poniedziałek, 9 lutego 2026

SIX MILE LAKE PROVINCIAL PARK, ONTARIO: BIWAKOWANIE W LATACH 2024 ORAZ 2025




THIS BLOG IS AVAILABLE IN THE ENGLISH  LANGUAGE/TEN BLOG JEST DOSTĘPNY W JĘZYKU ANGIELSKIM


WIĘCEJ ZDJĘĆ


FILM NA YOUTUBE



Park Prowincjonalny Six Mile Lake może nie należy do czołowych parków Ontario i ma pewne wady — m.in. wielu odwiedzających narzeka na hałas dochodzący z autostrady 400. Jednak jego bliskość do Toronto (169 km), a także jeziora, lasy, stawy bobrowe, plaże i malownicze szlaki sprawiają, że jest to wspaniałe miejsce do odwiedzenia.


Droga w parku Six Mile Lake
Moja pierwsza wizyta w tym parku miała miejsce w lipcu 1993 roku, zaledwie miesiąc po tym, jak kupiłem nowiutką Toyotę Corollę. Wówczas wybrałem się z Tadeuszem Paskiem, znanym polskim popularyzatorem jogi i jego synem Krzysztofem i m.in. wypożyczyliśmy motorówkę i spędziliśmy cały dzień, od wschodu do zachodu słońca, na zatoce Georgian Bay, łowiąc ryby (i złapaliśmy sporo). Co ciekawe, na sąsiednim miejscu biwakował z rodziną facet pochodzenia japońskiego. Okazało się, że nazywał się Fujimoto, był profesorem fizyki i że świetnie znał kolegę Krzysztofa ze studiów (który potem został profesorem na uniwersytecie w Toronto)--czy świat nie jest mały? Od tamtej pory odwiedziłem ten park ponad dwadzieścia razy.


Na długi weekend z okazji Dnia Kanady w czerwcu/lipcu 2024 udało mi się zarezerwować piękne, prywatne, przestronne i malownicze miejsce (44°53'53.7"N 79°45'22.7"W / 44.898250, -79.756300) na jeden tydzień.

A w tym miejscu rozbiłem namiot
Po kilku dniach samotnego biwakowania w 2024 roku dołączył do mnie mój kolega Guy [francuska wymowa imienia „Guy” to „gi”]. Chociaż park był pełen turystów podczas tego popularnego weekendu, widzieliśmy tylko kilka zajętych miejsc w pobliżu stawu bobrowego. Poza tym prawie nie odczuwaliśmy obecności tłumów, spędzając czas na długich, ciekawych rozmowach i wspominaniu różnych historii z naszego życia i wspólnych wypraw.

W 2009 roku Guy założył i przez wiele lat prowadził grupę www.meetup.com o nazwie „Toronto Weekend Adventurers”, która szybko rozrosła się do kilku tysięcy członków i organizowała mnóstwo wydarzeń. Choć nie jest już w niej aktywny, wciąż ma ogromną ilość fascynujących historii do opowiedzenia.


**********


Jeśli czytaliście moje wcześniejsze blogi, z pewnością natknęliście się już nieraz na jeden z moich ulubionych motywów: świat jest mały. Zazwyczaj za takimi stwierdzeniami kryje się jakaś historia — a skoro wcześniej wspomniałem o Guy, to wydaje się, że to idealny moment, by opowiedzieć kolejną z nich.


Guy przywiózł ze sobą Bluetti Power Station (baterię) wraz z 4 Solar Panels, 400 W, które szybko naładowały baterię. Do tego posiadał też lodówkę samochodową na 12 V, którą można było ładować albo w samochodzie, albo z baterii Bluetti. Oczywiście lodówka była "Made in China" i posiadała przyklejoną taką oto notatkę, napisaną "pięknym" językiem angielskim:

Jedzenie jeśli potrzebuje zamrożony efekt, musi być przechowywanie w tym produkcie co najmniej 20 godzin. Włóż jedzenie do lodówki na 12 godzin potem przenieś do tego produktu, użycie będzie lepszy efekt.

Ojciec Guy był belgijskim urzędnikiem państwowym i w latach 50. oraz 60. XX wieku pracował w Kongu Belgijskim. Choć sam Guy urodził się w Belgii (a połowa jego rodzeństwa w Kongu), kilka ważnych, formujących lat dzieciństwa spędził właśnie w Kongu. Kraj ten uzyskał niepodległość 30 czerwca 1960 roku, a jego pierwszym szefem rządu został Patrice Lumumba.


Ten blok po lewej stronie to ul. Syreny 44-nawet można zobaczyć mój balkon na szóstym piętrze. Podobne bloki za nim mieściły się na ulicy Lumumby (obecnie Płocka). Źródło: Polska Kronika Filmowa 1945 - 1990 Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych WFiD Warszawa 
W tym miejscu pozwolę sobie na krótką osobistą dygresję. W latach 1963–1969 mieszkałem jako mały szkrab na ulicy Syreny w Warszawie. Niedaleko naszego domu znajdowała się ulica nosząca imię Patrice’a Lumumby. W efekcie znałem to nazwisko od bardzo wczesnych lat, na długo zanim miałem jakiekolwiek pojęcie, kim był ten człowiek i dlaczego zapisał się w historii. Dopiero później, z czystej ciekawości, zacząłem zgłębiać jego losy. Niejednokrotnie w dorosłym życiu udawało mi się zresztą zrobić wrażenie na rozmówcach, poprawnie wymawiając jego imię i nazwisko oraz mimochodem wyjaśniając, kim był i dlaczego odegrał tak istotną rolę. Sama ulica Lumumby istniała pod tą nazwą w latach 1961–1993; po upadku komunizmu przywrócono jej historyczną nazwę — ulicę Płocką.

Wracając jednak do Konga. Zaledwie tydzień po ogłoszeniu niepodległości wybuchła brutalna rebelia, a w wielu regionach Europejczycy stali się bezpośrednim celem ataków. W ciągu kilku tygodni belgijskie wojsko — a następnie siły interwencyjne ONZ — rozpoczęły ewakuację zdecydowanej większości spośród ponad 80 tysięcy Belgów mieszkających i pracujących wówczas w kraju. Wśród ewakuowanych znalazła się także rodzina Guy, która ostatecznie bezpiecznie dotarła do Belgii, gdzie została powitana przez Elżbietę Bawarską (Elisabeth Gabriele Valérie Marie), królową wdowę.

Po zakończeniu swojej misji w Kongu ojciec Guy kontynuował karierę dyplomatyczną jako belgijski urzędnik konsularny — najpierw w Nowym Jorku, a później w Toronto (przez jakiś czas pełniąc obowiązki konsula), gdzie oczywiście mieszkał wraz z rodziną, a Guy, jako młody chłopak, często unikał różnego rodzaju tarapatów, legitymując się dyplomatycznym paszportem—tak, był „nietykalny”! Po zakończeniu kariery dyplomatycznej jego ojciec z żoną pozostał w Kanadzie—jak też jego sześcioro dzieci zamieszkało w Kanadzie i w USA.

Przed budynkiem na ulicy 8 King Street East w Toronto, wraz z moją koleżanką z pracy. To zdjęcie było zrobione dnia 3 sierpnia 1985 roku!
Choć poznałem Guy i jego ojca dopiero w 2007 roku, jest bardzo możliwe, że nasze drogi krzyżowały się wielokrotnie już wcześniej. Belgijski Konsulat w Toronto mieścił się bowiem na 19. piętrze Royal Bank Building przy ulicy 8 King Street East — budynku znajdującego się na jednym z najbardziej prestiżowych skrzyżowań ulic w mieście, Yonge & King, który w chwili ukończenia w 1915 roku był najwyższym obiektem w całym Imperium Brytyjskim.


Nota bene, niemal vis-à-vis owego biurowca znajdował się słynny King Edward Hotel, w którym w maju 1969 roku John Lennon i Yoko Ono zatrzymali się w tym samym Apartamencie Królewskim (Royal Suite), w którym Beatlesi mieszkali w 1964 roku. Podczas tej wizyty organizowali konferencje prasowe promujące swoją akcję „bed-in for peace” oraz spotykali się z fanami i mediami zaledwie kilka dni przed swoim słynnym montrealskim „bed-inem”.

King Edward Hotel w Toronto. Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:King_Edward_Hotel_2025.jpg
Również podczas pobytu w Toronto w 1988 roku, z okazji szczytu „Siódemki” (G7 Summit), premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher zatrzymała się w King Edward Hotel. Tego dnia po raz pierwszy spóźniłem się do pracy, czekając przed nim pół godziny, zanim się pojawiła i pomachała w naszą stronę.

Budynek na ulicy 8 King Street East w Toronto-the Royal Bank Building. Żródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Royal_Bank_Building_Toronto_1.jpg
Co ciekawe, pod koniec 1982 roku podjąłem swoją pierwszą pracę w Kanadzie właśnie w tym wieżowcu, również na 19. piętrze, w niewielkiej, acz prężnej i renomowanej firmie maklerskiej & inwestycyjnej (ta praca miała ogromny wpływ na moje przyszłe życie w Kanadzie, ale to już oddzielna historia). Od czasu do czasu mijałem pracowników belgijskiego konsulatu — najprawdopodobniej także ojca Guy — nie mając najmniejszego pojęcia, że nasze życiowe ścieżki kiedyś naprawdę się przetną.

**********


We wrześniu 2025 roku ponownie zaprosiłem do parku Guy, wraz z dwojgiem innych znajomych, lecz prognozy zapowiadały kilka dni deszczu, toteż nikt nie przyjechał. Postanowiłem jednak pojechać sam. Wyruszyłem z domu rano — deszcz miał spaść później. Po drodze zatrzymałem się w Tim Hortons w King City

W budynku zauważyłem wielki napis: "Pumpkin is Here" (Pumpkin Jest Tutaj)-reklama Starbucks promująca Pumpkin Cream Cold Brew i Pumpkin Spice Latte. Natychmiast zrobiłem zdjęcie i wysłałem je do Catherine z następującą wiadomością: "Piszą, że jesteś tutaj, ale nie mogę Cię znaleźć!" Dla wyjaśnienia: Catherine bardzo często nazywam "Pumpkin"! Zatrzymałem się raz jeszcze w Tim Hortons w Port Severn i dotarłem do parku przed południem we wtorek, 23 września 2025. Było pochmurno, gorąco i wilgotno; zaczęło padać dopiero późnym wieczorem. Udało mi się biwakować na tym samym miejscu, na którym byłem w 2024 roku z Guy. Dzięki rozwieszonej nad parkowym stołem plandece mogłem wygodnie siedzieć na zewnątrz podczas deszczu. Zresztą padało jedynie przez noc i wczesny ranek.

We wrześniu 2025 roku postawiłem namiot w tym samym miejscu
Delikatny dźwięk deszczu uderzającego o namiot był tak kojący, że po przebudzeniu około 8 rano ponownie zasnąłem i wstałem dopiero o 11, gdy deszcz ustał. Od piątku do poniedziałku pogoda była słoneczna i sucha, więc gratulowałem sobie decyzji, że nie odwołałem wyjazdu.

Widok z miejsca namiotowego był przecudowny!
Przez pierwsze cztery noce wydawało się, że jestem jedynym biwakującym w okolicy — mogłem cieszyć się kompletną ciszą i spokojem! W weekend park się zapełnił, lecz w niedzielny wieczór powtórnie zrobiło się cicho, a większość miejsc kempingowych opustoszała.

Bobry były wszechobecne!
Podczas obu pobytów rozbiłem namiot w tym samym miejscu, co w ubiegłym roku — około 2 metry od stawu bobrowego i 7 metrów od bobrowego żeremia. Moim zdaniem, to było jedno z najpiękniejszych miejsc w całym parku. Spędzałem godziny, obserwując bobry, które były szczególnie aktywne podczas mojej wrześniowej wizyty. Prawie o każdej porze można było zobaczyć jednego lub więcej — pływających, ciągnących gałęzie, jedzących, myjących się lub niezdarnie człapiących po lądzie w pobliżu mojego obozowiska. Czasem widziałem aż cztery jednocześnie!
Niedokończona robota bobrów! Nasze i te tak bardzo pracowite zwierzątka czasami zaniechują dalszej pracy
Nie były zbyt oswojone, ale tak długo jak się zbytnio nie poruszałem lub robiłem im zdjęcia, nie zwracały na mnie uwagi. Obserwowanie ich było naprawdę dużą przyjemnością. W nocy, zasypiając, słyszałem głośne uderzenia ich płaskich ogonów o lustro wody.

Staw bobrowy oraz po prawej stronie mocna tama bobrowa, bez której stałby się one jedynie trzęsawiskiem
We wcześniejszych latach często widywałem przy stawie bobrowym czaple modre, lecz podczas tych wyjazdów nie zauważyłem ani jednej. Strażnik parku powiedział mi później, że nadal je tam widywano, więc być może to tylko chwilowa nieobecność. Większość z nich migruje na południe w połowie września, więc prawdopodobnie po prostu je przegapiłem.

Wiewióreczki ziemne, "chipmunks", non-stop goniły się na moim miejscu i zbierały żołędzie
Jedynymi innymi zwierzętami, które regularnie widywałem, były wiewiórki pręgowane (chipmunks), biegające tam i z powrotem, zbierające żołędzie. Były bardzo terytorialne i często goniły się nawzajem. Ku mojemu zaskoczeniu, nie były zbyt przyjazne i nigdy nie próbowały się do mnie zbliżyć — w przeciwieństwie do wielu innych parków, gdzie te gryzonie szybko kojarzą ludzi z jedzeniem i nie można się od nich opędzić.

Widok z mojego miejsca biwakowego
Czarne niedźwiedzie są tu rzadkością, a pracownicy parku potwierdzili, że od miesięcy nie było żadnych zgłoszonych obserwacji. Szopy pracze, choć często aktywne nocą, nie pojawiły się podczas żadnej z moich wizyt. Chociaż grzechotniki (Eastern Massasauga Rattlesnake), jedyne jadowite węże w Ontario, można spotkać w okolicach parku (co mi się zdarzyło w 2022 roku), z powodu dziesiątek turystów odwiedzających corocznie to miejsce, nie spotyka się ich tutaj.

Widok mojego namiotu z miejsca biwakowego znajdującego się po przeciwnej stronie stawu bobrowego
Podczas biwakowania z Guy codziennie rozpalaliśmy ognisko i siedzieliśmy przy nim do późna w nocy. Przywiózł nowy generator Bluetti Power Station wraz z czterema panelami słonecznymi, które ładował w słoneczne dni. W 2025 roku sam zabrałem mniejszy model Bluetti Power Station — wystarczający na moje skromne potrzeby. Ponieważ pogoda była pochmurna, nie zabrałem panelu słonecznego i zamiast tego ładowałem urządzenie w budynku sanitarnym parku. W trybie „turbo charge” naładowanie go prawie do pełna zajmowało mniej niż godzinę, podczas gdy ja siedziałem w samochodzie z książką lub brałem orzeźwiający prysznic w nowej „comfort station”.

Nie śmiejcie się, lecz te składniki stanowiły moje codzienne śniadania!
W 2025 roku nie rozpalałem ognisk — nie przepadam za siedzeniem przy ognisku w samotności. W ogóle nie lubię podróżować samotnie i w pewnym sensie podziwiam tych, którzy potrafią sami, bez żadnego towarzystwa, objechać cały świat i nie mają z tym problemu. Na śniadanie jadłem płatki błonnikowe oraz sześć cytryn i dwie pomarańcze, z których rano wyciskałem dużą szklankę świeżego, zdrowego soku. Pojechałem też raz do Tim Hortons w Port Severn (44°53'53.7"N 79°45'22.7"W / 44.898250, -79.756306) na kawę i muffinkę.

Sanktuarium Męczenników Kanadyjskich w Midland
W sobotę, 27 września 2025 roku, udałem się do Sanktuarium Męczenników Kanadyjskich w Midland (44°44'11.8"N 79°50'32.2"W / 44.736611, -79.842278), aby uczestniczyć w wieczornej Mszy uzdrowienia, odprawianej przez Ks. Johna O’Briena SJ, którego poznałem po raz pierwszy 7 sierpnia 2022 roku w Midland (dokładnie 3 ½ roku temu, jak piszę te słowa). Również prowadzi on rekolekcję w Jezuickim Ośrodku Rekolekcyjnym „Manresa” w Pickering w Ontario, na które corocznie uczęszczam od 1994 roku, jednakże nigdy nie miałem okazji go tam spotkać. Po Mszy zatrzymałem się w Walmart, aby kupić świeżą sałatę — po kilku dniach bez warzyw mój organizm się ich domagał, bo w domu świeże warzywa i sałaty są moim podstawowym, a niekiedy i głównym pożywieniem.

Moje ulubione miejsce koło namiotu--często tutaj siedziałem i czytałem książki, obserwowałem bobry i rozmawiałem przez Internet
Zaledwie kilka metrów od stawu bobrowego, obok namiotu, znalazłem formację skalną przypominającą trochę „fotel”, na której mogłem w miarę wygodnie siedzieć. Ustawiłem telefon na statywie i rozmawiałem przez aplikację konwersacji z ludźmi z całego świata. Ponieważ w tle było widać staw, drzewa i żeremie bobrowe, niektórzy rozmówcy początkowo sądzili, że używam wirtualnego tła — dopóki nie zobaczyli prawdziwego bobra przepływającego w kadrze. Wówczas byli oszołomieni i zachwyceni kanadyjską przyrodą!

Oprócz Chromebook’a przywiozłem też kilka książek, choć niewiele czasu spędzałem na czytaniu — wolałem chłonąć otaczającą mnie naturę. Udało mi się jednak skończyć fascynującą autobiografię autorstwa Gregory’ego Howarda Williamsa Life on the Color Line: The True Story of a White Boy Who Discovered He Was Black (Życie na granicy koloru skóry: Prawdziwa historia białego chłopca, który odkrył, że jest czarny). Williams dorastał w latach 50. XX wieku w stanie Wirginia, wierząc, że jest biały — jego ciemnoskóry ojciec podawał się za Amerykanina pochodzenia włoskiego — lecz po przeprowadzce do miasteczka Muncie w Indianie poznał prawdę o swoim pochodzeniu i wraz ze swoim bratem zaczął żyć jako osoba czarnoskóra. Mimo ubóstwa i ogromnych trudności, zdobył kilka dyplomów uniwersyteckich i ostatecznie został rektorem Uniwersytetu w Cincinnati, a później City College of New York.

Gregory Howard Williams
Autor był brutalnie szczery, opisując swoje życie. Kiedy wraz z ojcem przeniósł się do Indiany i zaczął żyć jako czarnoskóry, jego matka zostawiła jego, brata i ojca, wyprowadzając się do innego stanu. Pewnego dnia ojciec powiedział mu, że widział jego matkę, która mieszkała w Waszyngtonie „z tym czarnym draniem, z którym uciekła”, i że „pytała, jak sobie radzicie, chłopcy”. Gdy młodszy brat autora zapytał ojca, co jej odpowiedział, ten odparł: „Powiedziałem jej, że jesteście w Muncie i uczycie się, jak być czarnuchami!” (I told her you were in Muncie, learning how to be niggers!)

Po przeczytaniu książki chciałem napisać do niego krótki list z podziękowaniem, lecz dowiedziałem się, że zmarł zaledwie miesiąc wcześniej — 12 sierpnia 2025 roku, w wieku 81 lat.


Porannej gimnastyce zawsze towarzyszyło mi słuchanie książek audiobooks
Kilka razy zatrzymywałem się w sklepie parkowym na kawę ($2,15 CAD za filiżankę) i z przyjemnością rozmawiałem z bardzo sympatycznym strażnikiem, który opowiadał mi o parku i swojej pracy.

Jedno z lepszych miejsc biwakowych w parku, na którym wielokrotnie biwakowałem z Catherine, Guy, Krzysztofem, Patrizią i Zoranem
Park opuściłem rankiem 29 września 2025 roku, zatrzymując się tylko w Tim Hortons w Port Severn. Ruch na autostradzie nr 400 był niewielki, ale zbliżając się do Toronto, postanowiłem ułatwić sobie życie, wybierając płatną autostradę nr 407, by uniknąć ewentualnych korków na autostradzie nr 401.
I jeszcze jedno zdjęcie, przedstawiające widok rozciągający się z mojego miejsca biwakowego!
Oba wyjazdy okazały się niezmiernie przyjemne i relaksujące. I choć uwielbiam biwakować w bardziej odległych miejscach, z przyjemnością powrócę do Parku Prowincjonalnego Six Mile Lake, aby w nim spędzić nawet kilka dni pod namiotem!



niedziela, 1 lutego 2026

PARK FRENCH RIVER PROVINCIAL PARK, ONTARIO: BIWAKOWANIE, PŁYWANIE NA KANU, WĘDKOWANIE I ZBIERANIE JAGÓD, 16–29 LIPCA 2024 ROKU





WIDEO Z TEJ WYCIECZKI JEST UMIESZCZONE NA DOLE BLOGU LUB MOŻNA GO ZOBACZYĆ TUTAJ





WSTĘP: I ZNOWU RZEKA FRENCH RIVER — LATO JAGÓD, SŁOŃCA, UPAŁÓW, DESZCZU I WSPOMNIEŃ

Od dziesięcioleci rzeka French River stanowi magiczne miejsce dla wodniaków, wędkarzy i miłośników przyrody. Znana ze swoich dziewiczych wód, skalistych wysp i historycznego znaczenia jako szlak handlu futrami, jest inspiracją dla wielu ludzi, włącznie ze mną. Lipiec 2024 roku dał kolejną okazję do ponownego kontaktu z tą ikoniczną drogą wodną, która rzadko przypomina rzekę, biorąc pod uwagę jej liczne zatoczki, odnogi, przesmyki, przylądki, rozlewiska, zwężenia, wysepki i skały. Tym razem wybrałem się z Krzysztofem na moim kanu, z nadzieją na wypoczynek i złapanie wystarczającej liczby ryb na codzienne posiłki.

Mapa obszaru, na którym biwakowaliśmy. Nasze miejsce biwakowe jest zaznaczone na czerwono
Wyruszyliśmy z Mississauga, pokonując liczne zalane po burzy ulice i objazdy na autostradach oraz niespodziewane ulewne deszcze, aby ponownie odkryć, że French River nagradza cierpliwość i ciekawość. Od ukrytych półwyspów i cichych zatoczek po spotkania z innymi turystami, bzyczącymi muchami i kilkoma tajemniczymi odgłosami z bystrzy, rzeka przypominała nam, dlaczego od wieków zachwyca podróżników. Po drodze odkryliśmy też, że świat jest naprawdę mały, a ścieżki krzyżują się w najbardziej nieoczekiwany sposób — czasem przez bloga, czasem przez wspomnienia z biwakowania sprzed ponad 10 lat.

Mapa obszaru, na którym biwakowaliśmy. Nasze miejsce biwakowe jest zaznaczone na czerwono

Czy to odwiedzając stare miejsca, takie jak wyspa Boomerang Island, zwana też Wyspą Bananową (Banana Island) z powodu jej bumerangowego lub bananowego kształtu, spotykając przyjaznego i niezwykłego Alexa Strachana w Lodge at Pine Cove, czy po prostu gubiąc się w jagodowych krzakach, ta wyprawa łączyła radości dzikiej przyrody, nostalgię i delikatne niespodzianki, które tylko rzeka taka jak French River może zaoferować.

Mapa satelitarna naszego miejsca

WYJAZD Z BARDZO DESZCZOWEGO MIASTA MISSISSAUGA, DWA DNI NA BIWAKU W PARKU GRUNDY LAKE PROVINCIAL PARK I POTĘŻNA ULEWA

Toronto opuszczaliśmy 16 lipca 2024, tuż po ogromnej burzy (spadło 120 mm w zaledwie kilka godzin), która spowodowała powodzie w całym GTA (Greater Toronto Area—miasto Toronto wraz z czterema przylegającymi regionami, z łączną populacją ok. 7 miliona ludzi). Podróż z Mississauga do King City zajęła nam prawie 2 godziny, ponieważ autostrada nr 410 była zamknięta, a nr 401 przypominała parking. Po ponad 5 godzinach i 316 km dotarliśmy do Grundy Lake Provincial Park, gdzie spędziliśmy 2 noce na miejscu #118 (45°55'44.8"N 80°33'02.3"W / 45.929111, -80.550639), czekając na poprawę pogody — i była to świetna decyzja, ponieważ następnego dnia doświadczyliśmy ekstremalnie intensywnych opadów.

Przed restauracją Hungry Bear
Podczas pobytu w parku odwiedziliśmy restaurację Hungry Bear, sklep Trading Post, French River Visitors’ Center oraz miasteczko Noëlville. Podczas powrotu do parku autostradą nr 400, trafiliśmy na falę tak ulewnego deszczu, że widoczność spadła do kilku metrów. Nie miałem innego wyboru, jak tylko zjechać na pobocze i przeczekać ulewę. Kiedy wróciliśmy do parku, wszędzie były ogromne kałuże — ale nasze namioty Eureka El Capitan 3 ponownie zdały egzamin i nie przeciekały.

Grundy Lake Provincial Park, Ontario-nasze miejsce biwakowe nr 118

Samo miejsce namiotowe było całkiem przyjemne. Naprzeciwko niego znajdował się punkt do wodowania kajaków i kanu—znajdował się na nim piękny drewniany kajak. Jego właściciel przebywał na sąsiednim polu namiotowym i spędziliśmy trochę czasu, rozmawiając o kajakach i kajakarstwie. Okazało się, że on również pochodzi z Mississauga, więc byliśmy praktycznie sąsiadami!

Grundy Lake Provincial Park, Ontario-droga vis-a-vis naszego miejsca nr 118 po oberwaniu chmury

KRZYŻOWANIE ŚCIEŻEK Z ‘CAMPER CHRISTINA’ (OBOZOWICZKĄ CHRISTINĄ)

Często powtarzam, że świat jest mały. Może to brzmieć jak banał, ale to prawda! W lutym 2025 udałem się na coroczny pokaz Outdoor Adventure Show w Mississauga, gdzie spotkałem Camper Christina, twórczynię popularnego kanału na YouTube, a także jej bloga, który śledziłem od około 2 lat.

Ona odbyła liczne wyprawy na kanu, biwakując na różnorakich dzikich terenach, wiele razy samotnie i nawet w zimę (nocując w namiocie ogrzewanym piecem na drewno) i publikuje bardzo szczegółowe filmy dokumentujące swoje wyprawy. Podczas oglądania jej filmów lub czytania bloga, często zauważałem znajome miejsca, gdzie sam pływałem i obozowałem w przeszłości — czasem nawet rozpoznając konkretne miejsca biwakowe, na których nocowałem!

Miejsce biwakowe nr 118 w Grundy Lake Provincial Park, Ontario
Ostatnio, czytając jej bloga, zdałem sobie sprawę, że nasze ścieżki przecięły się ponownie: w 2015 roku obozowała właśnie na tym tym samym miejscu namiotowym (#118) w Grundy Lake Provincial Park, co my obecnie, a wspomniała o tym tutaj.


PUNKT ZAOPATRZENIOWY ‘GRUNDY LAKE SUPPLY POST’ I OŚRODEK WYPOCZYNKOWY ‘LODGE AT PINE COVE’ NA ZATOCE WOLSELEY BAY

16 lipca 2024 spakowaliśmy się i pojechaliśmy do Grundy Lake Supply Post (45°54'45.2"N 80°33'34.2"W / 45.912556, -80.559500), aby zatankować. Poprzednio znajdował się na skrzyżowaniu dróg nr 69 i 522, a w 2010 roku wraz z Catherine kupiliśmy tam nasze kanu. Ze względu na budowę nowej autostrady nr 400 (która, według właściciela, „ma przechodzić przez moją kuchnię”), Grundy Supply Post przeniósł się o kilometr na wschód, tuż naprzeciwko wejścia do Grundy Lake Provincial Park. Akurat właściciel obsługiwał stację benzynową; rozpoznał mnie i nawet pamiętał, że sprzedał nam kanu 14 lat temu, które zresztą znajdowało się na dachu samochodu.

Ośrodek Lodge at Pine Cover, miejsce, z którego wyruszyliśmy. Nasze kanu i cały ekwipunek musieliśmy znosić (i wnosić) po tych schodach
Po załatwieniu naszych zezwoleń na biwak we French River Visitor Center, odwiedziliśmy ponownie Noëlville, a następnie pojechaliśmy do ośrodka The Lodge at Pine Cove na zatoce Wolseley Bay (46°05'39.3"N 80°13'45.2"W / 46.094250, -80.229222). Bardzo przyjemna, zaciszna i prywatna okolica, aczkolwiek nie mieliśmy bezpośredniego dostępu do wody — musieliśmy użyć schodów, aby przenieść na brzeg kanu i sprzęt. Parking również znajdował się kilkaset metrów od miejsca wodowania. Po nieco ponad godzinie byliśmy w końcu na wodzie, rozpoczynając naszą wycieczkę.


ZMIANY W PARKU FRENCH RIVER PROVINCIAL PARK W CIĄGU OSTATNICH 30 LAT I POSZUKIWANIE MIEJSCA NA BIWAK

Podczas mojej pierwszej podróży na rzekę French River w sierpniu 1995 było to park, ale nie posiadał oficjalnych pól namiotowych — biwakowanie było bezpłatne w jakimkolwiek miejscu. Kilka lat później wprowadzono system opłat wraz z wyznaczonymi i ponumerowanymi miejscami namiotowymi, które w 2024 roku kosztowały około $10 za osobę dziennie (istniały również zniżki dla dzieci, starszych i niepełnosprawnych). Niemniej jednak nadal można było wybrać dowolne miejsce (jeżeli było wolne) na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”. Podobał mi się ten system — nie musieliśmy przejmować się rezerwacjami ani przenosić się z miejsca na miejsce według odgórnego harmonogramu, co nieraz było trudne lub nawet niemożliwe—na przykład w przypadku ulewnych deszczy lub silnych wiatrów i fal. Dwa razy ( w roku 1995 oraz 2009) dopłynęliśmy na kanu na wyspę Bustard Island (znajdującej się w parku French River Provincial Park), położonej na zatoce Georgian Bay, do której trzeba było dotrzeć przez otwarte wody. Jeżeli byłoby wietrznie, dopłynięcie, szczególnie na kanu, stałoby się niezmiernie niebezpieczne, a zazwyczaj po prostu niemożliwe. Sami mieliśmy w 1995 roku problemy z powrotem z wyspy z powodu fal. Zresztą pływając z Catherine często nie byliśmy w stanie przez nawet 5 dni opuścić naszych miejsc biwakowych z powodu pogody—m. in. na wyspach West Fox Island, Franklin Island i Wreck Island.

Cóż, trzeba się wszystkim cieszyć, dopóki trwa! 2024 był ostatnim rokiem, w którym nie wymagano rezerwacji. Od 2025 roku wodniacy będą musieli zarezerwować konkretne numerowane pole namiotowe na określony czas.

Oczywiście chcieliśmy biwakować na wyspie „Boomerang”, znanej także jako wyspa „Banana Island”, na naszym ulubionym biwaku, który opisywałem w blogach w 2011 i 2013. Nawiasem mówiąc, kilka lat temu władze parku lub rządowi biurokraci zdecydowali się pozmieniać numerację wszystkich miejsc biwakowych w parku — więc podaję najpierw stary numer, a następnie nowy w nawiasie.

Wiosłując do naszego miejsca, minęliśmy następny ośrodek
Do wyspy dotarliśmy w około 30 minut i intensywnie wypatrywaliśmy, czy są na niej już namioty, czy nie — niestety biwak okazał się zajęty! Kontynuowaliśmy do miejsca #322 (#334) (46°04'58.9"N 80°11'49.2"W / 46.083030, -80.196990) na pobliskiej wyspie. Było wolne, choć pagórkowate. Zdawaliśmy sobie sprawę, że będziemy musieli wnieść cały nasz sprzęt na wzgórze, aby rozstawić namioty. Palenisko było pełne metalowych puszek — przynajmniej tym razem nie było rozbitego szkła! Podczas gdy ja byłem gotów na nim zostać, Krzysztof chciał zobaczyć pozostałe miejsca.
Byliśmy otoczenie przepięknymi widokami

Następnie dotarliśmy do miejsca #323 (#335) (46°04'56.6"N 80°12'04.9"W / 46.082380, -80.201370), ale nawet bez wychodzenia z kanu nie wyglądało atrakcyjnie. Potem ruszyliśmy w kierunku grupy dwóch miejsc niedaleko bystrzyn Five Finger Rapids. Minęliśmy wyspę z miejscem #316 (#328) (46°05'18.6"N 80°10'25.1"W / 46.088500, -80.173639) — niezłe, jednakże kontynuowaliśmy poszukiwania.


ŚWIAT JEST MAŁY: EMAIL OD LINDSAY

Chciałbym teraz podzielić się ciekawą historią, która ponownie potwierdza, że świat jest naprawdę mały. 1 maja 2024, niecałe 3 miesiące przed naszą wyprawą, otrzymałem email od Lindsay, która natknęła się na mój blog, próbując ustalić, gdzie biwakowała w przeszłości. Co roku odwiedzała miejsca biwakowe #313 i #314 ze swoim ojcem, który, niestety, nagle zmarł w 2020 roku.

Powiedziała, że wtedy nie przykładała dużej wagi do współrzędnych GPS, ale o ironio, została geologiem i teraz uwielbia współrzędne 😂! Poprosiła, czy mogę jej pomóc zlokalizować dokładne te miejsca, mając nadzieję kiedyś tam wrócić na cześć ojca.

Oczywiście wysłałem jej email z dokładnymi współrzędnymi pól namiotowych i nawet dołączyłem zeskanowaną mapę French River Provincial Park.

Miejsce biwakowe nr 314 (323). Z daleka widać nasze miejsce nr 313 (322)
Szybki przeskok do naszej wyprawy: zbliżaliśmy się właśnie do miejsc #314 (#323) i #313 (#322) — tak, dokładnie tych, na których Lindsay biwakowała z ojcem! Oba znajdowały się nad małą zatoczką i były wolne. Nie chcąc dalej wiosłować, Krzysztof wybrał drugie z nich, #313 (#322) (46°05'32.7"N 80°10'10.0"W / 46.092417, -80.169444). Okazało się to doskonałym posunięciem!

Kiedy Lindsay kontaktowała się ze mną w maju 2024, nie miałem pojęcia, gdzie pojedziemy na wakacje. Wyprawa do okolic zatoki Wolseley Bay było tylko jedną z około siedmiu możliwych opcji, a w tamtym czasie myślałem, że może wybierzemy się na biwak samochodowy (tzn. miejsce biwakowe w parku, na które wjeżdża się samochodem, a NIE dopływa na kanu), ponieważ Krzysztof nie był bardzo chętny, aby wiosłować zbyt daleko do biwaku. Jak się okazało, nie tylko przybyliśmy na rzekę French River, ale w okolicę zatoki Wolseley Bay i do tego wybraliśmy dokładnie to miejsce, o które pytała się Lindsay i na którym biwakowała z ojcem!

ROZBIJANIE NAMIOTÓW NA MIEJSCU NUMER 313 (322), OBŻERANIE SIĘ CZARNYMI JAGODAMI ORAZ... UKRYWAJĄCE SIĘ SŁONIE?

Chociaż znaleźliśmy kilka płaskich miejsc na namioty tu i tam, m.in. na na nagim, skalistym wzgórzu (pokrytym mniejszymi kamieniami, bez wątpienia używanymi przez wcześniejszych obozowiczów do mocowania lin namiotowych, ponieważ niemożliwe było wbicie śledzi w twardą skałę), rozstawiliśmy nasze namioty blisko wody na lekko nachylonym skalistym terenie. Mój namiot stał obok nieużywanego ogniska — główne palenisko znajdowało się bliżej brzegu.

Miejsce numer 313 (322). Namioty ustawiliśmy dość blisko wody

Kilka dni później Krzysztof zauważył, że woda spływa po skale i dostaje się pod jego namiot, więc przeprowadził” się około 25 metrów w lewo. Na nowym miejscu miał przepiękny widok na malowniczą zatokę z skalistym brzegiem — tak, znajdowaliśmy się na małym półwyspie. Kiedy poszedłem w kierunku północnym ponad 100 metrów, mogłem spoglądać na zatoczkę i wyspę Hall Island, która była prywatna, stało na niej kilka budynków.

Pozostałości szopy na naszym miejscu biwakowym

W pobliżu mojego namiotu znajdowały się pozostałości starej konstrukcji, być może szopy lub schronienia. Niestety, mimo dokładnych poszukiwań, na naszym biwaku nie było toalety polowej (thunder-box). Później udało mi się przejść przez gęsty las do tej należącej do sąsiedniego pola namiotowego, #314 (#323) (46°05'29.7"N 80°10'11.9"W / 46.091583, -80.169972). Być może była przeznaczona do wspólnego użytkowania — ale nie wyobrażam sobie poruszania się tam po ciemku, jak też nie było żadnych oznaczeń wskazujących jej położenie.

Okazało się, że właśnie trafiliśmy na szczyt sezonu na czarne jagody, a ich krzewinki tworzyły rozległe płacy i praktycznie były wszędzie. Często klęczałem 5 minut w jednym miejscu, zbierając jagody, zanim musiałem się przenieść. Prawie nie jadłem śniadania, które ze sobą przywiozłem — prawdopodobnie spożywałem do 2 litrów jagód dziennie! Na szczęście nie mieliśmy konkurencji ze strony czarnych niedźwiedzi; powiedziano nam, że w tym roku nie pojawiały się, prawdopodobnie dlatego, że jagód było pod dostatkiem dla nas i dla nich.

Jagód było zatrzęsienie!
Również przypomniał mi się dowcip, który słyszałem od kolegi z ogólniaka właśnie na temat jagód.
Dlaczego słonie mają oczy jak jagody?

— Żeby mogły się ukrywać w krzakach jagód.
— ???
Czy kiedykolwiek widziałeś słonia w krzakach jagód?
— Nie? No właśnie — widzisz, jak dobrze się ukrywał? 😄

Rzeczywiście, ani razu nie widziałem słonia—musiał się z pewnością maskować w krzakach jagód!

Jedynymi zwierzętami, które napotkaliśmy, były wiewiórki, pręgowce amerykańskie/tamias (chipmunks), myszy, mewy, żółwie, ogromne kruki i ptaki drapieżne. Czasami słyszałem dzięcioła, ale go nie widziałem. Jestem prawie pewien, że żadne inne zwierzątka nie odwiedzały nas w nocy. Raz na moim namiocie usiadł Whitespotted Sawyer, chrząszcz drążący drewno. Spędziłem też czas obserwując pająki, co okazało się zaskakująco interesujące.

BARDZO MIERNE WYNIKI WĘDKOWANIA I UMIARKOWANA AKTYWNOŚĆ LATAJĄCYCH MUCH I KOMARÓW

Nie mogliśmy się doczekać, aby w końcu złapać i zjeść trochę ryb. Drugiego dnia złowiłem szczupaka, którego szybko upiekliśmy na ognisku — ale to była jedyna ryba, którą złapaliśmy (poza dwoma małymi szczupakami, które wypuściliśmy). Często siedzieliśmy na brzegu, obserwując wędkarzy w motorówkach, wyposażonych w sprzęt najwyższej klasy i echosondy — oni też nic nie łowili. Niestety, w tym roku byliśmy w bardzo dobrym towarzystwie! Miejscowi mieszkańcy i turyści potwierdzili, że wędkowanie pogorszyło się na French River, rzekomo z powodu przełowienia.

Czy wędkowaliśmy z kanu, czy z brzegu, wyniki były takie same: nic nie złapaliśmy!

W zeszłym roku (2023) spędziliśmy 16 dni biwakując i pływając na kanu na French River, na południe od Hartley Bay, i złapaliśmy trzy szczupaki — inni wędkarze mieli podobne wyniki. 15–30 lat temu rzadko spędzałem więcej niż godzinę na wędkowaniu, zanim złapałem rybę o przyzwoitych rozmiarach. Obecnie wędkowanie stało się raczej jałową aktywnością. Chciałbym też wyjaśnić że NIE nastawialiśmy się na złapanie trofealnego szczupaka lub muskellunge, wielkiego szczupaka amerykańskiegopragnęliśmy tylko jednej lub dwóch ryb na kolację. Spędziłem też dużo czasu na trollingu podczas wiosłowania — również na próżno.

Co ciekawe, przepisy wędkarskie na 2024 wprowadziły nowe „Wyjątki dla wód” w naszym rejonie: dzienny limit połowu szczupaka spadł z 6 do 4, wprowadzono też ograniczenia rozmiaru. Nie miało to na nas wpływu — rzadko przekraczamy dzienny limit… w ciągu roku! Nic dziwnego, że zapaleni wędkarze podróżują daleko na północ lub lecą samolotami do odległych ośrodków — po prostu jest bardzo trudno złowić dużą rybę w bardziej ‘cywilizowanych’ regionach.

Na biwaku przy ognisku
Podczas naszego pobytu przeszkadzały nam natrętne muchy, latające nad głowami, ale były do opanowania. Około 21:30 pojawiały się komary. Były uciążliwe, ale DEET bardzo pomagał, a po mniej niż godzinie ich liczba znacznie spadała. W 2023 roku natomiast chmary komarów uniemożliwiały wieczorne przebywanie na zewnątrz, a spray na owady prawie nie pomagał. W tamtym roku zakaz palenia ognisk zmuszał nas do schronienia się w namiocie o 21:00. Tym razem ognisko każdego wieczoru było bardzo skuteczne w odstraszaniu komarów. Sporadyczny (silny) deszcz nie przeszkadzał nam aż tak bardzo — pomagał utrzymać nasz nocny rytuał, jak też nie musieliśmy się obawiać, że będzie zakaz palenia ognisk.

PRZEPŁYWAJĄCE ŁÓDKI, KANU I KAJAKI, GORĄCA I SŁONECZNA POGODA, ŚLADY OSTATNIEGO POŻARU LASU I POSZUKIWANIE ZASIĘGU TELEFONU KOMÓRKOWEGO

Każdego dnia wiele motorówek, w tym pontonów, przepływało niedaleko naszego pola namiotowego, niektóre pełne ludzi, którzy wydawali się świetnie się bawić. Kilka razy zacumowali przy miejscu #314 (#323), a dzieci i dorośli spędzali godziny, pluskając się w wodzie i skacząc ze skał. Widzieliśmy kajaki i kanu, ale niewiele — i żaden nie podpłynął do nas ani nie próbował biwakować na pobliskim miejscu—co najwyżej pomachaliśmy sobie z daleka. Dwa razy z naszego miejsca zauważyliśmy namioty na wyspowym miejscu #316 (#328). Podejrzewam, że większość kajakarzy zmierzała w stronę bystrzyn Five Finger Rapids i następnie pokonywała 360 metrowy portaż, płynąc dalej. Poza tym często wstawaliśmy późno, więc wiele wodniaków prawdopodobnie przepływało o wiele wcześniej.

Pogoda była gorąca i słoneczna, a na naszym biwaku mieliśmy niewiele cienia. Rozwiesiliśmy plandekę, której użyliśmy tylko raz w czasie deszczu — poza tym służyła jako ochrona przed słońcem.

Zauważyliśmy wiele martwych lub powalonych drzew. Jeden pień był wyraźnie zwęglony i spalony — początkowo myślałem, że uderzył w niego piorun. Niektóre pobliskie drzewa również wyglądały na przypalone. Później, podczas wiosłowania w pobliżu naszego miejsca, mężczyzna na pontonie krzyknął, że dwa lata temu był pożar lasu. Więcej dowiedzieliśmy się o tym w ostatnim dniu, o czym wspomnę później w blogu.

Zwęglony pień na miejscu biwakowym
23 lipca 2024 roku powiosłowaliśmy do ośrodka Crane’s Lochaven Wilderness Lodge (46°04'35.8"N 80°11'18.6"W / 46.076611, -80.188500 / 45.932889, -80.547361) tuż na południe od wyspy Boomerang/Banana Island, mając nadzieję na zasięg telefonu komórkowego, choć bardzo słaby. Krzysztof wiosłował wokół ośrodka przez około 15 minut, podczas gdy mi się wysłać kilka wiadomości na WhatsApp i nawet pobrać prognozę pogody.

Dwukrotnie zauważyliśmy namioty na wyspowym miejscu #316 (#328). Mogliśmy je widzieć z naszego miejsca

Następnego dnia, 24 lipca 2024, popłynęliśmy do ośrodka Lodge at Pine Cove, przywiązaliśmy kanu do pomostu i pojechaliśmy do Noëlville (46°08'01.6"N 80°25'54.2"W / 46.133778, -80.431722), aby uzupełnić zapasy (błędnie liczyliśmy, że wędkowanie zapewni nam posiłki) i odwiedzić LCBO (rządowy sklep z alkoholem) — strajk pracowników LCBO zakończył się dzień wcześniej. Ceny w lokalnym supermarkecie (Foodland) były znacznie wyższe niż w Toronto: butelka Coca-Coli 2 l kosztowała $4,00, steki wołowe $40–$70/kg, a nawet małe gotowe sałatki przekraczały $10. (Ceny w Toronto w lutym 2026: 2-litrowa Coca-Cola normalnie kosztuje $2,79 w No Frills i $4,00 w Metro w Toronto, a zestawy sałatkowe około $7, często w promocji przy terminie ważności o połowę taniej, $3,50). Jedzenie na północy z pewnością jest droższe.

Podczas oczekiwania przed The Beer Store (sklep z piwem) rozmawiałem z grupą francuskojęzycznych farmerów. Oczywiście mówili też po angielsku. Powiedzieli, że nie rozumieją francuskojęzycznych osób z Quebecu! Zawsze fascynuje mnie, jak ewoluował francuski kanadyjski — nie tylko różni się znacznie od francuskiego mówionego we Francji, ale także rozwinął dialekty regionalne. Oczywiście, sam nie mówię po francusku; w Toronto słyszę go może raz na dwa lata.

ODWIEDZINY SĄSIEDNIEGO MIEJSCA NUMER 314 (323), PRZECZYTANE KSIĄŻKI, WAŻNE WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA, TAJEMNICZY DŹWIĘK I TROCHĘ HUMORU

Na sąsiednim miejscu biwakowym numer 314 (323)

Kilka razy odwiedzaliśmy sąsiednie miejsce #314 (#323) na kanu. Podczas naszego pobytu nigdy nie było zajęte i miało mnóstwo jagód. W końcu przeszedłem tam pieszo z naszego biwaku, tylko po to, by je zebrać, chociaż wolałem nasze miejsce — uwielbiałem je ‘zwiedzać’ i obserwować malowniczą zatokę po drugiej stronie. Podczas spacerów rozglądałem się, aby nie nastąpić na węża, zwłaszcza na jadowitego grzechotnika Eastern Massasauga Rattlesnake, które spotkałem w przeszłości. Na szczęście nie zobaczyłem ani jednego węża, nawet powszechnych węży wodnych.


Na sąsiednim miejscu biwakowym numer 314 (323)
Jak zwykle, zabrałem ze sobą kilka książek do czytania:
  • Last Night in the OR: A Transplant Surgeon’s Odyssey (Ostatnia noc na sali operacyjnej: Odyseja chirurga transplantologa), pamiętnik Dr. Buda Shawa, był fascynujący. Dr Shaw kształcił się pod kierunkiem Dr. Thomasa Earla Starzla w latach 80. — tego słynnego Dr. Starzla (1926–2017), często nazywanego „ojcem nowoczesnych przeszczepów”. Czytając tę książkę, znów żałowałem, że sam nie poszedłem w medycynę.

  • Monday Mornings (Poniedziałkowe poranki) autorstwa Dr. Sanjaya Gupty była najprawdopodobniej oparta na prawdziwych wydarzeniach. Śledzi losy pięciu chirurgów, którzy podejmują decyzje życia i śmierci oraz czasami popełniają błędy, które kosztują życie pacjentów.

  • Raven Stole the Moon (Kruk ukradł księżyc) Gartha Steina, nadprzyrodzony thriller, opowiada o starożytnej legendzie rdzennych Amerykanów z Alaski, zaginięciu syna szamana i legendarnym kushtake — drapieżnikach kradnących dusze między żywymi a umarłymi. Pierwszy raz przeczytałem ją około 1999 roku i chciałem ponownie to zrobić.

Na sąsiednim miejscu biwakowym numer 314 (323). Przynajmniej miało ono toaletę i świetne oznaczenia. Od biedy mogłem się do niej dostać z naszego miejsca, co zresztą robiłem.
Oczywiście, kilka razy dziennie śledziliśmy również wiadomości i prognozy pogody:
  • 19 lipca 2024 wadliwa aktualizacja CrowdStrike spowodowała ogromną globalną awarię technologiczną, unieruchamiając loty, sparaliżowała banki i zakłóciła działanie szpitali. Nie że miało to wpływ na nas w pół-dziczy!

  • 21 lipca 2024 prezydent Joe Biden zakończył kampanię re-elekcyjną, popierając wiceprezydent Kamalę Harris. Gdyby od początku nie kandydował na prezydenta, Demokraci mogliby mieć szansę na wygraną. Później podobno żałował wycofania się, twierdząc, że wygrałby. Bardzo się mylił!

  • 26 lipca 2024 oficjalnie rozpoczęły się Igrzyska Olimpijskie w Paryżu 2024. Ani Krzysztof, ani ja nie zwracaliśmy na to wydarzenie uwagi.

  • Tymczasem w Gazie trwały intensywne walki, a wojna rosyjsko-ukraińska nadal trwała.

Typowe widoki na rzece French River

Pewnego ranka około 5:30 usłyszałem stały szum. Na początku myślałem, że to łódź lub samolot, ale dźwięk trwał 45 minut. Kilka dni później, po przeciwnej stronie naszego półwyspu, usłyszałem podobny dźwięk — jak szum wody — dochodzący z kierunku bystrzyn Five Fingers Rapids (~800 metrów dalej). Doszedłem do wniosku, że najprawdopodobniej było to spowodowane spuszczaniem wody z jednej z czterech tam na French River, choć nagły start i zatrzymanie pozostawały zagadką. W ośrodku opowiedziałem o tym i wszyscy byli równie zdziwieni.

Pewnej bezchmurnej nocy, po dobrym posiłku i butelce wina, wraz z Krzysztofem poszliśmy spać do namiotu i szybko zasnęliśmy. Kilka godzin później obudziłem się i szturchnąłem Krzysztofa.

— Krzysztof, spójrz w niebo i powiedz mi, co widzisz.
— Widzę miliony gwiazd i galaktyk — odpowiedział Krzysztof.
— Co ci to mówi?
— Cóż, jeśli istnieje tyle milionów gwiazd i galaktyk, i nawet kilka z nich ma planety, mogą być one takie, jak Ziemia. A jeśli kilka planet jest jak Ziemia, może na nich istnieć życie. A co Tobie to mówi?
— Krzysztof, ty palancie! Jakiś drań ukradł nasz namiot!

Oczywiście, to żart, który nieco zmodyfikowałem. Na początku XXI wieku w Wielkiej Brytanii został on wybrany najlepszym dowcipem roku.


OPUSZCZAMY BIWAK I PŁYNIEMY Z POWROTEM DO OŚRODKA ‘LODGE AT PINE COVE’ ORAZ ROZMOWA Z ALEXEM STRACHANEM, WŁAŚCICIELEM

28 czerwca 2024 spakowaliśmy się i załadowaliśmy wszystko do kanu — co nigdy nie jest łatwym ani przyjemnym zadaniem. Dotarcie do The Lodge at Pine Cove zajęło około godziny, a gdy Krzysztof stopniowo wnosił nasz sprzęt po schodach, ja poszedłem na parking i przyprowadziłem samochód. Młody pracownik uprzejmie pomógł nam przenieść kajak i załadować go do samochodu — bardzo duża przysługa!

W ośrodku the Lodge at Pine Cove

Zacząłem też rozmawiać z bardzo miłym facetem, który okazał się właścicielem ośrodka, Alexem Strachanem. Według artykułu znalezionego online, „kupił nieruchomość w 1999 roku i przekształcił ją z zaniedbanego ośrodka w renomowane miejsce wypoczynku, znane z rustykalnej elegancji i głębokiego związku z rzeką French River. Często chwalony za opowiadanie ciekawych historii i gościnność; to sprawia, że goście czują się niezwykle komfortowe w tej spokojnej scenerii.”

Dzięcioły słyszeliśmy i widzieliśmy ich działalność, ale żadnego nie udało się nam zobaczyć

Rozmowa była bardzo przyjemna. Alex był wcześniej wiceprezesem w znanej firmie nieruchomości Royal LePage w Toronto, więc porzucenie kariery korporacyjnej na zamieszkanie nad French River musiało być ogromną zmianą. Jestem pewien, że była to właściwa decyzja — zawsze podziwiam ludzi, którzy dokonują tak radykalnych zmian. Wiele osób o tym marzy, ale niewielu naprawdę to robi.

Raz na moim namiocie usiadł Whitespotted Sawyer, chrząszcz drążący drewno.

Pan Strachan podzielił się też historią związaną z naszym miejscem biwakowym. We wrześniu 2021 roku para biwakująca na tym miejscu nie zgasiła kompletnie ogniska. Później wiatr rozniósł żar, a około południa ktoś płynący łódką zauważył ogień. Początkowo próbowali go gasić wiadrami wody, ale brak zasięgu telefonu zmusił ich do szukania pomocy i udali się w stronę ośrodka — na szczęście spotkali pana Strachana w połowie drogi. Przypłynął swoją łodzią z ogromną pompą (zdolną pompować 8 000 litrów wody na minutę) i ugasił ogień w kilka godzin. Dzięki niemu mogliśmy nadal cieszyć się pobytem na tym polu!

A tak przy okazji, zawsze trzymaliśmy 1-galonową butelkę wody z jeziora przy palenisku, na wszelki wypadek. Przed pójściem spać każdej nocy wylewałem ją na gasnące ognisko — lepiej dmuchać na zimne!


PODRÓŻ DO NOËLVILLE I RESTAURACJI HUNGRY BEAR, BIWAK W PARKU GRUNDY LAKE, LUNCH POD WIADUKTEM KOLEJOWYM W PARRY SOUND I POWRÓT DO DOMU

Gdy zapakowaliśmy samochód, pojechaliśmy do Noëlville, kupiliśmy butelkę czerwonego wina, kukurydzę i kiełbaski, a następnie udaliśmy się do restauracji Hungry Bear — mój de rigueur przystanek od 1995 roku — na hamburgery, frytki i kawę. Potem wróciliśmy do Grundy Lake Provincial Park.

Restauracja "The Hungry Bear Restaurant"

Chociaż był niedziela i wielu biwakowiczów opuszczało park, przybywało jeszcze więcej nowych gości. Niektóre pola kempingowe nie miały wolnych miejsc nawet na jedną noc! Otrzymaliśmy miejsce #317 (45°55'58.1"N 80°32'49.6"W / 45.932800, -80.547100). Było OK, choć czuliśmy na nim nieprzyjemny zapach — prawdopodobnie ludzkich odchodów.

Grundy Lake Provincial Park, Ontario. Miejsce biwakowe nr 317
Zdałem sobie też sprawę, że dwa lata temu wraz z kolegami biwakowaliśmy na miejscu #318, tuż naprzeciw obecnego, gdzie czarny niedźwiedź zjadł moje śniadanie i odwiedzał nas dwa razy dziennie. Spędziłem trochę czasu, obserwując wiewiórkę wykonującą akrobacje na drzewie oraz karmiąc z ręki bardzo oswojonego chipmunka (wiewióreczkę ziemną/pręgowca)— niewątpliwie nauczył się, że bycie miłym wobec biwakowiczów i pozwolenie na ich głaskanie owocuje obfitością jedzenia!



Rozpaliliśmy ognisko, grillowaliśmy kukurydzę i kiełbaski, siedząc przy ognisku do 23:00 i popijając chilijskiego Cabernet Sauvignon.

Słynny most kolejowy w Parry Sound, pod którym od dobrych kilkunastu lat zatrzymuję się na lunch-z Catherine, z Krzysztofem i  wieloma innymi towarzyszami podróży

Opuszczając park 29 lipca 2024, zatrzymaliśmy się w Parry Sound w sklepie z używanymi rzeczami (Thrift Shop), Tim Hortons i No Frills, a następnie zjedliśmy lunch pod słynnym mostem kolejowym, uwiecznionym przez znakomitego kanadyjskiego malarza Tom Thomsona w jednym z jego obrazów z 1914 roku. Spędziłem też 15 minut w Bearly Used Books, jednym z najlepszych kanadyjskich antykwariatów.

Tradycyjny lunch pod wiaduktem kolejowym

Droga powrotna do domu przebiegła bez problemów, choć skorzystałem z płatnej autostrady nr 407, aby uniknąć korków na autostradzie nr 401, która częściej przypomina parking niż drogę szybkiego ruchu.

A na przeciwko, prawie-że pod wiaduktem, znajduje się chińska restauracja. W 2008 roku była to kawiarnia, chyba zwana "Blue Café". Gdy się po raz pierwszy spotkałem z Catherine, właśnie do tej kawiarni poszliśmy z Catherine, Jane i Guy na kawę i desert


PODSUMOWANIE: REFLEKSJE NAD LETNIĄ PRZYGODĄ

Patrząc wstecz na lipiec 2024 roku, podróż była mieszanką ekstremów: ulewne deszcze, palące słońce, słabe połowy ryb i pozornie niekończące się jagody. Mówi się, że kiedy Bóg zamyka drzwi, otwiera okno. W naszym przypadku wędkarstwo kompletnie zawiodło, ale za to zostaliśmy wynagrodzeni jagodami — być może to było to okno, które Bóg dla nas otworzył!

Było to przypomnienie, że nie każda przygoda polega na trofeach — czasem chodzi o ciche chwile: obserwowanie wiewiórek wykonujących akrobacje, słuchanie pukania dzięcioła czy rozmowy przy ognisku, pod gwiaździstym niebem.

French River nadal się zmienia — miejsca biwakowe ponumerowane, rezerwacje obowiązkowe, ryby są rzadsze niż kilkadziesiąt lat temu, a pożary lasów pozostawiają subtelne ślady na krajobrazie. Mimo tych zmian rzeka pozostaje ponadczasowym placem zabaw, miejscem spotkań, eksploracji i refleksji.

Dla każdego planującego podróż mogę powiedzieć jedno: spodziewajcie się niespodzianek, przyjmujcie nieoczekiwane i rozkoszujcie się małymi przyjemnościami, które czynią biwakowanie w dziczy niezapomnianym przeżyciem. Jeśli chodzi o nas, mamy nadzieję powrócić!