WSTĘP: I ZNOWU RZEKA FRENCH RIVER — LATO JAGÓD, SŁOŃCA, UPAŁÓW, DESZCZU I WSPOMNIEŃ
Od dziesięcioleci rzeka French River stanowi magiczne miejsce dla wodniaków, wędkarzy i miłośników przyrody. Znana ze swoich dziewiczych wód, skalistych wysp i historycznego znaczenia jako szlak handlu futrami, jest inspiracją dla wielu ludzi, włącznie ze mną. Lipiec 2024 roku dał kolejną okazję do ponownego kontaktu z tą ikoniczną drogą wodną, która rzadko przypomina rzekę, biorąc pod uwagę jej liczne zatoczki, odnogi, przesmyki, przylądki, rozlewiska, zwężenia, wysepki i skały. Tym razem wybrałem się z Krzysztofem na moim kanu, z nadzieją na wypoczynek i złapanie wystarczającej liczby ryb na codzienne posiłki.
![]() |
| Mapa obszaru, na którym biwakowaliśmy. Nasze miejsce biwakowe jest zaznaczone na czerwono |
![]() |
| Mapa obszaru, na którym biwakowaliśmy. Nasze miejsce biwakowe jest zaznaczone na czerwono |
| Mapa satelitarna naszego miejsca |
WYJAZD Z BARDZO DESZCZOWEGO MIASTA MISSISSAUGA, DWA DNI NA BIWAKU W PARKU GRUNDY LAKE PROVINCIAL PARK I POTĘŻNA ULEWA
Toronto opuszczaliśmy 16 lipca 2024, tuż po ogromnej burzy (spadło 120 mm w zaledwie kilka godzin), która spowodowała powodzie w całym GTA (Greater Toronto Area—miasto Toronto wraz z czterema przylegającymi regionami, z łączną populacją ok. 7 miliona ludzi). Podróż z Mississauga do King City zajęła nam prawie 2 godziny, ponieważ autostrada nr 410 była zamknięta, a nr 401 przypominała parking. Po ponad 5 godzinach i 316 km dotarliśmy do Grundy Lake Provincial Park, gdzie spędziliśmy 2 noce na miejscu #118 (45°55'44.8"N 80°33'02.3"W / 45.929111, -80.550639), czekając na poprawę pogody — i była to świetna decyzja, ponieważ następnego dnia doświadczyliśmy ekstremalnie intensywnych opadów.
![]() |
| Przed restauracją Hungry Bear |
![]() |
| Grundy Lake Provincial Park, Ontario-nasze miejsce biwakowe nr 118 |
Samo miejsce namiotowe było całkiem przyjemne. Naprzeciwko niego znajdował się punkt do wodowania kajaków i kanu—znajdował się na nim piękny drewniany kajak. Jego właściciel przebywał na sąsiednim polu namiotowym i spędziliśmy trochę czasu, rozmawiając o kajakach i kajakarstwie. Okazało się, że on również pochodzi z Mississauga, więc byliśmy praktycznie sąsiadami!
![]() |
| Grundy Lake Provincial Park, Ontario-droga vis-a-vis naszego miejsca nr 118 po oberwaniu chmury |
KRZYŻOWANIE ŚCIEŻEK Z ‘CAMPER CHRISTINA’ (OBOZOWICZKĄ CHRISTINĄ)
Często powtarzam, że świat jest mały. Może to brzmieć jak banał, ale to prawda! W lutym 2025 udałem się na coroczny pokaz Outdoor Adventure Show w Mississauga, gdzie spotkałem Camper Christina, twórczynię popularnego kanału na YouTube, a także jej bloga, który śledziłem od około 2 lat.
Ona odbyła liczne wyprawy na kanu, biwakując na różnorakich dzikich terenach, wiele razy samotnie i nawet w zimę (nocując w namiocie ogrzewanym piecem na drewno) i publikuje bardzo szczegółowe filmy dokumentujące swoje wyprawy. Podczas oglądania jej filmów lub czytania bloga, często zauważałem znajome miejsca, gdzie sam pływałem i obozowałem w przeszłości — czasem nawet rozpoznając konkretne miejsca biwakowe, na których nocowałem!
![]() |
| Miejsce biwakowe nr 118 w Grundy Lake Provincial Park, Ontario |
PUNKT ZAOPATRZENIOWY ‘GRUNDY LAKE SUPPLY POST’ I OŚRODEK WYPOCZYNKOWY ‘LODGE AT PINE COVE’ NA ZATOCE WOLSELEY BAY
16 lipca 2024 spakowaliśmy się i pojechaliśmy do Grundy Lake Supply Post (45°54'45.2"N 80°33'34.2"W / 45.912556, -80.559500), aby zatankować. Poprzednio znajdował się na skrzyżowaniu dróg nr 69 i 522, a w 2010 roku wraz z Catherine kupiliśmy tam nasze kanu. Ze względu na budowę nowej autostrady nr 400 (która, według właściciela, „ma przechodzić przez moją kuchnię”), Grundy Supply Post przeniósł się o kilometr na wschód, tuż naprzeciwko wejścia do Grundy Lake Provincial Park. Akurat właściciel obsługiwał stację benzynową; rozpoznał mnie i nawet pamiętał, że sprzedał nam kanu 14 lat temu, które zresztą znajdowało się na dachu samochodu.
![]() |
| Ośrodek Lodge at Pine Cover, miejsce, z którego wyruszyliśmy. Nasze kanu i cały ekwipunek musieliśmy znosić (i wnosić) po tych schodach |
ZMIANY W PARKU FRENCH RIVER PROVINCIAL PARK W CIĄGU OSTATNICH 30 LAT I POSZUKIWANIE MIEJSCA NA BIWAK
Podczas mojej pierwszej podróży na rzekę French River w sierpniu 1995 było to park, ale nie posiadał oficjalnych pól namiotowych — biwakowanie było bezpłatne w jakimkolwiek miejscu. Kilka lat później wprowadzono system opłat wraz z wyznaczonymi i ponumerowanymi miejscami namiotowymi, które w 2024 roku kosztowały około $10 za osobę dziennie (istniały również zniżki dla dzieci, starszych i niepełnosprawnych). Niemniej jednak nadal można było wybrać dowolne miejsce (jeżeli było wolne) na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”. Podobał mi się ten system — nie musieliśmy przejmować się rezerwacjami ani przenosić się z miejsca na miejsce według odgórnego harmonogramu, co nieraz było trudne lub nawet niemożliwe—na przykład w przypadku ulewnych deszczy lub silnych wiatrów i fal. Dwa razy ( w roku 1995 oraz 2009) dopłynęliśmy na kanu na wyspę Bustard Island (znajdującej się w parku French River Provincial Park), położonej na zatoce Georgian Bay, do której trzeba było dotrzeć przez otwarte wody. Jeżeli byłoby wietrznie, dopłynięcie, szczególnie na kanu, stałoby się niezmiernie niebezpieczne, a zazwyczaj po prostu niemożliwe. Sami mieliśmy w 1995 roku problemy z powrotem z wyspy z powodu fal. Zresztą pływając z Catherine często nie byliśmy w stanie przez nawet 5 dni opuścić naszych miejsc biwakowych z powodu pogody—m. in. na wyspach West Fox Island, Franklin Island i Wreck Island.
Cóż, trzeba się wszystkim cieszyć, dopóki trwa! 2024 był ostatnim rokiem, w którym nie wymagano rezerwacji. Od 2025 roku wodniacy będą musieli zarezerwować konkretne numerowane pole namiotowe na określony czas.
Oczywiście chcieliśmy biwakować na wyspie „Boomerang”, znanej także jako wyspa „Banana Island”, na naszym ulubionym biwaku, który opisywałem w blogach w 2011 i 2013. Nawiasem mówiąc, kilka lat temu władze parku lub rządowi biurokraci zdecydowali się pozmieniać numerację wszystkich miejsc biwakowych w parku — więc podaję najpierw stary numer, a następnie nowy w nawiasie.
![]() |
| Wiosłując do naszego miejsca, minęliśmy następny ośrodek |
![]() |
| Byliśmy otoczenie przepięknymi widokami |
Następnie dotarliśmy do miejsca #323 (#335) (46°04'56.6"N 80°12'04.9"W / 46.082380, -80.201370), ale nawet bez wychodzenia z kanu nie wyglądało atrakcyjnie. Potem ruszyliśmy w kierunku grupy dwóch miejsc niedaleko bystrzyn Five Finger Rapids. Minęliśmy wyspę z miejscem #316 (#328) (46°05'18.6"N 80°10'25.1"W / 46.088500, -80.173639) — niezłe, jednakże kontynuowaliśmy poszukiwania.
ŚWIAT JEST MAŁY: EMAIL OD LINDSAY
Chciałbym teraz podzielić się ciekawą historią, która ponownie potwierdza, że świat jest naprawdę mały. 1 maja 2024, niecałe 3 miesiące przed naszą wyprawą, otrzymałem email od Lindsay, która natknęła się na mój blog, próbując ustalić, gdzie biwakowała w przeszłości. Co roku odwiedzała miejsca biwakowe #313 i #314 ze swoim ojcem, który, niestety, nagle zmarł w 2020 roku.
Powiedziała, że wtedy nie przykładała dużej wagi do współrzędnych GPS, ale o ironio, została geologiem i teraz uwielbia współrzędne 😂! Poprosiła, czy mogę jej pomóc zlokalizować dokładne te miejsca, mając nadzieję kiedyś tam wrócić na cześć ojca.
Oczywiście wysłałem jej email z dokładnymi współrzędnymi pól namiotowych i nawet dołączyłem zeskanowaną mapę French River Provincial Park.
![]() |
| Miejsce biwakowe nr 314 (323). Z daleka widać nasze miejsce nr 313 (322) |
Kiedy Lindsay kontaktowała się ze mną w maju 2024, nie miałem pojęcia, gdzie pojedziemy na wakacje. Wyprawa do okolic zatoki Wolseley Bay było tylko jedną z około siedmiu możliwych opcji, a w tamtym czasie myślałem, że może wybierzemy się na biwak samochodowy (tzn. miejsce biwakowe w parku, na które wjeżdża się samochodem, a NIE dopływa na kanu), ponieważ Krzysztof nie był bardzo chętny, aby wiosłować zbyt daleko do biwaku. Jak się okazało, nie tylko przybyliśmy na rzekę French River, ale w okolicę zatoki Wolseley Bay i do tego wybraliśmy dokładnie to miejsce, o które pytała się Lindsay i na którym biwakowała z ojcem!
ROZBIJANIE NAMIOTÓW NA MIEJSCU NUMER 313 (322), OBŻERANIE SIĘ CZARNYMI JAGODAMI ORAZ... UKRYWAJĄCE SIĘ SŁONIE?
Chociaż znaleźliśmy kilka płaskich miejsc na namioty tu i tam, m.in. na na nagim, skalistym wzgórzu (pokrytym mniejszymi kamieniami, bez wątpienia używanymi przez wcześniejszych obozowiczów do mocowania lin namiotowych, ponieważ niemożliwe było wbicie śledzi w twardą skałę), rozstawiliśmy nasze namioty blisko wody na lekko nachylonym skalistym terenie. Mój namiot stał obok nieużywanego ogniska — główne palenisko znajdowało się bliżej brzegu.
![]() |
| Miejsce numer 313 (322). Namioty ustawiliśmy dość blisko wody |
Kilka dni później Krzysztof zauważył, że woda spływa po skale i dostaje się pod jego namiot, więc przeprowadził” się około 25 metrów w lewo. Na nowym miejscu miał przepiękny widok na malowniczą zatokę z skalistym brzegiem — tak, znajdowaliśmy się na małym półwyspie. Kiedy poszedłem w kierunku północnym ponad 100 metrów, mogłem spoglądać na zatoczkę i wyspę Hall Island, która była prywatna, stało na niej kilka budynków.
Pozo |
| Pozostałości szopy na naszym miejscu biwakowym |
W pobliżu mojego namiotu znajdowały się pozostałości starej konstrukcji, być może szopy lub schronienia. Niestety, mimo dokładnych poszukiwań, na naszym biwaku nie było toalety polowej (thunder-box). Później udało mi się przejść przez gęsty las do tej należącej do sąsiedniego pola namiotowego, #314 (#323) (46°05'29.7"N 80°10'11.9"W / 46.091583, -80.169972). Być może była przeznaczona do wspólnego użytkowania — ale nie wyobrażam sobie poruszania się tam po ciemku, jak też nie było żadnych oznaczeń wskazujących jej położenie.
Okazało się, że właśnie trafiliśmy na szczyt sezonu na czarne jagody, a ich krzewinki tworzyły rozległe płacy i praktycznie były wszędzie. Często klęczałem 5 minut w jednym miejscu, zbierając jagody, zanim musiałem się przenieść. Prawie nie jadłem śniadania, które ze sobą przywiozłem — prawdopodobnie spożywałem do 2 litrów jagód dziennie! Na szczęście nie mieliśmy konkurencji ze strony czarnych niedźwiedzi; powiedziano nam, że w tym roku nie pojawiały się, prawdopodobnie dlatego, że jagód było pod dostatkiem dla nas i dla nich.
![]() |
| Jagód było zatrzęsienie! |
— Dlaczego
słonie mają oczy jak jagody?
— Żeby mogły się ukrywać w
krzakach jagód.
— ???
— Czy kiedykolwiek
widziałeś słonia w krzakach jagód?
— Nie? No właśnie —
widzisz, jak dobrze się ukrywał? 😄
Rzeczywiście, ani razu nie widziałem słonia—musiał się z pewnością ukrywać w krzakach jagód!
Jedynymi zwierzętami, które napotkaliśmy, były wiewiórki, pręgowce amerykańskie/tamias (chipmunks), myszy, mewy, żółwie, ogromne kruki i ptaki drapieżne. Czasami słyszałem dzięcioła, ale go nie widziałem. Jestem prawie pewien, że żadne inne zwierzątka nie odwiedzały nas w nocy. Raz na moim namiocie usiadł Whitespotted Sawyer, chrząszcz drążący drewno. Spędziłem też czas obserwując pająki, co okazało się zaskakująco interesujące.
BARDZO MIERNE WYNIKI WĘDKOWANIA I UMIARKOWANA AKTYWNOŚĆ LATAJĄCYCH MUCH I KOMARÓW
Nie mogliśmy się doczekać, aby w końcu złapać i zjeść trochę ryb. Drugiego dnia złowiłem szczupaka, którego szybko upiekliśmy na ognisku — ale to była jedyna ryba, którą złapaliśmy (poza dwoma małymi szczupakami, które wypuściliśmy). Często siedzieliśmy na brzegu, obserwując wędkarzy w motorówkach, wyposażonych w sprzęt najwyższej klasy i echosondy — oni też nic nie łowili. Niestety, w tym roku byliśmy w bardzo dobrym towarzystwie! Miejscowi mieszkańcy i turyści potwierdzili, że wędkowanie pogorszyło się na French River, rzekomo z powodu przełowienia.
![]() |
Czy wędkowaliśmy z kanu, czy z brzegu, wyniki były takie same: nic nie złapaliśmy! |
Co ciekawe, przepisy wędkarskie na 2024 wprowadziły nowe „Wyjątki dla wód” w naszym rejonie: dzienny limit połowu szczupaka spadł z 6 do 4, wprowadzono też ograniczenia rozmiaru. Nie miało to na nas wpływu — rzadko przekraczamy dzienny limit… w ciągu roku! Nic dziwnego, że zapaleni wędkarze podróżują daleko na północ lub lecą samolotami do odległych ośrodków — po prostu jest bardzo trudno złowić dużą rybę w bardziej ‘cywilizowanych’ regionach.
![]() |
| Na biwaku przy ognisku |
PRZEPŁYWAJĄCE ŁÓDKI, KANU I KAJAKI, GORĄCA I SŁONECZNA POGODA, ŚLADY OSTATNIEGO POŻARU LASU I POSZUKIWANIE ZASIĘGU TELEFONU KOMÓRKOWEGO
Każdego dnia wiele motorówek, w tym pontonów, przepływało niedaleko naszego pola namiotowego, niektóre pełne ludzi, którzy wydawali się świetnie się bawić. Kilka razy zacumowali przy miejscu #314 (#323), a dzieci i dorośli spędzali godziny, pluskając się w wodzie i skacząc ze skał. Widzieliśmy kajaki i kanu, ale niewiele — i żaden nie podpłynął do nas ani nie próbował biwakować na pobliskim miejscu—co najwyżej pomachaliśmy sobie z daleka. Dwa razy z naszego miejsca zauważyliśmy namioty na wyspowym miejscu #316 (#328). Podejrzewam, że większość kajakarzy zmierzała w stronę bystrzyn Five Finger Rapids i następnie pokonywała 360 metrowy portaż, płynąc dalej. Poza tym często wstawaliśmy późno, więc wiele wodniaków prawdopodobnie przepływało o wiele wcześniej.
Pogoda była gorąca i słoneczna, a na naszym biwaku mieliśmy niewiele cienia. Rozwiesiliśmy plandekę, której użyliśmy tylko raz w czasie deszczu — poza tym służyła jako ochrona przed słońcem.Zauważyliśmy wiele martwych lub powalonych drzew. Jeden pień był wyraźnie zwęglony i spalony — początkowo myślałem, że uderzył w niego piorun. Niektóre pobliskie drzewa również wyglądały na przypalone. Później, podczas wiosłowania w pobliżu naszego miejsca, mężczyzna na pontonie krzyknął, że dwa lata temu był pożar lasu. Więcej dowiedzieliśmy się o tym w ostatnim dniu, o czym wspomnę później w blogu.
![]() |
| Zwęglony pień na miejscu biwakowym |
![]() |
| Dwukrotnie zauważyliśmy namioty na wyspowym miejscu #316 (#328). Mogliśmy je widzieć z naszego miejsca |
Następnego dnia, 24 lipca 2024, popłynęliśmy do ośrodka Lodge at Pine Cove, przywiązaliśmy kanu do pomostu i pojechaliśmy do Noëlville (46°08'01.6"N 80°25'54.2"W / 46.133778, -80.431722), aby uzupełnić zapasy (błędnie liczyliśmy, że wędkowanie zapewni nam posiłki) i odwiedzić LCBO (rządowy sklep z alkoholem) — strajk pracowników LCBO zakończył się dzień wcześniej. Ceny w lokalnym supermarkecie (Foodland) były znacznie wyższe niż w Toronto: butelka Coca-Coli 2 l kosztowała $4,00, steki wołowe $40–$70/kg, a nawet małe gotowe sałatki przekraczały $10. (Ceny w Toronto w lutym 2026: 2-litrowa Coca-Cola normalnie kosztuje $2,79 w No Frills i $4,00 w Metro w Toronto, a zestawy sałatkowe około $7, często w promocji przy terminie ważności o połowę taniej, $3,50). Jedzenie na północy z pewnością jest droższe.
Podczas oczekiwania przed The Beer Store (sklep z piwem) rozmawiałem z grupą francuskojęzycznych farmerów. Oczywiście mówili też po angielsku. Powiedzieli, że nie rozumieją francuskojęzycznych osób z Quebecu! Zawsze fascynuje mnie, jak ewoluował francuski kanadyjski — nie tylko różni się znacznie od francuskiego mówionego we Francji, ale także rozwinął dialekty regionalne. Oczywiście, sam nie mówię po francusku; w Toronto słyszę go może raz na dwa lata.
ODWIEDZINY SĄSIEDNIEGO MIEJSCA NUMER 314 (323), PRZECZYTANE KSIĄŻKI, WAŻNE WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA, TAJEMNICZY DŹWIĘK I TROCHĘ HUMORU
![]() |
| Na sąsiednim miejscu biwakowym numer 314 (323) |
Kilka razy odwiedzaliśmy sąsiednie miejsce #314 (#323) na kanu. Podczas naszego pobytu nigdy nie było zajęte i miało mnóstwo jagód. W końcu przeszedłem tam pieszo z naszego biwaku, tylko po to, by je zebrać, chociaż wolałem nasze miejsce — uwielbiałem je ‘zwiedzać’ i obserwować malowniczą zatokę po drugiej stronie. Podczas spacerów rozglądałem się, aby nie nastąpić na węża, zwłaszcza na jadowitego grzechotnika Eastern Massasauga Rattlesnake, które spotkałem w przeszłości. Na szczęście nie zobaczyłem ani jednego węża, nawet powszechnych węży wodnych.
![]() |
| Na sąsiednim miejscu biwakowym numer 314 (323) |
Last Night in the OR: A Transplant Surgeon’s Odyssey (Ostatnia noc na sali operacyjnej: Odyseja chirurga transplantologa), pamiętnik Dr. Buda Shawa, był fascynujący. Dr Shaw kształcił się pod kierunkiem Dr. Thomasa Earla Starzla w latach 80. — tego słynnego Dr. Starzla (1926–2017), często nazywanego „ojcem nowoczesnych przeszczepów”. Czytając tę książkę, znów żałowałem, że sam nie poszedłem w medycynę.
Monday Mornings (Poniedziałkowe poranki) autorstwa Dr. Sanjaya Gupty była najprawdopodobniej oparta na prawdziwych wydarzeniach. Śledzi losy pięciu chirurgów, którzy podejmują decyzje życia i śmierci oraz czasami popełniają błędy, które kosztują życie pacjentów.
Raven Stole the Moon (Kruk ukradł księżyc) Gartha Steina, nadprzyrodzony thriller, opowiada o starożytnej legendzie rdzennych Amerykanów z Alaski, zaginięciu syna szamana i legendarnym kushtake — drapieżnikach kradnących dusze między żywymi a umarłymi. Pierwszy raz przeczytałem ją około 1999 roku i chciałem ponownie to zrobić.
![]() |
| Na sąsiednim miejscu biwakowym numer 314 (323). Przynajmniej miało ono toaletę i świetne oznaczenia. Od biedy mogłem się do niej dostać z naszego miejsca, co zresztą robiłem. |
19 lipca 2024 wadliwa aktualizacja CrowdStrike spowodowała ogromną globalną awarię technologiczną, unieruchamiając loty, sparaliżowała banki i zakłóciła działanie szpitali. Nie że miało to wpływ na nas w pół-dziczy!
21 lipca 2024 prezydent Joe Biden zakończył kampanię re-elekcyjną, popierając wiceprezydent Kamalę Harris. Gdyby od początku nie kandydował na prezydenta, Demokraci mogliby mieć szansę na wygraną. Później podobno żałował wycofania się, twierdząc, że wygrałby. Bardzo się mylił!
26 lipca 2024 oficjalnie rozpoczęły się Igrzyska Olimpijskie w Paryżu 2024. Ani Krzysztof, ani ja nie zwracaliśmy na to wydarzenie uwagi.
Tymczasem w Gazie trwały intensywne walki, a wojna rosyjsko-ukraińska nadal trwała.
![]() |
| Typowe widoki na rzece French River |
Pewnej
bezchmurnej nocy, po dobrym posiłku i butelce wina, wraz z
Krzysztofem poszliśmy spać do namiotu i szybko zasnęliśmy. Kilka
godzin później obudziłem się i szturchnąłem Krzysztofa.
—
Krzysztof, spójrz w niebo i powiedz mi, co widzisz.
— Widzę
miliony gwiazd i galaktyk — odpowiedział Krzysztof.
— Co ci
to mówi?
— Cóż, jeśli istnieje tyle milionów gwiazd i
galaktyk, i nawet kilka z nich ma planety, mogą być one takie, jak
Ziemia. A jeśli kilka planet jest jak Ziemia, może na nich istnieć
życie. A co Tobie to mówi?
— Krzysztof, ty palancie! Jakiś
drań ukradł nasz namiot!
Oczywiście, to żart, który nieco zmodyfikowałem. Na początku XXI wieku w Wielkiej Brytanii został on wybrany najlepszym dowcipem roku.
OPUSZCZAMY BIWAK I PŁYNIEMY Z POWROTEM DO OŚRODKA ‘LODGE AT PINE COVE’ ORAZ ROZMOWA Z ALEXEM STRACHANEM, WŁAŚCICIELEM
28 czerwca 2024 spakowaliśmy się i załadowaliśmy wszystko do kanu — co nigdy nie jest łatwym ani przyjemnym zadaniem. Dotarcie do The Lodge at Pine Cove zajęło około godziny, a gdy Krzysztof stopniowo wnosił nasz sprzęt po schodach, ja poszedłem na parking i przyprowadziłem samochód. Młody pracownik uprzejmie pomógł nam przenieść kajak i załadować go do samochodu — bardzo duża przysługa!
![]() |
| W ośrodku the Lodge at Pine Cove |
Zacząłem też rozmawiać z bardzo miłym facetem, który okazał się właścicielem ośrodka, Alexem Strachanem. Według artykułu znalezionego online, „kupił nieruchomość w 1999 roku i przekształcił ją z zaniedbanego ośrodka w renomowane miejsce wypoczynku, znane z rustykalnej elegancji i głębokiego związku z rzeką French River. Często chwalony za opowiadanie ciekawych historii i gościnność; to sprawia, że goście czują się niezwykle komfortowe w tej spokojnej scenerii.”
![]() |
| Dzięcioły słyszeliśmy i widzieliśmy ich działalność, ale żadnego nie udało się nam zobaczyć |
Rozmowa była bardzo przyjemna. Alex był wcześniej wiceprezesem w znanej firmie nieruchomości Royal LePage w Toronto, więc porzucenie kariery korporacyjnej na zamieszkanie nad French River musiało być ogromną zmianą. Jestem pewien, że była to właściwa decyzja — zawsze podziwiam ludzi, którzy dokonują tak radykalnych zmian. Wiele osób o tym marzy, ale niewielu naprawdę to robi.
![]() |
| Raz na moim namiocie usiadł Whitespotted Sawyer, chrząszcz drążący drewno. |
Pan Strachan podzielił się też historią związaną z naszym miejscem biwakowym. We wrześniu 2021 roku para biwakująca na tym miejscu nie zgasiła kompletnie ogniska. Później wiatr rozniósł żar, a około południa ktoś płynący łódką zauważył ogień. Początkowo próbowali go gasić wiadrami wody, ale brak zasięgu telefonu zmusił ich do szukania pomocy i udali się w stronę ośrodka — na szczęście spotkali pana Strachana w połowie drogi. Przypłynął swoją łodzią z ogromną pompą (zdolną pompować 8 000 litrów wody na minutę) i ugasił ogień w kilka godzin. Dzięki niemu mogliśmy nadal cieszyć się pobytem na tym polu!
A tak przy okazji, zawsze trzymaliśmy 1-galonową butelkę wody z jeziora przy palenisku, na wszelki wypadek. Przed pójściem spać każdej nocy wylewałem ją na gasnące ognisko — lepiej dmuchać na zimne!
PODRÓŻ DO NOËLVILLE I RESTAURACJI HUNGRY BEAR, BIWAK W PARKU GRUNDY LAKE, LUNCH POD WIADUKTEM KOLEJOWYM W PARRY SOUND I POWRÓT DO DOMU
Gdy zapakowaliśmy samochód, pojechaliśmy do Noëlville, kupiliśmy butelkę czerwonego wina, kukurydzę i kiełbaski, a następnie udaliśmy się do restauracji Hungry Bear — mój de rigueur przystanek od 1995 roku — na hamburgery, frytki i kawę. Potem wróciliśmy do Grundy Lake Provincial Park.
![]() |
| Restauracja "The Hungry Bear Restaurant" |
![]() |
| Grundy Lake Provincial Park, Ontario. Miejsce biwakowe nr 317 |
Rozpaliliśmy ognisko, grillowaliśmy kukurydzę i kiełbaski, siedząc przy ognisku do 23:00 i popijając chilijskiego Cabernet Sauvignon.
![]() |
| Słynny most kolejowy w Parry Sound, pod którym od dobrych kilkunastu lat zatrzymuję się na lunch-z Catherine, z Krzysztofem i wieloma innymi towarzyszami podróży |
![]() |
| Tradycyjny lunch pod wiaduktem kolejowym |
PODSUMOWANIE: REFLEKSJE NAD LETNIĄ PRZYGODĄ
Patrząc wstecz na lipiec 2024 roku, podróż była mieszanką ekstremów: ulewne deszcze, palące słońce, słabe połowy ryb i pozornie niekończące się jagody. Mówi się, że kiedy Bóg zamyka drzwi, otwiera okno. W naszym przypadku wędkarstwo kompletnie zawiodło, ale za to zostaliśmy wynagrodzeni jagodami — być może to było to okno, które Bóg dla nas otworzył!
Było to
przypomnienie, że nie każda przygoda polega na trofeach — czasem
chodzi o ciche chwile: obserwowanie wiewiórek wykonujących
akrobacje, słuchanie pukania dzięcioła czy rozmowy przy ognisku,
pod gwiaździstym niebem.
French River
nadal się zmienia — miejsca biwakowe ponumerowane, rezerwacje
obowiązkowe, ryby są rzadsze niż kilkadziesiąt lat temu, a pożary
lasów pozostawiają subtelne ślady na krajobrazie. Mimo tych zmian
rzeka pozostaje ponadczasowym placem zabaw, miejscem spotkań,
eksploracji i refleksji.
Dla każdego planującego podróż mogę powiedzieć jedno: spodziewajcie się niespodzianek, przyjmujcie nieoczekiwane i rozkoszujcie się małymi przyjemnościami, które czynią biwakowanie w dziczy niezapomnianym przeżyciem. Jeśli chodzi o nas, mamy nadzieję powrócić!



.jpg)

.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)