Relacja z podróży do Florydy w kwietniu 2024 roku. Sarasota, Longboat Key, codzienne życie, plaże i spokojne tempo południa USA.
THIS BLOG IS ALSO AVAILABLE IN THE ENGLISH LANGUAGE/TEN BLOG JEST RÓWNIEŻ W JĘZYKU ANGIELSKIM
![]() |
| Witajcie na Florydzie! Nawet aligatory są zadowolone z naszego przyjazdu... |
Piątek, 12 kwietnia 2024 roku
Bardzo wczesny początek dnia, omalże opóźniony wyjazd, spokojny lot i ciepłe powitanie na Florydzie, piękne miejsce w Spokojnym Raju oraz ponowna lektura Filarów Ziemi.
![]() |
| Catherine zajmuje się ostatnimi szczegółami naszej podróży podczas lotu |
Nasz dzień zaczął się bardzo wcześnie i nie zapowiadał się najlepiej. Poprzedniego wieczoru pakowaliśmy, rozpakowywaliśmy i ponownie pakowaliśmy nasze walizki, starając się zmieścić w rygorystycznym limicie 50 funtów/23 kg. Catherine postanowiła zaoszczędzić 2 × 45 dolarów × 2 (czyli 180 dolarów), rezygnując całkowicie z bagażu podręcznego. O godzinie 2:30 nad ranem obudziła się z nagłym strachem, że jej rezerwacja samochodu została w jakiś sposób anulowana. Sprawdzając aplikację Enterprise, którą pobrała miesiąc wcześniej przy dokonywaniu rezerwacji, zobaczyła alarmujący komunikat: „brak rezerwacji”. Na szczęście zauważyła również numer 1-800 i natychmiast zadzwoniła — ku wielkiej uldze okazało się, że rezerwacja jednak bezpiecznie figuruje w systemie.
![]() |
| Imponujący Skyway Sunshine |
Do tego czasu ja też już nie spałem, szykując się do naszego lotu liniami Sun Country o 7:00 rano. Miała po nas przyjechać prywatna ‘taksówka’ o 4:30 rano. Kierowca dwukrotnie potwierdził kurs dzień wcześniej, wysyłając nawet radosną wiadomość „do zobaczenia wcześnie rano” — ale w umówionym czasie nadal go nie było. Krótki SMS i telefon postawiły go na nogi (i zapewne wyrwały z łóżka), i ruszyliśmy tuż po 5:00—dość późno, biorąc pod uwagę, że samolot odlatujący o 7:00 nie zamierzał na nas czekać.
![]() |
| Nasz samochód, Toyota RAV4, miała z niewiadomych powodów tablice rejestracyjne z Luizjany |
Mniejsze lotnisko Hubert Humphrey (czyli Terminal Two) w Minneapolis (44°52'25.7"N 93°13'30.9"W / 44.873806, -93.225250) okazało się bezproblemowe. „Odprawiliśmy” się już dzień wcześniej online i mieliśmy karty pokładowe w telefonach, ale nadal musieliśmy nadać bagaż. Bardzo miła pracownica zauważyła, że wyglądamy na nieco zagubionych, i wkroczyła do akcji — właściwie zrobiła wszystko za nas. Dzięki temu mieliśmy mnóstwo czasu, aby spokojnie wejść na górę, przejść kontrolę bezpieczeństwa i odnaleźć naszą bramkę. Ponieważ był to lot krajowy, wystarczyły nam prawa jazdy — nawet nie zabrałem paszportu.
Samolotem był Boeing 767-800. Siedzieliśmy na miejscach przy przejściu, naprzeciwko siebie, nad skrzydłem, otoczeni przez sporą grupę małych dzieci, które — ku naszemu zaskoczeniu były wyjątkowo spokojne. Catherine przespała większość lotu, a ja czytałem bieżące wydanie „The Wall Street Journal”, które pobrałem na lotnisku. W mgnieniu oka (a dokładnie po 2 godzinach i 40 minutach) wylądowaliśmy na lotnisku PIE — St. Petersburg–Clearwater na Florydzie.
Catherine poszła odebrać samochód z wypożyczalni, a ja zająłem się bagażem. Co ciekawe, na taśmie było nie więcej niż około 20 sztuk bagażu — większość pasażerów musiała podróżować z minimalnym bagażem, najwyraźniej tylko z torebką lub plecakiem. Sam lot był tani (69 dolarów w jedną stronę na osobę, plus wysoka opłata za każdy bagaż rejestrowany), więc ludzie wyraźnie starali się, aby pozostał tani — tani do końca. Stanowisko wypożyczalni samochodów znajdowało się dosłownie kilka metrów od odbioru bagażu. Dostaliśmy nawet możliwość wyboru auta i zdecydowaliśmy się na nową Toyotę RAV4 z tablicami z Luizjany (27°54'21.7"N 82°41'37.8"W / 27.906028, -82.693833). Wynajem samochodu na dwa tygodnie kosztował nas około 700 dolarów amerykańskich.
Mieliśmy sporo problemów z podłączeniem iPhone’a Catherine do systemu nawigacji w samochodzie i w końcu daliśmy za wygraną, wracając do mojego starego, sprawdzonego Nawigatora Satelitarnego firmy Garmin. Przez większość czasu jechaliśmy autostradami w kierunku Południowej Sarasoty i między innymi przejechaliśmy przez imponujący Sunshine Skyway Bridge – most kablowy znajdujący się nad zatoką Tampa o długości 8851 metra. Gdy byliśmy już blisko celu, Garmin z pełnym przekonaniem polecił nam skręcić w prawo w Vaccaro Drive i jechać prosto do miejsca docelowego. Niestety Vaccaro Drive okazała się drogą zamkniętą — tak, była to tzw. „Gated Community”, zamknięte osiedle — i musieliśmy szukać innej trasy. Później właściciele VRBO powiedzieli nam, że Vaccaro Drive została zamknięta dla ruchu publicznego jakieś dziesięć lat temu. Po powrocie do Kanady wysłałem do firmy Garmin e-mail z prośbą o poprawienie tego (oraz kilku innych) błędów.
![]() |
| Miejsce naszego pobytu przez następne 9 nocy w Sarasocie |
Ostatecznie dojechaliśmy do South Tamiami Trail, skręciliśmy w prawo w Constitution Road, wykonaliśmy ostatni skręt w lewo w America Drive i dotarliśmy do wynajętego przez nas VRBO — Peaceful Paradise (Spokojny Raj), znajdującego się przy 5646 America Drive (27°16'14.2"N 82°31'34.3"W / 27.270611, -82.526194).
![]() |
| Catherine delektuje się drinkiem w naszym VRBO w Sarasocie |
![]() |
| Większość domów ma tego rodzaju altany wraz z siatkami, przez co nie ma komarów i można spoglądać na kanał |
Catherine była zachwycona naszym VRBO. Dom znajdował się nad kanałem Phillippi Creek i leżał na wyspie. Był tam podgrzewany basen, kuchnia na świeżym powietrzu oraz wiele miejsc do siedzenia i jedzenia na zewnątrz. Catherine poszła popływać w basenie, a potem wcześnie położyła się spać. Powiedziano mi, że bardzo rzadko, ale jednak, w kanale można zobaczyć aligatory — warto o tym pamiętać. W ramach wynajmu dostępne były kajaki, z których Catherine planowała skorzystać, ale po obejrzeniu mętnej wody i rozważeniu możliwości spotkania aligatora, zmieniła zdanie. Tak przy okazji — zapłaciliśmy około 1620 dolarów amerykańskich za 9 nocy, plus dodatkowa opłata za sprzątanie.
![]() |
| W potoku/kanale "Phillippi Creek" czasami pokazywały się aligatory, ale nie widzieliśmy żadnego, jedynie wiele jaszczurek i dwa czarne węże |
Oprócz czytania gazet i innych materiałów na Chromebooku zabrałem ze sobą jedną książkę: The Pillars of the Earth autorstwa Kena Folletta. Co ciekawe, książkę tę polecono mi po raz pierwszy podczas mojej pierwszej, bardzo pamiętnej wyprawy kanu - namiotowej na rzece French River w 1995 roku. Przeczytałem ją w tym samym roku i uznałem za znakomitą. Autor potrafił stworzyć niezwykle realistycznych bohaterów XII wieku oraz oddać atmosferę epoki, a także w niezwykle plastyczny sposób opisać życie i architekturę średniowiecza — do tego stopnia, że niemal stałem się częścią tej książki. Dwadzieścia dziewięć lat później postanowiłem przeczytać ją ponownie — i był to bardzo dobry pomysł, ponieważ podobała mi się równie bardzo jak za pierwszym razem. W kolejnym roku sięgnąłem po drugą część trylogii, World Without End, którą mam nadzieję przeczytać z takim samym zainteresowaniem, jak poprzednią część.
Sobota, 13 kwietnia 2024 roku
Zakupy, architektoniczna nostalgia, przypadkowe spotkanie z motoryzacyjną fantastyką naukową, muśnięcie wyspiarskiego luksusu i bardzo cywilizowany wieczór nad wodą.
![]() |
| Sarasota, Floryda |
Po dobrze przespanej nocy wyjechaliśmy około 11:00 do Dollar Tree i Aldi — dowód na to, że nawet na wakacjach czasem trzeba zachowywać się odpowiedzialnie — a następnie ruszyliśmy w kierunku historycznego centrum miasta. Nie do końca spełniło ono nasze oczekiwania, ale i tak było przyjemnie pospacerować i pooglądać stare florydzkie bungalowy z lat 20. XX wieku. Wiele z nich było pięknie utrzymanych i pełnych uroku, co ułatwiało wyobrażenie sobie wolniejszej, mniej klimatyzowanej Florydy sprzed lat.
![]() |
| Czy to jest samochód? Łódka? Motor? |
Wracając do samochodu, minęliśmy pojazd ciągnący coś, co początkowo uznaliśmy za jakiś wodny gadżet — może skuter wodny albo coś nadmuchiwanego i kompletnie niepraktycznego. Po rozmowie z kierowcą okazało się jednak, że był to rzadki, jedyny w swoim rodzaju prototyp: dziwaczne, ale fascynujące połączenie samochodu, motocykla i trójkołowego pojazdu rodem z garażu szalonego wynalazcy. Według właściciela osiągał oszałamiające 156 mil na galon (to bardzo wysoka efektywność, która przekłada się na około 1,51 litra na 100 kilometrów). Po tym jak Catherine wróciła do parku, aby poszukać zgubionego telefonu (wątek powracający w naszych podróżach), spędziliśmy jeszcze trochę czasu na rozmowie z właścicielem pojazdu. Uprzejmie zaprosił nas do swojego garażu, gdzie mogliśmy zrobić zdjęcia tego małego, ale potężnego „hot roda”. Nie był to planowany punkt dnia, ale bez wątpienia jeden z jego największych atutów.
W połowie popołudnia postanowiliśmy pojechać na Longboat Key. Przejechaliśmy około 15 mil wzdłuż wyspy, mijając prywatne plaże, kurorty i pola golfowe. Po drodze zauważyłem kilka luksusowych samochodów sportowych, w tym jaskrawożółtego Rolls-Royce’a i Bentleya — pojazdy, które bez wątpienia kosztują więcej niż cały nasz urlop, razem z lotami, w skali całego życia. Udało nam się znaleźć miejsce parkingowe przy Whitney Beach. Niestety plaża ta nie miała żadnej infrastruktury, ale ponieważ było gorąco i słonecznie, znaleźliśmy cichy fragment wydm pod niewielką palmą i tam się rozłożyliśmy. Po pikniku Catherine poszła na spacer, a potem szybko się wykąpała.
Szczerze mówiąc, Whitney Beach nie zrobiła na nas dużego wrażenia — głównie z powodu braku udogodnień i dość skromnych wydm. Spotkaliśmy osobę, która z entuzjazmem polecała plażę Coquina Beach nieco dalej na północ, ale gdy wpisaliśmy ją do nawigatora, okazało się, że dojazd zajmie ponad 40 minut z powodu sobotniego ruchu. Ta propozycja została uprzejmie odrzucona przez zdrowy rozsądek. Zamiast tego spokojnie wróciliśmy do Longboat Key, przejeżdżając przez Armand Circle, które tętniło życiem — pełne ogródków restauracyjnych, tłumów ludzi i typowego weekendowego zgiełku.
![]() |
| Taki widok rozciągał się z naszego VRBO w Sarasocie |
Droga powrotna do naszego VRBO była spokojna i przyjemna. Po powrocie wypiliśmy drinka nad wodą, delektując się ciepłym wieczorem i przyjemnym poczuciem, że dzień potoczył się dokładnie tak, jak powinien. Później wróciliśmy do pokoju, gdzie czytaliśmy i rozmawialiśmy aż do północy — zrelaksowani, zadowoleni i już zastanawiający się, jaką drobną niespodziankę przyniesie kolejny dzień.
Niedziela, 14 kwietnia 2024 roku
Spokojna niedziela w rytmie slow life, niezapomniana Msza łacińska, absurdalne wiadomości ze świata, plaże o zachodzie słońca i niespodziewane spotkanie z rekinem — a na zakończenie wykwintna kolacja à la Aldi.
![]() |
| Kościół Chrystusa Króla w Sarsasocie |
Okazało się, że był to kolejny piękny dzień. Catherine wstała o 7:30, a ja dołączyłem do niej niedługo później, po raz kolejny udowadniając, że wakacyjne poranki najlepiej traktować z należytą delikatnością. Nasi gospodarze poszli do kościoła, a później wybrali się łodzią na wycieczkę z przyjaciółmi do Venice, dzięki czemu mieliśmy dom tylko dla siebie przez cały dzień. Postanowiliśmy nie oddalać się zbytnio: trochę poćwiczyć, popływać, popracować nad blogiem i pójść na Mszę o 12:30 w pobliskim kościele — Christ the King Catholic Church (27°15'57.4"N 82°31'44.9"W / 27.265944, -82.529139).
![]() |
| Świetne miejsce spożywania posiłków i używania mojego Chromebook |
![]() |
| Plaża "Turtle Beach" |
![]() |
| Plaża "Turtle Beach" |
Po powrocie do domu zjedliśmy lunch: krewetki, sałatkę, brokuły i ostrą salsę. Catherine ucięła sobie drzemkę, a ja nadrobiłem najnowsze wiadomości dotyczące ataku dronowego i rakietowego Iranu na Izrael. Panowała powszechna opinia, że atak był tak nieskuteczny, iż szybko stał się obiektem żartów — także ze strony samych Irańczyków. Jeden z dowcipów głosił: „Szczerze mówiąc, gdyby rzucali ogórkami, ofiar byłoby więcej”. Również Izraelczycy podchodzili do sprawy z humorem. Dziennikarz Matthew Kalman ujął to idealnie, mówiąc: „Pierwsze bezpośrednie loty z Iranu do Izraela od 1979 roku”.
Około 18:00 pojechaliśmy na Point of Rocks Beach, ale okazało się, że jest to niezwykle ekskluzywna okolica, pełna ogromnych, pięknych rezydencji i imponującej liczby znaków „Zakaz parkowania”. Najwyraźniej mieszkańcy bardzo cenią sobie zarówno prywatność, jak i rygorystyczne egzekwowanie zasad. Pojechaliśmy więc dalej na południe, na plażę Turtle Beach, gdzie znaleźliśmy dużo miejsc parkingowych, niewielkie wydmy i całkiem sporo ludzi — wielu z nich wyraźnie czekało na zachód słońca.
![]() |
| Po raz pierwszy w życiu widziałem, jak ktoś złowił rekina-i do tego wszystko nagrałem, a nagranie jest dostępne na YouTube i poniżej |
Gdy Catherine poszła obejrzeć pobliski budynek z apartamentami na wynajem, ja obserwowałem parę obsługującą dwie wędki na plaży. Zastanawiałem się, co próbują złowić, i już miałem zapytać, gdy nagle żyłka gwałtownie się naprężyła. Mężczyzna i jego dziewczyna zaczęli zwijać zdobycz i po chwili wyciągnęli ją na brzeg. To był rekin. Po zrobieniu kilku zdjęć i nagrań wideo wędkarz ostrożnie wyjął hak i wypuścił rekina z powrotem do oceanu. Było to fantastyczne przeżycie — nie tylko dla mnie, ale także dla wielu osób, które zgromadziły się, by być świadkami tego widowiska.
Sprzęt wędkarski robił ogromne wrażenie i był zupełnie inny niż cokolwiek, czego używa się na jeziorach w Ontario: potężna wędka i kołowrotek, gruba żyłka, ogromny hak oraz podręczna lodówka wypełniona pokaźnymi kawałkami mięsa na przynętę. Ponieważ nie da się zarzucić haczyka tak daleko w ocean, wędkarz posiadał także kajak — używany do wypłynięcia, opuszczenia przynęty i powrotu na brzeg. Później zrobiłem szybkie rozeznanie na temat połowu rekinów na Florydzie i odkryłem, że istnieje wiele technik i regulacji z nim związanych. Mimo to nie sądzę, aby łowienie rekinów mogło kiedykolwiek zastąpić dla mnie wędkarstwo słodkowodne w Ontario — pod warunkiem, że byłoby tam więcej ryb, bo w ostatnie lata prawie nic nie złapaliśmy.
Wracając do samochodu, porozmawialiśmy z bardzo sympatycznym fotografem. Pochodził z Trynidadu i Tobago, a okazało się, że jest oficerem zawodowym w Siłach Zbrojnych USA.
![]() |
| Widok z naszego miejsca pobytu w Sarasocie na strumyk/kanał Phillippi Creek |
Po powrocie do naszego wynajmu zjedliśmy lekką kolację, popijaną sporą ilością doskonałego czerwonego wina, zakupionego w niezwykle ekskluzywnym przybytku znanym jako Aldi — w zdumiewającej cenie 3,99 dolara za butelkę. Podczas posiłku pies Shadow cierpliwie czekał, wyraźnie licząc na resztki. Nic nie dostał, ale został hojnie wynagrodzony solidną porcją głaskania, co najwyraźniej uznał za rozsądną rekompensatę. Catherine zauważyła, że gospodarze nie byli do końca ‘transparentni’ co do obecności psa na posesji, zwłaszcza takiego, który szczeka — co zawsze jest jej osobistą zmorą — ale Shadow z czasem „tak jakby” zyskał jej sympatię.
Poniedziałek, 15 kwietnia 2024 roku
Spacer po okolicy, przypadkowe odkrycie Tesla Cybertruck, ptaki z charakterem, plażowe wędrówki i ciągłe problemy znikających krewetek — złagodzona przystępnym winem.
![]() |
| Wyspa Coquina Island, na której mieszkaliśmy w Sarasocie |
Kolejny piękny dzień w Peaceful Paradise. Byliśmy na nogach i wyszliśmy z domu już o 9:30, chcąc obejrzeć okolicę, zanim upał skutecznie zniechęci do wszelkich ambitnych planów. Postanowiliśmy zwiedzić wyspę, na której mieszkaliśmy — Coquina Island — i bardzo szybko doszliśmy do jednoznacznego wniosku: z pewnością nie była to wyspa bezludna 😄. Okazało się, że jest to mieszanka starych i nowych domów, w tym kilku budynków wielorodzinnych, co nadawało jej przyjemnie eklektyczny charakter.
![]() |
| Wyspa Coquina Island, na której mieszkaliśmy w Sarasocie |
![]() |
| Wyspa Coquina Island, na której mieszkaliśmy w Sarasocie |
Wróciliśmy do Peaceful Paradise na pyszny lunch z krewetkowym ringiem (który, niestety, zdążył już stać się gatunkiem zagrożonym w Aldi). Podczas gdy Catherine ćwiczyła jogę i pływała w basenie, ja trenowałem i nadrabiałem lekturę „Wall Street Journal”, po raz kolejny udowadniając, że każdy relaksuje się na swój sposób.
![]() |
| W drodze na plażę Lido Beach zatrzymaliśmy się koło tego mostu i spotkaliśmy tego raczej oswojonego żurawia |
Około 14:30 wyruszyliśmy na Lido Beach, po drodze spontanicznie zatrzymując się przy zatoczce Bird Island tuż za mostem. Przeszliśmy się krótkim szlakiem pod mostem, który okazał się zaskakująco przyjemny i zacieniony. Tam spotkaliśmy dużego, dość oswojonego ptaka przypominającego żurawia, który kręcił się wokół pary łowiącej ryby w pobliżu — wyraźnie licząc na kradzież przynęty przy minimalnym wysiłku i maksymalnej godności.
![]() |
| W drodze na plażę Lido Beach |
Kontynuowaliśmy drogę w stronę plaży Lido Beach, ale znaleźliśmy dobre miejsce parkingowe przy drodze, z wygodnym dojściem do plaży. Sama plaża była bardzo ładna, niezbyt zatłoczona, a ocean stosunkowo spokojny. Było tam kilka gatunków mew, zabawnie wyglądające sieweczki oraz gołębie zajęte swoimi typowo gołębimi sprawami. Catherine poszła popływać, a potem spacerowała wzdłuż brzegu, podczas gdy ja zostałem na miejscu, opalając się i próbując fotografować ptaki — zwłaszcza pelikany — z których większość uparcie odmawiała współpracy.
![]() |
| W drodze na plażę Lido Beach |
Około 18:00 pojechaliśmy dalej w dół Lido Beach i zauważyliśmy przejeżdżający darmowy tramwaj. Postanowiliśmy zostawić tę atrakcję na inny dzień, kiedy czas — i cierpliwość — będą po naszej stronie. Na samym końcu wyspy czekała na nas miła niespodzianka: piękne zagajniki starych drzew na plażach z piaskiem jak cukier, spokojne wody zatoki i poczucie, że odkryliśmy dobrze strzeżony sekret. Jakby tego było mało, znajdowały się tam przebieralnie z toaletami, stoły piknikowe, grille, dużo cienia i — co wręcz cudowne — darmowy parking. Zrobiliśmy sobie mentalną notatkę, by wrócić tu za kilka dni, najlepiej łapiąc tramwaj właśnie z tego miejsca.
![]() |
| Plaża Lido Beach |
Niestety, w drodze powrotnej musieliśmy zatrzymać się w Aldi. I jeszcze bardziej niestety — nie było już żadnych krewetkowych ringów, które stały się podstawą naszych ostatnich lunchów i, jak się okazuje, towarem deficytowym. Na szczęście wciąż mieli sporo czerwonego wina Winking Owl California Cabernet za $3,99, co dowodzi, że choć krewetki mogą znikać, priorytety pozostają niezmienne.
![]() |
| Plaża Lido Beach |
Powrót do Peaceful Paradise na kolację inspirowaną kuchnią tajską, bardzo przyzwoity zachód słońca i kolejny wieczór z poczuciem, że nazwa tego miejsca jest w pełni uzasadniona: spokojne — i bardzo bliskie raju.
Wtorek, 16 kwietnia 2024 roku
Upalne miasto Venice, zabytkowe domy, antyczny samochód faceta z Michigan, mikroskopijne zęby rekinów oraz triumf Margarity nad słońcem.
![]() |
| Venice |
![]() |
| Venice |
![]() |
| Venice |
![]() |
| Venice |
![]() |
| Venice |
![]() |
| Venice |
![]() |
| Z ogromną przyjemnością wypiłem kilka zimnych drinków w taki upał w Venice |
![]() |
| Venice Hotel |
Catherine zauważyła tablicę pamiątkową na budynku po drugiej stronie ulicy — okazało się, że był to historyczny Venice Hotel, obecnie funkcjonujący jako dom opieki. Weszliśmy do środka i jeden z pracowników uprzejmie oprowadził nas po obiekcie. Catherine natychmiast zakochała się w parze pawi wystawionych w głównej sali, które zdawały się doskonale świadome własnej wspaniałości. Nad kominkiem widniało przysłowie, które przykuło naszą uwagę:
„Gdyby młodość wiedziała, czego zapragnie starość,
potrafiłaby zarówno zdobywać, jak i oszczędzać.”
Delikatne
przypomnienie, że młodsi mogliby planować z wyprzedzeniem — rada
zawsze łatwiejsza do docenienia z perspektywy czasu.
![]() |
| A to jest unikalne "Drzewo Muszelkowe", na którym, jak widać, zamiast owoców, rosną muszelki. Jest ono unikalne dla tego regionu |
Następnie pojechaliśmy na Caspersen Beach, słynną z poszukiwania zębów rekina. Sama plaża była niewielka, z ciemnym piaskiem, dużą ilością kamieni i muszli oraz zaskakująco liczną grupą doskonale przygotowanych poszukiwaczy, wszyscy intensywnie wpatrzeni w ziemię pod własnymi stopami. Od czasu do czasu ktoś znajdował naprawdę imponujący ząb rekina, ale zdecydowana większość była śmiesznej wielkości. Porozmawiałem z parą doświadczonych „łowców”, którzy hojnie podarowali mi kilka zębów na pamiątkę. Catherine w tym czasie rozmawiała z kobietą z New Jersey, która z entuzjazmem wychwalała plaże u siebie — dowód na to, że można wyprowadzić człowieka z New Jersey, ale New Jersey z rozmowy już niekoniecznie.
![]() |
| Plaża Caspersen Beach |
Zostaliśmy tam dłużej, niż planowaliśmy, i w efekcie porzuciliśmy ambitny plan kolacji ze stekiem na rzecz szybkiej bratwurst skonsumowanej nad wodą — prostej, sycącej i idealnie pasującej do charakteru dnia.
![]() |
| Plaża Caspersen Beach, zbieracze zębów rekina i Drzewo Muszelkowe |
Muszę dodać, że przed tą wyprawą wyobrażałem sobie zęby rekina jako… no cóż, rekinich rozmiarów — dużych, dramatycznych i idealnych na naszyjnik. Rzeczywistość była zupełnie inna: większość miała mniej niż jeden centymetr długości. Mimo to Catherine postanowiła podarować je wnukom, a ja z radością je przekazałem. Przeskok w przyszłość: Szkraby, co nie było zaskoczeniem, również nie były szczególnie zachwycone tym prezentem.
Środa, 17 kwietnia 2024 roku
Odkrycia na targu farmerskim, nieoczekiwane zwiedzanie starej rezydencji, perfekcja plaży Siesta Beach i steki o zachodzie słońca.
![]() |
| Zwiedzanie Phillippi Estate |
![]() |
| Na terenie Phillippi Estate |
![]() |
| Na terenie Phillippi Estate |
![]() |
| Zwiedzanie Phllippi Estate Mansion. Nasza przewodniczka-i odbicie Catherine w lustrze |
Phillippi Estate Mansion w Sarasocie na Florydzie została zbudowana w 1916 roku przez chicagowskiego milionera Edsona Keitha Jr. Zaprojektowano ją tak, aby łapała chłodzące bryzy znad morza, i stanowi ważną część historii Phillippi Creek. Sam kanał był intensywnie pogłębiany w celach rolniczych, co doprowadziło do powstania rozległego systemu kanałów, przekształcających ten obszar w tereny uprawne należące do rodziny Palmerów w latach 20. XX wieku.
Po zwiedzaniu przeszliśmy się jeszcze między stoiskami targowymi i wykazaliśmy się godną podziwu powściągliwością: kupiliśmy jednego dużego pomidora (przeznaczonego na lunch) oraz cztery limonki — niezbędne składniki do Margarity, którą zaczęliśmy już traktować jako element wyposażenia domu. Następnie wróciliśmy pieszo do VRBO, gdzie ja zagłębiłem się w lekturę „Wall Street Journal”, a Catherine poszła popływać w basenie.
Po lunchu i krótkim odpoczynku około 15:00 wyruszyliśmy na słynną plażę Siesta Beach. Plaża była ogromna, z dużą liczbą miejsc parkingowych, doskonałą infrastrukturą i kilkoma punktami gastronomicznymi. Zauważyliśmy szeryfowskie quady patrolujące piasek oraz ratowników na służbie (którzy oficjalnie zakończyli dyżur o 16:45). Woda była spokojna i bezpieczna, co sygnalizowała zielona flaga — zawsze uspokajający widok.
![]() |
| Siesta na plaży Siesta Beach! |
![]() |
| Plaża Siesta Beach |
Zdążyliśmy wrócić na czas, by nacieszyć się pięknym zachodem słońca i wreszcie przygotować długo wyczekiwaną kolację: steki, pieczarki i szparagi. Bardzo satysfakcjonujące zakończenie pełnego dnia.
Czwartek, 18 kwietnia 2024 roku
Dmuchawy do liści o świcie, spotkania z dziką przyrodą, pętle trolejbusowe i idealnie wyczekany zachód słońca.
![]() |
| Rezerwat Red Bug Slough Preserve |
Już o 8:00 rano okolica była w pełni rozbudzona. Dmuchawy do liści ryczały, kosiarki brzęczały, a żeby dopełnić symfonię, właściciel VRBO zaczął pracować młotem kowalskim przy nabrzeżu. Tyle ze Spokojnego Raju! Było jasne, że czas się ewakuować.
![]() |
| Rezerwat Red Bug Slough Preserve |
Catherine zebrała się w rekordowym tempie i ruszyliśmy do Red Bug Slough Preserve — 72 - akrowego rezerwatu przyrody, będącego pozostałością dzikiej Florydy wciśniętej w podmiejską Sarasotę. Na terenie rezerwatu znajdowały się liczne szlaki piesze, niewielki plac zabaw, zadaszenia piknikowe oraz pomost wędkarski. Miejsce było blisko, a choć znaczna część trasy była otwarta, gorąca i nasłoneczniona, spacer zdecydowanie był tego wart.
![]() |
![]() |
Po drodze spotkaliśmy kobietę spacerującą z psem husky, która niedawno przeprowadziła się z Maryland, oraz zaobserwowaliśmy sporo dzikiej fauny: wiele żółwi, kilka jaszczurek i dwa czarne węże, każdy o długości około jednego metra. Trzymaliśmy się na dystans — one nas, my je — wzajemny szacunek obowiązywał po obu stronach.
![]() |
| Rezerwat Red Bug Slough Preserve-czarny wąż |
![]() |
| Sarasota |
![]() |
| Trolley w Sarasocie |
Przed zapadnięciem zmroku wróciliśmy do VRBO, gdzie przygotowaliśmy na grillu mrożone fish and chips z Aldi’s (dowód na to, że nie każdy posiłek musi być wykwintny), i spędziliśmy wieczór, podziwiając piękny zachód słońca oraz spokojny widok świateł odbijających się w wodzie kanału.
Piątek, 19 kwietnia 2024 roku
Oboje pospaliśmy dłużej — zwłaszcza Catherine, która dotrwała aż do 8:30. Postanowiliśmy pominąć Arlington i Rothbahn Parks, uznając jeden za zbyt skomercjalizowany, a drugi po prostu za zbyt oddalony. Zamiast tego wróciliśmy do pobliskiego Phillippi Park, gdzie z dumą spędziłem około dziesięciu minut prowadząc Toyotę RAV4 pod czujnym okiem Catherine, po czym oddałem kierownicę. Jako że to ona była odpowiedzialna za wszelkie uszkodzenia auta, absolutnie nie życzyła sobie, abo ktokolwiek inny prowadził „jej” samochód.
Przeszliśmy trasę Hammock Loop Trail — bujną, tropikalną, częściowo zacienioną i bardzo mile widzianą przy temperaturze powyżej 30°C. Po godzinie wróciliśmy do VRBO na pływanie, czytanie, lunch i perfekcyjnie wykonany relaks.
O 15:00 pojechaliśmy do Oscar Scherer State Park. Od razu zaskoczył nas fakt, że wszystkie miejsca kempingowe były zajęte — włącznie z drogimi namiotami typu glamping. Stanowiska nad rzeką oznaczone były jaskrawozielonymi tablicami ostrzegającymi przed aligatorami, które brzmiały mniej jak informacja, a bardziej jak osobiste wyzwanie. Catherine natychmiast oświadczyła, że nigdy nie biwakowałaby tu w namiocie — tylko w kamperze. Być może była to też ukryta aluzja, abym zakupił kamper, domek kempingowy na kółkach?
Przeszliśmy krótki Lester Finley Trail wzdłuż rzeki, na którym znajdowały się niewielkie metalowe skrzynki z przyciskami. Założyliśmy, że to punkty alarmowe na wypadek spotkania z aligatorem. W końcu Catherine nacisnęła jeden z nich i zamiast pomocy usłyszeliśmy nagranie edukacyjne o lokalnym ekosystemie. Ucieszyłem się, że nie była to prawdziwa sytuacja awaryjna — bycie zjedzonym przez aligatora podczas wykładu o jego diecie byłoby wyjątkowo ironicznym doświadczeniem. Później siedzieliśmy na pomoście wędkarskim, licząc na zobaczenie aligatora, ale najwyraźniej przebywały gdzie indziej.
Pojechaliśmy dalej na plażę Nokomis Beach, by obejrzeć zachód słońca. Piasek nie był może na poziomie Siesta Beach, ale i tak było bardzo przyjemnie. Podobno można tam znaleźć zęby rekina, ale poszukiwania skarbów odłożyliśmy na inne życie. Do domu wróciliśmy około 20:15, porozmawialiśmy z gospodarzami, Johnem i Teresą, i zjedliśmy kolację w stylu hawajskim, popijając znakomite czerwone wino za $3,99 — dowód na to, że szczęście nie musi być drogie.
Sobota, 20 kwietnia 2024 roku
Spacer na cmentarzu, wiersz, aligatory, odwaga pod baldachimem drzew, chaos trolejbusowy i legendarna jazda Catherine.
![]() |
| Park Stanowy Myakka River State Park |
Nasz ostatni pełny dzień w Sarasocie był kolejnym pięknym dniem. Mimo wczesnej pobudki wyruszyliśmy dopiero późnym rankiem. Catherine pływała i ćwiczyła jogę, ja natomiast czytałem weekendowe wydanie „Wall Street Journal” — każde z nas w pełni oddane własnemu programowi dbania o dobrostan.
![]() |
| Park Stanowy Myakka River State Park |
Pojechaliśmy na cmentarz Sarasota Memorial Cemetery — tak blisko, że jazda samochodem wydawała się nieco zbędna, ale usprawiedliwiał ją upał. Cmentarz był spokojny i niezwykle malowniczy, wszędzie zwisał hiszpański mech. Spacerowaliśmy między niszami i ławkami, czytając nazwiska, daty i wiersze. Jedna inskrypcja szczególnie zapadła nam w pamięć; późniejsze poszukiwania wykazały, że opierała się na utworze Henry’ego Van Dyke’a I Am Standing Upon the Seashore *, który zamieszczam na samym końcu. Świadomość, że grób należał do Stephena E. Fahrera, który zmarł w 2008 roku w wieku 34 lat po długiej walce z ALS, nadała wizycie głęboko poruszający wymiar.
![]() |
| Park Stanowy Myakka River State Park |
Potem przyszła pora na zakupy: Trader Joe’s po piwo IPA, Indian Pale Ale (słodkie, ale zdecydowanie IPA), ser Cotija (podobno ekskluzywny produkt Trader Joe’s) oraz uspokajające odkrycie, że wszystkie nasze ulubione sklepy czekają na nas w Clearwater. Następnie Aldi’s i lunch w domu.
![]() |
| Park Stanowy Myakka River State Park |
Ponieważ gospodarze spodziewali się dużego spotkania przy kolacji, uciekliśmy do Myakka River State Park. Po drodze mijaliśmy pola uprawne z kozami i krowami. Na terenie parku nieplanowany skręt doprowadził nas do pierwszych spotkań z aligatorami podczas całej podróży — dwóch z nich, entuzjastycznie przyjmujących chleb od miejscowego mieszkańca, który co chwilę upewniał się, że nie jestem strażnikiem parku. Zwracał się do nas per „madam” i „sir”, co Catherine uznała za nieskończenie zabawne.
![]() |
| Park Stanowy Myakka River State Park-Canopy Walk |
Następnie zmierzyliśmy się z canopy walk (na ścieżce w koronach drzew). Wbrew własnym oczekiwaniom przeszedłem przez wiszący most i wspiąłem się na wieżę o wysokości 76 stóp (23 m.) — a potem bezpiecznie zszedłem — rozmawiając po drodze z innymi odwiedzającymi, od kaskaderów po wesołych podróżników LGBTQ w pełnych tęczowych barwach.
![]() |
| Park Stanowy Myakka River State Park-Canopy Walk |
![]() |
| Park Stanowy Myakka River State Park |
Dalej wzdłuż parkowej drogi zauważyliśmy co najmniej tuzin aligatorów wygrzewających się na brzegach rzeki i pływających, a także ptaki i jelenie (27°14'44.1"N 82°18'24.8"W / 27.245583, -82.306889). Całość miała zaskakująco afrykański klimat. Gdy zbliżał się zachód słońca, wyjechaliśmy w kierunku Siesta Beach, złapaliśmy trolejbus wśród głośnej muzyki i podchmielonych pasażerów, by w końcu mieć całą trasę powrotną tylko dla siebie.
Po powrocie do VRBO pożegnaliśmy się z Johnem i Teresą, pogłaskaliśmy psa Shadowa, zjedliśmy lekką kolację i wznosiliśmy toast „The Winking Owl” za udaną podróż.
Na koniec kilka słów o prowadzeniu samochodu przez Catherine: jej umiejętności były absolutnie godne podziwu. W pewnym momencie przejechała nawet przez krótką chwilę pod prąd lewym pasem, wprawiając w osłupienie okolicznych kierowców — być może zastanawiali się, czy w Luizjanie (bowiem samochód posiadał rejestrację z tego właśnie stanu) obowiązują brytyjskie zasady ruchu drogowego. Ponieważ Catherine wolała prowadzić, nie oponowałem i bez problemu przyjąłem rolę nawigatora i również udzielałem wsparcie moralnego. W każdym razie przeczytała wcześniej, że Floryda ma jednych z najgorszych kierowców w USA, więc uznała, że idealnie pasowała do tego stanu!
Niedziela, 21 kwietnia 2025 roku
Pożegnanie z „Spokojnym” (a raczej NIESPOKOJNYM) Rajem, most Sunshine Skyway Bridge, spotkanie ze scjentologią, przyjazd nad zatokę Clearwater.
![]() |
| Żuraw był częstym gościem w naszej nowej lokacji |
![]() |
| Most Sunshine Skyway Bridge |
![]() |
| Kościół Scjentologiczny w Clearwater, jeden z największych w USA |
![]() |
| Catherine w naszym motelu w Clearwater-nad nią widać okna naszego pokoju-super lokacja! |
Do miejsca noclegu trafiliśmy dość łatwo, choć Catherine zaczęła się niepokoić, gdy instrukcje do zamka szyfrowego VRBO wciąż nie nadchodziły. Cudownym zrządzeniem losu — dokładnie w chwili, gdy zaparkowaliśmy — kod i instrukcje pojawiły się na jej telefonie. Był to motel 629 Bay Motel, [629 Bay Motel, 629 Bay Esplanade, Clearwater Beach, FL 33767, USA (27°16'14.2"N 82°31'34.3"W / 27.270611, -82.526194)]. Byliśmy z zakwaterowania bardzo zadowoleni. Nasz pokój (nr 5B) miał okna wychodzące na zatokę oraz tarasowy pomost wyposażony w duży stół, krzesła i dwa leżaki. Motel oferował darmowe Wi-Fi, które stało się moim jedynym łącznikiem ze światem, ponieważ mój telefon komórkowy nie działał w Stanach Zjednoczonych. Był to stary motel w stylu „starej Florydy” — czysty, jasny, z białym wnętrzem i w pełni wystarczającą kuchnią, co pozwoliło nam zaoszczędzić fortunę na jedzeniu na mieście. Unosił się tam delikatny zapach stęchlizny (najpewniej efekt dawnych powodzi po huraganach połączonych z florydzką wilgocią), więc otworzyliśmy okna i pozwoliliśmy świeżemu powietrzu zrobić swoje. Za 5 nocy zapłaciliśmy około 650 dolarów.
![]() |
| W jednej minucie są na skuterach... |
![]() |
| ...a w drugiej minucie w wodzie! Jak to się stało??? |
![]() |
| Przepiękne miejsce do spożywania posiłków! |
Poniedziałek, 22 kwietnia 2024 roku
Wietrzny poranek, motelowe historie, przypadkowy przystanek na drzemkę, anty-turystyczne Tarpon Springs.
![]() |
| Nasz motel w Clearwater |
![]() |
| Widok z naszego motelu w Clearwater |
![]() |
| Nasz Bay Motel w Clearwater i Toyota RAV4 |
Gdy wreszcie dotarliśmy do Tarpon Springs, okazało się, że wygląda ono jak przesadnie drogi i nadmiernie turystyczny port z silnymi greckimi wpływami oraz absurdalnie drogim parkingiem. Pojechaliśmy więc dalej i w końcu trafiliśmy do znacznie bardziej autentycznej, robotniczej części miasta — z antycznie wyglądającymi łodziami, sieciami rybackimi i wyraźnym poczuciem prawdziwego życia. Zauważyłem restaurację Tiki Bar z pustym parkingiem i z nadzieją zjechaliśmy na teren obiektu. Niestety restauracja była zamknięta w poniedziałki, ale na zewnątrz stał rząd krzeseł z widokiem na spokojny kanał wodny. Posiedzieliśmy tam przez chwilę, a Catherine nawiązała rozmowę z interesującą kobietą, która dziesięć lat wcześniej przeprowadziła się z Filadelfii na Florydę. Pracowała jako dekoratorka tortów i kupiła apartament przy Sunset Beach.
W końcu wróciliśmy do pokoju na późny zachód słońca, kieliszek wina i kolację na tarasie. Później wieczorem głośna grupa zajęła „nasze” miejsce, ale około północy ktoś poprosił ich o ciszę — i natychmiast się wynieśli. Porządek został przywrócony.
Wtorek, 23 kwietnia 2024 roku
Przejażdżka Jolly Trolley, leniwe popołudnie, ślady huraganu, idealny zachód słońca.
![]() |
| Zachód słońca w naszym motelu w Clearwater |
![]() |
| Clearwater |
![]() |
| Clearwater |
Środa, 24 kwietnia 2024 roku
Kolejny
piękny dzień w apartamencie Bay Motel, numer 5B. Siedząc na
pomoście przed naszym pokojem i delektując się spokojnym
porankiem, zostaliśmy nagrodzeni niespodziewaną wizytą delfina,
który leniwie przepływał przez zatokę. Chwilę później
dołączyły do nas dwie inne gościnie motelu — młode kobiety
pochodzące z Libanu, obecnie mieszkające w Waszyngtonie.
Kiedy wspomniałem o naszych podróżach na Kubę, natychmiast
powiedziały, że odwiedzenie tego kraju jest wysoko na ich liście
marzeń. Rozwinęła się żywa, dziesięciominutowa rozmowa o
podróżach, historii i samej wyspie, po której wręczyłem im swoją
wizytówkę z linkami do moich licznych kubańskich blogów.
Następnie
ruszyliśmy na przystanek, by złapać trolejbus jadący w kierunku
południowych plaż — który, jak na złość (a raczej na
szczęście), nadjechał dokładnie w chwili, gdy dotarliśmy na
miejsce. Wskoczyliśmy do środka i rozpoczęliśmy przejażdżkę,
która okazała się ponad dwugodzinną przygodą. Ten trolejbus
różnił się od pozostałych: okien nie dało się otworzyć, układ
siedzeń był nietypowy — z podwyższoną częścią z tyłu — a
na końcu znajdowały się tylne drzwi wyjściowe.
Trasa była dość myląca. Najpierw pojechaliśmy na północ, potem zawróciliśmy, następnie ruszyliśmy w stronę Pier 60 i niemal tą samą drogą, którą dzień wcześniej pokonaliśmy samochodem. Później trolejbus wykonał kolejny nawrót przy St. Pete Beach, kierując się z powrotem na północ, co oznaczało, że w ogóle nie dotarliśmy do Pass-a-Grille — urokliwej miejscowości na samym końcu mierzei. Catherine była przekonana, że wracamy w stronę Mandalay Drive, lecz zamiast tego skręciliśmy w kierunku miasta Clearwater i zatrzymaliśmy się na dość obskurnym dworcu autobusowym — dokładnie naprzeciw ogromnego kompleksu scjentologicznego (27°57'48.1"N 82°47'57.3"W / 27.963361, -82.799250).
![]() |
| Budynek Kościoła Sajentologii |
Kierowca
autobusu wyjaśnił Catherine, że Kościół Scjentologiczny
wykupił większość nieruchomości w centrum Clearwater, w
tym wiele dawnych lokali handlowych, które dziś funkcjonują jako
atrapy witryn bez jakiejkolwiek realnej działalności. Wskazał
również imponującą flotę tzw. „flag buses”, służących do
transportu członków kościoła, oraz zabytkowy Harrison Hotel,
w którym — jak się twierdzi — zatrzymują się scjentologiczni
dostojnicy..jpg)
![]() |
| Catherine obserwuje zachód słońca na plaży w Clearwater |
![]() |
| Zazwyczaj na plaży pojawia się wiele osób, aby obserwować przepiękne zachody słońca |
Gdy słońce zanurzyło się w wodach Zatoki Meksykańskiej, zapadł mrok i — podobnie jak większość plażowiczów — wróciliśmy do naszego stołu na pomoście. Tam delektowaliśmy się kieliszkiem wina i kolacją. Ja pozostałem na zewnątrz aż do około 22:30, po czym w końcu wycofałem się do środka, ponieważ wieczorne powietrze wyraźnie się ochłodziło.
Czwartek, 25 kwietnia 2024 roku
Wschód słońca nad pomostem, delfiny, wężowe ptaki z bliska, uliczny teatr przy Pier 60 i nasz ostatni florydzki zachód słońca.
Catherine obudziła się o 6:30 rano, by podziwiać niesamowity wschód słońca. Stała na pomoście z kawą w ręku, ciesząc się spokojną chwilą, gdy niebo nad zatoką powoli zmieniało kolory. Początkowo planowaliśmy pojechać nadbrzeżnym trolejbusem do Tarpon Springs, wysiąść tam i zjeść grecki lunch przy porcie, ale wszystko wydawało się zbyt skomplikowane — zwłaszcza spacer na przystanek na grobli. Ostatecznie zdecydowaliśmy się spędzić nasz ostatni pełny dzień, po prostu delektując się pomostem i najbliższą okolicą.
Catherine
wykonywała swoje ćwiczenia, podczas gdy ja prowadziłem rozmowę
wideo na żywo z Krzysztofem, moim przyjacielem z Polski. W
trakcie rozmowy nagle zauważyłem przepływającego delfina.
Krzysztof również go zobaczył — przez kamerę — co uczyniło
to międzynarodowym, dość surrealistycznym spotkaniem z dziką
przyrodą. Szybko zawołałem Catherine, która także zdążyła
zobaczyć delfina sunącego wzdłuż krawędzi pomostu. Oprócz tego
zaobserwowałem kilka wężówek
amerykańskich (Anhinga anhinga),
zwanych czasem „ptakami-wężami”..jpg)
Słowo anhinga pochodzi od brazylijskiego terminu a'ñinga w języku Tupi i oznacza „diabelski ptak” lub „ptak-wąż”. Źródło tej nazwy staje się oczywiste, gdy ptaki pływają: ponad wodą wystaje jedynie ich szyja, co sprawia wrażenie węża gotowego do ataku. Dokładnie takie zachowanie miałem okazję zaobserwować.
Wężówki amerykańskie, anhingi — w przeciwieństwie do kaczek, rybołowów czy pelikanów, które pokrywają pióra olejem z gruczołu kuprowego — nie mają wodoodpornych piór. W rezultacie ich ciała nasiąkają wodą podczas nurkowania, a lotki są tylko nieznacznie mniej nasiąkliwe. To tłumaczy ich charakterystyczny zwyczaj wygrzewania się na słońcu z szeroko rozłożonymi skrzydłami. Gęste kości, mokre upierzenie i neutralna pływalność pozwalają im całkowicie zanurzać się podczas polowania pod wodą. Jednak anhingi nie są w stanie przelecieć żadnego znaczącego dystansu z mokrymi piórami; gdy próbują, intensywnie machają skrzydłami, „biegnąc” po powierzchni wody na krótkim odcinku — zwykle w celu ucieczki przed potencjalnym zagrożeniem.
Podobnie jak kormorany, często siadają na powalonych drzewach, pniach lub skałach w pobliżu brzegu, z rozpostartymi skrzydłami i piórami rozłożonymi półkoliście, odwrócone plecami do słońca. Taka postawa pomaga im wysuszyć pióra i nagrzać ciało. Ponieważ anhinga w tej pozycji przypomina samca indyka, zyskała potoczne nazwy „wodny indyk” lub „bagienny indyk” (Wikipedia).
Po drzemce ponownie udaliśmy się na pobliską plażę, tym razem już odpowiednio wyposażeni: krzesła plażowe, parasol i napoje. Było nieco chłodniej niż dzień wcześniej, ale zachód słońca był równie spektakularny. Catherine poszła w przeciwnym kierunku, ku Pier 60, gdzie natknęła się na tłum zgromadzony wokół ulicznego występu. Ludzie byli wyciągani z publiczności do udziału w pokazie breakdance’u. Wśród nich znalazł się młody sobowtór Elona Muska — co najmniej 35 lat młodszy — który niemal się nie uśmiechnął. Mimo stoickiego występu otrzymał certyfikat i banknot 20-dolarowy, który bardzo dokładnie obejrzał, upewniając się, że nie jest fałszywy.
Po raz kolejny zrobiliśmy zdjęcia sylwetek na tle znikającego słońca. Niedaleko młoda kobieta poprosiła, czy może pożyczyć mój kanadyjski kapelusz Tilley do swojej sesji zdjęciowej. Okazało się, że urodziła się w Massachusetts, ale jej matka była Polką i mieszkała w Warszawie — kolejny dowód na to, jak mały bywa świat.
Po zachodzie słońca, jak wszyscy, wróciliśmy do naszego motelu Bayview i szybko zasiedliśmy przy stole na pomoście, by delektować się kieliszkiem wina i naszą ostatnią kolacją na Florydzie. Wcześniej Catherine odprawiła nas przez telefon na lot Sun Country 1914, odlatujący następnego dnia o 12:40 do Minneapolis. Sprawdziła również czas dojazdu na lotnisko St. Petersburg/Clearwater (PIE) i zdecydowała, że spakujemy się rano i wyjedziemy o 9:30.
Piątek, 26 kwietnia 2024 roku
Wczesne pakowanie, sprawny wyjazd, początek transportu lotniczego, rozpoznanie kapelusza Tilley, wysłane pocztówki i głośny lot powrotny do rzeczywistości.
Wstaliśmy wcześnie, by posprzątać i spakować się przed wylotem o 12:40 z lotniska PIE (St. Petersburg/Clearwater). Był to kolejny piękny dzień na Florydzie, ale zbliżający się termin wymeldowania o 10:00 sprawił, że wyjechaliśmy już o 9:30. Droga na lotnisko była krótka i bezproblemowa, zwrot samochodu przebiegł szybko i sprawnie, a my z walizkami w rękach dotarliśmy do terminalu, czując sporą satysfakcję z doskonałego wyczucia czasu.
Wewnątrz międzynarodowego lotniska St. Petersburg–Clearwater natknąłem się na bardzo interesującą historyczną tablicę pamiątkową, upamiętniającą początek regularnego transportu lotniczego:
MIEJSCE NARODZIN REGULARNEGO TRANSPORTU LOTNICZEGO
Wszechobecny przemysł lotniczy, który dziś opasuje całą Ziemię, narodził się w hrabstwie Pinellas na Florydzie 1 stycznia 1914 roku, kiedy linia St. Petersburg–Tampa Airboat Line rozpoczęła regularne, rozkładowe przewozy pasażerskie i towarowe pomiędzy tymi miastami.
Tutaj, na terenie hrabstwa, Thomas W. Benoist, pionier budowy samolotów, po raz pierwszy udowodnił światu, że zdumiewający nowy wynalazek — maszyna latająca — może zostać wykorzystany dla dobra ludzkości.
Dedykowane
12 października 1957 roku przez hrabstwo Pinellas na Florydzie dla
linii St. Petersburg–Tampa Airboat Line.
Thomas W. Benoist,
konstruktor samolotów
Percival E. Fansler, dyrektor
generalny
Antony Jannus, pilot
Jay Dee Smith, główny
inżynier
A. C. Pheil, pierwszy pasażer
oraz
wszystkim
liniom lotniczym świata
Podczas oczekiwania rozmawialiśmy z Amerykaninem, który natychmiast rozpoznał mój kanadyjski kapelusz Tilley — co po raz kolejny dowiodło, że dobry kapelusz to zarówno element stylu, jak i doskonały pretekst do rozmowy. Zrobił nam nawet zdjęcie. Potężny i po zęby uzbrojony szeryf hrabstwa Pinellas wskazał nam skrzynkę pocztową USPS, sprytnie ukrytą za zamkniętymi drzwiami, gdzie wysłałem moje pocztówki — dziwnie satysfakcjonujący, ostatni rytuał przed opuszczeniem Florydy.
Bez problemów dotarliśmy do bramki, a wkrótce potem znaleźliśmy się w powietrzu, lecąc z powrotem na lotnisko Minneapolis–Saint Paul. Lot trwał dokładnie trzy godziny i był tak głośny, że rozbolała mnie głowa — być może był to sposób, w jaki mój organizm protestował przeciwko końcowi wakacji. Po przylocie odebrał nas bus Southwest Prime Transportation i za 10 dolarów od osoby zostaliśmy dowiezieni prosto pod podjazd domu Catherine — z powrotem do deszczowej Minnesoty, co stanowiło dramatyczny, lecz bardzo wymowny kontrast wobec słońca, które właśnie zostawiliśmy za sobą.
Podsumowanie całej podróży
Ta florydzka wyprawa okazała się znacznie bogatsza i bardziej różnorodna, niż się spodziewaliśmy. To, co zaczęło się jako ucieczka w ciepło i świętowanie urodzin Catherine, stopniowo przerodziło się w podróż pełną spotkań z dziką przyrodą, spontanicznych rozmów, kulturowych osobliwości, historycznych niespodzianek i chwil cichej refleksji.
Sarasota zaoferowała nam idealną równowagę między naturą a komfortem: kanały i plaże, parki stanowe i targi farmerskie, zacienione ścieżki i palące słońce. Spacerowaliśmy wśród hiszpańskiego mchu i epifitów, obserwowaliśmy delfiny i anhingi oraz spotykaliśmy aligatory — zawsze z bezpiecznej odległości. Odkryliśmy, że dzika przyroda Florydy często pojawia się wtedy, gdy najmniej się jej spodziewasz — czasem tuż za oknem, czasem w trakcie rozmowy wideo z Europą, ale na szczęście nigdy w basenie.
Clearwater nadało podróży zupełnie inny rytm: poranki nad zatoką, przejażdżki trolejbusem, długie zachody słońca nad Zatoką Meksykańską i osobliwą atmosferę miasta po cichu przekształcanego przez obecność scjentologii. Motel Bayview, z pomostem, zachodami słońca i otwartą wodą, stał się miejscem w pierwszym rzędzie do obserwowania codziennego życia zatoki — skuterów wodnych, delfinów, sesji ślubnych i powoli sunących łodzi.
Przez całą podróż równie mocno zapadały w pamięć drobne ludzkie interakcje, co same krajobrazy: krótkie rozmowy z nieznajomymi, wspólne obserwacje, nieoczekiwana życzliwość i delikatna świadomość, że podróżowanie często polega bardziej na słuchaniu niż na patrzeniu. Niezależnie od tego, czy był to rybak wyciągający rekina, kierowca autobusu tłumaczący osobliwości Clearwater, czy ktoś, kto rozpoznał znoszony kapelusz — te chwile spinały kolejne dni w spójną całość.
Ostatecznie ta podróż nie była tylko o florydzkich plażach czy słońcu, lecz o zwolnieniu tempa, obserwowaniu i cieszeniu się przywilejem czasu — czasu na spacery, czytanie, rozmowy, pływanie i zwykłe siedzenie nad wodą, gdy słońce co wieczór zmieniało jej kolor. Ta podróż była absolutnie warta zachodu.
Jeśli chodzi o koszty, wydaliśmy co najmniej 2300 dolarów na noclegi, ponad 700 dolarów na wynajem samochodu, 100 dolarów na paliwo i opłaty drogowe, ponad 500 dolarów na bilety lotnicze (wraz z bagażem rejestrowanym) oraz co najmniej 700 dolarów na jedzenie (choć zgodziliśmy się, że posiadanie kuchni w obu miejscach pozwoliło nam zaoszczędzić sporo pieniędzy — w przeciwnym razie musielibyśmy jeść na mieście kilka razy dziennie). Łącznie cała podróż kosztowała nas około 4000 dolarów amerykańskich, czyli 2000 dolarów na osobę. Nic dziwnego, że Catherine powiedziała, iż bardzo pokochała tę wyprawę, choć jednocześnie uznała, że Kuba była znacznie lepszą okazją. I z tym w pełni się zgadzam.
Również zrobiłem szybki, 2 minutowy film na temat Florydy:
_______________________________________________________________
* Stoję na brzegu morza
Stoję
na brzegu morza. Statek obok mnie
rozpościera białe żagle na
wietrze i wyrusza
ku błękitnemu oceanowi. Jest obrazem piękna
i siły.
Stoję i patrzę, aż w końcu staje się zaledwie
punktem,
białą chmurką tam, gdzie morze i niebo łączą się
ze sobą.
Wtedy ktoś stojący obok mówi: „Oto zniknął”.
Zniknął — dokąd?
Zniknął
z mojego pola widzenia. To wszystko.
Jest tak samo wielki w
masztach, kadłubie i rei,
jak wtedy, gdy opuszczał mój
brzeg.
I wciąż jest tak samo zdolny nieść swój żywy
ładunek
do portu, który jest mu przeznaczony.
To
we mnie się pomniejszył — nie w nim.
I właśnie w tej
chwili, gdy ktoś mówi: „Oto zniknął”,
inne oczy
wypatrują jego nadejścia, a inne głosy
gotowe są podjąć
radosny okrzyk: „Oto nadchodzi!”
I tym właśnie jest śmierć…
_______________________________________________________________
THIS BLOG IS ALSO AVAILABLE IN THE ENGLISH LANGUAGE/TEN BLOG JEST RÓWNIEŻ W JĘZYKU ANGIELSKIM
.jpg)

.jpg)

.jpg)


.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)



.jpg)


.jpg)

.jpg)
.jpg)

.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)


.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)


.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz