnie nawet spożywaliśmy
tam z nimi lunch.
To bardzo fajnydomek kempingowy na kółkach,
z sześcioma łóżkami, kuchnią i łazienką. Niestety Catherine
nie była w
stanie holować go swoim samochodem, a nie trzeba dodawać, że
silnik mojego auta jest zdecydowanie zbyt cherlawy
(138 HP), by ciągnąć cokolwiek więcej
niż bardzo lekką
przyczepę.
Oczywiście
często odwiedzaliśmy pobliski Minnesota
Arboretum, które jest absolutnie
niesamowitym miejscem. Jesienią Arboretum zamieniało się w
prawdziwą jesienną krainę cudów, z ogrodami pełnymi kolorów i
licznymi strachami na wróble ustawionymi na wystawach. Razem z
malcami
spędziliśmy tam mnóstwo czasu, świetnie się bawiąc.
POCHODZENIE NAZW GEOGRAFICZNYCH W MINNESOCIE
Zastanawiałem się,
dlaczego tak wiele miejsc w Minnesocie zaczyna się od „Minne”.
Najwyraźniej wszystkie mają jedną wspólną cechę: dakockie słowo
„mni” (lub „minne”). Nazwy te podkreślają głęboką więź
ludu Dakota z wodą, ponieważ w ich języku słowo to oznacza
właśnie wodę. W końcu stan Minnesota nazywany jest „Krainą 10
000 Jezior”.
Minnesota
w języku Dakota oznacza „wodę o barwie nieba” lub „mętną
wodę”. Nazwa ta wywodzi się od dakockiej nazwy rzeki Minnesota —
Mní Sóta
(lub Mníssota)
— i łączy w sobie „mní” (woda) oraz „sota” (o barwie
nieba / mętna).
Minneapolis
oznacza „Miasto Wód” i jest połączeniem słowa „mni”
(woda) z greckim słowem „polis” (miasto). Nazwa ta odzwierciedla
obfitość jezior w okolicy oraz położenie miasta nad rzeką
Missisipi — niezwykle ważnym zasobem dla rdzennych mieszkańców z
plemienia Dakota.
Minnehaha w
języku Dakota oznacza „wodospad” lub „wirującą / bystrą
wodę” i pochodzi od słów „mní” (woda) oraz „ȟaȟa”
(spadająca / wirująca). Nazwa ta używana jest m.in. w odniesieniu
do wodospadu Minnehaha Falls w Minneapolis. Często spotykane
tłumaczenie „śmiejąca się woda” jest błędne — prawdziwe
znaczenie to „wodospad”.
Minnetonka
łączy słowa „mní” (woda) oraz „tanka” (duża / wielka),
co daje znaczenie „duża woda” lub „wielka woda”. Pierwotnie
nazwa ta odnosiła się do jeziora Minnetonka w Minnesocie.
W rzeczywistości
lakocko-dakockie słowa takie jak „tanka”
(lub tȟáŋka)
oraz „tonka”
są bezpośrednio powiązane ze słowem „tatanka,”
które oznacza bizona (bawoła)—pamiętacie
film Tańczący
z wilkami
(Dances with Wolves) z 1990 roku, wyreżyserowany i wyprodukowany
przez Kevina Costnera?
Słowo tȟáŋka
znaczy „wielki” lub „potężny”, a tatanka
można rozumieć jako „wielki” lub „uosobienie wielkości”,
co odnosi się do wspaniałego, podtrzymującego życie zwierzęcia,
będącego centralnym elementem kultury Lakotów. Tatonka
to współczesna, często spotykana pisownia, używana m.in. przez
marki inspirowane tym określeniem.
Minnewaska
oznacza „dobrą wodę” lub „piękną wodę”, ponieważ
„waska” znaczy „dobry” lub „piękny”.
Minneota to
nazwa oznaczająca „dużo wody” lub „czystą wodę”. Często
używana jest dla miejsc w Minnesocie, takich jak miasto Minneota, i
odnosi się do obfitych lokalnych źródeł wody — na przykład
czystej wody w studni lub rzece.
Minnewashta
oznacza „dobrą wodę (do łowienia ryb)” i często odnosi się
do miejsc z czystymi, bogatymi w ryby jeziorami, takimi jak jezioro
Minnewashta w pobliżu Chanhassen.
Minneopa
oznacza „wodę spadającą dwukrotnie” — to piękne nawiązanie
do dwupoziomowych wodospadów Minneopa Falls w parku stanowym
Minneopa State Park w pobliżu Mankato w Minnesocie, gdzie potok
spada dwoma wyraźnymi kaskadami, zanim wpłynie do rzeki Minnesota.
Minnetrista
oznacza „skręcającą wodę” lub „krętą / wijącą się
wodę” i pochodzi od dakockich słów „minne” (woda) oraz
„trista” (skręcający się).
Minnewaska
oznacza „dobrą wodę” lub „piękną wodę” — od „mini”
(woda) i „waste” (dobry).
Minneolaoznacza „dużo
wody” lub „wiele wód”. Nazwa ta pochodzi od dakockich słów
„mni”
(woda) oraz „ota”
(dużo / wiele).
WYJAZD DO PARK RAPIDS I POBYT W DOMKU NAD
JEZIOREM
18
sierpnia 2023 rokuwraz
z Catherine ruszyliśmy
do Park
Rapids,
około 300 km na północ, do cottage,
domku
letniskowego — a właściwie cabin,
jak nazywają
je w
Minnesocie. Oczywiście zawsze staramy się zamienić nawet zwykłą
podróż samochodem w interesującą wyprawę, dlatego Catherine
wybrała szereg dróg drugorzędnych, unikając głównych autostrad.
Restauracja Fisher’s Club of Avon
Po
drodze zatrzymaliśmy się w znanej restauracji nad jeziorem, o
której Catherine czytała — Fisher’s
Club of Avon
(45°36'41.2"N 94°27'20.1"W / 45.611444, -94.455583),
słynącej z kolacji z sandaczem (walleye
dinner).
Rzeczywiście, miejsce było bardzo przyjemne. Usiedliśmy na
werandzie z widokiem na wodę, gdzie rodziny łowiły ryby.
Restauracja miała długą i ciekawą historię. Zauważyłem wiele
drewnianych skrzynek pocztowych zamontowanych na ścianie. Były to
tzw. liquor
lockers,
używane regularnie w czasach, gdy Fisher’s funkcjonował jako
„bottle club”, a klienci przechowywali w nich własny alkohol.
Restauracja wyraźnie starała się zachować te historyczne
artefakty.
Liquor locker boxes
Zamówiliśmy
pół porcji grillowanych (BBQ)
żeberek, kanapkę
z sandaczem, Margaritę oraz piwo IPA (rachunek
wyniósł $58,38
USD plus napiwek — tak, ceny w USA, a zwłaszcza w Minnesocie, są
znacznie wyższe niż w Kanadzie; z napiwkiem całość wyniosła
około 94 dolarów kanadyjskich). Bardzo nam wszystko
smakowało.
W restauracji
Nagle
podbiegła do nas spanikowana
kobieta, prosząc o szklankę wody. Jeden z chłopców wędkujących
na jeziorze przypadkowo zahaczył wędką
swojego kolegę bardzo blisko oka i było dużo krwi. Wkrótce na
miejscu pojawiły się dwa radiowozy szeryfa oraz ratownicy medyczni.
Nie byli w stanie usunąć haczyka z twarzy chłopca i zdecydowali
się przetransportować go do szpitala. Krótko z nimi
porozmawialiśmy — byli Filipińczykami.
Domek letniskowy
Do domku
letniskowego dotarliśmy
dość późno. Wyobrażałem sobie skromną, niewielką drewnianą
chatkę z oddzielnym wychodkiem,
więc byłem ogromnie zaskoczony, widząc ogromną, 3500-stopową
(ok. 325 m²) rezydencję, z pięcioma łazienkami i linią brzegową
jeziora oddaloną o jakieś 100 metrów. Przy pomoście czekała
luksusowa łódź oraz nowoczesny skuter wodny. Poszliśmy do
ogromnej sypialni na piętrze, w której znajdowały się dwa łóżka
typu queen-size,
niewielki stół jadalny oraz sporo sprzętów kuchennych. Wkrótce
dowiedziałem się, że Catherine i jej córka wolały przygotowywać
posiłki dla dzieci osobno, więc często kończyło się na tym, że
jedliśmy na balkonie z widokiem na jezioro.
Niezmiernie podobała mi się ta ogromna wypchana ryba na ścianie!
Oczywiście
główną atrakcją naszego pobytu w domku było wyczekiwane
przybycie wnuków Catherine, których nazywałem
„Munchkins”—”Szkrabami”,
„Maluszkami”, „Malcami” czy
„Dzieciaczkami”.
Catherine, Munchkin Sr. i Munchkin Jr. w domku letniskowym przy ognisku (a może Catherina to "Zła Czarownica z Zachodu"--no bo "Munchkins", lub w polskiej wersji "Manczkin", pochodzą z filmu "Wizard of Oz" (Czarnoksiężnik z Oz).
Autumn,
czyli Munchkin Senior,
miała 4½ roku, a Everett, czyli Munchkin
Junior, był prawie trzyletni. Oboje
poznałem już wcześniej, chociaż Everett był wtedy zdecydowanie
za mały, by mnie pamiętać.
Tuż pod naszą „sypialnią”
znajdował się duży pokój. Zapytałem Catherine, co to za
pomieszczenie.
— Wkrótce
stanie się pobojowiskiem(disaster
zone)—
powiedziała. I rzeczywiście miała absolutną rację!
Dzień
po naszym przyjeździe pojechaliśmy do sklepu
Walmart. Catherine wielokrotnie mówiła mi, że musi zrobić zakupy
dla Michelle i jej rodziny, więc zakładałem, że wejdziemy do
sklepu z długą listą i stopniowo będziemy zapełniać wózek
potrzebnymi rzeczami. Cóż, nie zdawałem sobie sprawy, że — jak
by to ująć — jestem nieco nie na czasie. Okazało się, że
Michelle wysłała listę zakupów do sklepu e-mailem kilka dni
wcześniej i wszystko zostało już opłacone. Wystarczyło
zaparkować samochód przed sklepem,
zadzwonić na podany numer
i w ciągu kilku minut pojawił się młody chłopak z kilkoma
skrzynkami pełnymi artykułów spożywczych!
Munchkin Jr. wygląda jak krasnoludek!
A skoro
już mowa o byciu nie na czasie… ilekroć patrzę na dzisiejszą
technologię albo wchodzę do sklepu ze
sprzętem elektronicznym Best Buy, czuję,
że naprawdę odstaję od współczesnego świata. Czasem jednak
zastanawiam się, czy jestem krok za nim — czy może jednak krok
przed nim — rezygnując z najnowszych gadżetów i
wątpliwych udogodnień. Może Amisze
jednak mają rację, prowadząc tak prosty styl życia?
Przyjazd
szkrabów (oraz
ich rodziców) następnego dnia oznaczał koniec naszego
krótkotrwałego błogostanu i ciszy. W mgnieniu oka większość
pomieszczeń zamieniła się w sale zabaw — strefy
kompletnego bałaganu — zasłane
zabawkami, ubraniami i wszystkim, co dzieci były w stanie chwycić w
swoje ręce.
Rzeczywiście, ten pokój szybko zamienił się w pole bitwy po przyjeździe szkrabów!
Czasami
Michelle i Rob holowalimalców po
jeziorze. Siedzieli oni w specjalnym dmuchanym kole holowanym, razem
z jednym z rodziców, podczas gdy drugi ciągnął ich na skuterze
wodnym. Bawili się doskonale. Po jednej z takich przejażdżek
Catherine owinęła Everetta w ogromny szlafrok i wyglądał on jak
kapturowy krasnolud prosto z filmu Disneya.
Zazwyczaj czytałem książki lub gazety na komputerze na balkonie, podczas gdy Munchkins przebywały na tarasie na dole--i chociaż starłem się nie zwracać ich uwagi, zazwyczaj mi się to nie udawało i miałem po kilkunastu sekundach rozbawione towarzystwo do zabawy!
Z
jakiegoś powodu Munchkins
byli bardzo podekscytowani moją obecnością
— być może Catherine opowiedziała im jakieś zmyślone historie
o „wujku Jacku”. Zazwyczaj budzę się około godziny
9:00 rano i w pełni spodziewałem się
trzymać tego rytmu. Myliłem się.
Wczesna pobudka przez małego ludka!
O 6:30
rano, kiedy spałem jeszcze głębokim snem, usłyszałem głosy, a
chwilę później poczułem, jak moje łóżko się trzęsie, jakby
ktoś na nim skakał. Gdy otworzyłem oczy, z trudem mogłem uwierzyć
w to, co widzę: dwa
uśmiechniętekrasnoludkipodskakiwałyna
moim łóżku, oczekując, że wstanę i zacznę się z nimi bawić.
Scena ta powtarzała się każdego ranka, a krasnale
radośnie oznajmiali: „Jack, czas wstawać!”
Kilka
razy rozpalaliśmy ognisko nad brzegiem jeziora i grillowaliśmy
pyszne żeberka jagnięce. Oczywiście Munchkins
również cieszyli się tymi atrakcjami, chociaż zazwyczaj nie byli
zbyt chętni, by pozostawać w jednym miejscu przez dłuższy czas.
Jak
zawsze przeczytałem kilka książek. Mam szczególną słabość do
książek o tematyce medycznej, pisanych przez lekarzy lub
pielęgniarki, więc gdy w jednej z moich ulubionych księgarń
(czyli w sklepie z używanymi książkami) natknąłem się na Black
Man in a White Coat: A Doctor’s Reflections on Race and Medicine(“Czarny
mężczyzna w białym fartuchu: Refleksje lekarza na temat rasy i
medycyny”) autorstwa
Damona Tweedy’ego, M.D., od razu ją kupiłem. Książka otworzyła
mi oczy na wiele kwestii, nad którymi wcześniej w ogóle się nie
zastanawiałem — zwłaszcza że mieszkam w Kanadzie — i naprawdę
czytało mi się ją z ogromną przyjemnością.
W
rozdziale zatytułowanym „Charity
Care”(opieka
charytatywna)autor
przywołuje artykuł z 2005 roku opublikowany w New
York Times,
który śledzi losy trzech nowojorczyków — jednego bogatego,
jednego z klasy średniej i jednego z klasy pracującej — którzy
mniej więcej w tym samym czasie doznają zawału serca. Artykuł
porównuje ich bardzo odmienne drogi powrotu do zdrowia: bogaty
mężczyzna wychodzi z tego w najlepszym stanie, przedstawiciel klasy
średniej zmaga się z komplikacjami, natomiast kobieta z klasy
pracującej doświadcza coraz poważniejszych problemów medycznych i
społecznych.
Powinienem
dodać, że New
York Timesa
prawie nigdy nie czytam. W przeciwieństwie do kanadyjskich gazet nie
jest on dostępny wszędzie — zazwyczaj tylko w centrum Toronto;
jest też znacznie droższy, jak
również
zawsze bardziej preferowałem
TheWall
Street Journal.
Wątpię, żebym w ciągu ostatnich 25 lat przeczytał więcej niż
dwa lub trzy numery Timesa.
A jednak — co zadziwiające — przeczytałem właśnie
to
wydanie, o którym wspomina autor. Co więcej, doskonale pamiętam
owy
artykuł. Był na pierwszej stronie, zawierał zdjęcia wszystkich
trzech osób, a „nowojorską przedstawicielką klasy pracującej”
była Polka. Po doznaniu zawału serca, zamiast natychmiast udać się
do szpitala, opóźniła leczenie i zastosowała „polski sposób”:
wypiła kieliszek wódki!
MUNCHKINS
(SZKRABY)
Muszę
przyznać, że miałem z Munchkins
mnóstwo zabawy i naprawdę bardzo ich polubiłem. Zazwyczaj
siedziałem cicho na balkonie mojego pokoju/sypialni, starając się
być jak najmniej zauważalny, i czytałem TheWall
Street Journal
na Chromebooku
albo książkę. Jednak gdy tylko dostrzegli mnie z dolnego tarasu, w
mniej niż 30 sekund miałem wspaniałe towarzystwo!
Pewnego ranka Everett
przyszedł do mnie bardzo wcześnie i mnie obudził. Będąc jeszcze
na wpół śpiący, zacząłem z nim rozmawiać i zapytałem o
Catherine (którą często nazywam „Pumpkin”).
— Everett, gdzie jest
Pumpkin? Czy możesz do niej pójść i poprosić, żeby przyszła na
górę?”
Później
Catherine opowiedziała mi, że Everett przyszedł do niej wyraźnie
zmartwiony,
z ustami ściągniętymi w kształt podkowy, i powiedział płaczliwym
tonem:
„Jack nazwał mnie pumpkin!” Cathy wytłumaczyła mu, że nie
nazwałem jego
Pumpkin — tylko ją — i miała nadzieję, że jej uwierzył.
Powiedziała, że jego wyraz twarzy i sposób, w jaki to powiedział,
były absolutnie bezcenne!
Podziwiałem też ich włosy
(w porównaniu do moich — albo raczej do tego, co z nich zostało).
— Autumn, masz takie
piękne włosy! Czy możesz dać mi trochę?” — zapytałem.
Bez chwili wahania chwyciła
kosmyk włosów i podała mi go.
Kiedy
zadałem to samo pytanie Everettowi, stanowczo powiedział „Nie!”
i uciekł ode mnie, wyglądając na nieco przestraszonego, jakby
obawiał się, że zaraz ogolę mu głowę do
gołej skóry! To był ostatni raz, kiedy
poruszyłem ten temat w jego obecności.
Autumn
była również zdezorientowana, gdy czasami nazywałem Catherine
„Cathy”, „Kitty” albo „Pumpkin”. Próbowałem jej
wytłumaczyć, dlaczego używam różnych przezwisk, ale nadal nie
bardzo rozumiała. W końcu oznajmiła
bardzo stanowczo: „Ona jest Nana”.
Autumn sprzedaje lody po $15 za kulkę!
Przez pewien czas Autumn
uczestniczyła w cotygodniowym programie dla dzieci w ośrodku
edukacji plenerowej. Miejsce było absolutnie przepiękne —
otoczone lasem, zaledwie kilka metrów od jeziora, a dodatkowo z
kolekcją żywych zwierząt w terrariach, które dzieci mogły
obserwować i o nich się uczyć. Catherine i ja odbieraliśmy Autumn
po zajęciach, a po krótkim spacerze po pobliskim lesie szliśmy na
plac zabaw, gdzie udawała, że sprzedaje nam lody — żądając
astronomicznych cen, po 15 dolarów za gałkę! Na szczęście byłem
na tyle sprytny, że wręczyłem jej moją kartę kredytową.
Kiedy Catherine poszła do
samochodu, zasugerowałem Autumn, aby zaproponowała lody również
jej.
— Zawołajmy ją —
powiedziałem i zacząłem krzyczeć w stronę Catherine:
— Kitty! Pumpkin! Czy
chciałabyś kupić lody?
Autumn
natychmiast się dołączyła:
— Kii-tii!
Pup-kin! Czy chcesz lody?
Wyraźnie było widać, że
gdy chodziło o zarabianie nawet wyimaginowanych pieniędzy, była
gotowa użyć każdego imienia, które mogło przyciągnąć klienta!
Gdy
jechaliśmy samochodem, Munchkins
siedzieli w swoich specjalnych fotelikach tuż za nami i na ogół
zachowywali się całkiem dobrze. Oczywiście zdarzały się drobne
sprzeczki między nimi albo prośby o zatrzymanie się przy różnych
„atrakcjach” (takich jak sklep
Treasure City po drodze do domku), ale ogólnie nie mieliśmy z nimi
większych problemów.
W domku kempingowym
Pewnego
razu Catherine i ja byliśmy pogrążeni w rozmowie, a gdy
powiedziała coś, co mnie rozbawiło, wykrzyknąłem
— Oh
my God!” (O
Boże!). Nagle dotychczas cicheszkraby zaczęły
na zmianę mnie naśladować:
— Oh
my God, oh my God, oh my God!
Oboje
wybuchnęliśmy śmiechem.
W jednym ze sklepów
kupiłem bardzo dobrą wyciskarkę elektryczną, którą natychmiast
zacząłem używać do wyciskania soku z cytryn i pomarańczy. Gdy
Autumn ją zobaczyła, bardzo chciała mi pomóc. Pomimo swoich
małych rączek świetnie sobie poradziła z obsługą wyciskarki —
i nawet wypiła kilka łyków soku z cytryny!
THE TRUMP STORE
Pomiędzy
Park Rapids
a Nevis,
tuż przy Lake County Scenic Byway 34, znajdował się Trump
Store — bez wątpienia jeden z
najbardziej intrygujących sklepów w okolicy. Były tam całe tony
gadżetów związanych z Trumpem: naklejki, breloczki, koszulki,
flagi, magnesy, czapki, pamiątki i wiele innych. Wśród nich
znajdowały się również „White Privilege Cards” (podobne do
kart kredytowych), których zakup nawet rozważałem (14 dolarów za
sztukę).
Przed sklepem "Trump Store" niedaleko Nevis, MN
Zaledwie
tydzień wcześniej, 24
sierpnia 2023
roku, Donald Trump został oskarżony o „gangsterstwo”
(racketeering)
i inne powiązane przestępstwa. Kiedy dobrowolnie stawił się w
areszcie hrabstwa Fulton w Atlancie w stanie Georgia, wykonano mu
zdjęcie policyjne. Natychmiast stało się ono ikonicznym
wizerunkiem byłego prezydenta (który oczywiście wygrał
nadchodzące wybory), a sklep już sprzedawał koszulki z tym słynnym
zdjęciem.
Rozmawiałem
z kobietą pracującą w sklepie (być może właścicielką) i
wspomniałem, że policyjne zdjęcie Trumpa bardzo przypomina inne
słynne zdjęcie — „Roaring Lion”
Winstona Churchilla, wykonane w 1941
roku przez ormiańsko-kanadyjskiego fotografa Yousufa
Karsha. Fotografia została zrobiona w
Centre Block na Parliament Hill w Ottawie, w Ontario, po tym jak
Churchill wygłosił swoje słynne przemówienie „Some chicken,
some neck” dotyczące II wojny światowej do kanadyjskich
parlamentarzystów.
Z tym
zdjęciem wiąże się fascynująca historia. Karsh miał zaledwie
dwie minuty na sesję zdjęciową, a Churchill nie był szczególnie
entuzjastycznie nastawiony do pozowania. Karsh poprosił premiera,
aby odłożył cygaro, tłumacząc, że dym będzie przeszkadzał w
wykonaniu zdjęcia. Churchill odmówił. Tuż przed zrobieniem
fotografii Karsh szybko podszedł do niego i powiedział: „Wybaczy
mi pan, sir”, po czym wyrwał cygaro z ust Churchilla. Karsh
wspominał później: „Kiedy wróciłem do aparatu, Churchill
wyglądał tak bojowo, jakby mógł mnie
pożreć.” Grymas Churchilla bywa opisywany jako „dzikie
spojrzenie, jakby stawał twarzą w twarz z wrogiem”.
Po wykonaniu zdjęcia
Churchill miał powiedzieć: „Nawet ryczącego lwa można zmusić,
by stanął nieruchomo do zdjęcia”, nadając fotografii jej słynną
nazwę. Przy okazji warto dodać, że to zdjęcie — jedno z
najbardziej ikonicznych portretów XX wieku — skutecznie
zapoczątkowało międzynarodową karierę Karsha (Wikipedia).
Z tyłu sklepu znajdowało
się jeszcze więcej produktów związanych z Trumpem, a także
zabytkowe pojazdy i rozmaite inne osobliwości.
AKELEY
Tę
niewielką miejscowość odwiedziliśmy po
raz pierwszy już w 2019 roku, głównie po
to, aby zajrzeć do ogromnego sklepu z używanymi rzeczami.
Oczywiście pojechaliśmy tam ponownie — tym razem nie konkretnie
po to, aby zobaczyć sklep, lecz żeby zaparkować samochód i wybrać
się na przejażdżkę rowerową do Nevis
i z powrotem, ponieważ wzdłuż drogi przebiegał szlak Heartland
State Trail.
Sklep z
rzeczami używanymi ARCC (Akeley Regional Community Center),
mieszczący się w dawnym budynku szkoły w Akeley,
był jednym z największych takich sklepów w północnej Minnesocie.
Oprócz ubrań, mebli i szerokiego wyboru artykułów gospodarstwa
domowego znajdowała się tam ogromna sekcja poświęcona książkom
i płytom DVD. Za jedyne 2 lub 5 dolarów można było napełnić
dużą torbę taką liczbą książek i płyt DVD, ile tylko dało
się do niej upchnąć — nic więc dziwnego, że sporo z nich
przywiozłem z powrotem do Kanady!
Znalazłem tam również
wiele innych przydatnych przedmiotów, w tym okulary
przeciwsłoneczne, kable USB, lornetki, zupełnie nowy odtwarzacz CD
oraz różne inne drobiazgi. W przedsionku leżały nawet darmowe
pomidory. Musiały pochodzić z prywatnego ogrodu, bo były pyszne —
jestem wielkim miłośnikiem pomidorów i od razu potrafię wyczuć
różnicę. Personel, swoją drogą, był bardzo miły, pomocny i
zawsze chętny do przyjaznej rozmowy z klientami.
Akeley
jest znane jako miejsce narodzin Paula
Bunyana
(pisałem o nim na swoim blogu.
Aby podkreślić to wyróżnienie, w miasteczku znajduje się
25-stopowy (7,5-metrowy) posąg klęczącego Paula
Bunyana
obok ogromnej kołyski. Tuż przy pomniku mieściło się Muzeum
Historyczne Paula Bunyana
w Akeley,
które akurat było otwarte podczas naszej wizyty.
Mieliśmy
sporo szczęścia, spotykając pana Franka
Lamba seniora, prezesa Paul
Bunyan Historical Society, znanego
również jako „Mr. Akeley”. Był to bardzo ujmujący dżentelmen,
który krótko opowiedział nam o początkach miasta. Akeley
było kiedyś ważnym ośrodkiem przemysłu drzewnego, z tartakiem
należącym do największych w stanie Minnesota. Dzięki temu
tartakowi oraz budowie dworca kolejowego w 1899 roku Akeley stało
się miastem boomu gospodarczego. Drwale przybywali i wyjeżdżali
niemal każdym pociągiem towarowym, a liczba mieszkańców wzrosła
z 2000 do ponad 3500 w latach 1907–1908 (do 2023 roku była już
tylko ułamkiem tej liczby). Ten gwałtowny rozwój był
prawdopodobnie jednym z powodów, dla których właśnie tam
zakorzeniła się legenda Paula Bunyana.
Wewnątrz
muzeum zobaczyliśmy stare zdjęcia absolwentów szkoły
średniej, Akeley Secondary School —
mieszczącej się kiedyś dokładnie
w budynku, w
którym dziś prosperuje
się sklep z używanymi rzeczami (oraz
schronisko dla kobiet). Pan Lamb powiedział
nam, że jego ojciec (a może dziadek) pracował przy budowie kolei,
która później została zlikwidowana i zastąpiona szlakiem
rekreacyjnym — tym samym, po którym często jeździliśmy na
rowerach. Wydało mi się to dość ironiczne: dziadek budował
kolej, jego syn
nią jeździł, a wnuk pomagał usuwać tory i dziś pedałuje
rowerem lub spaceruje po dawnej linii kolejowej.
Zanim
wyjechaliśmy, pan Lamb usiadł przy pianinie i przez kilka sekund na
nim grał. Cóż za wspaniały człowiek!
Z powodu dużych robót
drogowych na głównej ulicy musieliśmy jechać objazdami, co
prawdopodobnie „zmusiło” nas do zobaczenia innych części
miasta. Akeley miało kiedyś kościół katolicki — budynek wciąż
stał, choć nie pełnił już funkcji kościoła. W pobliżu, przed
jednym z domów, stał szkielet wysoki na jakieś trzy lub cztery
metry — albo dekoracja halloweenowa, albo może szczątki samego
Paula Bunyana?
Spacerując
po Akeley,
zauważyłem grupę ludzi siedzących przy stole i pijących napoje.
Widoczny z drogi napis głosił: „You honk, we drink” („Zatrąbisz
— my pijemy”). Porozmawiałem z nimi chwilę i zrobiłem kilka
zdjęć.
BIKE RIDES
Często
jeździliśmy do różnych parków, miasteczek i miejscowości, aby
wybrać się na przejażdżki rowerowe — Minnesota ma imponującą
sieć doskonałych tras rowerowych.
W Bemidji
zrobiliśmy kilka zdjęć przed posągami Paula
Bunyana i Babe the Blue Ox
oraz zatrzymaliśmy się w pobliskim centrum informacji, gdzie
znajdowały się przeskalowane przedmioty rzekomo należące do Paula
Bunyana, „dowodzące”, że naprawdę istniał! Więcej o tej
legendarnej postaci można przeczytać na moim blogu.
Później
spacerowaliśmy po mieście, a następnie pojechaliśmy rowerami
wzdłuż jeziora Bemidji do BemidjiState Park szlakiem Blue Ox Trail.
W 2019
roku, jedząc lunch w Bemidji State
Park, widziałem pięknego dzięcioła
hełmiastego (Pileated Woodpecker). Musiał być przyzwyczajony do
ludzi, ponieważ kręcił się w pobliżu przez dłuższy czas,
zupełnie ignorując mnie i wszystkich innych. Jakże miłą
niespodzianką było ponowne zobaczenie dzięcioła hełmiastego
również podczas tej wizyty! Czuł się równie swobodnie w
obecności ludzi i nie zdziwiłbym się, gdyby był to ten sam ptak,
którego widzieliśmy cztery lata wcześniej.
Oczywiście
pojechaliśmy także do Itasca State
Park, gdzie przez pewien czas
jeździliśmy po pobliskich leśnych drogach i szlakach. Po raz
kolejny dotarliśmy do źródeł rzeki
Missisipi.
Źródło rzeki Mississippi w Minnesocie
Wzdłuż
południowo-wschodniego brzegu Pike Bay
biegła urocza ścieżka rowerowa, prowadząca od South
Pike Bay Campground do Norway Beach
Visitor Center, które niestety było zamknięte. Odwiedziliśmy
także Canal House Restaurant &
Lounge, położony między Pike
Bay a Cass
Lake, i rozmawialiśmy z właścicielami
o jego historii oraz o ośrodku Stony
Point Resort, założonym w 1939 roku.
Często
parkowaliśmy samochód w Akeley,
bardzo blisko muzeum, a następnie jechaliśmy poHeartland State / Paul Bunyan Trail
w kierunku Walker,
a potem do Nevis,
gdzie zatrzymywaliśmy się w Iron Horse
Bar & Grill na szklankę pysznego,
zimnego piwa.
Kolejną
łatwą trasą rowerową był odcinek z Park
Rapids do Dorset
wzdłuż Heartland State Trail.
Choć populacja Dorset
wynosi zaledwie 22 osoby, miejscowość znana jest jako „Restaurant
Capital of the World” („Światowa Stolica Restauracji”) ze
względu na niezwykle dużą liczbę lokali gastronomicznych.
Podczas pobytu w Victorii
Catherine i ja codziennie jeździliśmy na rowerach jedną z licznych
tras w jej okolicy. Jedna z nich — Lake Minnetonka LRT Regional
Trail — przebiegała bardzo blisko jej domu. Dawno temu była
to linia kolejowa Minneapolis and St. Louis Railway.
Odwiedzaliśmy również pobliskie miejscowości. Szlak prowadził
przez Excelsior, bardzo przyjemne miasteczko, gdzie często
zatrzymywaliśmy się na piwo, kawę lub deser w jednej z
restauracji.
Excelsior oferowało
także przejażdżki tramwajem po półmilowym odcinku torów
zbudowanych na dawnym nasypie kolejowym Minneapolis and St. Louis
Railway. Lake Minnetonka LRT Regional Trail biegł równolegle do
torów na tym odcinku, więc wielokrotnie tamtędy jeździliśmy.
W restauracji Boathouse Restaurant
Ponieważ Carver Park
Reserve znajduje się niemal tuż obok domu Catherine i oferuje
liczne utwardzone trasy, często tam jeździliśmy. Park ma kilka
kempingów, w tym miejsca przeznaczone wyłącznie dla rowerzystów,
a także kempingi grupowe.
Dakota Regional Rail
Trail biegnie wzdłuż dawnej linii kolejowej przez wiejskie
tereny Minnesoty. Zwykle jeździliśmy nim z Mound niemal do
Wayzata. Siostry Andrews — Patty, Maxene i LaVerne —
spędzały dzieciństwo, letnie wakacje w Mound w latach
1918–1931, wracając co najmniej na tydzień każdego lipca.
Odwiedzały swoich wujków Pete’a i Eda Sollie w ich małym sklepie
spożywczym, często chodziły do Mound Casino i wypoczywały na
plaży kąpielowej w Mound, wspominając swoje dzieciństwo.
Była fabryka Tonka Toys i pozostałości szyn kolejowych w Mound, MN
Mound było również
miejscem narodzin ciężarówki Tonka, nazwanej od jeziora
Minnetonka. Dawna główna fabryka Tonka Toys znajdowała się
przy 5300 Shoreline Blvd w Mound. Budynek wciąż stoi i jest obecnie
wykorzystywany do różnych celów komercyjnych i przemysłowych,
mieszcząc kilka firm. Oryginalna fabryka Tonka została zamknięta w
1991 roku po przejęciu firmy przez Hasbro i przeniesieniu produkcji
w inne miejsce. Budynek sąsiaduje z Dakota Trail, a opuszczone tory
kolejowe wciąż do niego prowadzą.
Spędziliśmy także czas,
jeżdżąc na rowerach po różnych trasach w Chaska, Shakopee
i Eden Prairie. Jak widać, Minnesota naprawdę ma ogromną
liczbę doskonałych szlaków, doskonale nadających się zarówno do
spacerów, jak i jazdy na rowerze.
PARK RAPIDS
Po raz pierwszy
odwiedziliśmy Park Rapids w 2019 roku i zapamiętałem
niezwykle szeroką główną ulicę. Początkowo myślałem, że
panuje tam ogromny korek — dwa rzędy samochodów stały na środku
jezdni. Okazało się jednak, że były po prostu zaparkowane —
ulica była aż tak szeroka! Powód był całkiem praktyczny: w
czasach, gdy przemysł drzewny dominował w lokalnej gospodarce, wozy
konne przewożące kłody musiały mieć wystarczająco dużo
miejsca, aby łatwo zawracać, dlatego ulicę zbudowano wyjątkowo
szeroką.
Główna ulica Park Rapids, pośrodku której parkują samochody
Odwiedziliśmy kilka
sklepów z rzeczami używanymi w mieście. Jeden z nich, Bearly Used
Thrift Shop, przyniósł mi kilka dobrych książek, podczas gdy
Catherine zdołała wypełnić wózek zakupowy po brzegi
niesamowitymi przedmiotami. Wspomniałem managerowi, że w Parry
Sound w Kanadzie istnieje księgarnia o podobnej nazwie, Bearly
Used Books. Innym interesującym sklepem był The Depot, który
również oferował mnóstwo świetnych rzeczy — kupiłem tam kilka
audiobooków, ponieważ lubię ich słuchać podczas ćwiczeń.
Oba sklepy były prowadzone
przez Hubbard County Developmental Achievement Center, które
zapewnia szkolenia i możliwości zatrudnienia osobom z
niepełnosprawnościami rozwojowymi oraz chorobami psychicznymi.
Za każdym razem, gdy
byliśmy w Park Rapids, odwiedzaliśmy Bibliotekę. Oferowała
wycofane z obiegu książki na sprzedaż, a także specjalną sekcję
książek, które odwiedzający mogli w dowolnym momencie zabierać i
oddawać.
Kilka razy Catherine i ja
zabieraliśmy szkraby na plac zabaw w Depot Park. Gdy pakowaliśmy
się do samochodu, Everett uparł się, aby zabrać ze sobą
wszystkie swoje zabawkowe kosiarki do trawy. Michelle musiała go
fizycznie powstrzymać — choć nie zanim udało mu się załadować
do auta co najmniej pięć z nich!
Gdy pojechaliśmy tam po
raz pierwszy, zaraz po tym, jak Catherine odpięła ich z fotelików,
malce pobiegły prosto do urządzeń na placu zabaw i natychmiast
zaczęły się wspinać. W ciągu kilku chwil oboje znajdowały się
kilka metrów nad ziemią. Nie byłem pewien, czy w ogóle wolno im
było to robić, ale wyraźnie bardzo im się to podobało.
Krasnale na placu zabaw w Park Rapids
Zabrałem ze sobą telefon
komórkowy i gimbal, aby „poćwiczyć” nagrywanie filmów z nimi.
Było to świetną zabawą, ponieważ całkowicie ignorowali kamerę
i nie przeszkadzało im, że robiłem dość „inwazyjne” ujęcia,
próbując śledzić ich twarze podczas huśtania się. Później
przeniosłem filmy i kilka zdjęć na pendrive’a i dałem go
Catherine. Choć miała już niezliczoną liczbę nagrań malców, te
były nieco inne. Cieszyłem się też, że mogłem bezpiecznie robić
takie nagrania — w dzisiejszych czasach nie wyobrażam sobie nawet
próby fotografowania czy filmowania obcych dzieci bez
natychmiastowego wzbudzenia podejrzeń.
Pewnego razu poszliśmy z
Autumn do restauracji McDonald’s w mieście. Nie pamiętam, co
zamówiły, ale ja skończyłem z dwukrotnie większą ilością
jedzenia za mniej niż połowę ceny. Najwyraźniej nawet moje
umiejętności matematyczne z czasów PRL-owskiej szkoły podstawowej
wciąż potrafią zaoszczędzić mi trochę pieniędzy!
Często chodziliśmy do
Walmart (gdzie w 2019 roku kupiłem dwie pary doskonałych wełnianych
skarpet) oraz do taniego sklepu Dollar Tree, który oferował wiele
interesujących i praktycznych przedmiotów znacznie droższych w
Kanadzie. Po raz kolejny uderzyła mnie uprzejmość sprzedawców —
bardzo rozmowni i zawsze chętni do pomocy.
Catherine z
niecierpliwością czekała także na zakupy w Aldi w Park Rapids,
który był wówczas w budowie. Gdy w końcu został otwarty, okazało
się, że jest to niewielki, ale tani sklep, często oferujący
świetne produkty.
Munchkins w kukurydzie!
Pewnego dnia pojechaliśmy
— razem z Munchkins — na farmę, gdzie mogli bawić się w
„dołach kukurydzianych”, niemal pływając w kukurydzy. Takie
farmy są w Minnesocie bardzo popularne i często oferują
przejażdżki wozami z sianem, mini-zoo oraz wiele innych atrakcji
zarówno dla dzieci, jak i dorosłych.
EMMAVILLE
Jadąc z domku wzdłuż
County Road 4, zatrzymaliśmy się w Emmaville (47°03'55.7"N
94°58'54.3"W / 47.065472, -94.981750), na skrzyżowaniu dróg
hrabstwa 4 i 24.
Poszliśmy do Emmaville Crossing, które
oferowało przytulne noclegi w Emmaville Inn oraz obejmowało sklep
spożywczy, stację benzynową i Emmaville Café & Bar, gdzie
postanowiliśmy zjeść lunch. Było to przyjemne miejsce, a w tym
czasie znajdowało się tam tylko kilku innych gości.
Po posiłku pospacerowałem
po okolicy i zauważyłem na budynku napis: „The Biggest Little
Town in the World. Population 4.” („Największe małe miasteczko
na świecie. Liczba mieszkańców: 4”).
Tuż po drugiej stronie
drogi stał duży budynek przypominający szkołę z wyraźnym
napisem: „University of Emmaville”. Nie wiem, jakie
programy oferuje ani jakie stopnie naukowe przyznaje, ponieważ nie
udało mi się znaleźć o nim wielu informacji w internecie. Jestem
jednak pewien, że sama jego lokalizacja — na kompletnym
wygwizdowie — czyni z niego znakomitą instytucję edukacyjną!
BEMIDJI, LEECH LAKEAND THECASINO
Lake George, bardzo
mała miejscowość przy U.S. Highway 71, miała oryginalny urząd
pocztowy otwarty w 1903 roku. Znajdował się tam także sklep
monopolowy, w którym odbyliśmy miłą rozmowę z właścicielem i
ostatecznie kupiliśmy kilka piw klasy premium.
Pojechaliśmy do Mantrap
Lake Campground tylko po to, aby go obejrzeć. Przy rampie
wodowania łodzi stała kobieta sprawdzająca jednostki pływające,
aby upewnić się, że są czyste, pomagając w ten sposób
zapobiegać rozprzestrzenianiu się tzw. „Aquatic Hitchhikers”.
Znajdowało się tam
również Cedar Lakes Casino & Hotel w Cass Lake,
prowadzone przez plemię indiańskie Leech Lake Band of Ojibwe
na terenie rezerwatu Leech Lake. Z czystej ciekawości
weszliśmy do środka.
Kasyna jednak nigdy mnie w
najmniejszym stopniu nie pociągały. Do tej pory byłem tylko w
czterech — trzech w Kanadzie i jednym w Niagara Falls w stanie Nowy
Jork. Łącznie prawdopodobnie straciłem około 20 dolarów i
wygrałem mniej więcej tyle samo. Nigdy nawet nie używałem
własnych pieniędzy, polegając wyłącznie na promocyjnych bonusach
oferowanych przez kasyna. Wiedziałem, że na dłuższą metę i tak
byłbym największym przegranym. Co więcej, atmosfera kasyna zawsze
wydawała mi się skrajnie nieprzyjemna i zazwyczaj chciałem jak
najszybciej stamtąd wyjść.
Catherine uprzejmie
oznajmiła, że zaraz wróci i zniknęła. Gdy pojawiła się
ponownie godzinę później, wyglądała na mocno przygnębioną.
Później wyjaśniła, że Munchkins nie pójdą na
uniwersytet z Ivy League
— w rzeczywistości nie będzie ich stać na żadne studia.
— Mam nadzieję, że
zostało mi jeszcze wystarczająco dużo pieniędzy, żeby wysłać
ich do szkoły zawodowej — powiedziała. — Everett zostanie
fryzjerem, a Autumn kosmetyczką.
Jak widać, uzależnienie
od hazardu jest straszną chorobą, a Catherine nie była w stanie
przezwyciężyć tego zgubnego nałogu! Próbowałem ją pocieszyć.
— Nie martw się! Zawsze
mogą pójść na Uniwersytet w Emmaville!
Ten pomysł natychmiast
poprawił jej humor i przestała martwić się tym, że roztrwoniła
oszczędności całego życia.
Kiedy później wysłałem
Catherine blog do sprawdzenia, powiedziała mi, że nie pamięta, aby
kiedykolwiek była w tym kasynie — nie mówiąc już o grze czy
utracie pieniędzy. Muszę jednak przyznać, że tę historię
wymyśliłem i celowo „zasadziłem”, aby sprawdzić, czy
rzeczywiście czyta mojego bloga (czytała). Ostatecznie tak bardzo
spodobała nam się ta opowieść, że postanowiłem jej nie usuwać,
lecz pozostawić w blogu — wraz z tym wyjaśnieniem—bo oboje
posiadamy ogromną antypatię do kasyn i wszelkich gier hazardowych,
włącznie z popularnymi loteriami.
Cathy w Bemidji
Ponad 13 lat temu poszliśmy
do kasyna w miejscowości Niagara Falls w stanie Nowy
Jork—tylko dlatego, że otrzymaliśmy bezpłatnie „na zachętę”
$70 i nie było możliwe tego zamienić na gotówkę, musieliśmy
użyć do grania w kasynie. Wybraliśmy pierwszą lepszą maszynę o
nazwie „Kojot”; nie był to dobry wybór, bo za każdym razem,
gdy wrzucaliśmy żetony, maszyna wydawała głośny (i strasznie
irytujący) odgłos wycia kojota. W rekordowym tempie wrzuciliśmy
wszystkie żetony, „wygraliśmy” około $45 i pędem uciekliśmy
z tego wrzaskliwego miejsca. Od tego czasu nigdy nie byłem w
kasynie—a gdy słyszę wycie prawdziwego kojota (lub wilka), zawsze
przypomina mi się nasza wizyta w kasynie.
Munchkin Junior
EXCELSIOR I KOWALSKI’S MARKETS
Podczas
pobytu w Excelsior
często chodziliśmy do sieci
sklepówKowalski’s
Markets,
założonych
w 1983 roku przez Jima
i Mary Anne Kowalskich.
Oczywiście nazwa natychmiast przykuła moją uwagę. W końcu
Kowalski to polskie nazwisko, oznaczające „od kowala” lub „syn
kowala”, wywodzące się od słowa kowal
oraz patronimicznego lub miejscowego przyrostka -ski.
Jest to jedno z najczęściej występujących nazwisk w Polsce —
podobnie jak Smith w języku angielskim — wskazujące albo na zawód
przodka, albo na miejscowość o nazwie Kowal.
Bodajże
w Minnesocie znajduje się prawie 20 sklepów Kowalski’s.
Supermarkety są bardzo ładne i zadbane, oferują wiele produktów
specjalistycznych oraz wysokiej jakości wyroby delikatesowe. Są
uważane za sklepy z wyższej półki, choć nie tak drogie jak
niektóre inne. Catherine i jej córka lubią tam robić zakupy, więc
często im towarzyszyłem — zwłaszcza że istniał także osobny
sklep Kowalski’s Wine & Spirits
z eklektycznym wyborem alkoholi.
Zapytałem
personel sklepu o właścicieli — miło byłoby ich poznać (w
końcu w 2022 roku spotkaliśmy Jima
Zupancicha, właściciela Zup’s
Food Markets, w Ely
w Minnesocie). Zamiast tego opowiedzieli mi bardzo smutną historię.
Później znalazłem więcej szczegółów w internecie.
Jim
Kowalski i jego przyjaciel, również
pilot, wybrali się na wyprawę wędkarską do Kanady. Przylecieli z
innego jeziora, aby spędzić dzień na łowieniu ryb na bardzo
odległym jeziorze — według policji byli najprawdopodobniej
jedynymi dwiema osobami w tym miejscu w tamtym czasie. Jezioro Dee
Dee Lake znajduje się około 320 kilometrów na północ od granicy
Minnesota–Ontario i jest dostępne wyłącznie drogą lotniczą lub
przez leśną drogę.
Lecieli
samolotem Cessna 185 — samolotem na
pływakach, zdolnym
do lądowania zarówno na lądzie, jak i na wodzie. 5
września 2013 roku, gdy samolot
zbliżał się do linii brzegowej, pan Kowalski stał na pływaku
samolotu. Kiedy maszyna dotarła do brzegu, stracił równowagę i
wpadł w śmigło, doznając poważnych obrażeń.
Pilotowi
udało się skontaktować z lokalną firmą czarterową, która
przyleciała z pomocą i przetransportowała pana Kowalskiego z
powrotem do Red Lake, gdzie później zmarł w wyniku odniesionych
obrażeń.
WYJAZD Z VICTORII I POWRÓT DO DOMU W
ONTARIO
24 września 2023 roku
był moim ostatnim dniem u Catherine — i nigdy nie jest to dzień,
na który czekam z radością. Podziękowałem jej za wspaniale
spędzony czas, za jej niezwykłe towarzystwo i oczywiście za całą
radość, jakiej dostarczyły mi Munchkins.
Bagley Rapids Campground w Wisconsin, miejsce nr 7
Wyjechałem autostradą
Interstate 94, a moim pierwszym przystankiem było Menominee,
gdzie odwiedziłem Walmart, Goodwill oraz Aldi. Następnie pojechałem
drogą Highway 29 i w Wausau skręciłem na północ, docierając do
Antigo. Tam zatankowałem, wstąpiłem do Walmart, kupiłem
dwie butelki czerwonego wina oraz zrobiłem zakupy w Dollar Tree. Po
kolejnej godzinie jazdy dotarłem na kemping Bagley Rapids
Campground w Chequamegon–Nicolet National Forest.
Miejsce znajdowało się na brzegu rzeki
Kemping liczył 36 miejsc,
z których wiele znajdowało się bezpośrednio nad rzeką Oconto.
Nie było tam zbyt wielu ludzi i większość miejsc była wolna,
więc wybrałem miejsce nr 7 (45°09'23.0"N
88°28'04.3"W / 45.156400, -88.467860), położone tuż przy
rzece. Włożyłem 15 dolarów do koperty i wrzuciłem ją do
skrzynki płatniczej. Na miejscu było mnóstwo żołędzi, więc
musiałem je pozamiatać, zanim rozbiłem namiot. Przeszedłem się
do pięknych bystrzy niedaleko kempingu i porozmawiałem z kilkoma
innymi biwakowiczami. Otworzyłem jedną butelkę taniego wina z
Walmart — które okazało się całkiem dobre — a potem poszedłem
do namiotu. Kojący szum rzeki sprawił, że bardzo szybko zasnąłem.
Następnego ranka,
opuszczając kemping, zatrzymałem się, aby zrobić zdjęcie tablicy
informacyjnej. Bardzo miły dżentelmen — gospodarz kempingu —
zaproponował, że zrobi mi zdjęcie na jej tle. Chwilę
porozmawialiśmy, po czym pojechałem do Marinette w stanie
Wisconsin, nad zatoką Green Bay, gdzie wstąpiłem do
Walmart po sałatki i coś do picia (korzystając przy okazji z
darmowego Wi-Fi). Następnie przejechałem przez most nad rzeką
Menominee, wjeżdżając do innego miasta o tej samej nazwie —
Menominee — tym razem już w stanie Michigan.
Three Lakes Campground, Michigan. Miejsce nr 5
Stamtąd ruszyłem na
północ drogą Highway 35, wzdłuż brzegu Green Bay, będącej
częścią jeziora Michigan — była to bardzo malownicza
trasa. Zatrzymałem się w Escanaba i odwiedziłem kolejny
Walmart. Ostatecznie dotarłem na kemping Three Lakes Campground
w Hiawatha National Forest.
Catherine
i ja „odkryliśmy” ten wspaniały kemping już w 2017 roku,
kiedy spędziliśmy kilka nocy na miejscu
nr 8, całkowicie sami. Tym razem jednak było tam już kilku
biwakowiczów, a miejsce
nr 8 było
zajęta, więc wybrałem biwak
nr 5
(46°19'08.3"N 84°58'41.0"W / 46.318970, -84.978050),
położony
bardzo blisko jeziora.
Rano spotkałem kilka osób
ze stanu Maine. Żartobliwie powiedziałem im, że mieszkają w
najstraszniejszym stanie w USA — w końcu większość horrorów
Stephena Kinga rozgrywa się właśnie w nim! Później na moim
biwaku pojawił się starszy mężczyzna. Zaczęliśmy rozmowę i po
kilku minutach zaprosił mnie do siebie na śniadanie. Spakowałem
namiot i podjechałem do niego.
Dennis zaprosił mnie na śniadanie
Miał na imię Dennis.
Podróżował sam, z przyczepą kempingową. Przy śniadaniu i kawie
opowiadał mi historie ze swojej służby w armii amerykańskiej,
podczas której był stacjonowany w różnych zakątkach świata. Gdy
wspomniałem, że byłem na Kubie wiele razy, uśmiechnął
się i powiedział:
— Ja też technicznie
byłem na Kubie.
Od razu domyśliłem się,
co miał na myśli.
— Oczywiście w
Guantánamo!
Ponieważ miałem przy
sobie wydrukowany blog z naszej podróży do Trynidad na
Kubie, podarowałem mu jeden egzemplarz.
Po ponad godzinnej rozmowie
pożegnaliśmy się, a ja ruszyłem w stronę granicy USA–Kanada w
Sault Ste. Marie. Tuż przed dotarciem do Sault Ste. Marie
w stanie Michigan zjechałem na 3 Mile Road, aby zrobić
ostatnie zakupy w Walmart i innych sklepach oraz zjeść szybkie
śniadanie.
Chutes Provincial Park, Ontario. Już pojawiły się piękne kolory jesienne. Na tej plaży w 2017 roku z Catherine spędzaliśmy sporo czasu-też byliśmy w parku we wrześniu i też pogoda nagle stała się jak w lato, nie tylko pojawiły się komary, ale nawet czarne muszki meszki, które zazwyczaj są aktywne w maju/czerwcu
Przekroczenie granicy
przebiegło bardzo sprawnie i wkrótce znów byłem w Ontario, jadąc
drogą Highway 17. Ponieważ musiałem wysłać list polecony —
wniosek paszportowy Catherine — zatrzymałem się w małym
miasteczku Echo Bay, odwiedziłem pocztę i ruszyłem dalej.
Niedługo potem dotarłem do celu: Chutes Provincial Park.
Rozbiłem namiot na miejscu biwakowym nr 100
(46°13'13.8"N 82°04'21.3"W / 46.220490, -82.072570) i
poszedłem podziwiać bystrza. Dzięki jesiennym barwom okolicy było
absolutnie spektakularnie i zrobiłem wspaniałe zdjęcia.
Chutes Provincial Park, Ontario. Bystrza/wodospady
Normalnie byłaby to moja
ostatnia noc przed powrotem do domu następnego dnia. Jednak pogoda
była absolutnie przepiękna — mimo że był już koniec września
— więc postanowiłem spędzić kilka nocy w parku Six Mile
Provincial Park. Zaprosiłem nawet Patrizię i jej chłopaka.
Następnego dnia pojechałem tam i udało mi się zdobyć miejsce
nr 81 (44°53'52.7"N 79°45'22.4"W / 44.897960,
-79.756230) — które dobrze pamiętałem, bo Catherine i ja
biwakowaliśmy tam ponad dziesięć lat wcześniej, podczas weekendu
Święta Dziękczynienia. Niestety, nie było dostępne na weekend,
więc gdy przyjechali Patrizia i Hugo, przenieśliśmy się na nr
78.
Six Mile Lake Provincial Park, miejsce nr 81
Udało nam się przejść
kilka szlaków pieszych. Pociliśmy się nie dlatego, że trasy były
trudne, ale dlatego, że było bardzo gorąco i wilgotno. W sobotę,
30 września 2023 roku, pojechaliśmy do Port Severn,
uczestniczyliśmy w niedzielnej mszy, a następnie zatrzymaliśmy się
w małym sklepie LCBO, gdzie kupiliśmy kilka puszek zimnego piwa.
Przy takiej pogodzie wszyscy delektowaliśmy się nim ogromnie.
Six Mile Lake Provincial Park, miejsce nr 78
Opuściliśmy park 1
października 2023 roku około południa. Do domu dotarłem o
15:55. Gdy otworzyłem drzwi garażu, moja mama i p. K. siedzieli na
bocznym podwórku, rozmawiając i ciesząc się piękną pogodą.
Dołączyłem do nich i rozmawialiśmy ponad 30 minut. Wówczas jeszcze nie przypuszczałem, że dokładnie co do dnia, trzy miesiące później moja Mama odejdzie z
tego świata…
Six Mile Lake Provincial Park. Staw bobrowy.
Ogólnie rzecz biorąc,
była to wspaniała podróż i byłem ogromnie wdzięczny Catherine
za jej serdeczną gościnność. Oczywiście już wtedy z
niecierpliwością czekałem na kolejne podobne wyprawy w
przyszłości.