sobota, 14 marca 2026

BON ECHO PROVINCIAL PARK, ONTARIO, LIPIEC/SIERPIEŃ 2025—CZĘŚĆ DRUGA: ZWYKŁA DROGA DO DOMU, KTÓRA PRZERODZIŁA SIĘ W KANADYJSKĄ PRZYGODĘ HISTORYCZNĄ





POWRÓT DO DOMU: CMENTARZ KIDD, KSIĄŻKA MELCHIORA WAŃKOWICZA „TWORZYWO”, DAVID FIFE I RED FIFE, MIEJSCE EKSPLOZJI ORAZ WIOSKA LAKEFIELD I JEJ BOGATE DZIEDZICTWO LITERACKIE

***

BONUS: KAWA Z MNISZKA LEKARSKIEGO WEDŁUG SUSANNY MOODIE ORAZ JESZCZE JEDEN SUBSTYTUT KAWY PIONIERÓW: KENTUCKY COFFEETREE (KŁĘK KANADYJSKI)



Spakowaliśmy się i wyjechaliśmy w piątek, 1 sierpnia 2025 roku, w 81. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Zamiast autostrady 401 wybraliśmy Highway 7, zatrzymując się w Havelock, aby zobaczyć istniejącą stację kolejową. Zjechaliśmy z Highway 7 na Apsley Dummer 7 Line, następnie skręciliśmy w Dummer–Apsley Line i pojechaliśmy na północ drogą South Dummer 5 Line Road. Tuż przed Webster Road zauważyliśmy po prawej stronie niewielki pionierski cmentarz – Kidd Cemetery (44°24'24.9"N 78°03'46.2"W / 44.406917, -78.062833). Większość pochówków pochodziła z drugiej połowy XIX wieku, a tylko dwa z lat 1906 i 1907.


Cmentarz Kidd Cemetery
Później, już po powrocie do domu, przeprowadziłem krótkie poszukiwania i odkryłem związek z historią, którą wiele lat temu przeczytałem w jednej z moich ulubionych książek.

W 1982 roku, będąc w Austrii, otrzymałem polską książkę Melchiora Wańkowicza Tworzywo (dostępną po angielsku jako Three Generations). Jest to niezwykła, genialna i wciągająca opowieść o czterech polskich imigrantach, którzy przybyli do Kanady w latach 1900–1929. Z tej książki dowiedziałem się wielu fascynujących szczegółów dotyczących historii Kanady – do tego stopnia, że Kanadyjczycy często byli zaskoczeni moją „rozległą wiedzą na temat historii Kanady”. Jeden z imigrantów, Stanisław Gąsior, przybył wraz z rodzicami w 1900 roku. Otrzymali oni dwie działki po 160 akrów każda, położone w środku gęstego lasu. Później przeniósł się do Saskatchewan i ostatecznie stał się bardzo zamożnym farmerem, wychowując 13 dzieci.

W latach 30. XX w. jego sąsiad, pułkownik Winston MacManus, często zasięgał jego rady. Podczas jednego z takich spotkań w sierpniu 1939 roku, gdy rozmawiali o cenach pszenicy na przestrzeni lat, doszło do następującej wymiany zdań:
***
— Nie można powiedzieć, kanadyjska pszenica nie tak już bardzo mrozu się boi.

— Co, hę?... Prawda?... — pułkownik przeszedł ni z tego, ni z owego do chełpliwego tonu. — A wiesz pan, panie Gąsior, skąd się taka pszenica wzięła w Kanadzie? Wy, młodzi — Gąsiorowi grdyka skoczyła w górę i w dół — teraz za innymi gatunkami gonicie, ale ta poczciwa Red Five przez pól wieku bogactwo Kanadzie dawała, zasypaliśmy nią glob ziemski.

Pogładził sumiastego wąsa z dumą, jakby to nikt inny, tylko Mac Manusowie wyprodukowali to ziarno pełne konsystencji, mniej obawiające się mrozów, z którego wyrosła potęga koncernów młynarskich w St. Paul i Minneapolis.

— Pamiętam, ojciec zawsze tę historię opowiadał, jak jego dziad Dawid miał przyjaciela Fife'a i syn tego przyjaciela, nazwany Dawidem na pamiątkę ojca, gospodarował koło Peterborough w Ontario. U nas, Szkotów, przyjaźń przechodzi z ojca na syna, i Arthur, to znaczy ojciec ojca, często tego Dawida nawiedzał. I nieraz narzekali, że pszenica za długo dojrzewa i mrozy ją często łapią. Umyślili napisać do znajomego Szkota w Glasgow, żeby przysłał próbkę jakiegoś ziarna z północnych krajów, które też mają wczesne mrozy. Właśnie w porcie Glasgow stal okręt z Gdańska z polską pszenicą i znajomy posłał im próbkę. To był 1842 rok. Z całej próbki wzeszło pięć kłosów, z czego dwa krowa zjadła. Dawid Fife trząsł się nad nimi nie na próżno, bo też te trzy kłosy zmieniły losy Kanady. Nikt już potem dziesiątki lat nie sial innej pszenicy jak Red Fife.

***

 Portret Davida Fife'a, twórcy pszenicy Red Fife
Źródło: Wikimedia Commons
Rzeczywiście, David Alexander Fife (1805–1877) wraz ze swoją rodziną wyemigrował w 1820 roku do Otonabee Township w hrabstwie Peterborough, w Górnej Kanadzie, gdzie zajął się rolnictwem. Przypisuje mu się wyhodowanie odmiany pszenicy znanej później jako Red Fife. Do około 1915 roku Red Fife pozostawała dominującą odmianą pszenicy zarówno w Kanadzie, jak i w Stanach Zjednoczonych. Później skrzyżowano ją z inną odmianą, tworząc pszenicę Marquis, która przez kilka kolejnych lat dominowała w uprawach, podobnie jak wcześniej Red Fife.

W 2003 roku zobaczyłem w pobliżu Peterborough w Ontario tablicę historyczną z następującym napisem:

Pszenica Red Fife, wcześnie dojrzewająca odmiana o wysokiej jakości, została odkryta w 1842 roku przez Davida Fife’a na poletku doświadczalnym na jego farmie w tym miejscu. Przez ponad 60 lat była „pszenicą jarą” w Kanadzie. Otworzyła potencjał zbożowy Zachodu i jest odmianą macierzystą słynnej pszenicy Marquis.

Niedawno w BLOGU o wycieczce do Minnesoty w 2024 roku opisywałem historię Wendelina Grimma, który dzięki wytrwałości wyhodował pierwszą mrozoodporną odmianę lucerny w Ameryce Północnej Dzięki niczemu bardziej spektakularnemu niż uparta wytrwałość i staranna selekcja wyhodował pierwszą naprawdę mrozoodporną odmianę lucerny w Ameryce Północnej. Według naukowców od spraw rolniczych, było to najważniejszym osiągnięciem w rozwoju upraw w Ameryce Północnej aż do wynalezienia kukurydzy hybrydowej.

James Kidd (urodzony w 1813 r. w Szkocji, zmarł w 1875 roku)
Powróćmy teraz do cmentarza Kidd Cemetery. Jedną z pochowanych tam osób był James Kidd, urodzony w Szkocji (1813–1875), prawdopodobnie protoplasta rodziny Kidd oraz założyciel cmentarza. Miał córkę, Christinę Ann „Christy” Kidd Fife (1838–1920), która urodziła się i zmarła w hrabstwie Peterborough. Poślubiła ona Sylvestera Hutchisona Fife’a (1835–1911), również urodzonego i zmarłego w hrabstwie Peterborough, syna Davida Alexandra Fife’a. W ten sposób James Kidd i David Fife stali się wzajemnie swoimi teściami – to niewielkie, lecz intrygujące historyczne powiązanie.

Niedaleko cmentarza znajdowała się tablica historyczna upamiętniająca wybuch dynamitu w 1885 roku (N 44° 22.151 W 078° 13.454), którą Krzysztof uważnie przeczytał:

WYBUCH DYNAMITU W 1885 ROKU

4 września 1885 roku James Simmons i George Morton przewozili ładunek dynamitu z Tweed do Burleigh Falls w Ontario, konnym wozem z obręczami ze stali na kołach. Dynamit miał zostać użyty przy budowie śluzy Trent-Severn w Burleigh Falls. Zatrzymali się na noc w hotelu w Indian River w Ontario, a następnego dnia ruszyli w kierunku Burleigh Falls przez granicę township’ów Douro–Otonabee oraz drogą, która obecnie jest częścią Highway 28. Około godziny 9:45 rano mieszkańcy okolicy zostali zaniepokojeni potężnym wybuchem dynamitu na Highway 28, około 4,1 km na północ od County Road 4.

Panów Morton i Simmons nigdy więcej nie widziano. W miejscu eksplozji odkryto kratery o głębokości około trzech metrów, a konie i wóz znaleziono około 15 metrów po obu stronach kraterów. Pozostały jedynie fragmenty ciał mężczyzn, koni i wozu; opisano je jako „zmasakrowane ponad wszelki opis”. Kawałki drewna i stali z wozu odnaleziono w odległości od 100 do 200 jardów.

Wybuch był słyszany w Lakefield oraz w odległych miejscowościach, takich jak Peterborough, Warsaw, Young’s Point i Madoc. Wkrótce na miejsce eksplozji przybyły tłumy ludzi, niektórzy poszukiwali szczątków ofiar. „Co kilka minut znajdowano coś nowego i wstrząsającego.” Podobno miejsce to odwiedziło ponad 1000 osób oraz 300 powozów.

Samuel Strickland

Następnie udaliśmy się do Lakefield (44°25'19.5"N 78°16'21.7"W / 44.422083, -78.272694), bardzo atrakcyjnej, malowniczej i historycznej wioski, którą odwiedzałem już wielokrotnie. Została założona przez Samuela Stricklanda (1804–1867), którego okazała rezydencja nadal tam stoi. Napisał on książkę Twenty-Seven Years in Canada West [Dwadzieścia siedem lat w Kanadzie Zachodniej (czyli dzisiejszym Ontario)] , szczegółową relację ze swojego życia i czasów spędzonych w Kanadzie. 

Jego dwie siostry, Susanna Moodie (1803–1885) oraz Catharine Parr Traill (1802–1899), wyemigrowały z Anglii w 1832 roku i założyły farmy w tej okolicy. Stały się bardzo znanymi pisarkami, opisującymi trudności pionierskiego życia w Ontario. Do ich najbardziej znanych książek należą Roughing It in the Bush (W zmaganiu z kanadyjską dziczą) oraz Life in the Backwoods (Życie w kanadyjskiej głuszy) autorstwa Moodie, a także The Backwoods of Canada (Kanadyjska głusza) i Canadian Crusoes (Kanadyjscy Robinsonowie) autorstwa Parr Traill.

Również pragnąłbym dodać, że słynna pisarka kanadyjska, Margaret Atwood, była w znacznym stopniu inspirowana twórczością Susanna Moodie. Atwood bezpośrednio nawiązała do pionierskich doświadczeń Moodie w tomie poetyckim z 1970 roku The Journals of Susanna Moodie. W książce tej poetka w wyobraźni odtwarza głos i losy Moodie. Wiersze przedstawiają kolejne etapy jej życia: przybycie do Kanady, lata spędzone w dziczy oraz nawet jej „życie pośmiertne”, w którym pojawia się jako duch nawiedzający współczesny kanadyjski krajobraz. Atwood wykorzystuje postać Moodie jako symbol, aby zbadać psychologiczne doświadczenie osadników oraz złożoną relację między człowiekiem a kanadyjską naturą.

            

                    

I jeszcze mogę dodać, że ich siostra Agnes Strickland, mieszkająca w Anglii, była bardzo znaną autorką biografii królowych Anglii (Lives of the Queens of England). Również gdy Agnes przygotowywała do publikacji książkę brata Samuela Stricklanda Twenty-Seven Years in Canada West, złagodziła opisy trudów pionierskiego życia, usunęła niektóre bardziej brutalne lub przyziemne szczegóły oraz nadała tekstowi bardziej „elegancki”, angielski charakter. Była ponoć dość zszokowana szczerością opisów swoich sióstr z Kanady. Dla niej wizja życia w kolonii powinna być bardziej „cywilizowana” i zgodna z gustem brytyjskiej klasy średniej. Tak więc Agnes reprezentowała perspektywę metropolii, a siostry w Kanadzie — perspektywę pionierów.

Nad miastem, na zboczu wzgórza, stał kiedyś kamienny anioł. Zastanawiam się, czy nadal tam stoi, ku pamięci tej, która wyzbyła się swego słabego ducha.
Te wersy, umieszczone na kanadyjskim znaczku pocztowym przedstawiającym autorkę, otwierają kanadyjską powieść z 1964 roku The Stone Angel  (Kamienny Anioł) Margaret Laurence, wprowadzając czytelnika w historię dziewięćdziesięcioletniej Hagar Shipley, która spogląda wstecz na swoje życie. Posąg anioła symbolizuje upartą dumę i emocjonalną sztywność, które określają charakter Hagar oraz jej niezdolność do okazywania słabości i wrażliwości.
Inna wybitna kanadyjska pisarka, Margaret Laurence (1926–1987), mieszkała w Lakefield i zmarła w wyniku samobójstwa (cierpiała na raka płuc) w swoim domu przy 8 Regent Street. Przed jej dawną rezydencją znajduje się tablica historyczna:

Margaret Laurence
Kanadyjska pisarka
1926–1987

Urodzona w Neepawa w Manitobie, Margaret Laurence mieszkała i podróżowała po Anglii oraz Afryce, zanim zdecydowała się osiedlić w tym domu w Lakefield. W 1974 roku została pisarką-rezydentką na Trent University i była pierwszą kobietą pełniącą funkcję kanclerza tej uczelni w latach 1981–1984. Jej powieści szybko zdobyły uznanie krytyków i są obecnie uważane za klasykę literatury kanadyjskiej.

„Kultywuj w swojej pracy i w swoim życiu sztukę cierpliwości oraz pogódź się ze swoimi nieuniknionymi ludzkimi ograniczeniami, jednocześnie starając się poszerzać granice swojego zrozumienia, swojej wiedzy i swojej współczucia.”

Dom, w którym mieszkała Margaret Laurence w Lakefield
Catharine Parr Traill zmarła w Lakefield, a jej dom „Westove” nadal stoi; przed nim znajduje się następująca tablica historyczna:

Catharine Parr Traill 1802–1899

Członkini literackiej rodziny Stricklandów, ta utalentowana autorka poślubiła porucznika Thomasa Trailla i wyemigrowała do Górnej Kanady w 1832 roku. Przez siedem lat bezskutecznie próbowali założyć dochodową farmę na zalesionych terenach w Douro Township. Następnie mieszkali w Ashburnham i nad jeziorem Rice. W 1862 roku, po śmierci męża, córki pani Traill zakupiły „Westove” i tam spędziła resztę swojego życia. Jej najbardziej znana książka, The Backwoods of Canada (Kanadyjska głusza), oparta jest na jej pionierskich doświadczeniach. W Studies of Plant Life in Canada (Studia nad roślinnością Kanady) oraz innych pracach udowodniła również, że była utalentowaną botaniczką.

Catharine Parr Traill (z lewej strony) w domku "Westcove" w Lakefield, prawdopodobnie 1898 lub 1899 roku. 


Domek "Westcove" w Lakefield w 2003 roku, w którym Catharine Parr Traill mieszkała od 1860 r. do swojej śmierci 29 sierpnia 1899 roku
Lakefield jest również siedzibą prestiżowej Lakefield College School. Wśród jej absolwentów znajdują się: książę Andrew (Andrzej), książę Yorku; Felipe VI, król Hiszpanii; Ian Binnie, sędzia Sądu Najwyższego Kanady; oraz David Miller, były burmistrz Toronto. Około 20 lat temu odwiedziłem tę szkołę i odbyłem krótką wycieczkę po jej terenie. Szkoła jest położona nad brzegiem rzeki Otonabee i powiedziano mi, że wielu rodziców odwiedzających tam swoje dzieci jest tak zachwyconych jej pięknym położeniem, że sami chcieliby w niej się uczyć! W pobliżu znajduje się również wyspa nazwana na cześć księcia Andrzeja, choć podobno jej nazwa miała zostać zmieniona z oczywistych powodów.


Stacja kolejowa w Lakefield w 1910 roku

Ta same stacja kolejowa w Lakefield w 2003 roku. Obecnie w niej mieści się znany antykwariat
We Lakefield znajduje się także stara stacja kolejowa, która wiele lat temu mieściła księgarnię z używanymi książkami. Tory kolejowe zostały dawno usunięte, a dawną trasę kolejową przekształcono w trasę rekreacyjną. Na budynku stacji kolejowej nadal można zobaczyć wyblakły napis: „Peterborough--10 mil.”

W tym miejscu znajdowała się farma Susanny Moodie, na której przez prawie 7 lat starała się ujarzmić dziką przyrodę i którą opisała w swojej książce
Pokazałem Krzysztofowi tablicę historyczną wskazującą miejsce, gdzie kiedyś stała farma Susanny Moodie, a także pojechaliśmy na koniec drogi, gdzie mieszkała rodzina Catherine (tej „mojej” Catherine, NIE Catharine Parr Traill).

Susanna Moodie 1803–1885

Tutaj znajdowała się farma i domostwo Susanny Moodie, sławnej kanadyjskiej pisarki, która osiedliła się w Douro w 1834 roku z mężem i dwiema córkami. Trzej pierwsi synowie urodzili się tutaj. Po sześciu latach wielkich trudności, w nieskutecznej próbie ujarzmienia dziczy, przenieśli się do Belleville w 1840 roku. Tam Susanna pisała powieści i regularnie współpracowała z Victoria Magazine oraz Literary Garland w Montrealu, oprócz pisania opowiadań o życiu na farmie w swojej najsłynniejszej książce Roughing It in the Bush (W zmaganiu z kanadyjską dziczą). Wraz z literacką siostrą, Catharine Parr Traill, która mieszkała i pisała na sąsiedniej farmie, jest znana jako jedna z „Matron literatury kanadyjskiej”.


Odwiedziliśmy także Cenotaph Park w Lakefield i odczytaliśmy nazwiska lokalnych obywateli, którzy służyli w różnych wojnach. Znajdowała się tam kolejna tablica historyczna poświęcona Susannie Moodie:
Susanna Moodie 1803–1885

Ta utalentowana pisarka, żona emerytowanego oficera armii brytyjskiej, wyemigrowała z mężem i córką do Górnej Kanady w 1832 roku. W 1834 roku przenieśli się na pobliską działkę, aby być bliżej jej brata, Samuela Stricklanda, i siostry Catharine Parr Traill. Kolejne sześć lat nieudanych prób zagospodarowania dzikiego terenu stało się tematem jej najsłynniejszego dzieła Roughing It in the Bush (W zmaganiu z kanadyjską dziczą). W 1840 roku przenieśli się do Belleville, gdzie Moodie redagowali i byli głównymi współpracownikami krótkotrwałego Victorian Magazine, a Susanna pisała wiele powieści i wierszy. Jej wkład przez wiele lat stanowił podstawę The Literary Garland, publikacji w Montrealu.

Kościół Christ Church w Lakefield, ufundowany głównie przez Samuela Stricklands
Później odwiedziliśmy teren kościoła Christ Church, gdzie pochowani są mąż Catharine Parr Traill oraz Samuel Strickland, a także wielu wczesnych osadników. Przed kościołem stoi kolejna tablica historyczna:

Pułkownik Samuel Strickland 1804–1867

Kościół ten został zbudowany w 1853 roku głównie dzięki staraniom Samuela Stricklanda. Był członkiem angielskiej rodziny, w której było kilku odnoszących sukcesy pisarzy; wyemigrował do Górnej Kanady (obecnie Ontario) w 1825 roku. Po gospodarowaniu w Otonabee Township, od 1828 do 1831 roku pracował w Canada Company jako nadzorca osadnictwa. W 1831 roku stał się jednym z pierwszych osadników Douro i później założył tam szkołę dla osób zainteresowanych rolnictwem pionierskim. Jego książka Twenty-Seven Years in Canada West [Dwadzieścia siedem lat w Kanadzie Zachodniej (czyli dzisiejszym Ontario)] jest wyjątkowa jako zapis życia wykształconej osoby spędzonego na rolniczej granicy. Pułkownik Strickland pochowany jest na terenie tego kościoła.

Grób Samuela Stricklanda przy kościele Christ Church w Lakefield, założyciela Lakefield
Miałem nadzieję odwiedzić spektakularne centrum/sklep indiański Whetung Ojibwa Centre w rezerwacie Curve Lake First Nation, ale zamykano go o godzinie 17:00. Zamiast tego skierowaliśmy się na zachód, a potem wjechaliśmy na Highway 35. Aby uniknąć typowych korków na Highway 401, zdecydowałem się użyć Highway 407, płatnej autostrady. Kosztowało mnie to prawie 22 dolary — całkiem rozsądna cena, biorąc pod uwagę, że odcinek, z którego skorzystaliśmy, miał około 60 km.

Jeden z grobów na cmentarzu kościoła Christ Church w Lakefield. Dużo ludzi wówczas umierało młodo, szczególnie dzieci oraz kobiet podczas porodu. Agnes Strickland (1858-1880), wnuczka Samuela Stricklanda, założyciela Lakefield, zmarła w wieku 22 lat, rok po ślubie z Samuelem Philip Wiggs. 


PODSUMOWANIE

Choć wyjazd był stosunkowo krótki, okazał się niezwykle bogaty — zarówno jako przygoda biwakowa, jak i podróż w przeszłość. Cieszyłem się, że mogłem ponownie zobaczyć park oraz ocenić zniszczenia pozostawione przez burzę typu derecho, a Krzysztof z entuzjazmem wracał do miejsc, których nie widział od 31 lat. Udało nam się także zwiedzić okoliczne tereny, odkryć nowe ciekawe miejsca i znaleźć kolejną obiecującą lokalizację na przyszłe biwakowanie, pływanie na kanu i wędkowanie.

Ostatecznie nawet droga powrotna stała się częścią tej przygody, zamieniając się w interesującą i inspirującą lekcję historii Kanady.

******************************

BONUS: KAWA Z MNISZKA LEKARSKIEGO WEDŁUG SUSANNY MOODIE


Na początku XIX wieku życie pionierów w Górnej Kanadzie było pełne trudności i wymagało ogromnej zaradności. W odległych osadach wiele produktów, które w Anglii uchodziły za zwyczajne, było bardzo drogie lub wręcz niedostępne. Do takich luksusów należały między innymi herbata i kawa. Nic więc dziwnego, że osadnicy często próbowali zastępować je napojami przygotowywanymi z lokalnych roślin. Jednym z takich pomysłów była kawa sporządzana z korzeni mniszka lekarskiego. O swoim eksperymencie z tym niezwykłym napojem w bardzo ciekawy sposób napisała Susanna Moodie w swojej słynnej książce Roughing It in the Bush (W zmaganiu z kanadyjską dziczą), opisującej życie pionierów w kanadyjskiej puszczy.

„Jesienią roku 1835 pomagałam mężowi przy wykopywaniu ziemniaków na polu. Zauważywszy wśród nich wielką ilość dorodnych korzeni mniszka, przypomniałam sobie o kawie z tej rośliny i postanowiłam przygotować ją na naszą kolację. Nie mówiąc nic o tym mężowi, odrzuciłam na bok kilka korzeni, a gdy skończyliśmy pracę, zebrałam ich odpowiednią ilość do przeprowadzenia mojego eksperymentu. Starannie umyłam korzenie, pozostawiając jednak cienką brunatną skórkę, która je pokrywa, gdyż zawiera ona aromatyczny smak tak bardzo przypominający kawę, że podczas prażenia trudno ją od niej odróżnić.

Pokroiłam korzenie na małe kawałki wielkości fasoli i prażyłam je na żelaznej blasze w piecu, aż stały się tak brązowe i chrupiące jak ziarna kawy. Następnie zmieliłam je i wsypałam niewielką filiżankę powstałego proszku do imbryka, zalewając go wrzącą wodą i gotując przez kilka minut na ogniu. Rezultat przeszedł moje oczekiwania. Napój okazał się znakomity — o wiele lepszy niż zwykła kawa, którą kupowaliśmy w sklepach.

Dla osób mieszkających w puszczy, dla których herbata i kawa są bardzo drogimi artykułami luksusowymi, znajomość tej cennej właściwości rośliny rosnącej tak obficie na polach byłaby niezwykle pożyteczna. Przez wiele lat nie używaliśmy żadnego innego napoju; a moi indiańscy znajomi, którzy często odwiedzali nasz dom, chętnie przyjęli ten sposób i prosili mnie, abym pokazała im cały proces przygotowywania z korzeni mniszka kawy.”

*************************************

JESZCZE JEDEN SUBSTYTUT KAWY PIONIERÓW: KENTUCKY COFFEETREE (KŁĘK KANADYJSKI)

Historia pionierskich substytutów kawy nie kończy się na prażonych korzeniach mniszka lekarskiego. Wcześni osadnicy w Ameryce Północnej eksperymentowali z wieloma roślinami, próbując znaleźć napój przypominający kawę, którą znali z Europy. Jednym z najbardziej interesujących przykładów było drzewo Gymnocladus dioicus, niezwykła roślina pochodząca ze wschodniej i środkowej części Ameryki Północnej.

To charakterystyczne drzewo wytwarza duże, grube strąki zawierające kilka niezwykle twardych nasion przypominających duże ziarna. Wczesni osadnicy w Kentucky, Tennessee oraz w dolinie rzeki Ohio odkryli, że po odpowiednim uprażeniu nasiona te można zmielić i zaparzyć z nich ciemny napój przypominający kawę. Pomysł ten mógł pochodzić od rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej, którzy znali tę roślinę i wiedzieli, że nasiona wymagają starannego przygotowania.

W stanie surowym zawierają one toksyczne substancje, między innymi alkaloid cytyzynę, który może powodować poważne zatrucia. Uważano jednak, że długotrwałe i dokładne prażenie neutralizuje te toksyny. Po takim przygotowaniu nasiona można było zmielić i zagotować, uzyskując ciemny napar.

Dla wielu imigrantów i pionierów żyjących głęboko w północnoamerykańskich lasach takie eksperymenty były często koniecznością. Importowane towary, takie jak herbata czy kawa, były kosztownym luksusem, szczególnie w świeżo powstałych osadach oddalonych od portów i ośrodków handlowych. Wielu przybyszów z Wielkiej Brytanii czy Europy kontynentalnej znajdowało się w odległych osadach otoczonych dziką przyrodą i musiało polegać na tym, co oferowała im natura.

Prażone nasiona Kentucky coffeetree bywały więc czasem wykorzystywane jako substytut kawy. Napój z nich przygotowany miał wprawdzie ciemny kolor przypominający kawę, ale większość relacji zgodnie przyznaje, że jego smak pozostawiał wiele do życzenia. W przeciwieństwie do cykorii czy prażonego korzenia mniszka lekarskiego — które dają całkiem przyjemne napoje i do dziś można je kupić w sklepach — „kawa” z nasion Kentucky coffeetree nigdy nie zdobyła większej popularności. Gdy w XIX wieku prawdziwa kawa stała się łatwiej dostępna, osadnicy szybko porzucili ten eksperyment.

Kentucky coffeetree w zimę
Wcześni pionierzy nadali temu drzewu także osobliwy przydomek: „martwe drzewo”. Powód jest łatwy do zrozumienia dla każdego, kto obserwuje je w lesie. Kentucky coffeetree jest jednym z ostatnich drzew wypuszczających liście wiosną, a jesienią traci je wyjątkowo wcześnie. Przez długi czas jego grube gałęzie pozostają zupełnie nagie, tworząc na tle nieba szarą, niemal szkieletową sylwetkę. Dla imigrantów nieznających jeszcze północnoamerykańskiej przyrody mogło ono wyglądać jak drzewo już obumarłe.

Z tego powodu niektórzy pionierzy początkowo unikali wykorzystywania jego drewna, sądząc, że drzewo jest chore lub bezwartościowe. Dopiero później odkrywali, że „martwe drzewo” jest w pełni zdrowe i po prostu ma nietypowy rytm rozwoju.

Duże strąki zwisające z jego gałęzi często budziły ciekawość osadników. W ich wnętrzu znajdowało się kilka niezwykle twardych nasion, które z czasem stały się przedmiotem eksperymentów polegających na ich prażeniu i mieleniu w celu przygotowania napoju zastępującego kawę. Choć smak takiego napoju rzadko zbierał pochwały, historia Kentucky coffeetree doskonale pokazuje pomysłowość i zaradność dawnych pionierów.

W pionierskim folklorze wspominano czasem, że była to „kawa na trudne czasy”. Kiedy brakowało importowanych towarów lub gdy dostawy były zakłócone, osadnicy ponownie sięgali po takie lokalne substytuty. Nawet jeśli napój tylko w niewielkim stopniu przypominał prawdziwą kawę, mógł przynieść drobną pociechę w surowych warunkach życia na pograniczu cywilizacji.

Dziś Kentucky coffeetree sadzi się głównie jako ozdobne drzewo parkowe lub uliczne. Pozostaje ono jednak cichym przypomnieniem pomysłowości pierwszych pionierów Ameryki Północnej — ludzi, którzy w warunkach dzikiej przyrody nowego kontynentu próbowali z lokalnych roślin odtworzyć smaki i drobne wygody starego świata.

Jak wspominałem w moich blogach, po raz pierwszy zobaczyłem Kentucky coffeetree w Minnesocie—rosło wzdłuż szlaku rowerowego, blisko domu Catherine, jak też w Minnesota Arboretum. Za pomocą Internetu udało mi się je zidentyfikować i dowiedzieć się bardzo dużo ciekawych faktów na jego temat. Rzeczywiście, nawet w marcu strąki zawierające nasiona wciąż wisiały na gałęziach. 

Nasiona są notorycznie twarde — to ewolucyjna pozostałość z czasów, gdy dziś już wymarła megafauna mogła pomagać w ich kiełkowaniu. Ich powłoka jest tak bardzo twarda i nieprzepuszczalna, że wymaga skaryfikacji do kiełkowania—a w obecnych czasach raczej nie można liczyć, że zrobią to zwierzęta lub ptaki. Aby kiełkowały, należy naruszyć tę warstwę poprzez piłowanie lub moczenie w gorącej wodzie, aby umożliwić wchłanianie wody. Bez tego naturalne kiełkowanie nasion może trwać latami, jeśli w ogóle wykiełkują. Dlatego bez ingerencji człowieka jego propagacja jest prawie-że niemożliwa. Ja jednak wziąłem sprawy w swoje ręce i sam spiłowałem nasiona i obecnie posiadam kilka sadzonek tego drzewa.

Co ciekawe, niedawno jadąc samochodem zauważyłem kilka drzew Kentucky coffeetree rosnących w moim mieście! Jako że praktycznie każde drzewo na terenach publicznych jest zaznaczone i opisane na mapce internetowej miasta, okazało się, że rzeczywiście miałem rację! Będę więc musiał niebawem się tam udać i pozbierać więcej nasion, a po lekkim ich spiłowaniu, zasadzę je w doniczkach, a potem w ogrodzie.

Pionierzy piją 'kawę' z prażonych korzeni mniszka lekarskiego oraz prażonych nasion drzewa Kentucky Coffeetree podczas przerwy w codziennej ciężkiej pracy na roli
******************************

KLIKNIJ TUTAJ, ABY PRZECZYTAĆ CZĘŚĆ PIERWSZĄ TEGO BLOGA


THIS BLOG IS AVAILABLE IN THE ENGLISH LANGUAGE/TEN BLOG JEST DOSTĘPNY W JĘZYKU POLSKIM

BON ECHO PROVINCIAL PARK, ONTARIO, LIPIEC/SIERPIEŃ 2025—CZĘŚĆ PIERWSZA: BIWAKOWANIE, 34 LATA WSPOMNIEŃ, NISZCZYCIELSKA BURZA DERECHO ORAZ SAMOCHODOWE ESKAPADY PO OKOLICACH





Chociaż film jest w języku angielskim, napisy można nastawić na język polski


WPROWADZENIE

Z wielu powodów Bon Echo jest moim ulubionym parkiem prowincjonalnym. Był to również pierwszy park, w którym biwakowałem w Kanadzie – w sierpniu 1991 roku, wraz z Derkiem P., na miejscu nr 433 (N44° 54.027' W77° 15.125'). Od tamtej pory odwiedziłem ten park ponad 20 razy—samemu, ze znajomymi, jak też z licznymi grupami organizacji MeetUp. Ostatni raz biwakowałem tam w 2021 roku (dwukrotnie), za każdym razem na polu kempingowym Hardwood Hills. Zarezerwowałem również miejsce biwakowe w roku 2022; niestety gwałtowna burza typu „derecho”,  która przeszła przez park – szczególnie przez kemping Hardwood Hills21 maja 2022 roku, spowodowała tak ogromne zniszczenia, że teren ten pozostawał zamknięty do połowy 2024 roku, a moja rezerwacja została anulowana (zostawiając mnie na przysłowiowym lodzie).

Imponująca skała Mazinaw Rock, na której znajduje się ponad 200 indiańskich malunków (piktogramów), rosną skarłowaciałe, ponad tysiącletnie (tak--1000 lat!) drzewa oraz są wykute w skale trzy wersety z wiersza Walta Whitmana Pieśń o Sobie Samym ze zbioru Źdźbła trawy (Leaves of Grass)
W latach 1992, 1993 i 1994 wraz z Krzysztofem spędziliśmy za każdym razem od dwóch do trzech tygodni biwakując w Bon Echo, na kempingach nr 462, 461 i ponownie 462. Chociaż później razem biwakowaliśmy w wielu innych parkach, był to pierwszy raz, kiedy Krzysztof ponownie zawitał do Bon Echo po 31-letniej przerwie.


Inskrypcja naskalna "Old Walt" w Bon Echo, stan obecny

Zamówiona przez Florę MacDonald (Denison), inskrypcja została wykuta w 1919 roku dla uczczenia setnej rocznicy urodzin Walta Whitmana. Flora wybrała te słowa wiele lat wcześniej z poematu „Pieśń o sobie”, jednego z utworów w tomie Źdźbła trawy (Leaves of Grass). Trudno byłoby znaleźć wersy bardziej odpowiednie i trafne.

OLD WALT
1819–1919

Poświęcone demokratycznym ideałom WALTA WHITMANA
przez Horace’a Traubela i Florę MacDonald.

Moja podpora jest czopem i gniazdem w granicie osadzona,
Śmieję się z tego, co zwiecie rozkładem,
Bo znam bezmiar czasu.”

Inskrypcja naskalna "Old Walt" w Bon Echo, 1919 rok
Pomysł stworzenia tego potężnego i trwałego pomnika Walta Whitmana i jego ideałów, które tak bardzo podziwiała, należał do Flory MacDonald. Uroczystość odsłonięcia odbyła się 25 sierpnia 1919 roku. Choć Walt Whitman nigdy nie zobaczył Bon Echo, przybył tam jego bardzo bliski przyjaciel i biograf, Horace Traubel. Kładąc dłonie na Skale, Flora i Horace wypowiedzieli słowa: „Old Walt”.
Kilka dni później Horace Traubel zmarł w Bon Echo.

Jeszcze w tym samym roku napis Old Walt Memorial został wykuty na ścianie skały Mazinaw Rock przez dwóch szkockich kamieniarzy sprowadzonych z Aberdeen.

Na fotografii Flora MacDonald siedzi pod literą „P”, a Merrill Denison trzyma na kolanach małą dziewczynkę.

(Źródło: Bon Echo. The Denison Years, Mary Savigny.)

SZTUKA NASKALNA (PIKTOGRAMY) NA SKALE MAZINAW ROCK W PARKU BON ECHO

Mazinaw, którego nazwa pochodzi od słowa algonkiańskiego oznaczającego „obraz” lub „pismo”, jest największym obszarem sztuki naskalnej na południowej części Tarczy Kanadyjskiej oraz jedyną dużą lokacją piktogramów w południowym Ontario.
U podstawy tej skały znajduje się ponad 260 malowanych wizerunków, czyli piktogramów, które świadczą o znaczeniu tego miejsca oraz o tradycjach opowiadania historii przez Algonkinów i inne ludy rdzennych mieszkańców, którzy je stworzyli.
Czerwone obrazy wykonane ochrą przedstawiają postacie ludzi i zwierząt, a także niezwykłą liczbę symboli abstrakcyjnych i geometrycznych.
Dzisiejsi Algonkinowie pozostają dumni ze swojego dziedzicznego związku z tym wyjątkowym miejscem.

Mishipzheu 
Na tym panelu znajduje się wiele różnych wizerunków, co wskazuje na to, że poszczególne elementy najprawdopodobniej zostały namalowane w różnych okresach. Dwie postacie zwierząt można dostrzec wyraźnie, natomiast pod największą, górną postacią widoczna jest słabiej zaznaczona trzecia.

Dolne zwierzę przypomina inne znane wizerunki niedźwiedzi, choć może również przedstawiać kilka innych zwierząt, w tym mniejszą wersję zwierzęcia widocznego powyżej.

Największa górna postać może przedstawiać Mishipizheu – „Wielkiego Rysia Wodnego”, potężnego przywódcę wodnych Manitów (duchów). Jest to niebezpieczny Manitou, zdolny wzniecać fale i silne wiatry na jeziorach za pomocą swojego potężnego ogona. Rdzenni mieszkańcy modlą się do Mishipizheu o sprzyjającą pogodę podczas przepraw przez rozległe akweny wodne.

Nanabush
Ta postać z dużymi uszami może przedstawiać Nanabusha, półboga ludu Odżibwejów, znanego jako Człowiek-Królik.

Gdy Kitchi Manitou, Wielki Duch, stworzył świat wraz z górami, dolinami, jeziorami, rzekami i wszystkimi żywymi istotami, zdał sobie sprawę, że ludzie potrzebują wskazówek, aby właściwie korzystać z jego stworzenia. Na nauczyciela wybrał Nanabusha, syna ludzkiej matki i Ducha Zachodniego Wiatru. 

To właśnie Nanabush nadał nazwy wszystkim dziełom Kitchi Manitou. Był także odpowiedzialny za przyniesienie ludziom sztuki leczenia oraz narzędzi, ale również much plujek i różnego rodzaju nieszczęśliwych zdarzeń.

Najczęściej przedstawiany jest jako trickster (szachraj) – figlarny i podstępny bohater wielu opowieści. Dalej na zachodzie znany jest jako Whisky-jack, czyli sójka kanadyjska (gray jay); na preriach występuje jako Kojot, a w Kolumbii Brytyjskiej znany jest jako Kruk.

Maymaygwayshi
Ten wizerunek ukazuje małe, podobne do ludzi duchy, które mieszkają w szczelinach skały. Mają mniej niż metr wzrostu, a ich twarze pokryte są krótkimi włosami.

Duchy te rzadko są widywane, ponieważ wstydzą się swojego wyglądu (czasem ja też — zwłaszcza po kilku dniach biwakowania lub pływania na kanu, bez prysznica i golenia — więc wcale im się nie dziwię!). Jeśli jednak ktoś je zobaczy, opuszczają głowy, ukrywając twarze przed wzrokiem ludzi.

Zazwyczaj żyją wewnątrz skały i mogą spoglądać ze swoich kryjówek na przechodzących ludzi.

Żółw
Żółwie odgrywają bardzo ważną rolę w niektórych wizjach duchowych, ponieważ wszystkie Manitous mówią różnymi językami, a żółw znany jest jako tłumacz. 
Ten piktogram na skale może wskazywać, że żółw tłumaczył wizję lub sen przedstawiony w pobliżu.

Panel "Człowieka - Królika (Nanabusha) na skale Mazinaw Rock

PRZYJAZD DO PARKU, NOWE ZASADY DOTYCZĄCE POZWOLEŃ ORAZ SKUTKI BURZY

Odległość z mojego domu do parku wynosi około 330 km. Wyruszyliśmy 27 lipca 2025 roku, pojechaliśmy autostradą 401 na wschód, następnie drogą 41 na północ i po czterech godzinach dotarliśmy do parku. Przed wyjazdem na komputerze potwierdziłem rejestrację (check-in) w parku i w rezultacie po przyjeździe nie musiałem nawet wchodzić do biura parku, aby się „formalnie zameldować”, co w przeszłości bywało związane z długim oczekiwaniem, sięgającym nawet godziny. Oczywiście zlikwidowano również papierowe pozwolenia, które należało umieszczać na słupkach przy kempingu oraz za przednią szybą samochodu. Dokument potwierdzający moją rezerwację stanowił pozwolenie na biwakowanie, a numer rejestracyjny pojazdu służył do weryfikacji rezerwacji. Biwakujący byli jednak zobowiązani do posiadania dowodu zakupu podczas pobytu w parku – w formie cyfrowej lub wydrukowanej kopii potwierdzenia rezerwacji albo numeru rezerwacji.

Nasze miejsce nr 488 wyglądało całkiem nieźle po burzy derecho

A tak wyglądało nasze miejsce w lato 2009 roku, podczas wyjazdu biwakowego z grupą ponad 30 osób. 
Ponieważ nasze miejsce znajdowało się na terenie pola kempingowego Hardwood Hills, musieliśmy przejechać około 6 km od głównej bramy wijącą się w lesie drogą. Od czasu do czasu drzewa rosnące przy drodze znikały, a zamiast zwartego baldachimu leśnego widzieliśmy rozległe, otwarte przestrzenie. Oczywiście były one skutkiem gwałtownej burzy derecho. W rzeczywistości kemping Hardwood Hills został tak poważnie zniszczony, że jego ponowne otwarcie zajęło niemal trzy lata; w tym czasie drwale musieli usunąć znaczną liczbę powalonych i częściowo połamanych drzew. Wzdłuż drogi ustawiono nawet tablicę informacyjną opisującą przebieg burzy oraz prezentującą zdjęcie terenu „sprzed” zniszczeń.

W roku 2002, pomiędzy 2 drzewami na miejscu nr 488















W lipcu 2017 roku również biwakowałem na tym samym miejscu. Niestety, jedno drzewo zostało wycięte z powodu choroby. Udało mi się jednak pozować w tym samym miejscu.

I wreszcie podczas naszego ostatniego pobytu na miejscu biwakowym nr 488 w lipcu 2025 roku również i drugie drzewo zostało wycięte, być może z powodu uszkodzeń w czasie burzy derecho. Tym razem pozowałem do zdjęcia w tym samym miejscu, stojąc na pniu jednego z tych drzew

Tablica przy drodze: CZYM JEST DERECHO?

To długotrwała, szybko przemieszczająca się burza z prostoliniowymi, bardzo silnymi wiatrami, powodująca rozległe zniszczenia.

Burza powaliła w parku tysiące drzew, w tym także na obszarze, na który właśnie patrzysz.
Las w tym miejscu uległ zmianie. Jest teraz bardziej otwarty, co pozwala promieniom słonecznym docierać tam, gdzie wcześniej panował głęboki cień. Trawy i inne rośliny wykorzystają dostęp do światła, a w ich ślad pójdą krzewy i drzewa. Ten proces naturalnej sukcesji leśnej przyniesie korzyści tutejszej faunie oraz całemu ekosystemowi.

Zdjęcia na tej tablicy pokazują, jak wyglądał ten teren tuż po burzy. Czy zauważasz jakieś różnice w porównaniu z tym, co widzisz dziś? Nowe rośliny, których wcześniej tu nie było? Czy zmieniło się sklepienie lasu?

Czas pokaże, w jaki sposób ta burza ukształtuje przyszłość parku, który jest nam tak bardzo bliski.

Po raz pierwszy spostrzegłem tę oryginalną pękniętą skałę i rosnące w jej szczelinie drzewko w 1991 roku i od tego czasu starałem się zawsze zatrzymać koło niej i rzucić na nią okiem. To zdjęcie zostało zrobione w lipcu 2017 roku.

A tak stała wyglądała w sierpniu 2021 roku

Niestety, drzewko nie przetrwało burzy derecho w 2022 roku. Będąc w parku w 2025 roku, miałem trudności ze znalezieniem tej skały, jako że wszędzie leżało wiele powalonych drzew, jak też nowa wegetacja szybko zaczęła porastać cały teren.
Kiedy odwiedziłem park po raz pierwszy w 1991 roku, zauważyłem przy drodze prowadzącej do kempingu Hardwood Hills pękniętą na dwie części skałę, a ze szczeliny wyrastało drzewo. Podczas każdej kolejnej wizyty zatrzymywałem się, aby spojrzeć na tę skałę i drzewo oraz zrobić zdjęcia. Miałem nadzieję zobaczyć to drzewo ponownie – wpisałem nawet jego współrzędne do mojego GPS: 44°54'11.3"N 77°13'33.0"W / 44.903139, -77.225833. Można więc sobie wyobrazić moje ogromne rozczarowanie, gdy zdałem sobie sprawę, że drzewa już nie ma. Co więcej, wokół skały leżało tak wiele powalonych drzew i gałęzi, że ledwo mogłem ją dostrzec.

Na biwaku nr 488 w sierpniu 2002 roku. To jest namiot z Polski, kupiony w 1980 roku. Wówczas kupowało się, co było, a później ewentualnie wymieniało się na inne rzeczy. Wiem, że p. Tadeusz Pasek całkiem go sobie chwalił. Tych dwóch drzew, które widać za mną, już nie ma.

Miejsce biwakowe nr 488, lipiec 2025 roku. Przed burzą derecho całe miejsce było szczelnie zarośnięte drzewami-obecnie widzieliśmy drogę, ale i tak było one dość prywatne

NASZE MIEJSCE BIWAKOWE NR 488

Miejsce, które zarezerwowaliśmy, nr 488 (44°53'44.1"N 77°15'26.6"W / 44.895580, -77.257380) było mi świetnie znane, ponieważ po raz pierwszy pobieżnie dokonałem jego oględzin już w 1991 roku, a później biwakowałem na nim w 2002 roku z Tadeuszem Paskiem, znanym polskim joginem oraz jednym z pierwszych propagatorów i nauczycieli jogi w powojennej Polsce. Nota bene, to była jego druga wizyta w tym parku, który od razu polubił. To właśnie tam świętowałem swoje 40. urodziny, a kilka dni później miałem spotkanie z czarnym niedźwiedziem. W następnych latach zatrzymywałem się na tym miejscu co najmniej cztery razy, m.in. z grupą MeetUp w 2009 roku. Miejsce to było bardzo prywatne, choć nie wszyscy podzielali moje zdanie, jako że sąsiadowało z podmokłymi terenami (44°53'44.0"N 77°15'27.1"W / 44.895567, -77.257517) i przez to obawiali się zbyt dużej ilości komarów.

Miejsce biwakowe nr 489 znajdowało się vis-a-vis naszego miejsca. Jak widać, burza wyrządziła na nim dużo szkód i obecnie było bardzo otwarte i mało zadrzewione. Ta zielona przestrzeń po lewej stronie powstała dopiero po 2022 roku - przedtem był tam gęsty las
W 2002 roku przyjechałem do parku Bon Echo nowym, zakupionym dopiero miesiąc przedtem samochodem – Pontiac Vibe z 2003 roku, jednym z wczesnych pojazdów typu crossover, na którego kupno musiałem czekać dobrych kilka miesięcy, taki był na nie popyt! Byłem dość zaskoczony, że tak wiele osób podchodziło, aby go obejrzeć i zadawać mi pytania—nigdy w życiu nie przypuszczałem, iż kiedykolwiek będę posiadaczem tak cieszącego się zainteresowaniem samochodu. Okazał się doskonałym autem – po 23 latach nadal nim jeżdżę, a licznik kilometrów właśnie przekroczył 245.000 km.

Nasze miejsce nr 488. Przedtem go właściwie nie było widać z drogi
Na szczęście to miejsce nie zostało poważnie zniszczone przez burzę derecho. Jednak prawie całkowicie zniknął zalesiony obszar znajdujący się przed nim, a spory fragment terenu bezpośrednio naprzeciwko stracił co najmniej 90% drzew. Dwa pobliskie kempingi, które w przeszłości były gęsto zalesione, utraciły większość drzew i stały się częściowo otwarte. Wcześniej z naszego miejsca nie było ich w ogóle widać z powodu licznych drzew i gęstej roślinności. Teraz były widoczne, choć wciąż nie znajdowały się stosunkowo daleko od naszego miejsca.

OPŁATY ZA KEMPING

Istnieje kilka poziomów opłat za miejsca biwakowe, w zależności od ich klasyfikacji: AA (najdroższe), A, B oraz C (najtańsze). Klasyfikacja zależy od ogólnego popytu na biwakowanie w danym parku oraz dostępnych udogodnień. Wszystkie opłaty podlegają zharmonizowanemu podatkowi od sprzedaży (HST) w wysokości 13%.

Widok z naszego miejsca. W poprzednich latach nie było widać żadnych innych pól biwakowych
Nasz kemping należał do kategorii opłat „B” i kosztował 38,75 dolara plus HST, co łącznie dawało 40,79 dolara za noc za jedno miejsce kempingowe (nie za osobę—mogło przebywać do 6 osób lub jedna rodzina). Chcieliśmy przedłużyć nasz pobyt, lecz znalezienie wolnego miejsca na długi weekend z okazji Simcoe Day (Civic Holiday) okazało się niemożliwe, ponieważ wszystkie kempingi zostały zarezerwowane z dużym wyprzedzeniem. W konsekwencji musieliśmy wyjechać w piątek, 1 sierpnia 2025 roku, na początku długiego weekendu.

Na przeciw naszego miejsca. Nową, niezacienioną przestrzeń szybko wykorzystały nowe rośliny
Zabrałem ze sobą kilka fotografii wykonanych na tym miejscu w ciągu ostatnich 23 lat. Niektórych drzew już nie było – część usunięto jeszcze przed burzą derecho z powodu inwazji owadów – ale wiele pozostało, i interesujące było porównanie, jak to miejsce zmieniało się na przestrzeni lat.

Szybko rozbiliśmy nasze dwa namioty Eureka El Capitan 3. Ponieważ prognoza pogody nie zapowiadała deszczu, nie zawracaliśmy sobie głowy rozkładaniem plandeki.

POWRÓT DO MOICH DAWNYCH MIEJSC BIWAKOWYCH ZDEWASTOWANYCH I CAŁKOWICIE ZMIENIONYCH PRZEZ BURZĘ DERECHO

Następnego dnia jeździliśmy po polu kempingowym Hardwood Hills, zatrzymując się przy wielu miejscach, na których biwakowałem wielokrotnie w ciągu ostatnich ponad trzech dekad. Byłem absolutnie zszokowany tym, co zobaczyłem. Zamiast dawnych przestronnych, w pełni zacienionych miejsc biwakowych, które zapewniały doskonałą prywatność i były otoczone dojrzałymi drzewami, krzewami oraz gęstą roślinnością, ujrzałem znacznie mniejsze kempingi położone na całkowicie otwartych przestrzeniach, pozbawione niemal wszystkich drzew i jakiegokolwiek cienia. Różnica była dramatyczna i wręcz oszałamiająca, ponieważ całkowicie przeobrażone miejsca w niczym nie przypominały „tych dawnych”.

MIEJSCE BIWAKOWE NUMER 462 W 1992, 1999, 2002 AND 2017 ROKU

Sierpień 1992 roku, miejsce biwakowe numer 462: bardzo prywatne, zakryte i rozległe

Sierpień 1999 roku, miejsce nr 462 -- p. Tadeusz Pasek, który bardzo lubił spędzać czas w parkach i nawet biwakować, jako że przyroda pozwalała mu na codzienne medytacji i ćwiczenia jogi. Pamiętam, że w czasie pobytu w Bon echo w 1999 roku na miejscu nr 462 robił wiele notatek i zdjęć do publikacji naukowej na temat relaksacji, wypoczynku i sieci parków prowincjonalnych w Ontario, m. in. zadając mi wiele pytań-w związku z czym powiedziałem, że powinien umieścić moje nazwisko w tejże publikacji jako "doradcy od spraw parków i biwakowania"! Nie wiem jednak, czy udało mi się skończyć tę pracę i czy została kiedykolwiek wydana

Sierpień 2002 roku. Podczas biwakowania na miejscu nr 488, złożyłem wizytę na moim starym miejscu nr 462--mało się zmieniło!

Lipiec 2017 roku, miejsce numer 462

Lipiec 2017 roku. Podczas biwakowania na miejscu nr 488, znowu odwiedziłem moje stare miejsce nr 462--wyglądało prawie tak samo, jak w latach 1992 i 1994

MIEJSCE NUMER 462 W 2025 ROKU, PO BURZY DERECHO W 2022 ROKU

Miejsce biwakowe numer 462 w lipcu 2025 roku. Na początku nie mogłem uwierzyć, że tak radykalnie zmieniło się z powodu burzy!

Miejsce nr 462, w lipcu 2025 roku. Nie ma cienia and żadnej prywatności! Niemniej jednak byłe zdumiony, jak szybko i agresywnie roślinność się rozrasta, wykorzystując niespodziewany dostęp do słońca

Miejsce nr 462, w lipcu 2025 roku

Campsite number 462, July, 2025.
Miejsca nr 462 461, na których tylekroć biwakowałem z Krzysztofem i innymi osobami– niegdyś znajdowały się w gęstym lesie, zapewniając dużą prywatność i niemal całkowity cień. To, co zobaczyłem teraz, wydawało się nierealne: były położone na zupełnie otwartych przestrzeniach, z 99% drzew usuniętych, bez centymetra cienia i były o wiele mniejsze. Bardzo trudno było uwierzyć, że to te same miejsca.
MIEJSCE BIWAKOWE NUMER 461 W1993, 2002 I 2017 ROKU

Miejsce numer 461, sierpień 1993 roku. Za mną moja nowa Toyota Corolla 1993, którą kupiłem miesiąc przedtem (i sprzedałem po ponad 30 latach w końcu 2024 roku za $2.000!)

Sierpień 2002 roku, z krótką wizytą na miejscu nr 461

Miejsce nr 461, lipiec 2017 roku

Miejsce numer 461, lipiec 2017 roku

MIEJSCE BIWAKOWE NUMER 461 W 2025 ROKU, PO BURZY DERECHO W MAJU 2022 ROKU

Miejsce numer 461, lipiec 2025 roku, po burzy 2022 roku. Co za ogromna różnica! To miejsce, będące jednym z najlepszych biwaków w parku, stało się jednym z najgorszych: jeżeli biwakujesz na nim w namiocie lub domku kempingowym, w pełnym słońcu i przy temperature ponad +30 C, to długo na nim nie zagrzejesz miejsca--bo będzie już za bardzo gorąco!

Miejsce nr 461 w lipcu 2025 roku, po burzy derecho
W 2021 roku biwakowałem na kempingu nr 436 (N44° 54.043' W77° 15.070') – najpierw z Guy, a później z Patrizią (zobacz mój BLOG). Było to przestronne, zacienione i dobrze zalesione miejsce. Po burzy stało się całkowicie niezacienione i otwarte, o wiele mniejsze, z zaledwie dwoma lub trzema drzewami, które jakimś cudem pozostały nietknięte. 

Sierpień 2021 roku, miejsce biwakowe nr 436. To było 'normalne,' zalesione, pełne cienia miejsce. 

Lipiec 2021 roku, miejsce nr 436

Miejsce biwakowe numer 436 w lipcu 2025 roku. Nie mogłem wprost uwierzyć, iż było to było to samo miejsce-musiałem sprawdzić, czy rzeczywiście znajdowałem się we właściwym miejscu. Niestety, tak...

Miejsce nr 436 w lipcu 2025 roku, po burzy derecho. Ani drzew, ani cienia, ani prywatności....
To właśnie wtedy, na tym miejscu, po raz pierwszy poznałem Ravi’ego, który biwakował z żoną i synem na sąsiednim kempingu nr 437. Był on wówczas nieco zaskoczony swoim miejscem, ponieważ po zaparkowaniu samochodu blisko drogi musiał przejść 30–50 metrów, aby dotrzeć do samego kempingu—co wymagało noszenia wszystkich rzeczy. Oczywiście miejsce to było wtedy bardzo zalesione i niezwykle prywatne. Obecnie „jego” biwak w niczym nie przypominał dawnego. 
  • Po pierwsze, niemal wszystkie drzewa zniknęły. 
  • Po drugie, miejsce na namiot znajduje się teraz bardzo blisko drogi. 
  • Po trzecie, gdy próbowałem dotrzeć do pierwotnej lokalizacji tego miejsca, było to niemożliwe z powodu powalonych gałęzi oraz bardzo bujnej roślinności, która zaczęła przejmować ten teren. 
  • A po czwarte, według informacji na stronie parku, to miejsce jest obecnie ograniczone do jednego namiotu (normalnie można rozbijać do 3 namiotów)—pewnie z powodu jego nowego rozmiaru, bo znacznie się zmniejszyło!

Miejsce biwakowe nr 437 w lipcu 2025 roku. Kolosalna różnica, porównując jego wygląd, jaki posiadało przed burzą! Poza tym, jego wielkość stanowi jedynie niewielką część poprzedniego rozmiaru
Na miejscu nr 433, na którym biwakowaliśmy po raz pierwszy w 1991 roku, nadal pozostały jakieś drzewa, ale nie było już tak osłonięte, jak poprzednio. Przyległe miejsce nr 435 było również bardzo zalesione i prywatne, a di tego znajdowała się na nim spora skała—coś w rodzaju bloku skalnego. Pamiętam, że wówczas biwakowała na nim rodzina z dwojgiem dzieci, które po tej skale biegały. Skała nadal była (trudno, aby wiatr ją porwał—musiałoby to być potężne tornado), ale kompletnie odsłonięta, jak większość tego miejsca.

Miejsce biwakowe numer 495 w lipcu 2021 roku. Chociaż znajdowało się w dość gęstym lesie (nota bene, jedno z 'reviews' na TripAdvisor, napisane przez parę biwakującą na tym właśnie miejscu, narzekało na komary--i okazało się, że świetnie znam tych ludzi i często wyjeżdżaliśmy razem na różne wyprawy biwakowe). Dla mnie było ono super-prywatne i świetnie się na nim czułem--tak świetnie, że w 2022 roku zarezerwowałem go ponownie--ale z wiadomych powodów moja rezerwacja była skasowana.
W 2021 roku biwakowałem w Bon Echo dwukrotnie – za drugim razem na kempingu nr 495 (N44° 53.672' W77° 15.251'), który był bardzo odosobniony, wymagał przejścia około 10 metrów od zaparkowanego samochodu i był mocno zacieniony (ponownie zobacz mój BLOG). Kiedy odwiedziłem go w 2025 roku, kemping nadal istniał – ale w pewnym sensie został „przeniesiony”: znajdował się bardzo blisko drogi, był mały i otwarty. Poszedłem jednak w miejsce, gdzie pierwotnie rozbiłem namiot i rozpalałem ogniska. Zostało one w pewnym stopniu uszkodzone przez burzę i brakowało sporo drzew, lecz sądzę, że wciąż mogłoby być użytkowane. Co więcej, gdy opuszczałem park, zauważyłem, że ktoś biwakował na tym biwaku i rozbił namiot dokładnie w oryginalnym miejscu, które nadal było zalesione i prywatne.

Miejsce biwakowe nr 495 w lipcu 2025 roku. Po burzy derecho było one przesunięte na miejsce parkingu, bardzo blisko drogi--nie należało spodziewać się zbyt dużo prywatności!

Miejsce nr 495 w lipcu 2025 roku. Sądzę, że lokacja byłego biwaku, widoczna na zdjęciu (na którym biwakowałem w 2021 roku) nadal nadawała się na biwakowanie, pomimo że sporo drzew zostało powalonych z wyniku burzy i nie bardzo rozumiem, dlaczego park zdecydował się zamknąć tę część dla biwakowania. Jak wspominałem, zauważyłem, że ktoś jednak rozbił w tym miejscu namiot
Pamiętałem również, że naprzeciwko miejsca nr 495 znajdował się w 2021 roku kran z wodą. Teraz go już nie było, podobnie jak nie było żadnych kranów na tym odcinku drogi. Otóż wszystkie krany z wodą wzdłuż drogi zostały usunięte; pozostał tylko jeden kran na początku każdej pętli kempingowej. Podziemne rury wodociągowe zostały poważnie uszkodzone, gdy rozległe systemy korzeniowe drzew zostały wyrwane z ziemi podczas ich upadku w trakcie katastrofalnej burzy. Chciałbym też wspomnieć, że gdy w 2021 roku kupiłem nowy namiot Eureka El Capitan 3, po raz pierwszy go rozbiłem właśnie na tym miejscu i nawet zrobiłem krótki film na YouTube!Jednakże już teraz widoczna była znaczna ilość niskopiennej roślinności, gęsto pokrywającej ziemię. Wraz ze zniknięciem koron drzew, brakiem cienia i znacznym zwiększeniem ilości światła słonecznego docierającego do dna lasu, różne typy roślinności – trawy, krzewy i inne rośliny – zaczęły intensywnie się rozwijać i szybko kolonizować otwarte przestrzenie.

Coś takiego można zobaczyć na parkingu głównego biura parku
Krótko rozmawiałem z superintendentem parku, panem Clarkiem Richardsem, bardzo fajnym facetem. Opowiedział mi więcej o burzy oraz o wieloletniej operacji usuwania drzew, porządkowaniu terenów i tworzenia nowych miejsce kempingowych, która po niej nastąpiła. Na szczęście w czasie tego tragicznego wydarzenia kemping Hardwood Hills nie był jeszcze otwarty na sezon i nikt tam nie biwakował. W przeciwnym razie niemal na pewno doszłoby do licznych obrażeń, a być może nawet ofiar śmiertelnych.

Mapa parku Bon Echo--jest ona jedynie orientacyjna i nie odzwierciedla prawdziwych odległości--na przykład odległość pomiędzy główną drogą nr 41 a polem kempingowym Hardwood Hills Campground wynosi 5-6 km

Pole Kempingowe Hardwood Hills Campground, składające się z 4 dróg pętlowych i budynku z toaletami, prysznicami i pralnią
Jeszcze większym wstrząsem był dla mnie satelitarny obraz Google przedstawiający Bon Echo Park — a dokładniej sekcję kempingową Hardwood Hills. Przed burzą derecho niemal niemożliwe było na zdjęciach satelitarnych rozróżnienie pętli dróg czy poszczególnych stanowisk kempingowych, ponieważ wszystko skrywała gęsta korona drzew. Teraz ogromne obszary są całkowicie odsłonięte. Wyraźnie widać drogi, pojedyncze miejsca kempingowe, zaparkowane samochody, przyczepy/campery, namioty, a nawet toalety. Cień — i znaczna część dawnej prywatności — po prostu zniknęły.

Zdjęcie satelitarne z 2026 roku pola namiotowego Hardwood Hills Campground. Część jeziora Bon Echo Lake jest widoczna po prawej stronie. Gęsta korona drzew pokrywa prawie wszystkie drogi  i miejsca biwakowe

To zdjęcie satelitarne pochodzi w 2025 roku i pokazuje tę samą lokalizację. Różnica z poprzednim zdjęciem jest ogromna! Przynajmniej 90% drzew nie ma, a korona drzew praktycznie zniknęła. Nie tylko można zobaczyć pętlowe drogi kempingowe, ale nawet wjazdy i indywidualne miejsca biwakowe.

Zdjęcie satelitarne z 2016 roku wjazdu na Pole Kempingowe Hardwood Hills Campground. Z powodu gęstej korony drzew, ledwie można cokolwiek zobaczyć.

To zdjęcie satelitarne z 2025 roku pokazuję ten sam wjazd na Pole Kempingowe Hardwood Hills Campground. Co za różnica! Można wyraźnie zobaczyć drogi pętlowe, indywidualne pola biwakowe, a nawet stojące na nim samochody, kampery i rozbite namioty

Zdjęcie satelitarne Pola Kempingowego Hardwood Hills Campground z 2025 roku, z zaznaczonymi lokacjami kilku miejsc biwakowych

Miejsca biwakowe nr 433, 435, 436 i 437 na zdjęciu satelitarnym z 2025 roku. Są one kompletnie odsłonięte i prawie-że nie ma korony drzew

Miejsca biwakowe nr 461 i 461 na zdjęciu satelitarnym z 2025 roku. Są one, jak też wiele pozostałych przyległych miejsc biwakowych, całkowicie odsłonięte i praktycznie pozbawione 95% drzew

To jest zdjęcie satelitarne z 2016 roku tego samego obszaru, co na powyższym zdjęciu--tzn. miejsc biwakowych nr 461 i 462. Właściwie jest po prostu niemożliwością dokonać jakiegokolwiek porównania, jako że gęsta korona drzew wszystko wtedy zakrywała i nic nie można było zobaczyć. Nawet nie można spostrzec zarysów przebiegających dróg
Oczywiście zalesione „zielone” obszary na mapie również zostały dotknięte przez burzę, choć w różnym stopniu. Ponieważ jednak w wielu z tych miejsc nie ma miejsc biwakowych, dróg ani głównych szlaków, przypuszczam, że władze parku w dużej mierze pozostawiły powalone i uszkodzone drzewa na miejscu, usuwając jedynie te, które stanowiły zagrożenie dla bezpieczeństwa. W ubiegłym roku część szlaku Abes and Essens Lake Trail wciąż pozostawała zamknięta. Biorąc pod uwagę, jak trudno musiało być dotrzeć do odległych odcinków z ciężkim sprzętem, ponowne otwarcie wszystkich szlaków turystycznych należy uznać za duże osiągnięcie.

To jest fotografia zrobiona dronem po burzy derecho (w maju 2022 roku) w parku Bon Echo bardzo blisko drogi prowadzącej do Pola Kempingowego Hardwood Hills Campground. Można sobie wyobrazić, że tak właśnie wyglądało Pole Kempingowe Hardwood Hills Campground po burzy. Nic dziwnego, że potrzeba było tak dużo czasu na usunięcie powalonych i połamanych drzew, zanim można było otworzyć tę część parku
Udało mi się nawet odnaleźć kilka miejsc, na których kiedyś biwakowałem, i zaznaczyć ich numery na mapach satelitarnych. Nic dziwnego, że doznałem takiego wstrząsu, gdy zobaczyłem je ponownie — dziś są całkowicie pozbawione leśnej korony drzew.

Również zrobiłem ponad 20 minutowy FILM na temat opisanych powyżej zmian, spowodowanych przez derecho. Chociaż jest on po angielsku, można włączyć napisy w języku polskim.

WYPOCZYWAJĄC NA POLU BIWAKOWYM…

Oczywiście byliśmy bardzo zadowoleni z naszego pobytu w Bon Echo. Chociaż większość miejsc była zajęta, ogólnie panowała cisza i spokój. Co zadziwiające, komary nie były zbyt aktywne i mogliśmy czytać, spożywać posiłki oraz siedzieć przy ognisku nawet bez spryskiwania się sprejem przeciwko tym uciążliwym insektom.

Katydids
W nocy zauważyłem kilka zielonych koników polnych przyciągniętych światłem lampy; w pewnym momencie aż pięć z nich zgromadziło się wokół niej. Wyglądały jak chodzące liście i najprawdopodobniej nigdy nie dostrzegłbym ich w ciągu dnia, zwłaszcza gdyby ukrywały się wśród zielonych liści. Jak później się dowiedziałem, były to pasikoniki z rodzaju katydid (tzw. pasikoniki liściowe) i rzeczywiście są one trudne do zauważenia, ponieważ doskonale kamuflują się wśród zieleni. Podobno potrafią być bardzo głośne, jednak nie przypominam sobie, abym słyszał jakieś szczególnie niepokojące czy nietypowe dźwięki. Samo ich obserwowanie było fascynujące – a czasami wskakiwały na moje ubrania, a nawet na kapelusz.

Poza tym nie zauważyliśmy żadnych innych zwierząt, z wyjątkiem kilku wiewiórek i pręgowanych wiewiórek ziemnych/tamias (chipmunk). Niemal codziennie słyszałem dzięcioły oraz sowy , choć nigdy nie udało mi się ich zobaczyć.

… ORAZ CZYTAJĄC KSIĄŻKI

Zabrałem ze sobą kilka książek i udało mi się przeczytać dwie z nich.

Under the Red Flag: Stories (Pod Czerwoną Flagą: Opowiadania) autorstwa Ha Jina. Książka ta zawiera 12 opowiadań których akcja dzieje się się w komunistycznych Chinach. Są one wstrząsające, ukazując zwykłych ludzi, których życie w niemal każdym aspekcie jest kontrolowane przez państwo. Momentami opowiadania wydają się surrealistyczne, a dla niektórych czytelników być może wręcz niewiarygodne. Jednak po lekturze wielu książek o komunistycznych Chinach i systemie komunistycznym w ogóle nie miałem wątpliwości, że takie wydarzenia mogły i rzeczywiście miały miejsce. Co ciekawe, choć Ha Jin urodził się i wykształcił w Chinach, swoje utwory pisze w języku angielskim.

The Three Day Promise: A Korean Soldier’s Memoir (Trzydniowe Przyrzeczenie: Wspomnienia Koreańskiego Żołnierza) autorstwa Donalda K. Chunga, Lekarza Medycyny. Kupiłem tę książkę przede wszystkim po to, aby dowiedzieć się więcej o wojnie koreańskiej, ponieważ wcześniej wiedziałem bardzo niewiele o tym krwawym konflikcie, który technicznie rzecz biorąc nigdy oficjalnie się nie zakończył. Autor urodził się w 1932 roku w pobliżu północno-wschodniego wybrzeża terenów, które obecnie stanowią Koreę Północną, w okresie japońskiej okupacji. Później doświadczył rządów komunistycznych, a podczas wojny koreańskiej znalazł się w Korei Południowej, gdzie studiował medycynę w Seulu. Dwa lata później wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie spędził resztę życia. Zmarł w 2014 roku. Jest to znakomity, bardzo osobisty i głęboko poruszający pamiętnik.

PARK BON ECHO, JEGO NIESAMOWITE KRAJOBRAZY I BOGATA HISTORIA

Odwiedziliśmy również sklepik i kawiarnię Greystones Gift Shoppe and Café, prowadzone przez organizację Friends of Bon Echo Park (Przyjaciół Parku Bon Echo), gdzie w przeszłości kupowałem koszulki oraz wiele znakomitych książek dotyczących historii tego obszaru, byłego właściciela posiadłości i pisarza Merrilla Denisona, skały Mazinaw Rock oraz poety Walta Whitmana. Tym razem nabyłem książkę Lennox & Addington (nazwa dystryktu, gdzie znajduje się m.in. park Bon Echo) autorstwa Orlanda French'a oraz kawę. Kawa była bardzo dobra, choć dość droga – ale szczerze mówiąc, zawsze traktowałem moje zakupy w tym miejscu jako darowiznę na rzecz tej znakomitej organizacji woluntarystycznej.



Później odwiedziliśmy Visitor Centre (mieszczące się w byłym domu Denisona), gdzie można zapoznać się z historią parku oraz z postaciami Flory MacDonald (1867–1921) i jej syna, Merrilla Denisona (1893–1975). Denison był pisarzem, który mieszkał na terenach, z których później utworzono Park Bon Echo. Jego zainteresowanie ochroną przyrody doprowadziło ostatecznie do przekazania tych ziem prowincji Ontario w 1959 roku z przeznaczeniem na park prowincjonalny. Park Bon Echo został oficjalnie otwarty w 1965 roku. Wszyscy powinniśmy być wdzięczni za ten hojny gest, dzięki któremu miliony ludzi mogły cieszyć się parkiem i jego zapierającymi dech w piersiach krajobrazami. W przeciwnym razie, obawiam się, mógłby tam powstać duży, drogi i ekskluzywny ośrodek wypoczynkowy, poważnie ograniczający publiczny dostęp do tego wyjątkowego fragmentu naturalnego dziedzictwa Ontario.

Merrill Denison used to live in this building
A przy okazji... Około 2010 roku poznałem starszego pana w jednym z moich klubów w Mississauga. Kiedy wspomniałem o mojej niedawnej wyprawie do Parku Bon Echo, opowiedział mi, że w latach 60., będąc wówczas po trzydziestce, odwiedził wraz z żoną nowo otwarty park i pływał w Narrows (zwężenie pomiędzy dwoma częściami jeziora Mazinaw) au naturel. Spotkali również „pisarza, który wtedy tam mieszkał”.

Z widokiem na skałę Mazinaw przez okno, to zdjęcie może być najbardziej rozpoznawalnym zdjęciem Merrilla Denisona. Chociaż Archiwum Bon Echo nie wymienia nazwiska fotografa, może to być światowej sławy Yousuf Karsh, mieszkający wówczas w Ottawie, który był przyjacielem Merrilla i który odwiedził i zatrzymał się w domku Greystones. Wydaje się, że to właśnie tam zostało zrobione to zdjęcie. Data nieznana, ale oparta na innych zdjęciach, prawdopodobnie około 1945 roku. Zdjęcie pochodzi z Archiwum Królowej, Box 95, Kolekcja 2056, Newton Associates, Ottawa #36618.
Źródło: Wikimedia Commons
Pragnąłbym przytoczyć jeszcze jedną historię związaną z parkiem Bon Echo. Merrill Denison przez wiele lat spędzał tu letnie miesiące. Mieszkał w Bon Echo, wynajmował przyjezdnym turystom domki letniskowe, a także zapraszał licznych przyjaciół i znajomych — często bardzo znane osobistości ze świata kultury i życia publicznego.
Wall i Betty Floody synami Brian i Richard, 1955 rok.
Żródło: Bon Echo: The Denison Years by Mary Savigny
Jednym z jego częstych gości był Wally Floody, z zawodu inżynier górnictwa. Podczas II wojny światowej, jako jeniec w niemieckim obozie jenieckim Stalag Luft III w Żaganiu, należał do czołowych organizatorów i projektantów słynnego tunelu, który miał umożliwić masową ucieczkę alianckich lotników z obozu. Wydarzenia te stały się później inspiracją dla znanego filmu „Wielka ucieczka.

Steve McQueen z Floody, podczas gdy Floody był doradcą technicznym w produkcji filmu The Great Escape (Wielka Ucieczka). W Filmie grał też Charles Bronson
Postać Danny’ego Velinskiego, zwanego w filmie „Królem Tuneli”, była fikcyjna, lecz luźno oparta właśnie na autentycznej postaci Wally’ego Floody’ego. W filmie rolę tę zagrał Charles Bronson. Co ciekawe, Floody był tak cennym specjalistą od projektowania i budowy tuneli, że współwięźniowie nie pozwolili mu brać udziału w samej ucieczce. Uznano bowiem, że jego wiedza i doświadczenie są zbyt ważne dla dalszych prób organizowania ucieczek. Decyzja ta najprawdopodobniej uratowała mu życie, ponieważ wielu uczestników ucieczki zostało później schwytanych i rozstrzelanych przez Niemców.

Grant Stuart McRae
I znów mogę powiedzieć, że świat jest naprawdę mały. W roku 2007 spotkałem w klubie gimnastycznym Etobicoke Olympium w Toronto starszego pana, na którego koszulce widniały litery R.A.F. oraz P.O.W. (Royal Air Force i Prisoner of War). Zaciekawiony, nawiązałem z nim rozmowę. Okazało się, że nazywał się Grant Stuart McRae (1922–2013). W czasie II wojny światowej był pilotem RAF-u. Jego samolot został zestrzelony nad Niemcami; po tygodniu ukrywania się został schwytany i przewieziony do obozu jenieckiego, gdzie spotkał właśnie Wally’ego Floody’ego.

Grant Stuart McRae
Pan McRae opowiadał o tamtych czasach z wielkim spokojem i godnością. Przy okazji rozmowy wyraził też ogromny szacunek dla polskich lotników walczących w czasie II wojny światowej w Wielkiej Brytanii. Powiedział, że jeśli chodzi o bohaterstwo, odwagę i determinację w walce, „nie mieli sobie równych”.

Przy okazji tej rozmowy dowiedziałem się jeszcze jednej ciekawej rzeczy. Syn pana McRae — dr Robert (Rob) McRae — był kanadyjskim ambasadorem i stałym przedstawicielem Kanady przy NATO w latach 2007–2011.

Takie właśnie niespodziewane spotkania przypominają czasem, jak zadziwiająco mały potrafi być świat i jak nieoczekiwanie splatają się ludzkie historie.


Chociaż podczas tej wizyty nie skorzystaliśmy z interpretacyjnego rejsu łodzią po Bon Echo, znanego jako „The Wanderer Tour” – po raz pierwszy odbyliśmy go ponad 30 lat temu, a później co najmniej jeszcze dwa razy – za to spędziliśmy czas, obserwując imponującą skałę Mazinaw Rock (na której znajduje się ponad 200 indiańskich malunków, piktogramów), przepływające łodzie, deski SUP, kajaki i kanu oraz podziwiając zachód słońca. Nie weszliśmy również na szczyt skały szlakiem Cliff Top Trail. Oboje robiliśmy to już kilkakrotnie i nie mieliśmy na to ochoty – a może po prostu byliśmy odrobinę leniwi – by robić to ponownie. Jednak każdemu, kto nigdy nie doświadczył żadnej z tych atrakcji, zdecydowanie polecam rejs łodzią i/lub wejście na szczyt skały. Z pewnością warto podjąć ten wysiłek. W końcu indiańskie piktogramy oraz skała Mazinaw Rock są głównymi atrakcjami tego niezwykłego parku.

RUSTYKALNE DOMKI I SZLAK SHIELD TRAIL

Pewnego dnia pojechaliśmy obejrzeć stosunkowo nowe Rustykalne Domki (Rustic Cabins) w parku. Nie było zaskoczeniem, że wszystkie były zajęte. W 2007 roku 30–40 członków Toronto Urban Exploration and Adventure Meetup (TUEAM), wśród nich ja i Guy, spędziło kilka nocy na grupowym kempingu, który obecnie został zastąpiony przez Rustic Cabin nr 622.

Biwakowanie na grupowym polu biwakowym numer 7 w Bon Echo we wrześniu 2007 roku z grupą  Toronto Urban Exploration and Adventure Meetup (TUEAM)

Niestety, około 2017 roku grupowe miejsca biwakowe zostały wyeliminowane i na ich miejsce wybudowano rustykalne domki. Udało mi się zlokalizować miejsce, na którym biwakowaliśmy w 2007 roku
Rozważaliśmy przejście się szlakiem Shield Trail, który rozpoczyna się bardzo blisko biura parku przy Highway 41. Szlak ma 5 km długości, jego przejście zajmuje nieco ponad dwie godziny i prowadzi wzdłuż brzegów jeziora Bon Echo oraz stawu bobrowego. Wiele lat temu staw ten zniknął, gdy tama bobrów uległa zniszczeniu. Jednak kilka lat później pracowite bobry dokonały niezbędnych napraw i wkrótce staw ponownie zaczął się wypełniać wodą, wracając – że tak powiem – do normalnego funkcjonowania. Krzysztof i ja wielokrotnie przemierzaliśmy ten szlak w latach 1991–1994, a po raz ostatni uczyniłem to z Patrizią w 2021 roku. Do dziś pamiętam wyraz twarzy Krzysztofa, gdy krzyknąłem: „Stawu nie ma! Zniknął!”

Malunek pokazujący most pomiędzy zwężeniem dwóch części jeziora Mazinaw. Można było nim przejść nad zwężeniem i wejść na szczyt skały Mazinaw Rock. Chociaż mostu już dawno nie ma, nadal można wybrać się na szczyt skały, a zwężenie przepłynąć łódką parkową

Chociaż wszystkie kempingi w Hardwood Hills są pozbawione przyłączy elektrycznych, znajduje się tam budynek sanitarny z gorącymi prysznicami, z których oczywiście skorzystaliśmy. Ponownie ledwo rozpoznałem okolicę tego budynku, ponieważ tak wiele drzew zniknęło. Brak elektrycznych kempingów nigdy mi nie przeszkadzał; tym razem jednak zabrałem ze sobą nową stację zasilania (baterię) Bluetti wraz z panelem słonecznym, dzięki czemu mieliśmy wystarczającą ilość energii do ładowania telefonów, latarek, lamp, aparatów fotograficznych oraz czołówek.

To zdjęcie pochodzi z archiwów Bon Echo. Przedstawia mężczyznę na szczycie Mazinaw Rock (prawdopodobnie Merrill Denison) patrzącego w dół na most Narrows. Most umożliwiał gościom Bon Echo Inn dotarcie do stalowych schodów prowadzących na szczyt Mazinaw Rock. Lagunę widać w prawym górnym rogu, a także pomost, na którym zachowały się pozostałości, które można zobaczyć do dziś. Źródło: Wikimedia Commons

CLOYNE, NORTHBROOK, FLINTON, DEEROCK LAKE CONSERVATION AREA, SHABOMEKA LAKE ORAZ DROGA KOLONIZACYJNA ADDINGTON COLONIZATION ROAD

Pewnego dnia pojechaliśmy na południe drogą Highway 41 i odwiedziliśmy dwie miejscowości: Cloyne oraz Northbrook. W urzędzie pocztowym w Cloyne wysłałem pakiet listów i porozmawiałem z wyjątkowo miłą, otwartą i kompetentną pracownicą. Nie tylko pomogła mi zakleić koperty, ale także podzieliła się wieloma interesującymi informacjami na temat okolicy. Gdy wspomniałem, że byłem zaskoczony brakiem zasięgu telefonu komórkowego w parku oraz w samej wiosce Cloyne, wyjaśniła, że mój operator, Bell Mobility, ma w tym regionie bardzo słaby lub wręcz zerowy zasięg. Na szczęście lokalna biblioteka oferowała bezpłatne WiFi, dostępne nawet wtedy, gdy budynek był zamknięty.

Ruiny starego młyna we Flinton
W Northbrook zrobiliśmy zakupy w sklepie spożywczym Foodland, a następnie pojechaliśmy do niewielkiej wioski Flinton. Spędziliśmy trochę czasu, zwiedzając Flinton Conservation Area, ruiny starego młyna oraz wodospady Flinton Falls, a także kościół katolicki, w którym uczestniczyłem we mszy w 2021 roku. Potem pojechaliśmy wąską, nieutwardzoną drogą dla samej przyjemności jazdy, bez konkretnego celu. Nagle ukazało się jezioro oraz duży znak informujący, że dotarliśmy do Deerock Lake Conservation Area. Możliwe było nawet bezpłatne biwakowanie wzdłuż brzegu jeziora – kempingi były oznaczone i dostępne wyłącznie od strony wody – choć wymagano opłaty za parking.


Pewien facet czytał tablicę informacyjną i oczywiście natychmiast nawiązałem z nim rozmowę. Był drwalem, choć wcześniej pracował również w kopalni i jako doker. Podzielił się wieloma fascynującymi spostrzeżeniami na temat pracy w lesie i otwarcie przyznał, że jest to jeden z najbardziej niebezpiecznych zawodów. Żałuję tylko, że nie mogłem rozmawiać z nim dłużej, spisać jego historii i zamieścić ich w tym blogu. Być może kiedyś wrócimy w te okolice z kanu i spędzimy tam tydzień lub dwa na biwakowaniu.

Pojechaliśmy także drogą Shabomeka Road, która doprowadziła nas do przystani nad jeziorem Shabomeka. Było to bardzo przyjemne miejsce, a nawet znajdowała się tam mała bezpłatna biblioteczka (Little Free Library), z której zabrałem kilka interesujących książek. Odwiedziłem to miejsce w 2021 roku i wtedy zostawiłem w tej biblioteczce kilka własnych książek (44°53'02.2"N 77°08'48.6"W / 44.883950, -77.146833).

Jedna z sekcji szlaku Shield Trail prowadzi starą drogą kolonizacyjną, Addington Road. Tą drogą przemierzali na północ pionierzy w nadziei, często bardzo złudnej, na lepsze życie na północnych terenach.
Wracając do parku, pojechaliśmy drogą Addington Road 4, będącą częścią pierwotnej drogi kolonizacyjnej Addington Colonization Road. W pewnym momencie droga stała się przejezdna jedynie dla pojazdów terenowych lub quadów. Ostatecznie łączy się ona z parkiem oraz z fragmentem dawnej drogi kolonizacyjnej, który został włączony do szlaku Shield Trail. Można tylko wyobrazić sobie pot, krew i niespełnione marzenia pierwszych osadników, którzy budowali i przemierzali tę drogę. Była tam również boczna droga prowadząca do Camp Gesher, lecz postanowiliśmy zawrócić i wrócić na nasz kemping.

Camp Gesher
1 sierpnia 2025 roku (w 81 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego) spakowaliśmy namioty i ruszyliśmy w drogę do domu. Nie przypuszczaliśmy wtedy, że ta zwykła podróż powrotna zamieni się w kolejną lekcję historii Kanady.

O tym piszę w części drugiej blogu — ZWYKŁA DROGA DO DOMU, KTÓRA PRZERODZIŁA SIĘ W KANADYJSKĄ PRZYGODĘ HISTORYCZNĄ — i serdecznie zapraszam do ciekawej lektury!

**************************************

ADDENDUM: PARK SAMUEL DE CHAMPLAIN PROVINCIAL PARK I BURZA TYPY DOWNBURST

W sierpniu 2014 roku Catherine i ja spędziliśmy jedną noc biwakując w parku Samuel de Champlain Provincial Park w północno-wschodnim Ontario, pod koniec naszej podróży.


21 czerwca 2025 roku potężny downburst (prąd zstępujący) zniszczył dwa pola kempingowe w tym parku. Zjawisko Downburst to silny strumień powietrza skierowany w dół z chmury cumulonimbus, zazwyczaj związane z burzą silny, który po uderzeniu w ziemię rozprzestrzenia się gwałtownie na boki.


„Mogę jedynie to porównać do clearcutting (do zrębu—podczas zrębu usuwa się wszystkie drzewa na powierzchni) — powiedział Cameron Hockey, kierownik obszaru Algonquin w Parkach Ontaryjskich.


Wprost nie mogłem uwierzyć w zdjęcia lotnicze parku wykonane po tym downburst Prawie wszystkie drzewa na polu namiotowym Jingwakoki Campground zostały połamane i leżały płasko na ziemi, niszcząc co najmniej 100 pojazdów i przyczep. Niektórzy kempingowicze odnieśli bardzo poważne obrażenia, jednak to prawdziwy cud (i nie używam tego słowa zbyt pochopnie), że nie było ofiar śmiertelnych. Niektórzy nawet zastanawiali się, czy park w ogóle zostanie ponownie otwarty.


Zdjęcia z drona wykonane przez badaczy z Northern Tornadoes Project na Western University w London pokazują setki drzew leżących przewróconych na terenie kempingu. Chyba one najlepiej ukażą skalę zniszczeń


Przed wydarzeniami w parkach Bon Echo Park w 2022 roku i Samuel de Champlain Provincial Park w 2025 roku nigdy nie sądziłem, że biwakowanie może, w pewnych okolicznościach, być tak niesamowicie niebezpieczną aktywnością. Obawiam się jednak, że zmiana klimatu spowoduje, iż wiele form wypoczynku, które zdawałyby się bezpieczne, mogą niespodziewanie stać się ogromnym zagrożeniem dla życia.

To 25 minutowe YouTube wideo pokazuje filmy i zdjęcia kilku miejsc biwakowych przed i po burzą derecho. Chociaż film jest po angielsku, można ustawić napisy na język polski: