czwartek, 29 stycznia 2026

MINNESOTA WIOSNĄ 2024 ROKU: MIĘDZY ZIMĄ A LATEM




LOGISTYKA DNIA WYLOTU, CZYLI: SZTUKA NICZEGO NIE ZAPOMNIEĆ
Pakowanie na ostatnią chwilę • Linie lotnicze i matematyka, która trochę boli • Cicha satysfakcja z cyfrowej karty pokładowej •Koszt podróży lotniczych w Kanadzie

Lotnisko St. Paul-Minneapolis
Mimo że pakowałem się już od kilku dni, 27 marca 2024 roku, w dniu wylotu, musiałem jeszcze spędzić mniej więcej godzinę, upewniając się, że nie zapomniałem niczego ważnego. Byłem wdzięczny Piotrkowi, że zasugerował zrobienie odprawy online i pobranie karty pokładowej w wersji cyfrowej, co pozwoliło zaoszczędzić czas na lotnisku.

A propos: całkowita cena lotów powrotnych Air Canada (Toronto YYZ – Minneapolis MSP oraz Minneapolis MSP – Toronto YYZ) wyniosła 549,39 dolarów, PLUS za każdym razem musiałem zapłacić 36,75 dolara za bagaż rejestrowany. Ostatecznie dało to kwotę 622,89 dolarów kanadyjskich, czyli 460,35 dolarów amerykańskich. Współczesne podróże lotnicze wyraźnie nagradzają minimalizm — a karzą nadmiar ubrań, książki i zimowe płaszcze. Idealne rozwiązanie dla nudystów lecących do krajów tropikalnych — jednakże Minnesota zdecydowanie do nich nie należy, zwłaszcza w marcu!


PRZEJAZD TAKSÓWKĄ, ZAPOMNIANY TELEFON I MAŁY LUDZKI DRAMAT
Punktualna taksówka • Zgubiony telefon • Międzynarodowa współpraca przed kontrolą lotniskową

Carver Reserve w marcu 2024 roku

Taksówka pojawiła się punktualnie. Kierowca, Palestyńczyk z Hajfy, wskazał na telefon komórkowy, który poprzedni pasażer zostawił w aucie. Ponieważ telefon był zabezpieczony kodem PIN, nie mógł go odblokować i zadzwonić do właściciela. W tym samym momencie telefon rozległ się sygnał — dzwonił syn właściciela. Wyjaśniłem całą sytuację i ustaliliśmy, że później skontaktuje się z kierowcą, aby odebrać telefon.

Zapłaciłem kierowcy 40 dolarów i poszedłem nadać walizkę. Wypełniłem też formularz amerykańskiej służby celnej na telefonie komórkowym i zrobiłem sobie selfie — coś, czego nigdy bym nie przypuszczał, że stanie się elementem oficjalnej procedury przekraczania granicy.


WJAZD DO STANÓW ZJEDNOCZONYCH… BĘDĄC WCIĄŻ W KANADZIE

Magia preclearance • Kilka pytań • Prawna szara strefa podróży międzynarodowych

Ogródek Catherine bardzo różni się od tego, jaki pamiętam w lato--te pozbawione liści drzewa stanowiły jedną zieloną ścianę
Ponieważ lotnisko Pearson oferuje amerykańską kontrolę graniczną w systemie preclearance, obsługiwaną przez funkcjonariuszy U.S. Customs and Border Protection (w 1952 roku stało się pierwszym lotniskiem na świecie oferującym takie rozwiązanie), szybko się tam udałem i nie musiałem wypełniać żadnych dodatkowych dokumentów.

Gdy przyszła moja kolej, funkcjonariusz zadał mi tylko jedno pytanie: jaki jest cel mojej podróży. I w ten sposób „wjechałem” do Stanów Zjednoczonych. Cóż — nie do końca. Z prawnego punktu widzenia wciąż znajdowałem się w Kanadzie. Amerykańscy urzędnicy mogli mnie przesłuchać, ale nie mieli prawa mnie zatrzymać ani aresztować; mogli jednak odmówić mi wejścia na pokład (albo mógłbym po prostu zrezygnować z lotu). Podróże międzynarodowe pełne są takich fascynujących technicznych niuansów.


ZABIJANIE CZASU, TIM HORTONS I KUBAŃSKI RUM

Lotniskowe poczekalnie • Pokusy duty free • Niespodziewana kubańska niespodzianka

Ale niebawem pojawiły się przepiękne, czerwone "Red Cardinals", które dla mnie są zwiastunem prawdziwej wiosny

Ponieważ do wejścia na pokład pozostało jeszcze kilka godzin, skierowałem się do słynnej kanadyjskiej kawiarni Tim Hortons i kupiłem bajgla oraz kawę. Następnie spędziłem ponad dwie godziny w poczekalni, czytając gazetę na Chromebook oraz zaglądając do sklepów wolnocłowych.

Oferowały bardzo drogie towary — ale ku mojemu zdumieniu zauważyłem, że można tam było kupić oryginalny rum z Hawany — tak, wyprodukowany na Kubie! Piszę „ku zdumieniu”, ponieważ wwożenie produktów kubańskich do Stanów Zjednoczonych było nielegalne. Najwyraźniej istniała luka prawna: kupując go w tym sklepie — który technicznie znajdował się już na terytorium Stanów Zjednoczonych — można było legalnie go wwieźć. Później opisałem to odkrycie na forum podróżniczym poświęconym Kubie, zaskakując wielu doświadczonych bywalców wyspy, którzy nie mieli pojęcia, że taka luka istnieje.


LOT NA ZACHÓD I ZYSKANIE GODZINY… ORAZ WRESZCIE SPOTKANIE Z CATHERINE!

Puste miejsca • Widok z okna • Rzadka radość przybycia wcześniej, niż się spodziewano • Wi-Fi • Spotkanie z Catherine • Spokojny finał długiego dnia

Kilka razy wpadliśmy do przydrożnych restauracji na drinka

Wejście na pokład lotu AC8721 rozpoczęło się o 20:30. Było wiele wolnych miejsc i ostatecznie przypadło mi miejsce przy oknie. Samolot wystartował o 21:12 i wylądował godzinę i czterdzieści minut później w Minneapolis — o 21:52 czasu środkowego (CST). Tak, „zyskałem” jedną godzinę, co zawsze jest mile widziane.

Dzięki kontroli preclearance nasz lot został potraktowany jak lot krajowy i nie musiałem przechodzić żadnych dodatkowych procedur imigracyjnych ani celnych. Lotnisko było stosunkowo puste i tylko sporadycznie widziałem przechodzących pasażerów.

Gdy tylko połączyłem się z Wi-Fi, zadzwoniłem do Catherine i czekałem na nią przy „Arrival Door 2”. Wkrótce się pojawiła, zabrała mnie i niedługo potem byliśmy już w jej domu w miasteczku Victoria w Minnesocie — co oznaczało początek rozdziału pod tytułem Minnesota.


WIELKI TYDZIEŃ W MINNESOCIE: ŚNIEG, WIARA, RODZINA I PIERWSZE RAZY

Wielki Czwartek poza Kanadą • Zimowe krajobrazy • Msze po łacinie i po hiszpańsku • Niespodzianki ze świata przyrody • Czas z Catherine i szkrabami — naznaczony cichą pamięcią

Wesołych Świąt Wielkanocnych!
Następnego dnia, 28 marca 2024 roku, przypadał Wielki Czwartek. Przez prawdopodobnie 30 kolejnych lat (z wyjątkiem okresu ograniczeń związanych z COVID-19 oraz roku 2022, kiedy sam zachorowałem na COVID) uczestniczyłem w Mszy Wieczerzy Pańskiej w Katedrze St. Michael’s w Toronto. Jeszcze rok wcześniej spotkałem się z moim kolegą Guy kilka godzin przed Mszą i zjedliśmy kolację w restauracji Fran’s, vis-à-vis Massey Hall przy Victoria Street, dosłownie kilka kroków od Katedry. W tym roku jednak, po raz pierwszy od dziesięcioleci, Wielki Czwartek zastał mnie nie w Toronto, lecz w Minnesocie.

Szlaki w Carver Reserve
Był to również mój pierwszy pobyt w Minnesocie zimą, a krajobraz dramatycznie różnił się od tego, który pamiętałem z letnich wizyt. W przeciwieństwie do Toronto, śnieg leżał wszędzie. Wszystkie drzewa w ogrodzie Catherine były całkowicie ogołocone z liści i po raz pierwszy mogłem zobaczyć sąsiednie domy — a nawet drogę — które latem są zwykle ukryte za gęstą roślinnością. Starałem się jednak utrzymać swoją rutynę: codzienne ćwiczenia oraz świeżo wyciskany sok z cytryn i pomarańczy na śniadanie, jakby po to, by przypomnieć ciału, że wiosna w końcu nadejdzie.

Później tego samego dnia Catherine przyjechała z Munchkin Senior — Autumn — którą bardzo lubiłem. Przywiozłem jej kilka drobnych prezentów z Kanady, oczywiście z kanadyjskimi motywami, bo w każdym momencie może ubiegać się o kanadyjskie obywatelstwo, jako że jej mama też posiada obywatelstwo kanadyjskie. Następnie pojechaliśmy do pobliskiego rezerwatu Carver i przeszliśmy się ścieżkami rowerowymi — tymi samymi, po których jeździliśmy latem. I znów kontrast był uderzający: ośnieżone trasy, nagie drzewa i cisza, która miała w sobie coś niemal kontemplacyjnego. Po tym, jak Michelle odebrała Autumn, pojechaliśmy do Waconii — często pieszczotliwie (i niepoprawnie) nazywanej przeze mnie „Draconią” 😁 — na niezbędne zakupy w Aldi i Dollar Tree.

W tym miejscu muszę dodać coś bardzo ważnego: była to moja pierwsza podróż od dość niespodziewanej śmierci mojej Mamy, która zmarła 1 stycznia 2024 roku. To bardzo smutne wydarzenie było wciąż niezwykle świeże i myślałem o niej każdego dnia. Połączenie Wielkiego Tygodnia, zimowych krajobrazów i bycia z dala od domu sprawiało, że te refleksje stawały się jeszcze bardziej intensywne.

Bardzo się cieszyłem, że zabrałem Chromebook ze sobą. 29 marca 2024 roku — w Wielki Piątek — mogłem obejrzeć transmisję uroczystości wielkopiątkowych z Watykanu, celebrowanych przez papieża Franciszka, po łacinie. Było to bardzo uroczyste i poruszające doświadczenie, a jednocześnie początek Nowenny do Miłosierdzia Bożego.

Dzięcioł smugoszyjny w ogródku Catherine
30 marca 2024 roku, w Wielką Sobotę Wielkanocną, spędziłem godzinę na ćwiczeniach, a potem chwilę ciszy na tarasie w ogrodzie Catherine. Nagle usłyszałem bardzo znajomy dźwięk stukania i zauważyłem w ogrodzie pięknego dzięcioła smugoszyjego (Pileated Woodpecker). Niedługo potem dostrzegłem lecącego nad nami orła bielika amerykańskiego. Co za gratka! To gatunki, których nigdy nie widuję w swoim ogrodzie w Mississauga. Minnesota wyraźnie starała się zrobić na mnie wrażenie. Później tego dnia Catherine i ja wybraliśmy się na spokojny spacer po okolicy.

31 marca 2024 rokuNiedziela Wielkanocna. Planowaliśmy pójść wcześnie rano do kościoła katolickiego w Victorii, ale plan ten nie do końca się powiódł. Zamiast tego pojechaliśmy do Chaska i wzięliśmy udział w Mszy Wielkanocnej w południe, odprawianej po hiszpańsku, w kościele Guardian Angels Catholic Church przy 215 W 2nd St. Mszę celebrował ks. Tony Vander Loop, biegle posługujący się językiem hiszpańskim — najprawdopodobniej był to jego drugi język. Siedząc w tylnej części kościoła, mogliśmy także z bliska obserwować chrzest. Co ciekawe, ksiądz i ja byliśmy prawdopodobnie najwyższymi osobami w całym kościele! Choć moja bardzo, bardzo podstawowa znajomość hiszpańskiego pozwalała mi zrozumieć jedynie fragmenty, było to i tak fascynujące doświadczenie: moja pierwsza Msza po hiszpańsku oraz okazja, by zobaczyć prężną społeczność latynoską żyjącą w tej okolicy.

Maluchy
Po Mszy odebraliśmy Munchkins i pojechaliśmy na plac zabaw w Waconii, gdzie spotkaliśmy bardzo miłą kobietę z trójką dzieci, która okazała się chiropraktyczką. Było to odpowiednie zakończenie refleksyjnego, spokojnie intensywnego Wielkiego Tygodnia — naznaczonego wiarą, rodziną, niespodziewaną przyrodą oraz powolnym uświadamianiem sobie, że wiosna, podobnie jak gojenie się ran, przychodzi we własnym tempie.

PRIMAAPRILISOWA WYPRAWA DO PARK RAPIDS, ŻYCIE W CHACIE I SKLEPY Z UŻYWANYMI RZECZAMI

Wycieczka samochodowa z Autumn • Postoje w McDonald’s i „Treasure City” • Przyjazd do domku letniskowego w Park Rapids • Pierwsze spotkania z Munchkin Jr. • poranne próby budzenia przez szkraby • Spokojny poranek • Wizyty w sklepach z używanymi rzeczami • Korzystanie z wolnego czasu

Autumn w swojej ulubionej restauracji, McDonald's w Buffalo, MN
1 kwietnia 2024 rokuPrima Aprilis — rozpoczął się od naszej podróży na północ, do domku letniskowego (cabin) w Park Rapids. W samochodzie znajdowała się Catherine, Autumn (Munchkin Sr. i ja, a Autumn była oczywiście naszym najważniejszym pasażerem. Pierwszy postój zrobiliśmy w restauracji McDonald’s w Buffalo, a następnie zboczyliśmy do Treasure City, sklepu wypełnionego setkami drogich i w większości bezużytecznych przedmiotów. Catherine niekoniecznie chciała się tam zatrzymywać, ale Autumn potrafiła wyczuć owy sklep z kilku kilometrów i na nic nie zdałoby się jego ominięcie! Autumn powoli wybrała kilka zabawkowych monet, choć niebawem okazało się, że mniej interesowały ją same monety (które następnego dnia znalazłem porozrzucane po podłodze), a bardziej przyjemność selekcjonowania ich, pakowania i kupowania.

Trzy minuty po naszym przyjeździe do celu pojawiła się Michelle z Everettem (Munchkin Jr.), a wkrótce potem dojechał Rob. Po rozpakowaniu poszliśmy na spacer do pobliskiego parku, żeby rozprostować nogi, pooddychać świeżym powietrzem i pozwolić dzieciom na wybieganie się w parku. Wieczorem pojechaliśmy do Park Rapids, do nowo otwartego sklepu Aldi — Catherine była nim zachwycona. Zatrzymaliśmy się też w Walmart po grillowanego kurczaka i kawę. Bardzo lubię Park Rapids (46°55'19.5"N 95°03'30.0"W / 46.922083, -95.058333) — to przytulne miasteczko liczące nieco ponad 4000 mieszkańców, a jednocześnie zaskakująco dobrze wyposażone jak na swoje rozmiary.

Maluchy w domku letniskowym, w mojej "sypialni"
Następnego dnia Munchkins wstały skoro świt, próbując (bezskutecznie) obudzić mnie przed godziną 8:00. Kontynuowałem drzemkę do 10:00, potem poćwiczyłem, uruchomiłem Internet i przewertowałem dwa numery Wall Street Journal. Później pojechaliśmy z Munchkins do motelu AmeriInn, żeby skorzystać z basenu, a następnie odwiedziliśmy sklep z używanymi rzeczami Depo — choć nic szczególnego nie przyciągnęło naszej uwagi. Szybki wypad do sklepu monopolowego zaowocował zakupem butelki wina, drogiego, ale niezbędnego ‘paliwa’ dla dorosłych!

PRZYGODY W AKELEY, BŁOTNISTE KAŁUŻE, EKONOMIA WÓDKI I ŹRÓDŁA MISSISIPI

Paul Bunyan przegrywa z kałużą • Błoto, śmiech i nieudana akcja ratunkowa • Leśne szlaki i współpracujący pies • Sklepy monopolowe jako badania antropologiczne • Śnieg, piasek i prawie nagie szkraby • Broń, opowieści i sztuka lokalnej rozmowy

Paul Bunyan i malce
3 kwietnia 2024 roku, razem z Michelle i Munchkins, pojechaliśmy do Akeley — miasteczka, o którym wspominałem już w moim blogu o Minnesocie  z 2023 roku. Rok wcześniej odkryłem w tym mieście ogromny sklep z używanymi rzeczami, w którym kupiłem mnóstwo książek i DVD, a także największy na świecie pomnik Paula Bunyana oraz bardzo interesujące lokalne muzeum (47°00'11.6"N 94°43'49.5"W / 47.003222, -94.730417).

Naturalnie malcy byli zachwyceni gigantycznym pomnikiem Paula Bunyana i zrobiliśmy mnóstwo zdjęć, na których pozują bohatersko u jego stóp. Jednak mimo legendarnego wzrostu, siekiery i całej drwalskiej powagi, Paul Bunyan został szybko i bezapelacyjnie pokonany przez coś znacznie potężniejszego: ogromną kałużę powstałą z topniejącego śniegu.

Kałuża natychmiast stała się główną atrakcją. Szkraby pomaszerowały prosto w jej środek, entuzjastycznie pluskając się w błotnistej wodzie, która ewidentnie łamała kilka niepisanych zasad rodzicielskiego bezpieczeństwa. W pewnym momencie Autumn ugrzęzła, co skłoniło zirytowaną Catherine do akcji ratunkowej — tylko po to, by Autumn natychmiast wróciła do kałuży, jakby ta wołała ją po imieniu. Filmowałem całą tę operację i śmiałem się tak bardzo, że prawie upuściłem kamerę. Paul Bunyan patrzył w milczeniu. Przegrał.

Po kałużowych atrakcjach przeszliśmy się szlakiem Heartland State Trail, którym dawno temu tysiące pociągów przewoziły drewno. Dziś pociągów już nie ma, drzew jest mniej, a krajobrazem rządzą samochody i ciężarówki, jak też czasem rowerzyści i piesi. Spotkaliśmy też kobietę z pięknym psem, który uprzejmie pozwolił się podziwiać, głaskać i przez chwilę traktować jak honorowego członka grupy.

W końcu Munchkins wróciły do domu z Michelle, a Catherine i ja pojechaliśmy dalej, najpierw do Dollar General, a potem do małego miasteczka Nevis.

Szkraby nad jeziorem Lake Itasca-pomimo leżącego śniegu, pogoda była letnia
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Dorset Corner Liquor Store (sklepu z alkoholem) — jednej z moich ulubionych kategorii amerykańskich instytucji. Lubię przeglądać takie miejsca, ponieważ większość produktów jest dla mnie zupełnie nieznana i niedostępna w Kanadzie. Z punktu widzenia ekonomii porównawczej wódka w Stanach Zjednoczonych jest zdumiewająco tania w porównaniu z Ontario. Na przykład butelka 1,7 litra 40-procentowej amerykańskiej wódki kosztuje w Minnesocie około 10 dolarów (czyli mniej więcej 14 dolarów kanadyjskich). W Ontario ta sama butelka kosztowałaby około 65 dolarów kanadyjskich. Niektóre tanie amerykańskie piwa są również bardzo tanie w USA w porównaniu z Kanadą. Z kolei alkohole wyższej jakości często kosztują na południe od granicy tyle samo, a czasem nawet więcej. Co ciekawe, w Minnesocie zaskakująco trudno znaleźć europejskie piwo. Dla porównania, sklepy w okolicach Toronto oferują dziesiątki rodzajów. Gdy w końcu natrafiłem na słynnego czeskiego pilznera lub polskiego Żywca, okazało się, że kosztują więcej niż w Kanadzie, ponieważ sklepy zamawiają ich tylko kilka skrzynek — najwyraźniej jako (niemal) kolekcjonerskie rarytasy.

Szkrab w torbie zakupowej
Na początku kwietnia pojechaliśmy również do Itasca State Park, gdzie rzeka Missisipi rozpoczyna swoją długą podróż na południe, by stać się potężną rzeką znaną wszystkim i zakończyć swój bieg w Zatoce Meksykańskiej. Na plaży nad jeziorem Itasca byliśmy zupełnie sami. Szkraby najpierw pobawiły się na placu zabaw, a potem — bez wahania — rozebrały się i z radością korzystały z plaży. Przy samej wodzie było słonecznie i ciepło, a zaledwie kilka metrów wyżej wciąż leżały grube płaty śniegu. Wiosna w Minnesocie w pigułce: plażowa pogoda, zaspy śniegu i nagie dzieci, wszystko współistniejące w doskonałej harmonii.

W 2019 roku odwiedziliśmy w Park Rapids sklep Fuller’s Guns & Pawn i spędziliśmy tam około 30 minut, rozmawiając z Roycem oraz innym pracownikiem sklepu. Byłem zafascynowany szerokim wyborem broni palnej, w tym egzemplarzy bardzo starych i drogich. Jeden z mężczyzn dużo podróżował i zabawiał nas opowieściami z różnych krajów. Uwielbiam takie miejsca, w których w pół godziny rozmowy można dowiedzieć się więcej niż z jakiegokolwiek przewodnika. Tym razem wróciłem tam po prostu, by powiedzieć „cześć” Roycowi, bardzo sympatycznemu człowiekowi. Po raz kolejny skończyło się na rozmowie z nim i przypadkowym klientem, który akurat był w sklepie — o wszystkim: od broni po lokalną historię. Kupiłem też kilka płyt CD i DVD, bo najwyraźniej nie potrafię wyjść z miejsca sąsiadującego z lombardem czy sklepem z używanymi rzeczami z pustymi rękami.


OPUSZCZAMY DOMEK LETNISKOWY

Całkowite i częściowe zaćmienie Słońca • Urodzinowe świętowanie Catherine • Kentucky Coffeetree i ewolucyjne osobliwości • Organiczna, amerykańska kawa
View from the cabin
8 kwietnia 2024 roku opuściliśmy chatę i wróciliśmy do Victorii — był to dzień o szczególnym znaczeniu astronomicznym: między innymi w mieście Niagara Falls w Ontario widoczne było całkowite zaćmienie Słońca. Niestety, całe to widowisko kompletnie mnie ominęło. W Minnesocie można było obserwować jedynie częściowe zaćmienie, ale niebo było zachmurzone, więc nawet nie próbowaliśmy patrzeć w słońce. Jedyne, co zauważyliśmy, to lekkie przyciemnienie światła dziennego, które zresztą już kilka razy w życiu oglądałem.

Następnego dnia jednak wszelkie zaćmienia i wydarzenia astronomiczne zeszły na dalszy plan — urodziny Catherine! Pojechaliśmy do domu Michelle, by świętować razem z nią i malcami, co uczyniło ten dzień naprawdę wyjątkowym.

Kentucky Coffee Tree
Choć na jazdę na rowerze było jeszcze za wcześnie, śnieg stopniał na tyle, że mogliśmy spacerować po szlakach. Przy okazji przyjrzałem się kilku drzewom Kentucky Coffeetree (kłęk amerykański) rosnącym w pobliżu domu Catherine. Strąki, wciąż wiszące na gałęziach, zawierają nasiona, które są notorycznie twarde i trujące — to ewolucyjna pozostałość z czasów, gdy dziś już wymarła megafauna mogła pomagać w ich kiełkowaniu. Ja jednak wziąłem sprawy w swoje ręce i sam rozkruszyłem nasiona — mały triumf ludzkiej pomysłowości nad historią ewolucji. Jak wiadomo, dawno temu prażone i mielone nasiona tego drzewa używane były jako namiastka kawy przez pionierów (od tego się wzięła nazwa drzewa). Ceny kawy w ostatnich latach gwałtownie wzrosły, a Catherine musi zaczynać dzień od filiżanki kawy (zwykle mielonej i przygotowywanej przeze mnie), wydając na nią małą fortunę. Pomimo moich licznych sugestii, by posadziła nasiona Kentucky Coffeetree w swoim ogrodzie i uprawiała własną, w 100% organiczną „amerykańską kawę pionierską”, nigdy nie wykazała tym żadnego zainteresowania. Szkoda!

WIZYTA W CATHEDRAL OF SAINT PAUL

Wizyta w ikonicznej katedrze • Historyczne tablice pamiątkowe (Kennedy i kardynał Pacelli) • Imponujące wnętrze • Widok na Kapitol stanu Minnesota • Ciekawostki prezydenckie

Po powrocie z wakacji na Florydzie, w dniach 12–26 kwietnia 2024 roku (które opisałem w moim florydzkim blogu), wybraliśmy się do Katedry Św. Pawła (Cathedral of Saint Paul) — jednej z najbardziej charakterystycznych katedr w Stanach Zjednoczonych. Położona na Cathedral Hill, z miedzianą kopułą górującą nad centrum St. Paul, jest poświęcona apostołowi Pawłowi, od którego imienia wzięło nazwę także miasto. Otwarta w 1915 roku, w 2009 została ogłoszona Narodowym Sanktuarium Apostoła Pawła przez Konferencję Episkopatu USA. Jest to trzecia co do wielkości katedra katolicka i szósty co do wielkości kościół w kraju.

W tej ławce siedział prezydent John F. Kennedy podczas Mszy Świętej w 1962 roku
Miłośnicy historii, tacy jak ja, z zainteresowaniem dowiedzieli się, że prezydent John F. Kennedy uczestniczył tutaj we Mszy o godzinie 11:00 dnia 7 października 1962 roku, podczas intensywnej, 21-godzinnej wizyty w Minnesocie. Ławka, w której siedział, została oznaczona tablicą pamiątkową — oczywiście zadbałem o to, by również w niej usiąść, dodając osobisty akcent do historii (i mając nadzieję, że pewnego dnia pojawi się tam kolejna tablica, upamiętniająca moje zajęcie tego miejsca właśnie tego dnia). Wcześniej, w 1936 roku, Mszę w tej katedrze odprawiał Eugenio kardynał Pacelli (przyszły papież Pius XII), co również upamiętniono tablicą pamiątkową.

Wnętrze katedry robi ogromne wrażenie i żałowałem, że nie mieliśmy kilku godzin na jego dokładne zwiedzenie, jednak katedra jest zamykana punktualnie o 17:00. Udało nam się natomiast przespacerować po okolicy i zobaczyć Kapitol stanu Minnesota. Ciekawostka polityczna: Timothy James Walz pełni funkcję 41. gubernatora Minnesoty od 2019 roku i był demokratycznym kandydatem na wiceprezydenta w wyborach prezydenckich w USA w 2024 roku. Jednak Kamala Harris, jego przyszła szefowa, przegrała wybory z Donaldem Trumpem i Walz musiał dalej wykonywać swoją nudną i monotonną pracę w Saint Paul w Minnesocie 😁!


MINNESOTA LANDSCAPE ARBORETUM I ZACZAROWANA HUŚTAWKA

Kwitnące tulipany • Przygody na placu zabaw • Leśna wyprawa z Munchkinami • Zabawa na zaczarowanej huśtawce

Spędziliśmy też kilka godzin w Minnesota Landscape Arboretum, zaledwie kilka minut jazdy od domu Catherine. Wspominałem już to miejsce w poprzednich blogach — nigdy nie przestaje mnie zachwycać! Tulipany były w pełnym rozkwicie, barwiąc ogrody intensywnymi wiosennymi kolorami, co stanowiło miły kontrast wobec ośnieżonych krajobrazów z początku miesiąca.

Everett dzielnie dotrzymywał kroku starszym dzieciakom i nie potrzebował naszej pomocy
Kilka dni przed moim wyjazdem Catherine i ja pojechaliśmy ze szkrabami do Chaska, na plac zabaw, gdzie dzieci szybko znalazły towarzystwo do zabawy — głównie wśród starszych dziewczynek. Później wszyscy zapuściliśmy się do pobliskiego lasu. Ogromną frajdą było obserwowanie Everetta, trzyletniego najmłodszego uczestnika wyprawy, który dzielnie dotrzymywał kroku starszym dzieciom. Wyraźnie chciał być częścią grupy — i był! W końcu dotarliśmy do „zaczarowanej huśtawki” w samym sercu lasu, gdzie dzieciaki po kolei huśtały się, śmiejąc się i krzycząc z radości.

Zastanawiałem się, czy jesienią pojawiają się w tym lesie grzyby. Pokazałem nawet kilka zdjęć najstarszej dziewczynce, która była częstym bywalcem lasu, ale nigdy żadnych nie widziała.


CHAOS W DNIU WYLOTU I CUD Z PLECAKIEM

Punktualny transport • Katastrofa z plecakiem • Gorączkowe telefony do Catherine • Problemy na kontroli bezpieczeństwa • Wreszcie w samolocie

Catherine łączy pracę w ogródku z jogą
Do Kanady wylatywałem 6 maja 2024 roku. Ponieważ firma South West Prime Transportation, która wcześniej sprawdziła się znakomicie, pobierała tylko 10 dolarów, postanowiłem ponownie skorzystać z jej usług zamiast prosić Catherine o podwiezienie na lotnisko. Bus miał przyjechać około południa — oczywiście spakowałem się dzień wcześniej i byłem gotowy. Miałem jedną dużą walizkę rejestrowaną, jeden bagaż podręczny oraz plecak z najcenniejszymi rzeczami: aparatami, gimbal, Chromebook, Nawigator GPS, ładowarkami, powerbanks i dodatkowymi akcesoriami. Czekając, bawiłem się z Everettem przed domem. W pewnym momencie przestraszony podszedł do Catherine i powiedział, że „w piwnicy jest potwór”. Zapewne jakiś niedawno obejrzany film pobudził jego wyobraźnię. Catherine szybko go uspokoiła: żadnego potwora nie ma! Później powiedziałem mu, że w domu jest tylko bardzo miła i przyjazna Catherine — i na pewno NIE w piwnicy.

Samochód przyjechał punktualnie. Pożegnałem się z Catherine i Everettem. W busie była już jedna pasażerka, również jadąca na lotnisko. Kierowca zatrzymał się przy krawężniku, otworzył bagażnik i załadowałem walizki. Zasugerował, żebym włożył do bagażnika także plecak, bo było tam dużo miejsca. Wsiadłem do środka, a gdy samochód ruszył, kierowca zwolnił, by zamknąć niedomknięty bagażnik — oczywiście był on sterowany automatycznie.

Mam 22-letni samochód i wszystko, poza skrzynią biegów, jest w nim manualne — powiedziałem. — Czasami myślę, że to lepsze rozwiązanie, bo posiadam większą kontrolę nad samochodem.

Nie miałem wtedy pojęcia, jak prorocze okażą się te słowa!

Po około 40 minutach dojechaliśmy na lotnisko. Poszedłem odebrać bagaże — i zamarłem: mojego plecaka nie było!!! Przez kilka sekund zarówno kierowca, jak i ja staliśmy osłupiali. Jak to możliwe? Nigdzie się nie zatrzymywaliśmy, a pasażerka nie miała żadnego bagażu w bagażniku. I wtedy mnie olśniło: gdy samochód ruszał spod domu Catherine, automatyczna klapa bagażnika nie zamknęła się do końca i dlatego kierowca zwolnił i prawie się zatrzymał, aby domknąć bagażnik. Ale zanim to uczynił, mój plecak musiał się wysunąć z bagażnika i upaść na ulicę, kilka metrów od domu Catherine!

Z samolotu mogłem raz jeszcze zobaczyć miasto St. Paul, budynek Capitol Building i Katedrę
Natychmiast zadzwoniłem do Catherine, ale nie odebrała — oczywiście była to pora drzemki Everetta, a telefon był wyciszony. Poleciłem kierowcy wrócić pod jej dom, a sam zostałem na lotnisku, mając nadzieję, że uda mu się odnaleźć plecak. Bez przerwy próbowałem dodzwonić się do Catherine, wysyłałem SMS-y, a nawet skorzystałem z telefonu grzecznościowego na lotnisku — bez skutku. Pot spływał mi po plecach, głównie z powodu ciężkiego zimowego płaszcza, a stres był ogromny.

W międzyczasie nadałem dużą walizkę przy stanowisku odprawy i opowiedziałem całą historię bardzo miłej pracownicy. Była wyraźnie nią zaintrygowana i powiedziała, że jeśli będzie trzeba to osobiście przeprowadzi mnie przez kontrolę bezpieczeństwa, omijając jakiekolwiek kolejki. Sama ta obietnica była ogromnie pocieszająca i pozwoliła mi skupić się na odnalezieniu plecaka i kontakcie z Catherine. W końcu, po chyba dwudziestu próbach, odebrała! Everett obudził się, bo telefon leżący na jego łóżku ciągle wibrował, co skłoniło go do narzekania, że „telefon robi strasznie dużo hałasu”. Cudem Catherine zauważyła mój plecak leżący na dużym kamieniu niedaleko domu — ktoś musiał go znaleźć i tam położyć. Skontaktowała się z firmą transportową, kierowca odebrał plecak i przywiózł mi go z powrotem na lotnisko.

Krajobraz w Wisconsin (albo w Michigan)
Wreszcie ulga! Zgodnie z radą kobiety z odprawy bezpłatnie nadałem także bagaż podręczny, dzięki czemu zostałem tylko z plecakiem. Porozmawiałem z nią jeszcze chwilę, żartując, że normalnie nie piję alkoholu na lotnisku, ale dziś miałbym ochotę na solidny kieliszek czegoś bardzo, bardzo mocnego! Przyznała mi rację — ostatecznie jednak powstrzymałem się od drinka, bo poza piwem i winem bardzo rzadko piję wódki, whisky czy brandy.

Kontrola bezpieczeństwa odbyła się z małą potyczką. Skaner (w kształcie kabinki) ciągle piszczał i musiałem do niego wchodzić kilka razy.

Co pan ma przy sobie? — spytał się szorstko pracownik.
Nic — odpowiedziałem.

Z niedowierzaniem wskazał na ekran, pokazujący zarys mojego ciała… rzekomo z różnymi przedmiotami ukrytymi w wielu miejscach! Zaproponował przeszukanie (pat-down) w osobnym pomieszczeniu, ale odmówiłem.

Możesz to zrobić tutaj — powiedziałem.

Po skrupulatnym sprawdzeniu rąk, klatki piersiowej i nóg nie znalazł niczego niebezpiecznego—ani ‘bezpiecznego’ i było tym trochę zdziwiony, że maszyna okazała się tak myląca. Najprawdopodobniej winny był pot — powstały głównie z powodu grubego płaszcza i stresu związanego z niemal utratą mojego plecaka z cenną zawartością. Wreszcie mogłem spokojnie udać się do poczekalni. Znalazłem miejsce do siedzenia, zdjąłem płaszcz, zrobiłem głęboki wdech, wyjąłem Chromebook i poczytałem gazetę, czekając na wejście do samolotu.

Sam lot przebiegł spokojnie samolotem Bombardier CRJ900, małym odrzutowcem pasażerskim, posiadającym maksymalnie 90 miejsc dla pasażerów, o zasięgu 2500 km. Próbowałem zasnąć, ale mając miejsce przy oknie wolałem podziwiać rozciągające się widoki pod nami. Mogłem rzucić ostatnie spojrzenie na miasto St. Paul — wyraźnie widoczne były zarówno katedra, jak i budynek Kapitolu, a także lotnisko St. Paul Downtown Airport. Niedługo potem lecieliśmy nad zatoką Green Bay, jeziorem Michigan oraz zatoką Saginaw Bay, gdzie bez trudu dostrzegłem wyspę Shelter i Channel Island. Wylądowaliśmy w Toronto nieco przed czasem, a po dość długim oczekiwaniu na wyjście z samolotu (pewnie kara za wcześniejszy przylot!) wziąłem taksówkę i wróciłem do domu. Piotr już czekał, by pomóc mi z bagażami. Później poprosiłem Catherine, aby podziękowała Everettowi za zwrócenie jej uwagi na wibrujący telefon — i obiecałem zabrać go do dobrej restauracji podczas mojej następnej wizyty.

Następnego dnia poszedłem do mojego ogródka. Drzewa nie tylko były już całe pokryte soczystą zielenią, ale niektóre nawet kwitły. Trudno uwierzyć, że gdy wylatywałem, wszystko wyglądało jeszcze tak ponuro i pusto. Niesamowite, jak wielką różnicę potrafi zrobić sześć tygodni.

Mój ogródek również wygląda niezmiernie wiosenne!


REFLEKSJE O MINNESOCIE

Gościnna Minnesota • Lokalne wyprawy • Przyroda • Spokój i zabawa • Niezapomniane doświadczenia

Urodziny Catherine--Sto Lat!!!
Moja podróż do Minnesoty, wśród śnieżnej, wczesnowiosennej scenerii, była w pełni udana. Mogłem cieszyć się chwilami spędzonymi z jej rodziną — od zabaw z Everettem i Autumn, przez świętowanie urodzin Catherine, po spacery po szlakach jeszcze niedawno pokrytych śniegiem. Wizyty w Cathedral of Saint Paul, Minnesota Arboretum oraz przy ukrytych leśnych huśtawkach łączyły historię, architekturę i kontakt z naturą. Spotkania z dziką przyrodą — dzięciołem Pileated Woodpecker, bielikiem amerykańskim, a nawet sójkami błękitnymi — sprawiały, że prawie każdego dnia obcowałem z przyrodą. Oczywiście dwutygodniowy wyjazd na Florydę w kwietniu był absolutnym punktem kulminacyjnym całej podróży, ale traktuję go jako osobną przygodę.

Munchkins okazały się wspaniałym towarzystwem — odważne i pełne energii, od huśtania się na zaczarowanej huśtawce po igraszki na placach zabaw i wczesne pobudki. Połączenie spokojnych chwil w ogrodzie Catherine, miejskich wypadów i przygód na świeżym powietrzu stworzyło równowagę między relaksem, rozrywką i okazjonalnym chaosem — jak choćby incydent z plecakiem na lotnisku — który uczynił ten wyjazd niezapomnianym.

Pogoda była zmienna: od śnieżnej, wczesnej wiosny w Minnesocie po cieplejsze, bardziej słoneczne dni później, dając wyjątkową perspektywę na zmieniającą się porę roku. Codzienne rytuały ćwiczeń, świeżych soków i odkrywania nowych miejsc nadawały pobytowi rytm, a rodzinne relacje tworzyły ciepłe wspomnienia.

Co się dzieje w garażu, zostaje w garażu!
Podsumowując, była to naprawdę niezwykła wiosna w Minnesocie — pełna śmiechu, niespodzianek, przyrody i refleksji. Jeśli coś mi ten wyjazd przypomniał, to to, że najlepsze historie z podróży rodzą się tam, gdzie spotykają się przygoda, nieoczekiwane wyzwania i radość dzielenia doświadczeń z bliskimi.


THIS BLOG IS AVAILABLE IN THE ENGLISH LANGUAGE/TEN BLOG JEST RÓWNIEŻ DOSTĘPNY W JĘZYKU ANGIELSKIM


WIĘCEJ ZDJĘĆ Z TEJ WYCIECZKI

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz