piątek, 27 lutego 2026

MINNESOTA, SIERPIEŃ - WRZESIEŃ 2024: BIWAKOWANIE, WYPOCZYNEK W DOMKU LETNISKOWYM I WYCIECZKI SAMOCHODOWE



 





 PODRÓŻ SAMOCHODEM Z MISSISSAUGA (ONTARIO) DO VICTORII (MINNESOTA)

Eureka Tent — Kevin Callan — Chutes Provincial Park, ON — Bagley Rapids, WI — Mark B. Spitzer — Książki o Kambodży i Trzeciej Rzeszy: Faszyzm = Komunizm — Codzienne ćwiczenia i kursy audio o cywilizacji zachodniej — Fabryka Serów i sklep Yellowstone Cheese, WI — Przyjazd do Victorii, MN

Była to moja czwarta samochodowa wyprawa z Mississauga (Ontario) do Minnesoty w ciągu siedmiu lat i siódma w ciągu dziesięciu, więc trasę oraz dostępne po drodze opcje biwakowe znałem już całkiem dobrze. Wyruszyłem w niedzielę, 18 sierpnia 2024 roku, słusznie zakładając, że ruch będzie mniejszy. Mimo to mój GPS natychmiast ostrzegł mnie o opóźnieniach na autostradzie 401 — najbardziej ruchliwej autostradzie w Ameryce Północnej. Na wszelki wypadek wybrałem więc płatną autostradę 407 (ETR), która pozwoliła mi szybko dotrzeć do autostrady 400 i skierować się na północ. Ruch był minimalny i w krótkim czasie dotarłem do pierwszego celu podróży: sklepu Sojourn Outdoor Store w Barrie (Ontario), gdzie kupiłem mały, jednoosobowy namiot Eureka Midori 1.

Park Chutes Provincial Park, miejsce nr 102 i mój nowy, malutki namiot Eureka Midori 1
Dlaczego? Po pierwsze, choć bardzo lubię mój trzyosobowy namiot Eureka El Capitan 3, chciałem posiadać coś mniejszego i lżejszego — zwłaszcza na krótsze pobyty i ewentualne weekendowe wyprawy kanu. Po drugie, właśnie dowiedziałem się, że namioty marki Eureka nie będą już produkowane. Do dziś nie potrafię tego zrozumieć, ponieważ należały do najlepszych na rynku. Jak wspominałem w poprzednich blogach, od 2006 roku posiadałem dwa takie namioty, a Catherine jeden — i wszystkie sprawowały się znakomicie.

Muszę tu dodać, że Kevin Callan (znany jako „The Happy Camper”--i to nawet w Polsce), legendarny kanuista, autor 18 książek, mówca publiczny oraz częsty gość radia i telewizji, opublikował 6 listopada 2023 roku w kanadyjskim magazynie Explore artykuł zatytułowany „Goodbye Eureka!”. Zostawiłem pod artykułem obszerny komentarz, pisząc między innymi:

„Zaskoczyła mnie informacja, że namioty Eureka wkrótce przestaną być sprzedawane. Od 2006 roku używam modelu El Capitan 3 podczas licznych wypraw kanu i biwakowych; przetrwał ulewne deszcze, silne wiatry oraz trudne warunki w głębi lasu. Choć jeden egzemplarz okazał się wadliwy, firma Eureka bez wahania wymieniła go w ramach gwarancji. Mój najstarszy namiot, mający dziś niemal 15 lat, wciąż nadaje się do użytku, a nowszy działa bez zarzutu. To doświadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że wysokiej jakości sprzęt — oraz rzetelna obsługa klienta — budują trwałą lojalność.”

Namiot Eureka El Capitan 3, trzyosobowy (idealny na jedną osobę), który używam od prawie 20 lat. Bagley Rapids, WI-miejsce nr 9
Kevin skontaktował się ze mną, pytając, czy może przesłać mój komentarz Jimowi Stevensowi, który do przejścia na emeryturę w 2020 roku pełnił funkcję dyrektora sprzedaży Eureka Canada i który — w pewnym sensie — był uosobieniem Eureka Canada, projektując namioty i sprzęt kempingowy przez ponad dwie dekady. Oczywiście wyraziłem zgodę. Później, w lutym 2025 roku, spotkałem Kevina podczas Outdoor Adventure Show w Mississauga i przez parę minut porozmawialiśmy — między innymi o przedwczesnym końcu produkcji namiotów Eureka.

Jeszcze jedna uwaga: Kevina Callana poznałem po raz pierwszy w 2003 roku w parku Bon Echo Provincial Park, gdzie wygłosił znakomitą prezentację o kanu i biwakowaniu. Jako że był sponsorowany przez firmę Eureka Tent Company, przywiózł ze sobą broszury reklamowe ich namiotów. Osiem lat później, w 2006 roku, kupiłem namiot Eureka El Capitan 3 — którego od czasu do czasu używam do dziś. I chociaż oglądałem przez lata wiele innych namiotów, żaden nie był lepszy od Eureka.

Bagley Rapids, WI, miejsc nr 9
Tego dnia zatrzymałem się jeszcze tylko w Pointe au Baril (45°35'45.5"N 80°22'25.2"W / 45.595972, -80.373667), gdzie zaparkowałem samochód przed sklepem LCBO (państwowy sklep monopolowy) i uciąłem sobie 40-minutową drzemkę. Poprzedniej nocy spałem niewiele, byłem zmęczony, a poza tym nie przepadam za długą jazdą samochodem — zwłaszcza w pojedynkę.

Było bardzo gorąco i duszno, a choć prognoza nie zapowiadała wieczorem opadów, raz czy dwa przelotnie popadało. Na szczęście krótko przed wyjazdem naprawiłem klimatyzację w samochodzie — i byłem z tego niezwykle zadowolony.

Bagley Rapids, WI. Te bystrzyny znajdowały się kilkanaście metrów od mojego miejsca biwakowego
Wieczorem dotarłem do Chutes Provincial Park w Massey (Ontario). Dzień wcześniej zarezerwowałem miejsce namiotowe nr 102 (46°13'12.4"N 82°04'23.3"W / 46.220117, -82.073133). W rzeczywistości wolnych miejsc było niewiele i nie chciałem ryzykować, wiedząc, że biuro parku będzie zamknięte po moim przyjeździe. W przeszłości biwakowałem na miejscach nr 95, 98 i 100, więc teren był mi dobrze znany. Rozstawiłem mój nowy namiot Midori, który — jak na model jednoosobowy — okazał się zaskakująco przestronny. Miał jedno wejście i jeden przedsionek, z wystarczającą ilością miejsca na bagaż. Ponieważ byłem zmęczony i senny, położyłem się spać tuż po 21:00, rezygnując z mojego tradycyjnego spaceru do wodospadu.

Spałem całkiem dobrze, ale rano temperatura wynosiła zaledwie +13°C — niespodziewanie chłodno. Zdecydowanie przydałby się drugi śpiwór, który miałem w samochodzie. Przed spakowaniem obozu poświęciłem 40 minut na ćwiczenia i rozciąganie, podtrzymując moją codzienną rutynę nawet w podróży.

Niedługo po opuszczeniu Chutes Provincial Park skręciłem w drogę o nazwie „Seldom Seen Road” (Rzadko Widywana Droga). Postanowiłem ją rzeczywiście zobaczyć, lecz muszę uczciwie przyznać, że była to zupełnie przeciętna droga — zwyczajna, wręcz banalna. Nie oferowała żadnych szczególnych atrakcji poza przejazdem kolejowym ze znakiem STOP. Nic dziwnego, że rzadko bywa oglądana.

W Blind River wszedłem do sklepu ValueMart, kupiłem dwie kanapki, po czym podjechałem minutę dalej do Tim Hortons po kawę i zjadłem śniadanie na parkingu. Trwały roboty drogowe i w kilku miejscach ruch całkowicie się zatrzymywał.

To właśnie od tych bystrzyn, "rapids", Bagley Rapids bierze swoją nazwę
Przed przekroczeniem granicy zrobiłem jeszcze drobne zakupy w Sault Ste. Marie (Ontario), zatankowałem paliwo i wjechałem na imponujący most łączący miasta bliźniacze — jedno w Ontario, drugie w stanie Michigan (USA). Na szczęście nie było korków ani oczekiwania na granicy. Amerykański funkcjonariusz imigracyjny zadał mi kilka standardowych pytań: Kiedy ostatnio byłem w USA? Czy posiadam dom? Jak długo zamierzam przebywać w USA? Jaki jest cel wizyty? Czy mam znajomych w Stanach? Czy przewożę żywność? Zauważył też, że w ostatnich latach często podróżowałem do USA o tej porze roku. Rzeczywiście — mógł to szybko i dokładnie zobaczyć w systemie komputerowym.

Często siedziałem z książką nad bystrzynami w Bagley Rapids, ale wolałem przyglądać się płynącej wodzie, niż czytać książkę
Zatrzymałem się na chwilę w Michigan Welcome Center (Centrum Informacyjnym dla Turystów), gdzie wziąłem kilka map. Choć korzystam z GPS-u, wciąż cenię papierowe mapy — dają perspektywę, której ekran nigdy w pełni nie odda. Do miejsca docelowego pozostawało jeszcze niemal 450 km. Jechałem autostradą Interstate 75, następnie drogą 28, skręciłem na południe w Highway 2, a potem w Highway 35, docierając do miasta Menominee w Michigan. Tuż za mostem leży miasteczko Marinette w stanie Wisconsin, gdzie wjechałem na Highway 64 i ostatecznie dotarłem na kemping Bagley Rapids Campground w Chequamegon-Nicolet National Forest.

Wracając od Catherine do domu we wrześniu 2023 roku, moim pierwszym przystankiem był właśnie Bagley Rapids. Znajdowało się tam wtedy niewielu ludzi i udało mi się zająć jedno z najlepszych miejsc — numer 7 (45°09'23.0"N 88°28'04.3"W / 45.156400, -88.467867). Mój namiot stał zaledwie kilka metrów od rzeki i około 25 metrów od bystrzy. To właśnie ta bliskość sprawiła, że pragnąłem wrócić i spędzić tam jak najwięcej czasu.


Tym razem miałem jeszcze więcej szczęścia. Choć miejsce numer 7 było zajęte, biwak numer 9 (45°09'21.8"N 88°28'07.0"W / 45.156050, -88.468617) pozostawał wolny — i był prawdopodobnie jeszcze lepszy, bliżej bystrzy. Szybko rozstawiłem mój „regularny” namiot Eureka El Capitan 3, a następnie wróciłem do samoobsługowej skarbonki, gdzie po wypełnieniu koperty, wrzuciłem 30 dolarów za dwie noce. Według ogłoszenia planowano podwyżkę opłaty za „miejsca premium” z 15 do 24 dolarów za noc. Początkowo zamierzałem spędzić jedną noc w innym lesie bliżej Minneapolis, lecz później zdecydowałem się zostać w Bagley Rapids o dwie noce dłużej.

W Bagley Rapids często zabierałem krzesło i książkę nad rzeczne bystrza. Rzadko jednak udawało mi się przeczytać więcej niż jedną czy dwie strony — obserwowanie i słuchanie bystro płynącej wody było znacznie bardziej fascynujące niż nawet najbardziej wciągająca lektura. Rozstawiłem statyw, zrobiłem wiele zdjęć i nagrałem krótki vlog, który prawdopodobnie lepiej oddaje klimat mojego miejsca biwakowego, rzeki i bystrzy niż jakikolwiek opis.

Mountain Fire Lookout Tower
W pobliżu znajdowały się dwa niewielkie miasteczka: Mountain i Lakewood. W Lakewood odkryłem zaskakująco dużą bibliotekę publiczną, gdzie spędziłem niemal dwie godziny, korzystając z Wi-Fi, ponieważ mój kanadyjski telefon nie działał w USA. W Mountain odwiedziłem wieżę obserwacyjną (pożarową) Mountain Fire Lookout Tower (45°12'56.4"N 88°27'53.9"W / 45.215667, -88.464967), jedną z ostatnich, które wciąż stoją w pierwotnej lokalizacji w Chequamegon-Nicolet National Forest. Zbudowana w 1935 roku, była jedną z dwudziestu wież wzniesionych w latach 30. XX wieku. Nie miałem jednak odwagi się na nią wspiąć.

Mountain Fire Lookout Tower
Odwiedziłem również dwa sklepy Dollar General — w Lakewood i Mountain. Oba sprzedawały alkohol (wino i piwo), a dowód tożsamości wymagany był bez względu na wiek kupującego. Zaskoczyło mnie, że sklep typu convenience przy stacji benzynowej oferował także mocniejsze alkohole (whisky, rum, wódkę). Najtańsza butelka czerwonego wina (750 ml) kosztowała 3,99 dolara. W obu sklepach odbyłem sympatyczne rozmowy z młodymi sprzedawcami.

Na kempingu Bagley Rapids był także campground host, gospodarz — inny niż w 2023 roku — tamten zrobił mi zdjęcie przy wyjeździe z kempingu. Pewnego dnia podszedł do mojego miejsca biwakowego i przedstawił się. Nazywał się Mark Spitzer i wdaliśmy się w długą rozmowę o biwakowaniu, podróżach i kanu. Okazało się, że trzydzieści lat wcześniej przepłynął na kanu całą długość rzeki Missouri, a następnie kontynuował podróż w dół Missisipi. Właśnie opublikował książkę o tej wyprawie zatytułowaną „Waterlogue. The First Canoeing Descent of North America's Longest River” (Wodny Dziennik Pokładowy. Pierwszy spływ na kanu najdłuższą rzeką Ameryki Północnej), którą od niego kupiłem.

Wiele lat temu przestałem kupować pamiątki z podróży. Jednak książki i inne niematerialne wspomnienia cenię ogromnie — mają dla mnie znacznie większą wartość niż jakikolwiek materialny przedmiot.



Krótki opis jego książki:

„W towarzystwie swojego psa Groucho autor odbył siedmiomiesięczną podróż na kanu od źródeł rzeki Missouri na granicy Montany i Idaho do jej ujścia do Missisipi, a następnie dalej aż do delty w Zatoce Meksykańskiej. Książka opisuje jego doświadczenia z wiatrem i wodą podczas podróży przez dwanaście stanów, a także liczne widoki i krótkie wyprawy poboczne, w tym nieoczekiwaną pomoc wielu nieznajomych oraz kontakty z rodziną i przyjaciółmi. Spitzer uznawany jest za pierwszą osobę, która ukończyła tak długą trasę. Dziennik zawiera również relację z krótkiej, próbnej wyprawy po Little Missouri River w rodzinnym stanie autora — Dakocie Północnej.”

Z Markiem przeprowadzono wywiad (odcinek nr 107), lub można go bezpośrednio posłuchać TUTAJ, "7 months on the Missouri and Mississippi Rivers" (Siedem miesięcy na rzekach Missouri i Mississippi")

Znalazłem całkiem sporo dzikich grzybów, które pokroiłem i wysuszyłem. Chociaż były ostrzeżenia przed trującym bluszczem (poison ivy), nie zauważyłem go ani razu. Jedynymi zwierzętami w okolicy były wiewiórki i wiewiórki ziemne/tamias (chipmunks), dość płochliwe — w przeciwieństwie do tych z parków prowincjonalnych w Ontario, które potrafią stać się zaskakująco „towarzyskie”, gdy w grę wchodzi jedzenie.

Podczas pobytu w Bagley Rapids przeczytałem bardzo interesującą książkę „First They Killed My Father: A Daughter of Cambodia Remembers” (Najpierw Zabili Mojego Ojca: Córka Kambodży Pamięta) autorstwa Loung Ung. Autorka miała zaledwie pięć lat, gdy w kwietniu 1975 roku armia Czerwonych Khmerów Pol Pota wkroczyła do Phnom Penh, zmuszając jej rodzinę do ucieczki, a następnie do rozproszenia się. Loung została przeszkolona jako dziecko-żołnierz w obozie pracy dla sierot, jej rodzeństwo wysłano do obozów pracy, a ci, którzy przeżyli okrucieństwa, zdołali się ponownie odnaleźć dopiero po upadku reżimu Czerwonych Khmerów.

Następnie rozpocząłem lekturę powieści „Every Man Dies Alone” („Każdy umiera w samotności”) Hansa Fallady. Napisana po II wojnie światowej w zaledwie 24 dni, została określona przez Primo Leviego jako „najlepsza książka, jaką kiedykolwiek napisano o niemieckim oporze wobec nazistów”. Uznałem ją za znakomitą i niezwykle wciągającą. Na podstawie tej powieści powstało kilka filmów; niedawno obejrzałem jeden z nich — „Alone in Berlin” (Samotnie w Berlinie). Mimo to wciąż uważam, że to, co zwykle określa się mianem „niemieckiego ruchu oporu”, było w dużej mierze niewystarczające i mało znaczące — bardziej symboliczne niż realne. Jestem głęboko przekonany — nie, to niewłaściwe słowo — ja wiem, że zdecydowana większość Niemców popierała Hitlera albo przynajmniej posłusznie wykonywała jego rozkazy i podporządkowywała się systemowi nazistowskiemu. Sama książka boleśnie to pokazuje.

Paradoksalnie obie książki dotyczyły systemów totalitarnych — komunizmu i faszyzmu — które pochłonęły miliony istnień ludzkich i spowodowały niewyobrażalne cierpienie na całym świecie.

Podczas moich codziennych ćwiczeń na biwaku — tuż przy rzece, w miejscu, które musiało być jednym z najbardziej malowniczych „plenerowych siłowni”, jakie można sobie wyobrazić — słuchałem fascynującego audiobooka „The Foundations of Western Civilization” (Podstawy Zachodniej Cywilizacji), prowadzonego przez profesorów Thomasa F. X. Noble (University of Notre Dame) oraz Roberta Bucholza (Loyola University Chicago). Każdy sześciopłytowy zestaw kupiłem w antykwariacie za 1 dolara i przekonwertowałem na format MP3, aby móc słuchać ich na moim małym odtwarzaczu z przenośnym głośnikiem bezprzewodowym. Był to znakomity kurs. Często tak bardzo wciągały mnie wykłady, że celowo wydłużałem czas ćwiczeń. Czasami — a właściwie dość często — najlepsze rzeczy w życiu są darmowe albo bardzo tanie.


W piątek, 23 sierpnia 2024 roku, po porannych ćwiczeniach spakowałem się i opuściłem piękny kemping, kierując się w stronę Minneapolis w stanie Minnesota. Wybrałem bardzo odludną drogę Highway 64, zatrzymałem się w Antigo, aby coś przekąsić w Walmart, odwiedziłem Goodwill i Dollar Tree, zatankowałem paliwo i ruszyłem dalej na wschód drogą Highway 29.

W pewnym momencie zrobiłem się bardzo senny. Tuż przed Chippewa Falls zjechałem z autostrady (Exit 27). Po kilku minutach jazdy niespodziewanie dotarłem do Yellowstone Cheese — rodzinnej fabryki sera w Cadott w stanie Wisconsin, gdzie przez szybę można obserwować proces produkcji. Wybór serów był ogromny, a ceny bardzo przystępne. Ser w Kanadzie jest prawdopodobnie co najmniej o 50% droższy niż w Stanach Zjednoczonych z powodu limitów produkcyjnych i regulacji rządowych. Uwielbiam ser, ale staram się ograniczać jego spożycie, więc kupiłem tylko mały kawałek jako przekąskę na drogę.

Bacówka w Polsce. Źródło: Autorstwa Jerzy Opioła - Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=7224124
Później dowiedziałem się, że Yellowstone Cheese (44°55'43.8"N 91°11'02.3"W / 44.928833, -91.183983) otwarto w miejscu położonym dokładnie w połowie drogi między biegunem północnym a równikiem, w Cadott w stanie Wisconsin. Serowar Dave Anderson wniósł do przedsięwzięcia ponad piętnaście lat doświadczenia. Mleko pochodzi z pobliskiego rodzinnego gospodarstwa, oddalonego o zaledwie około 200 metrów od fabryki. Transportowane jest w specjalnej cysternie i przetwarzane na różne sery, których bazą są Colby, Monterey Jack lub cheddar. Nazwa „Yellowstone” nie odnosi się do parku narodowego, lecz do historycznego szlaku Yellowstone Trail — pierwszej samochodowej trasy łączącej Plymouth Rock z Puget Sound.

Oscypek. Źródło: Wikipedia
Ponad trzydzieści lat temu w Toronto poznałem dr. Władysława Pieczonkę, specjalistę od produktów mlecznych i serów, który często dzielił się ciekawostkami na temat produkcji sera. Przeglądając ofertę sklepu w Cadott, nawiązałem rozmowę z jednym z pracowników (być może kierownikiem) i wspomniałem o oscypku — tradycyjnym wędzonym serze owczym wytwarzanym przez polskich górali w Tatrach i na Podhalu. Doświadczeni bacowie wyrabiają go ręcznie w drewnianych bacówkach od maja do września, często według metod przekazywanych z pokolenia na pokolenie.
Górska Odznaka Turystyczna (GOT), nadawana przez PTTK (Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze). W latach 70. XX wieku udało mi się zdobyć Popularną, Brązową, Srebrną i Złotą odznakę GOT
Przez wiele lat intensywnie wędrowałem po polskich Karpatach z dużym i ciężkim plecakiem (i nawet „dorobiłem się” Popularnej, Brązowej, Srebrnej i Złotej Górskiej Odznaki Turystycznej GOT). Często zatrzymywaliśmy się w bacówkach, gdzie pośrodku paliło się ognisko, a pod dachem wisiały liczne sery, powoli wędzone w dymie. Kupowaliśmy oscypki oraz żętycę (zwaną też zyntycą) — tradycyjny napój serwatkowy powstający przy produkcji sera. Na zakończenie rozmowy w Yellowstone Cheese otrzymałem kawałek sera w prezencie. Powiedziałem, że jeśli kiedykolwiek znów będę jechał do Minnesoty, zatrzymam się tam ponownie. Niestety od tamtej pory nie byłem już w Stanach Zjednoczonych — ale nie dlatego, że bojkotuję ten kraj, lecz z zupełnie innych powodów.

Wizyta w wytwórni sera postawiła mnie na nogi. Senność minęła i ruszyłem dalej w drogę, ostatecznie wjeżdżając na I-94 w Eau Claire. Jedynym kolejnym przystankiem było Menomonie w stanie Wisconsin, gdzie zatrzymywałem się już wiele razy. Odwiedziłem Goodwill (oczywiście w poszukiwaniu książek), a następnie Aldi po drugiej stronie ulicy, gdzie kupiłem cytryny i pomarańcze do porannego soku. W Walmart skorzystałem z Wi-Fi i kupiłem sałatkę—uwielbiam sałaty i staram się je zawsze po drodze kupować.

Krótko po wyjeździe z Menomonie ruch całkowicie się zatrzymał na niemal godzinę z powodu wypadku kilka mil dalej. Gdy w końcu dotarłem do miejsca zdarzenia, zobaczyłem lawetę, radiowóz policyjny oraz samochód w rowie.

Było już po 19:00, gdy wreszcie dotarłem do Victorii w Minnesocie — a Catherine siedziała przed domem i czekała na mnie.

VICTORIA I OKOLICE

Munchkins — Gale Woods Farm — Fall Harvest Orchard — Carver Park Reserve — Centrum Przyrody Lowry Nature Center — Szlak Lake Minnetonka LRT Regional Trail — Linia Kolejowa Great Northern Railroad — Life Fitness — Audiobook „Jerusalem” — Arboretum i Ginkgo Biloba — Kambodżańska Świątynia Buddyjska — Farma Wendelina Grimma i Lucerna Grimma — Golden Retriever w kościele św. Wiktorii — Herb miasta i poprawność/głupota polityczna w Minnesocie

Początkowo planowaliśmy spędzić trochę czasu w Victorii i okolicach, a następnie wybrać się pod namiot. Jednak było dość gorąco i po kilku tygodniach wyjechaliśmy do domku nad jeziorem, gdzie mieszkaliśmy sami przez około dwa tygodnie.

Wełna owiec jest taka miła w dotyku!
Oczywiście Munchkins — o których wspominałem w innych blogach — często nam towarzyszyły (a może to my towarzyszyliśmy im) i jak zawsze naprawdę cieszyłem się ich towarzystwem oraz miałem mnóstwo zabawy i śmiechu.

Zabawa z owcami
Pewnego dnia pojechaliśmy do Gale Woods Farm (44°55'43.3"N 93°42'18.6"W / 44.928694, -93.705167), prawdziwego, funkcjonującego gospodarstwa położonego nad malowniczym jeziorem Whaletail w Minnetrista. Oferuje ono wyjątkową możliwość edukacyjną dla odwiedzających w każdym wieku, pozwalającą lepiej zrozumieć rolnictwo, produkcję żywności oraz odpowiedzialne gospodarowanie ziemią.

Ja naprawdę wiele się nauczyłem i świetnie się bawiłem, ale dla szkrabów było to prawdziwe niebo. Bawiły się z kurczętami i kurami, doiły atrapę krowy, poznawały różne warzywa i z entuzjazmem eksplorowały każdy zakątek farmy. Z jakiegoś powodu Everett szczególnie uwielbiał podlewać warzywa i obserwować, jak woda powoli znika w glebie.

Pojechaliśmy również na zbieranie jabłek. Największą atrakcją była jednak możliwość zabawy z owcami i jagniętami. Dzieciaki uwielbiały przytulać jagnięta i zanurzać twarze w ich miękkiej wełnie — a jagnięta wcale nie wydawały się mieć nic przeciwko temu. Bawiły się także z kozami i koźlętami.

Dojenie "krowy"-jakoś nie widzę mleka!
Na początku lat 70. miałem szczęście spędzić dwa lata życia na wsi, w gospodarstwie rolnym. Dla większości dzisiejszych dzieci z miast takie środowisko jest jednak czymś całkowicie nowym. Kiedyś przeczytałem, że gdy dzieci w jednej ze szkół w Nowym Jorku zapytano, skąd pochodzi mleko, wiele z nich sądziło, że jest produkowane w fabryce, jak Coca-Cola. Takie wizyty pomagają ponownie połączyć ludzi — zwłaszcza dzieci — z pochodzeniem ich żywności.

Odwiedziliśmy również farmę Fall Harvest Orchard w Montrose, które oferuje przejażdżki kolejką oraz liczne atrakcje, w tym zabawę z królikami i kotami, „strzelanie” dyniami, jazdę na karuzeli oraz zabawę w sianie.

Everett z nieodłącznym wozem!
Po przyjeździe Everett znalazł mały wóz z dyszlem i natychmiast zaczął ciągnąć go wszędzie, dokądkolwiek szedł. Byłem zdumiony jego determinacją. W pewnym momencie musiał wciągnąć go pod niewielkie wzniesienie i sądziłem, że z niego zrezygnuje — ale nie. Starannie go przestawił, wytrwale się zmagał i ostatecznie udało mu się wciągnąć go pod górę.

Autumn z kotkiem
Była na farmie mała kolejka, którą chciał się przejechać — ale razem z wozem. Maszynista poinformował go, że nie może do niej wejść wraz z wozem do wagoniku. Everett niemal zrezygnował z przejażdżki, nie chcąc rozstać się ze swoją cenną własnością. Dopiero gdy Catherine wyjaśniła mu, że będę czekał i pilnował wózka, niechętnie się zgodził. Ale i wtedy, za każdym razem gdy pociąg przejeżdżał, spoglądał w moją stronę, aby upewnić się, że jego wóz nadal tam stoi.

Kiedy wreszcie nadszedł czas opuszczenia farmy, byłem przekonany, że odmówi pozostawienia wozu—i że to będzie duży problem. Ku mojemu zaskoczeniu spokojnie zostawił go na środku drogi, bez chwili wahania.

Autumn uwielbiała bawić się z królikami i znalazła też kota, którego przez dłuższy czas nosiła na rękach — naturalnie później poprosiła mamę o własnego kota. Ogólnie rzecz biorąc, szkraby miały wspaniały ubaw — i my również.

Park/rezerwat Carver Park Reserve, położony niemal tuż obok domu Catherine, oferuje liczne szlaki piesze i rowerowe, centrum przyrodnicze, a nawet pole namiotowe. Catherine wynajęła miejsce kempingowe numer 13 w czasie Labour Day (Dzień Pracy) — początkowo nie na nocleg, lecz po to, by rozstawić mój namiot i zaprosić maluchy oraz ich rodziców na spotkanie przy ognisku.

Grill z malcami w Carver Reserve w Dniu Pracy (Labour Day)
Dzieci uwielbiały chować się w namiocie, ponieważ było to dla nich coś zupełnie nowego, i bardzo cieszyły się ogniskiem oraz grillowanym jedzeniem.

Autumn i Everett w moim namiocie
Gdy wszyscy wyjechali, Catherine zdecydowała, że skoro pogoda jest dobra, a miejsce już opłacone, możemy równie dobrze spędzić tam noc. Szybko pojechaliśmy do jej domu, zabraliśmy materace i śpiwory i wróciliśmy na kemping. Spaliśmy świetnie! Catherine wyjechała wcześnie następnego ranka, bo Autumn zaczynała pierwszy dzień przedszkola w swojej nowej szkole i chciała zrobić jej zdjęcia, więc trochę dłużej spałem. Dopiero później spakowałem namiot i wróciłem do domu.

Tak wyglądało nasze miejsce nr 13 w Carver Park Reserve, na którym spędziliśmy jedną noc
W obrębie Carver Park Reserve znajduje się Centrum Przyrodnicze, Lowry Nature Center, piękny budynek w stylu preriowym. Centrum organizuje znakowanie motyli monarchów — aby śledzić migrację motyli do Meksyku. Proces polega na bezpiecznym chwytaniu migrujących monarchów, umieszczaniu małej naklejki identyfikacyjnej na ich skrzydłach oraz rejestrowaniu danych w celu monitorowania trendów populacyjnych.

Wszyscy, łącznie z berbeciami, odwiedziliśmy to centrum. Podczas gdy dzieci bezskutecznie próbowały dostrzec i złapać motyle, ja spędziłem większość czasu w środku, oglądając wystawy, rozmawiając z pracownikami i uważnie czytając tablice informacyjne.

Pozwólcie na krótką dygresję. Jak wspominałem już wiele razy, bardzo lubię dowiadywać się nowych faktów na temat znakomitego systemu szlaków rowerowych i pieszych w Minnesocie, szczególnie tych poprowadzonych dawnymi drogami kolejowymi. Przywiozłem ze sobą rower i często jeździliśmy szlakami w okolicach Victorii oraz Park Rapids. Szlaki rowerowe w Minnesocie są wyjątkowo dobrze utrzymane, wyraźnie oznakowane i często wyposażone w stacje serwisowe, gdzie rowerzyści mogą napompować opony lub dokonać drobnych napraw.

Linia kolejowa James J. Hill’s Great Northern Railroad, która przechodziła przez rezerwat Carver Reserve
Jednym z takich szlaków jest Lake Minnetonka LRT Regional Trail, który przebiega około 200 metrów od domu Catherine w Victorii. Często jechaliśmy nim w kierunku Excelsior i nawet dalej. Szlak biegnie dawną trasą kolejową Minneapolis and St. Louis Railway (M&StL), zbudowaną w 1870 roku, niegdyś ważnym połączeniem między Minneapolis a Watertown w Dakocie Południowej. W 1960 roku linię przejęła linia kolejowa Chicago and North Western Railway; ruch zakończono w 1980 roku, a tory usunięto w następnym roku.

Wiele razy, siedząc na werandzie w Victorii, próbowałem wyobrazić sobie pociągi przejeżdżające przez te tereny jeszcze nie tak dawno temu — tam, gdzie dziś rowerzyści i piesie prawie bezszelestnie przemierzają tą samą trasą.

Zdjęcie z lotu ptaka z lat 20. lub 30 XX wieku, ukazujące obecny park Carver Reserve, lokacje domu & działki Catherine, jak tez zaznaczoną przez autora, Josh Biber, przebieg linii kolejowej Great Northern Railroad. Gdy porównałem tę mapę z obecnymi mapami satelitarnymi Google, okazało się, że ówczesna linia kolejowa przebiegała albo przez obecną działkę domu Catherine, albo kilka metrów od niej
Wracając do Lowry Nature Center... Jedna z tablic informacyjnych, zatytułowana „Landscapes of Change: The Hidden History of Carver Park Reserve” (Krajobrazy Zmian: Ukryta Historia Rezerwatu Carver Park) zawierała mapę przedstawiającą część szlaku Lake Minnetonka LRT Regional Trail. Szczególnie zwróciła moją uwagę linia kolejowa Great Northern Railroad Jamesa J. Hilla przecinająca rezerwat. Opis wyjaśniał, że w 1887 roku kolej biegła z Hopkins do Hutchinson, przywożąc odwiedzających nad jezioro Waconia. Tory usunięto w 1901 roku, ale fragmenty trasy są widoczne do dziś, a odcinek utwardzonej ścieżki rowerowej na północ od jeziora Steiger Lake biegnie dawnym nasypem kolejowym.

Chociaż Catherine i ja wielokrotnie jeździliśmy tą trasą, dopiero wtedy dowiedzieliśmy się o linii Great Northern Railroad w tym konkretnym miejscu.

Zaintrygowany, przeprowadziłem dalsze poszukiwania na Internecie i natknąłem się na artykuł Josha Bibera zatytułowany „Excelsior’s Forgotten Railroad” (Zapomniana Linia Kolejowa w Excelsior), opublikowany 31 maja 2022 roku w The Minnesota Historian.  Artykuł opisywał w dużej mierze zapomniany korytarz kolejowy i zawierał historyczne zdjęcia lotnicze.

Szczególnie zaciekawiło mnie jedno zdanie. Autor zauważył, że wielu właścicieli domów na przedmieściach może nie zdawać sobie sprawy, że ich posesje znajdują się na terenie dawnego, tętniącego życiem korytarza kolejowego.

Victoria, MN, około 1890 roku. Obecne okolice ulic Park Dr. i Kochia Ln. Staw nadal istnieje i jest widoczny z okien domu Catherine! Farma zniknęła, zastąpiona przez wiele domków, a trasa jednej z linii kolejowych stanowi szlak dla pieszych i rowerzystów.
Po dokładnym przeanalizowaniu fotografii jeziora Schutz z zaznaczoną starą linią kolejową uświadomiłem sobie, że tor kolejowy albo przecinał posesję domu Catherine, albo przebiegał niezmiernie blisko niej-dosłownie kila metrów. Nie trzeba dodawać, że było to zaskakujące odkrycie dla nas obojga. Codziennie spacerowaliśmy w miejscu, w którym kiedyś przechodziła linia kolejowa, nie mając o tym pojęcia i nie znając jej historii. A swoją drogą to wyobrażam sobie, jak w tym miejscu musiało być głośno ponad 100 lat temu, szczególnie, gdy w tym samym czasie jechały dwa pociągi, po dwóch różnych liniach kolejowych, ciągnione przez dwie parowe lokomotywy!

Jesienny Festival w Minnesota Arboretum
Dwukrotnie, jako gość Catherine, odwiedziłem klub Life Fitness, gdzie spędziłem znacznie ponad godzinę pływając, a następnie relaksując się w saunie i jacuzzi. Klub znajduje się niedaleko jej domu i sąsiaduje z centralą korporacyjną Life Fitness. W Mississauga również znajduje się obiekt Life Fitness, jednak stosunkowo daleko od mojego domu, a opłata członkowska jest dość wysoka.

Maluchy podczas Jesiennego Festiwalu w Minnesota Arboretum
Podczas codziennych ćwiczeń słuchałem kursu akademickiego zatytułowanego „Jerusalem: City of God, City of Fire” (Jerozolima: Miasto Boga,, Miasto Ognia), prowadzonego przez F. E. Petersa. Kurs obejmował 14 płyt CD i był tak wciągający, że często traciłem poczucie czasu podczas ćwiczeń.

Zakupiłem te wykłady — wraz z kilkoma innymi — w moich ulubionych księgarniach, w tym przypadku w Goodwill w Menomonie w stanie Wisconsin. Słuchałem ich na odtwarzaczu CD, który kupiłem w Goodwill w Chaska za 3 dolary (a później nabyłem kolejny w Akeley).

Po raz kolejny mogę powiedzieć, że w życiu jedne z najbardziej wartościowych rzeczy kosztują są niemalże darmo. Oczywiście, jeżeli się nie posiada zbyt dużo wygórowanych potrzeb materialnych, bo to mogą prawie każdego wykończyć finansowo—i często absolutnie nie dostarczyć oczekiwanej przyjemności.

Minnesota Arboretum, Jesienny Festiwal
Odwiedziliśmy także kilkakrotnie Minnesota Landscape Arboretum, położone bardzo blisko domu Catherine. Naprawdę uwielbiam to miejsce. Znajduje się tam imponująca kolekcja drzew, krzewów i roślin, wszystkie wyraźnie oznakowane — idealne środowisko do nauki rozpoznawania gatunków. Niektóre gatunki wyglądają niemal identycznie, mimo że noszą różne nazwy, i często zastanawiałem się, w jaki sposób eksperci potrafią je odróżnić.

Miłorząb Dwuklapowy (Ginko Biloba)
Szczególnie zainteresowały mnie kłęk kanadyjski/kłęk amerykański (Gymnocladus dioica (L.)  (Kentucky Coffeetrees), z których kilka rośnie na parkingu, a także miłorząb dwuklapowy (Ginkgo Biloba), drzewo, o którym wiele słyszałem.

Jednym z niezwykłych faktów dotyczących miłorzębu jest jego wyjątkowa odporność. W Hiroszimie w Japonii sześć drzew miłorzębu rosnących w odległości od jednego do dwóch kilometrów od miejsca wybuchu bomby atomowej w 1945 roku przetrwało eksplozję, mimo że większość innych roślin i zwierząt w okolicy została zniszczona. Drzewa te, choć zwęglone, zregenerowały się i żyją do dziś, oznaczone jako ocalałe „hibakujumoku”.

Kłęk kanadyjski/amerykański (Kentucky Coffeetree), który rośnie w Minnesota Arboretum, jak też kilka drzew znajduje się niedaleko domu Catherine, przy szlaku rowerowym
Ponieważ był wrzesień, Arboretum organizowało Festiwal Jesienny (Fall Festival), który szkrabom bardzo się podobał. Z entuzjazmem eksplorowali rzeźby, chatki i sezonowe dekoracje.


Pewnego dnia spędziliśmy kilka godzin w Wat Munisotaram (44°37'59.0"N 93°02'46.4"W / 44.633056, -93.046222), kambodżańskiej świątyni buddyjskiej położonej w Empire w Minnesocie, około trzydziestu minut na południe od Twin Cities.


Założona w 1982 roku, świątynia służy jako duchowe sanktuarium i centrum kulturowe dla społeczności kambodżańskiej oraz wyznawców buddyzmu therawady w całym regionie Midwest. Jest to największa kambodżańska świątynia buddyjska w Ameryce Północnej.

Sądzę, że była to moja pierwsza wizyta w świątyni buddyjskiej, mimo że znacznie mniejsza istnieje na mojej ulicy od wielu lat.

Moja znajomość symboliki buddyjskiej jest zerowa, dlatego chciałem, aby ktoś oprowadził nas po obiekcie lub odpowiedział na nasze pytania. Jednak teren był niemal pusty i spotkaliśmy bardzo niewiele osób.

Zrobiłem kilka zdjęć i wysłałem je znajomemu z wiadomością: „Pozdrowienia z Tajlandii”. Biorąc pod uwagę imponującą architekturę świątyni, był zrozumiale zdezorientowany.

Jadąc drogą Grimm Road, niedaleko Victorii, zauważyłem ciekawy budynek farmerski nieopodal drogi. Nie specjalnego i normalnie przejechałbym dalej. Ale w pobliżu stał duży kamień z metalową tablicą. Oczywiście zatrzymaliśmy się. Ciekawość zawsze zwycięża.

Farma Wendelina Grimma i tablica informacyjna
Na tablicy widniał napis:

Dla upamiętnienia
WENDELINA GRIMMA
Mieszkańca Minnesoty 1857–1891
który zapoczątkował
GRIMM ALFALFA (LUCERNĘ GRIMMA)
na tej farmie

Wzniesiono w czerwcu 1924 przez Grimm Alfalfa Growers Association (Stowarzyszenie Producentów Lucerny Grimma).

Na pierwszy rzut oka może to nie brzmieć szczególnie dramatycznie. Lucerna? Roślina pastewna? Raczej nie materiał na epicką historię.

A jednak.

Stałem w miejscu narodzin jednego z najważniejszych — i najmniej docenianych — przełomów rolniczych w Ameryce Północnej.

Farma, obecnie będąca częścią Carver Park Reserve i wpisana do Krajowego Rejestru Miejsc Historycznych, zachowuje dziedzictwo Wendelina Grimma (1818–1890), niemieckiego imigranta, którego cierpliwość po cichu przekształciła amerykańskie rolnictwo.

Wendelin Grimm wraz z żoną
Grimm przybył do Minnesoty w 1859 roku, niosąc mały worek nasion lucerny — wówczas nazywanej „wieczną koniczyną”. Problem? Zimy w Minnesocie były znacznie surowsze niż w Niemczech. Większość roślin ginęła.

Wielu by się poddało.

Ale nie Grimm.

Każdej wiosny zachowywał nasiona wyłącznie z tych roślin, które przetrwały zimę. Następnie ponownie je wysiewał. Rok po roku.

Przez piętnaście lat.

Dzięki niczemu bardziej spektakularnemu niż uparta wytrwałość i staranna selekcja wyhodował pierwszą naprawdę mrozoodporną odmianę lucerny w Ameryce Północnej.

Wieść się szybko rozeszła. Rolnicy zaczęli ją uprawiać. Około 1900 roku naukowcy z University of Minnesota dostrzegli jej wartość. Profesor Willet M. Hays nadał jej później nazwę „Grimm alfalfa”, Lucerna Grimma, i włączył do formalnych programów hodowlanych.

Rezultat? Odmiana Grimma stała się genetyczną podstawą praktycznie wszystkich zimotrwałych odmian lucerny uprawianych dziś w Stanach Zjednoczonych.

Liczby są zdumiewające:

• Ponad 25 milionów akrów lucerny uprawia się w USA.
• Roczna wartość tej uprawy sięga dziesiątek miliardów dolarów.
• Stanowi fundament żywienia zwierząt hodowlanych, produkcji mleka i rolnictwa paszowego na całym kontynencie.

Wnętrze farmy Wendelin Grimm
Żródło: Wikimedia Commons, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Wendelin_Grimm_Farmhouse_interior.jpg
Profesor agronomii University of Minnesota Lawrence Elling nazwał lucernę Grimma najważniejszym osiągnięciem w rozwoju upraw w Ameryce Północnej aż do wynalezienia kukurydzy hybrydowej.
A jednak większość ludzi — w tym ja do tamtego popołudnia — nigdy nie słyszała jego nazwiska.

Zwykle celebrujemy wynalazców maszyn, założycieli firm, generałów, polityków. A tutaj był człowiek, który, po prostu obserwując, które rośliny przetrwały zimę, zmienił gospodarczy krajobraz całego kontynentu.

Nieźle jak na rolnika z małym workiem nasion.

W moim nadchodzącym blogu o Bon Echo Provincial Park planuję wspomnieć o innym podobnym przełomie: pszenicy Red Fife, wyhodowanej na farmie w Ontario--podobno z polskiej pszenicy. Od połowy XIX wieku do początku XX wieku Red Fife była dominującą odmianą pszenicy w Kanadzie i w północnych Stanach Zjednoczonych.

Wydaje się, że historia pełna jest takich cichych rewolucji — musimy tylko zatrzymać samochód i przeczytać tablicę.

Miasto Victoria — gdzie podczas moich pobytów w Minnesocie korzystam z gościnności Catherine — nosi przydomek „The City of Lakes and Parks” („Miasto Jezior i Parków”), ponieważ w jego granicach znajduje się ponad 200 akrów (0,81 km²) terenów chronionych, 25 parków oraz trzynaście jezior. Oczywiście znajduje się tu również Carver Park Reserve o powierzchni 1 800 akrów (7,3 km²), którego granica niemalże przylega do jej domu.

Miasto zostało nazwane na cześć kościoła św. Wiktorii zbudowanego w 1857 roku na 30 akrach ziemi, tuż na północ od jeziora Bavaria. Początkowo był to niewielki drewniany kościołek, który w 1870 roku zastąpiono większą, ceglaną świątynią — stojącą do dziś. Wraz ze wzrostem liczby mieszkańców w okolicy w 2003 roku ponownie rozpoczęto budowę jeszcze większej przestrzeni sakralnej. Dziś nowy kościół uzupełnia historyczną świątynię.



Dzięki temu herb miasta zawiera zarys kościoła z krzyżem umieszczonym na szczycie wieży, a także wizerunek cieku wodnego, drzew i ptaków — jakby nie było, Victoria wzięła swoją nazwę od kościoła!

Odwiedzałem ten kościół kilkakrotnie i byłem pod wrażeniem tego, jak stary i nowy budynek są połączone oraz harmonijnie współistnieją. Cieszę się, że stary kościół został zachowany — niestety wiele zabytkowych świątyń bywa burzonych, gdy powstają nowe. Na przykład kościół w Mississauga, do którego często uczęszczam, został wybudowany w latach 70. XX wieku (choć w zupełnie nowej lokalizacji), jednak stary kościół, zbudowany w 1871 roku, został zburzony, a na jego miejscu powstało centrum handlowe.

Kościół Św. Wiktorii-stary budynek kościoła. Victoria, MN.
Źródło: Wikimedia Commons
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:St._Victoria_Catholic_Church,_Victoria,_Minnesota-01.jpg
Podczas mojej wizyty w 2024 roku pojechałem do kościoła w Victoria w niedzielę, aby uczestniczyć we Mszy świętej odprawianej w nowym, nowoczesnym kościele, który był wypełniony wiernymi. Zaskoczyło mnie, gdy zobaczyłem psa — Golden Retrievera — przy ołtarzu, a chwilę później pojawił się ksiądz. Był to ks. Bob White, proboszcz parafii, którego wzrok zaczął się pogarszać w latach 90. z powodu dziedzicznych schorzeń oczu — choć wciąż zachował częściową zdolność widzenia. Dlatego jego asystujący piesek, Arlo, towarzyszy mu wszędzie i stał się bardzo znajomym widokiem nie tylko w kościele, ale w całym mieście. Msza była dla mnie bardzo uroczystym i poruszającym przeżyciem.

Jeszcze jedna rzecz: niedawno przeczytałem w lokalnej gazecie, że władze miasta Victoria „zamierzają rozważyć możliwość stworzenia nowego herbu miasta, który mógłby nie zawierać symboliki religijnej, pomimo że miasto zostało nazwane na cześć kościoła”. W mojej opinii jest to poprawność polityczna doprowadzona do skrajności. Jeśli sama nazwa miasta ma swoje korzenie w kościele, usunięcie tego odniesienia z jego symbolu nie jest neutralnością — jest historyczną amnezją i kompletną głupotą. Wiele razy twierdziłem, że inteligencja i głupota świetnie mogą iść w parze—i oto mamy jeszcze jeden przykład.

Elbląg

Tolkmicko

Biała Podlaska

Gdańsk

Wrocław

Archangielsk, Rosja

Nowy Sącz

Zamość

Bełchatów


Lubin
W całej Europie wiele miast z dumą zachowuje herby zawierające motywy religijne, odzwierciedlające wielowiekowe dziedzictwo kulturowe i duchowe. W Polsce na przykład w miejskich emblematach pojawiają się święci, tacy jak św. Marcin z Tours, sceny biblijne, jak kuszenie Ewy w Bełchatowie, czy wizerunki Matki Bożej z Dzieciątkiem w Lubinie. Symbole te nie są postrzegane jako deklaracje polityczne, lecz jako wyraz historii i tożsamości. Co znamienne, nawet w okresie komunizmu — pod oficjalnie ateistycznym rządem — nie podejmowano prób pozbawienia tych miast ich historycznych emblematów i zastąpienia ich ideologicznie „neutralnymi” logotypami. Widać, że "chrześcijańska" Ameryka prześcignęła komunistów w walce z religią.

Dlatego niepokoi mnie, że takie dyskusje w ogóle pojawiają się w Stanach Zjednoczonych — kraju, który często z dumą mówi o zachowywaniu swojego dziedzictwa. Gdy społeczności dystansują się od samych korzeni, które je ukształtowały, trzeba zadać pytanie, czy mamy do czynienia z postępem — czy raczej ze stopniowym odrywaniem się od historii i tradycji. Dla mnie nie jest to błaha kwestia wizerunkowa; to sprawa ciągłości kulturowej i szacunku dla własnych początków.


POBYT W PARK RAPIDS, PRZEJAŻDŻKI SAMOCHODOWE I ROWEROWE PO OKOLICZNYCH MIEJSCOWOŚCIACH ORAZ ATRAKCJACH TURYSTYCZNYCH

Jazda do domku letniskowego — Buffalo Nickel — Restauracja A-Pine Restaurant i Paul Bunyan — Sklep McDonald’s Meats — Spokój w „bez-dusznej” chatce — Trump kontra Harris — Akeley — Nevis — Dorset — Trump Store — Blackduck, Northome, Mizpah i Lost 40 — Huntersville State Forest — Przepłynięcie Rzeki Missisipi — Zagajnik Kaznodziejów — Fabryka przyczep Scamp

6 września 2025 roku wyruszyliśmy do domku letniskowego w Park Rapids. Sama podróż obejmowała kilka interesujących atrakcji.

Zawsze jest fajnie wpaść do tego rodzaju miejsc
Naszym pierwszym przystankiem był sklep Buffalo Nickel Antique Market (45°10'05.6"N 93°51'25.4"W). To jedno z tych miejsc, które sprawiają, że podróż samochodem staje się niezapomniana. Jak głosi strona internetowa: „Historic Barn Treasures and Stories Await…” (Historyczne Skarby i Historie Czekają w Stodole…). Dwupiętrowa, zabytkowa stodoła była wypełniona po brzegi wyjątkowymi antykami i kolekcjonerskimi przedmiotami. Z prawdziwą przyjemnością przeglądaliśmy starannie wyselekcjonowane eksponaty — każdy z nich miał swój charakter i historię.

Nie miałem pojęcia, że tutaj mieszkała Catherine z jej wnukami!
Kolejnym przystankiem była restauracja A-Pine w Pequot Lakes, gdzie — jak głosi napis — „duch Paula Bunyana spotyka się z rodzinną kuchnią.” Restauracja nawiązuje do legendy Paula Bunyana, o którym pisałem szerzej w innym blogu.

Według strony restauracji, choć niektórzy twierdzą, że Paul urodził się w Maine, mieszkańcy Minnesoty „wiedzą lepiej.” Podobno potrzeba było pięciu olbrzymich bocianów pracujących po godzinach, aby dostarczyć go rodzicom. Jako dziecko bawił się siekierą i piłą poprzeczną tak, jak inne dzieci bawią się zabawkami, a w dniu swoich pierwszych urodzin otrzymał od ojca niebieskiego wołu o imieniu Babe. Paul i Babe urośli do tak gigantycznych rozmiarów, że ślady, które zostawiali podczas swoich wędrówek po Minnesocie, wypełniły się wodą i utworzyły 10 000 jezior. Pine River, sześć mil na północ od restauracji, również rości sobie prawo do miana miejsca jego narodzin. Legenda mówi dalej, że podczas pracy drwala w północnych lasach Minnesoty Paul odkrył restaurację A-Pine położoną pod stuletnimi sosnami norweskimi i, wyczerpany podróżą, usiadł tam, aby zjeść obfity posiłek.

W pobliżu rzeczywiście stoi pomnik Paula Bunyana, a wewnątrz restauracji można zobaczyć nawet oprawioną w ramkę kopię jego „prawa jazdy.” Mitologia jest traktowana z poczuciem humoru — a jedzenie było doskonałe.

Prawo jazdy Paul'a Bunyan'a. W Minnesocie widziałem tak wiele artefaktów jakoby należących to tego potężnego siłacza, że aż trudno NIE wierzyć w jego istnienie!
W Clear Lake zatrzymaliśmy się w McDonald’s Meats (45°26'41.3"N 93°59'54.3"W), rodzinnym sklepie mięsnym działającym od 1914 roku, obecnie prowadzonym przez czwarte pokolenie. Sklep reklamuje ponad 1000 produktów. Byłem naprawdę pod wrażeniem różnorodności — przypomniało mi to tradycyjne polskie delikatesy z ich charakterystycznymi, wysokiej jakości wędlinami i specjałami mięsnymi. Kupiłem kilka znakomitych kiełbas i spróbowałem kilku innych.


Podczas tego pobytu byliśmy w domku sami. W przeciwieństwie do poprzednich wizyt nie dzieliliśmy go z malcami. Wszystko było spokojne, przewidywalne i ciche. Nikt też przed siódmą rano nie przychodził mnie budzić i wyciągać z łóżka, abym dołączył się do zabawy.

Po pewnym czasie powiedziałem do Catherine: „Czegoś tu brakuje. To miejsce jakby straciło duszę — to już nie to samo bez szkrabów.”

Catherine, jak sądzę, miała inne zdanie i bardzo sobie ceniła odpoczynek od codziennych kontaktów z dwoma energicznymi urwisami.

Debata pomiędzy Trumpem a Harris
Zabrałem ze sobą Chromebook, który okazał się bardzo przydatny. Oprócz czytania „The Wall Street Journal” i przeglądania Internetu obejrzeliśmy debatę prezydencką między Donaldem Trumpem a Kamalą Harris. Był to pierwszy raz, kiedy widziałem Harris „na żywo”, ponieważ nie mam telewizji. W debacie z pewnością była lepsza, niż Biden podczas debaty z Trumpem, jednakże nie spodziewałem się, iż jej występ cokolwiek zmieni; jej szanse wyborcze raczej po tej debacie specjalnie nie wzrosły.

Moje "biuro" na tarasie, z pięknym widokiem na jezioro
Chromebook uratował mnie także zawodowo. Klient skontaktował się ze mną w pilnej sprawie i musiałem sporządzić kilka pism oraz przesłać dokumenty. Ponieważ nie było Munchkins, urządziłem swoje tymczasowe „biuro” przy stole na tarasie, pracując na świeżym powietrzu z pięknym widokiem na jezioro.

Z Paul Bunyan w Akeley, Minnesota

Paul Bunyan w Akeley, Minnesota
Kilkakrotnie pojechaliśmy do miasteczka Akeley, gdzie znajduje się kolejny duży pomnik Paula Bunyana i które również rości sobie prawo do miana miejsca jego narodzin. Stamtąd jeździliśmy rowerami fragmentami szlaku kolejowego Heartland Rail Trail.

Mój ulubiony sklep z używanymi rzeczami w Ackley, MN--i najbardziej ulubiona sekcja z książkami i płytami DVD
Będąc w Akeley, nigdy nie omijamy ogromnego sklepu z używanymi rzeczami mieszczącego się w dawnym budynku szkoły średniej. Jest ogromny, dobrze zaopatrzony i posiada znakomity dział książek oraz DVD. Znalazłem kilka dobrych książek, a nawet zupełnie nowy odtwarzacz CD, który od razu zacząłem używać, bez konwertowania czegokolwiek do formatu MP3.

Nevis, MN--największy na świecie Szczupak Amerykański! Chciałbym chociażby złowić takiego małego szczupaka, ale to się staje coraz bardziej trudne.
Pojechaliśmy również rowerami do Nevis, gdzie zrobiłem sobie zdjęcie z „Największym na świecie Tiger Musky (Szczupakiem Amerykańskim).” Później odwiedziliśmy restaurację Bullwinkle’s i zamówiliśmy trzy piwa — dwa IPA i jedno Heineken.

Rachunek z restauracji "Bullwinkles" za 3 piwa-plus trzeba jeszcze doliczyć 15% napiwku!
Rachunek wyniósł 24,94 dolara, a z napiwkiem 28,24 dolara — około 40 dolarów kanadyjskich, ponad $13 za piwo! Dla tych, którzy uważają, że ceny w Stanach Zjednoczonych są zawsze niższe niż w Kanadzie, był to pożyteczny przykład, że nie zawsze tak jest. To jeden z powodów, dla których bardzo rzadko zamawiam alkohol w restauracji (praktycznie nigdy—tym bardziej, że niemalże za każdym razem potem prowadzę samochód) — marża za samo nalanie do szklanki jest ogromna. Zresztą trzy tygodnie później w ogóle odstawiłem alkohol — ale to już osobna historia (piszę o tym pod koniec).

Catherine w swoim raju!
Maleńkie miasteczko, czy też osada Dorset (22 mieszkańców) nazywa siebie „Restauracyjną Stolicą Świata” ze względu na dużą liczbę restauracji. Ponieważ leży przy szlaku Heartland State Trail, kilkakrotnie jeździliśmy do niego rowerami. Przy jednej okazji pojechaliśmy samochodem, aby wziąć udział w dorocznej wyprzedaży garażowej Dorset, gdzie w całym miasteczku rozstawiono stoły z różnymi przedmiotami. Jak zwykle wróciliśmy z użytecznymi rzeczami i książkami.

Sklep "Trump Store"--naprawdę, warto do niego wpaść!
Ponownie zatrzymaliśmy się przy Trump Store (zobacz mój film na YouTube). Niezależnie od poglądów politycznych, warto wpaść do tej przydrożnej atrakcji turystycznej… albo przynajmniej obejrzeć mój film!

Park Rapids, MN. Historyczna plakietka upamiętnia zdarzenie z 1897 roku, które się w tym miejscu NIE wydarzyło.
W okolicach Park Rapids odkrywaliśmy leśne szlaki turystyczne, gdzie znalazłem kilka ciekawie wyglądających grzybów — choć niestety nie potrafiłem ich zidentyfikować. Przechadzaliśmy się też miejskimi uliczkami i sprawdzaliśmy zawartość Little Free Libraries; w niektórych znajdowały się naprawdę znakomite książki.

Main Street Meat Store w Park Rapids. Naprawdę niesamowity sklep, od razu przypominał mi polskie sklepy z wyrobami mięsnymi i kiełbasami w Toronto i okolicach
Naszymi głównymi sklepami spożywczymi były Aldi i Walmart, a kilka razy odwiedziliśmy Dollar Tree, zawsze prowadząc miłe rozmowy z personelem. Pewnego razu skorzystaliśmy z kuponu Catherine „2 w cenie 1” w restauracji fast-food Burger King. Catherine wybrała stolik w plenerze, przy głównej drodze — nie był to najlepszy pomysł, bo było wietrznie i głośno — ale za to hamburgery były smaczne.

W lesie stanowym Huntersville State Forest, na polu namiotowym Shell City
Odwiedziliśmy także las stanowy Huntersville State Forest (46°44'17.9"N 94°55'43.2"W). Pola namiotowe były atrakcyjne i niemal puste. Spotkaliśmy trzy kobiety biwakujące na polu kempingowym dla posiadaczy koni, ponieważ przyjechały z końmi. W Stanach Zjednoczonych niektóre parki oferują specjalne pola namiotowe, zagrody i szlaki przeznaczone dla jeźdźców. Podczas wcześniejszej wizyty jeźdźcy dali nam nawet przysmaki, abyśmy mogli nakarmić ich koniki.

W miasteczku Blackduck, MN, przy pomniku największej na świecie Czarnej Kaczki. Nawet koło niego powiewa flaga kanadyjska!
Naszą najdłuższą całodniową wycieczką był wyjazd do Lost 40.

Pierwszym przystankiem było miasteczko Blackduck (47°55'34.2"N 94°12'25.6"W / 47.926167, -94.207111), a dokładniej park Blackduck Wayside Rest Park. Najbardziej charakterystycznym elementem parku był pomnik Największej na Świecie Czarnej Kaczki. Później przeczytałem, że „we wczesnych latach było tu znacznie więcej ptaków, ptactwa wodnego i zwierząt. Istnieje legenda, że jezioro było kiedyś pokryte kormoranami, które uważano za czarne ‘kaczki’. Jezioro nazwano Blackduck Lake, a gdy wybierano nazwę dla miasta, logiczne było nazwać je Blackduck.”

Stary pomnik czarnej kaczki z 1942 roku
Główny pomnik przedstawia czarną kaczkę w locie i został wykonany w 1983 roku. Później znaleźliśmy drugi pomnik kaczki, przypominający rzeźbioną myśliwską wabikową przynętę — był to oryginalny posąg z 1942 roku, wykonany z betonu. W parku znajdowało się także małe stoisko z warzywami; kupiliśmy kilka pomidorów i czerwonych papryk — i oczywiście porozmawialiśmy z miejscowymi.

Rzeźba z drzewa czarnego niedźwiadka w Northome
Kolejnym przystankiem było Northome. Pierwszą rzeczą, którą zobaczyliśmy, był wysoki pomnik czarnego niedźwiedzia na głównym skrzyżowaniu (47°52'21.8"N 94°16'51.3"W / 47.872722, -94.280917), upamiętniający przydomek miejscowości jako „stolicy niedźwiedzi Minnesoty”. Ponieważ miasto leży w południowej części tajgi, występuje tam wiele czarnych niedźwiedzi oraz innych dzikich zwierząt, w tym wilków i pum. Przeszliśmy się trochę i zajrzeliśmy do Shining Light Cafe, ale nic nie zamówiliśmy.

Wszystko pod jednym dachem: Restauracja, Urząd Miasta i Pralnia!
Następnie pojechaliśmy do Mizpah (47°55'34.2"N 94°12'25.6"W / 47.926159, -94.207122), bardzo małej osady, gdzie dalecy krewni Catherine właśnie kupili nieruchomość.

Wreszcie udaliśmy się do naszego głównego celu: Lost Forty (47°45'57.7"N 94°05'01.4"W / 47.766028, -94.083722).

Ciekawe, ile to drzewo ma lat?
Jego historia jest bardzo fascynująca; niestety, pewne fakty są bardzo podobne do tych z Ontario, a prawdopodobnie także z innych prowincji.

Lost 40 (Zaginiona Czterdziestka) to największy zachowany fragment pierwotnego lasu sosny czerwonej i białej w Minnesocie. Niektóre sosny mają 300–400 lat i 100 stóp wysokości (ponad 30 metrów).


Ten fragment lasu przetrwał dzięki błędowi pomiarowemu z 1882 roku — omyłkowo oznaczono go na oficjalnych mapach jako teren pod wodą. Firmy drzewne, polegając na tych mapach, zignorowały ten obszar — w końcu sosny zwykle nie rosną w wodzie ani pod wodą. Stąd nazwa: Lost 40 — choć w rzeczywistości obszar ten nie ma dokładnie 40 akrów. Chroniony teren przyrodniczy obejmuje około 144 akrów, z czego rdzeń stanowi około 144 akrów prawdziwego starodrzewu sosnowego. [Źródło: Frank Jacobs, „How a Map Mistake Saved a Forest of 300-Year-Old Trees. Minnesota’s ‘Lost Forty’ survived the lumberjack’s ax thanks to an improperly drawn lake,” („Jak błąd na mapie uratował las 300-letnich drzew. Zaginione czterdzieści drzew z Minnesoty przetrwało siekierę drwali dzięki nieprawidłowo narysowanemu jezioru”), 31 marca 2023 r.]

W Ontario takich starych sosen jest bardzo, bardzo niewiele. Prawdopodobnie 99%+ wszystkich drzew zostało całkowicie wyciętych, a to, co widzimy dzisiaj, to nowy las, mający może 100–130 lat. Niemal niemożliwe jest wyobrazić sobie, jak wyglądał krajobraz przed epoką wyrębu. Na przykład wzniesienia w rejonie Bon Echo Park w latach 20. XX wieku nazywano „łysymi wzgórzami” z powodu zrębów zupełnych. Linia kolejowa Bootha, która niegdyś przecinała Algonquin Park, aby transportować pozyskane drewno, została zbudowana przez Johna Rudolphusa Bootha, kanadyjskiego potentata drzewnego i magnata kolejowego, którego kompleks drzewny pod koniec XIX wieku był największym tego typu przedsięwzięciem na świecie. Była to najbardziej ruchliwa linia kolejowa w Kanadzie — pociągi przejeżdżały co 20 minut. Uważano, że lasy są tak rozległe, iż wystarczą na tysiąc lat. Niestety, nie przetrwały nawet 100.


Być może porównanie nie jest doskonałe, ale historia dostarcza podobnych przykładów wielkich prognoz, które szybko się załamały. Adolf Hitler ogłosił „Tysiącletnią Rzeszę”, a przetrwała zaledwie 12 lat. W styczniu 1989 roku przywódca NRD Erich Honecker oświadczył, że Mur Berliński będzie stał jeszcze 50 lub 100 lat; upadł w tym samym roku, a on wkrótce został odsunięty od władzy. W 1961 roku Nikita Chruszczow obiecywał, że Związek Radziecki zbuduje komunizm w ciągu 20 lat i że obecne pokolenie będzie w nim żyć — tymczasem system ten rozpadł się w 1989 roku.

Dlatego powinniśmy bardzo długo i bardzo poważnie zastanawiać się, zanim zaczniemy snuć długoterminowe prognozy.


Wracając do Lost 40… Kiedy dotarliśmy na miejsce i zaparkowaliśmy samochód, pogoda nagle bardzo się pogorszyła — zrobiło się pochmurno i zaczął padać deszcz. Mimo to udało nam się przejść jeden krótki szlak i naprawdę poczuć atmosferę tego lasu. Drzewa były imponujące — rzadko widziałem tak potężne sosny. Po pewnym czasie deszcz się nasilił i szybko wróciliśmy do samochodu, jadąc z powrotem do domu.

Park Itasca State Park. W tym miejscu ma swoje źródła najdłuższa rzeka USA, Mississippi
Pewnego dnia w końcu zrealizowałem marzenie, które miałem od wielu lat — przepłynąć potężną rzekę Missisipi! Jakby nie było, system rzeczny Missisipi-Missouri jest czwartym pod względem długości systemem na świecie, rozciągającym się na długości 3710–3902 mil (5970–6270 km), ustępując jedynie Nilowi, Amazonce i Jangcy. Nie tylko przepłynąłem ją raz, ale cztery razy — a nawet przepłynąłem pod jednym z mostów na tą rzeką! Nie było to łatwe; nabawiłem się kilku drobnych zadrapań, ale udało się. Oczywiście Catherine stała w pobliżu, gotowa udzielić pomocy w razie potrzeby — na szczęście nie była ona konieczna. Poniżej znajduje się kilka zdjęć potwierdzających to niezwykłe osiągnięcie. Powinienem jeszcze otrzymać pamiątkowy dyplom!

Przygotowania do przepłynięcia rzeki Mississippi-testownie głębokości i prądu rzeki. Mam nadzieję, że nie ma żadnych wirów!

Ponieważ woda jest trochę zimna, stopniowo się zanurzam

I wreszcie płynę na drugi brzeg Mississippi!

A nawet płynę pod pierwszym mostem na rzece Mississippi!

I zasłużony odpoczynek na moście po moim ogromnym osiągnięciu!

Panoramiczne zdjęcie tej lokacji-źródeł Mississippi
Szkraby często przychodziły w to samo miejsce (47°14'23.1"N 95°12'28.4"W / 47.239750, -95.207889), znajdującego się stosunkowo niedaleko domku letniskowego, i pływały w rzece Missisipi. Kiedy mówię znajomym, że Catherine pozwala swoim wnukom pływać w Missisipi — samodzielnie, bez kamizelek ratunkowych, z jednego brzegu na drugi — są w szoku i zakładają, że jest strasznie nieodpowiedzialna. Teraz będę mógł chwalić się MOIM przełomowym wyczynem, a oni spojrzą na mnie z podziwem i uznaniem — chwaląc moją odwagę, męstwo, a może i lekkomyślność… dopóki nie zobaczą zdjęć!

Ponad sto lat temu w tym miejscu biwakowali kaznodzieje i przed udaniem się na spoczynek wygłaszali kazanie i odmawiali wieczorną modlitwę
Po moim pływackim wyczynie spędziliśmy trochę czasu w Parku Stanowym Itasca i przeszliśmy część szlaku w Preachers Grove (Zagajnik Kaznodziejów), nazwanym tak od zjazdu kaznodziejów, którzy obozowali tu w latach 20. XX wieku (jak to obrazuje powyższy malunek). Podobno jeśli bardzo uważnie wsłuchać się o poranku, wciąż można usłyszeć ich kazania odbijające się echem w lesie…

Jest to jeden z najstarszych drzewostanów sosny czerwonej w parku. Drzewa zaczęły tu rosnąć po wielkim pożarze, który przeszedł przez ten obszar w latach 1710.

Dzięki tej oryginalnej reklamie zatrzymaliśmy się w fabryce Scamp'ów
Od kilku lat Catherine i ja rozważaliśmy zakup małej przyczepy kempingowej, aby móc podróżować po Kanadzie i Stanach Zjednoczonych „w komforcie”. Przeprowadziliśmy wiele analiz i doszliśmy do wniosku, że choć duże domki kempingowe posiadają wiele zalet i zapewniają niemal domowe warunki, mają też poważne wady: cenę, trudności z holowaniem, parkowaniem, przechowywaniem, ograniczoną dostępność miejsc kempingowych z powodu rozmiaru, konieczność posiadania mocnego (i drogiego) samochodu oraz wiele innych.

Aż trudno uwierzyć, że w tym 4 metrowym domku kempingowym mogą spać 2 (a nawet 4) osoby, jest mała kuchnia, toaleta i wiele innych rzeczy
Dlatego skierowaliśmy uwagę na mniejsze, praktyczne przyczepy. Jedną z nich był 13-stopowy Scamp — bardzo łatwo rozpoznawalny na drodze. Scamps cieszą się znakomitą reputacją, dobrze trzymają wartość, mają rzesze entuzjastycznych właścicieli i zwykle wymagają oczekiwania przy zakupie. Używane egzemplarze często są sprzedawane bardzo szybko. Nie są tanie, ale uznaliśmy, że Scamp mógłby być dobrą inwestycją, gdybyśmy chcieli spędzać większą część roku w podróży — latem w Kanadzie i północnych Stanach Zjednoczonych, a zimą na Południu.


Gdy jechaliśmy z chatki (o ile tak ją można nazywać) z powrotem do Victorii, nagle zauważyłem wysoki słup z zamontowaną na nim przyczepą Scamp — oraz wiele przyczep Scamp wokoło (46°49'28.7"N 94°30'09.5"W / 46.824639, -94.502639). Szybko zawróciliśmy. Była to fabryka Scamp Trailers w Backus — jedyne miejsce na świecie, gdzie przyczepy Scamp są produkowane nieprzerwanie w tej samej lokalizacji od ponad 50 lat.


Spędziliśmy tam ponad godzinę, oglądając różne modele z przedstawicielem firmy jako naszym przewodnikiem. Te przyczepy w kształcie jajka, choć niewielkie, oferują zaskakująco dużo przestrzeni. Niektóre modele mają cztery łóżka zamiast dwóch; inne posiadają łazienkę i prysznic. Można też dodać wiele dodatkowych opcji. Dowiedzieliśmy się bardzo dużo o Scamp'ach — i żałowaliśmy, że nie możemy od razu kupić jednego.


Nawiasem mówiąc, sucha masa takiej przyczepy wynosi około 1500 funtów (680 kg), więc nie ma potrzeby posiadania mocnego samochodu do jej holowania. Biorąc pod uwagę jej rozmiar, jeśli NIE jesteś minimalistą (a my nie jesteśmy), szybko nim zostaniesz! Niemniej jednak jej kompaktowe wymiary pozwalają biwakować w wielu miejscach niedostępnych dla większych kamperów — nawet w niektórych przeznaczonych głównie dla namiotów — oraz podróżować komfortowo praktycznie każdą drogą odpowiednią dla twojego pojazdu.

WYJAZD Z VICTORII I PODRÓŻ POWROTNA DO MISSISSAUGA, ONTARIO

Ostatni mycie samochodu przez Autumn — Naklejki — Menomonie, WI — Antigo, WI — Szukanie miejsca biwakowego — Bay Mills i Resort Casino, MI — Sunrise View RV Park, MI — Chutes Park, ON — Barrie, ON — Przyjazd do domu

Zanim opuściłem Victoria w drodze do Kanady, Autumn nalegała, żeby umyć mój samochód za pomocą węża ogrodowego, wiadra i szczotki. Wykonała to tak doskonale, że następnym razem myłem go dopiero 12 miesięcy później — w sierpniu 2025 roku! 


Podczas pakowania Everett również zafascynował się moim pojazdem. Usiadł na siedzeniu kierowcy, udając, że prowadzi, a później zwinięty w kłębek w środku próbował zasnąć. Na koniec chciał mi napompować koła w samochodzie. 

Autumn dokładnie umyła mój samochód zanim pojechałem do Kanady
Tył mojego samochodu był pokryty naklejkami — głównie z parków — przedstawiającymi kanu, łosie, niedźwiedzie i jeziora. Oba maluchy uwielbiały te naklejki. Gdy zapytałem Autumn, który samochód podoba jej się najbardziej — mój, Cathy czy jej mamy — natychmiast odpowiedziała: „Twój!” Nawet zasugerowałem Catherine, żebyśmy zamienili się samochodami tylko po to, aby sprawić radość Autumn, ale nie była szczególnie chętna, by sfinalizować taką wymianę.

Everett chciałby już prowadzić mój samochód, ale niestety, musi trochę podrosnąć, bo nawet nie dostaje do pedałów hamulca i gazu
Wyjechałem z Victorii do domu w środę, 25 września 2024 roku. Kilka dni wcześniej dokonałem rezerwacji w Chutes Provincial Park (na wszelki wypadek), planując tam nocleg — 27/28 września. Zarezerwowałem również moje ulubione miejsce kempingowe w Six Mile Lake Provincial Park. W końcu prognoza pogody wyglądała świetnie, a ja chciałem przedłużyć wakacje. Skontaktowałem się nawet ze znajomą, Patrizią, i zaprosiłem ją i jej chłopaka do przyjazdu do parku na kilka dni.

A później postanowił sobie uciąć krótką drzemkę na moim siedzeniu
W Menomonie wstąpiłem do Walmart, Aldi i Goodwill. Następny postój zrobiłem w Antigo, gdzie ponownie odwiedziłem Goodwill i znalazłem jeszcze więcej płyt CD z intrygującymi wykładami o Szekspirze i znanych dziełach literatury.

Zanim opuściłem Minnesotę, Everett sprawdził mój samochód i stwierdził, że jest za mało powietrza w oponach, toteż przyniósł pompkę i trochę je dopompował. Nie wiem jednak, czy przypadkiem nie zapomniał sprawdzić oleju?
Później pojechałem na Boot Lake Campground w Chequamegon-Nicolet National Forest i wybrałem miejsce nr 6 (45°16'07.0"N 88°38'42.5"W / 45.268617, -88.645150). Kemping był blisko Bagley Rapids, ale ponieważ zostawałem tylko jedną noc, lokalizacja specjalnie nie miała dla mnie znaczenia — po prostu chciałem poznać nowy teren. Było to przyjemne miejsce, ale byłem zmęczony i szybko poszedłem spać. Poza tym nie czułem się najlepiej.

Następnego dnia wjechałem do Michigan (z Marinette do Menominee) i jechałem wzdłuż brzegów zatoki Green Bay. Było już po 19:00, gdy dotarłem do planowanego celu, pola kempingowego Three Rivers Campground, gdzie wcześniej biwakowałem dwukrotnie, ostatnio w 2023 roku. Ku mojemu zaskoczeniu, każde miejsce było zajęte. A to niespodzianka!

Boot Lake Campground
Udałem się więc do Soldier Lake Campground, ok. 10 minut jazdy— tylko po to, by odkryć, że już zamknięto go na sezon. Przyznaję, że nie sprawdziłem daty zamknięcia, ale normalnie pozostaje otwarty do początku października. Z jakiegoś powodu w tym roku zamknięto go dobrych kilka tygodni wcześniej.

Miejsce biwakowe nr 6 na polu kempingowym Boot Lake Campground
Sprawdziłem GPS i skierowałem się w stronę Bay View Campground na brzegach Whitefish Bay (część Jeziora Górnego). Minąłem nawet biura Hiawatha National Forest, ale nie spostrzegłem tam żywej duszy, wszystkie budynki były ciemne. Niestety, i to pole namiotowe było również zamknięte.

Na drodze 28 zatrzymałem się przy Northwoods Trails Cabins. W końcu pojawił się mężczyzna, ale nie mógł mnie przyjąć (ani mojego namiotu) na noc. Zasugerował, żeby spróbować pobliskiego Brimley State Park. Była już ciemna noc — po 20:00 — ale na szczęście GPS doprowadził mnie tam. Kolejne rozczarowanie: park był zamknięty z powodu prac budowlanych. Wyraźnie miałem pecha. Gdybym to wiedział wcześniej, to niewykluczone, że rozbiłbym się na dziko na Three Rivers Campground—albo może ktoś „przygarnąłby” mnie na swoje pole namiotowe na jedną noc.

Pole namiotowe Boot Lake Campground, moje miejsce nr 6
Jechałem dalej wzdłuż W. Lakeshore Drive przy zatoce Waiska Bay. Minąłem dwa motele — w jednym świecił się neon „Brak wolnych pokoi”. Zatrzymałem się ponownie, wpatrując się w GPS i próbując znaleźć jakikolwiek kemping (mój telefon w USA nie działał). Byłem gotowy już wpaść do motelu lub restauracji, aby zapytać o pomoc (i może pokój), gdy GPS pokazał pobliski kemping dla kamperów i przyczep kempingowych (RV).

Normalnie nigdy nie rozważałbym kempingu takim miejscu. Często są to otwarte pola przy autostradach, wypełnione ogromnymi kamperami. Ale w tym momencie byłem gotów spać gdziekolwiek.

I wtedy — nagle — po prawej stronie drogi pojawiły się oświetlone budynki kasyna. Było to Bay Mills Resort & Casino, z widokiem na zatokę Waiska Bay.

„Cóż,” pomyślałem, „w najgorszym wypadku, mogę jakoś spędzić noc w kompleksie kasyna.”

Ale bezpośrednio po drugiej stronie drogi znajdowało się rozległe pole kempingowe, Sunrise View RV Park, z wieloma wolnymi miejscami. Małe biuro było zamknięte, ale wywieszona informacja wyjaśniała, że RV park jest częścią kompleksu kasyna i opłata musi być wniesiona wewnątrz kasyna.

Moje miejsce namiotowe nr 67 na rozległym i otwartym polu kempingowym Sunrise View RV Park, vis-a-vis kasyna Bay Mills Resort & Casino w Michigan.
Kemping dla kamperów miał 124 miejsc. Każda „sleeve” (jak to opisano) oznaczała indywidualne miejsce z piknikowym stolikiem i paleniskiem, które posiadało wodę, prąd 30 i 50 amperów, telewizję kablową i dostęp do Wi-Fi bez dodatkowych opłat. Pomyślałem: będę spał w takim luksusie — prawie szkoda, że nie przywiozłem telewizora! Jedyną rzecz, którą naprawdę doceniłem, było Wi-Fi (choć sygnał był słaby na moim oddalonym miejscu). Znajdowały się tam również toalety, prysznice, pralnia i monitoring kamerami.

Wybrałem miejsce nr 67 (46°25'26.2"N 84°36'21.1"W / 46.423933, -84.605850) i poszedłem do kasyna. Nawet po 21:00 parking był pełny, a całe miejsce tętniło życiem i ekscytacją. W przeciwieństwie do mnie, wielu ludzi wyraźnie uwielbia hazard. Szczerze mówiąc, było nieco przygnębiające obserwowanie starszych klientów, którzy ledwo mogli chodzić — albo nawet oddychać — a mimo to byli zdeterminowani, by spróbować szczęścia.

Jazda o zachodzie słońca
Podszedłem do recepcjonistki, zapłaciłem około 25 USD, otrzymałem paragon i wróciłem na kemping. Nie miałem ochoty na dalsze zwiedzanie tego przybytku. Rozstawiłem namiot i przez chwilę czytałem, sącząc ostatnią butelkę czerwonego wina (i naprawdę była ona OSTATNIĄ).

Od razu chciałbym zaznaczyć, że nigdy NIE byłem alkoholikiem 😁 i alkohol—w 95% w postaci piwa i wina—spożywałem podczas wakacji, na biwakach i przy ognisku, a później często miesiącami nie piłem (ba, na początku tego stulecia nawet przez ponad 5 lat), bo po prostu nie sprawiało mi to przyjemności. Gdy jednak mówię ludziom, że nie piję, absolutna większość z góry zakłada, iż rzuciłem ten nałóg z powodu nadużywania trunków. Moja decyzja była spowodowana względami zdrowotnymi. I co ciekawe, nawet przeszło mi piwo bezalkoholowe—gdy biwakowaliśmy w parku Restoule w lato 2025 roku, przywiozłem ze sobą kilkanaście puszek takiego piwa. Chociaż posiada ono smak ‘normalnego’ piwa, specjalnie nie byłem nim zachwycony i nigdy więcej go nie kupiłem. I bardzo dobrze—obecnie kupuję bardzo dużo polskiej wody mineralnej, która jest przepyszna.

Park stanowy Itasca State Park--zagajnik kaznodziejów (Preachers' Grove)
Następnego ranka nadal źle się czułem. Postanowiłem od razu jechać do domu, bez dalszych noclegów po drodze. Skontaktowałem się z Patrizią i poinformowałem ją, że niestety wycofuję moje zaproszenie do parku Six Mile Lake Provincial Park, ponieważ ostatecznie tam nie zatrzymam się.

Wyjechałem bardzo wcześnie. Mój jedyny krótki postój w USA był na skrzyżowaniu Highway 75 i 3 Mile Road na szybkie śniadanie oraz ostatnią wizytę w Dollar Tree. Piętnaście minut później przekroczyłem granicę. Jak zawsze, miałem ze sobą listę tego, co przywożę. Ponieważ mogłem wrócić z towarami o wartości do 750 dolarów bez płacenia cła, byłem przynajmniej 50% poniżej tego limitu.

Park stanowy Itasca State Park--zagajnik kaznodziejów (Preachers' Grove)
Jechałem bez zatrzymywania się do Chutes Provincial Park — nie po to, by kempingować, lecz po prostu, aby osobiście skasować moją rezerwację — a następnie kontynuowałem podróż. Całkowita odległość od ostatniego biwaku do domu wynosiła około 750 km. Nie było to aż tak dużo, ale nie lubię takich długich samotnych przejazdów, szczególnie źle się czuję — a wtedy już wiedziałem, że coś ze mną było nie tak. Nota bene, technicznie była to prawie maksymalna odległość, jaką mogłem przejechać moim samochodem na jednym zatankowaniu, zakładając, iż paliłby 6.9 litra na 100 km. Niemniej jednak udało mi się na początku posiadania samochodu uzyskać rekordowy wynik 5.9 litra na 100 km, co pozwoliłoby mi przejechać 880 km na jednym zatankowaniu—przy optymalnych warunkach (tzn. w lato, na autostradzie, bez żadnych korków i postojów po drodze, utrzymując stałą szybkość ok. 100 km/h, najlepiej nie używając klimatyzacji i świateł, bez żadnych pasażerów i bagaży). Natomiast w zimę, gdy niezmiernie rzadko nim jeżdżę i na krótkie trasy, nie muszę tankować przez 2-3 miesiące—jednakże wówczas pali ponad 16 litrów na 100 km.

Park stanowy Itasca State Park--zagajnik kaznodziejów (Preachers' Grove)
Kolejny postój zrobiłem w Barrie, aby rozprostować kości, trochę się przejść i krótko odpocząć. Podczas wcześniejszej wizyty zauważyłem europejski sklep o nazwie Avedis Deli and Café, i tym razem postanowiłem wejść do środka. Był to ukraiński sklep spożywczy oferujący różne produkty z Europy Wschodniej, w tym kiełbasy i wędliny. Kupiłem kilka przekąsek na drogę — ale ich jakość i smak znacznie odbiegały od wyrobów w polskich sklepach w Toronto czy Mississauga. Może dlatego obecnie (luty 2026 r.) sklep już nie istnieje.

Aby uniknąć korków na Highway 401, pojechałem autostradą płatną 407 i szybko dotarłem do domu. Byłem wykończony i od razu poszedłem spać. Następnego dnia oficjalnie odwołałem rezerwację w Six Mile Lake.

PODSUMOWANIE

To była kolejna udana podróż. Jazda do Minnesoty, włącznie z kilkoma dniami spędzonymi na biwaku w Bagley Rapids, była wspaniała. Pobyt w Victorii i w domku letniskowym, liczne wyjazdy do nowych i interesujących miejsc, wizyta w Arboretum, czas spędzony z Munchkins — wszystko przebiegło sprawnie i naprawdę to doceniłem.


Niestety, ostatnie dni zostały przyćmione problemami zdrowotnymi, które okazały się poważniejsze, niż początkowo przypuszczałem. Ale tak jest w życiu — czasami niewiele możemy zrobić i życie trzeba brać takie, jakie jest, ze wszystkimi niespodziankami, jakie nam niesie.

I z pewnością nie mogę się doczekać kolejnych podróży po Ontario, Michigan, Wisconsin i Minnesocie oraz spotkania z Catherine i jej wspaniałą rodziną!


THIS BLOG IS AVAILABLE IN THE ENGLISH LANGUAGE/TEN BLOG JEST DOSTĘPNY W JĘZYKU ANGIELSKIM

WIĘCEJ ZDJĘĆ Z TEJ WYCIECZKI



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz