POWRÓT DO DOMU: CMENTARZ KIDD, KSIĄŻKA MELCHIORA WAŃKOWICZA „TWORZYWO”, DAVID FIFE I RED FIFE, MIEJSCE EKSPLOZJI ORAZ WIOSKA LAKEFIELD I JEJ BOGATE DZIEDZICTWO LITERACKIE
***
BONUS: KAWA Z MNISZKA LEKARSKIEGO WEDŁUG SUSANNY MOODIE ORAZ JESZCZE JEDEN SUBSTYTUT KAWY PIONIERÓW: KENTUCKY COFFEETREE (KŁĘK KANADYJSKI)
Spakowaliśmy się i wyjechaliśmy w piątek, 1 sierpnia 2025 roku, w 81. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Zamiast autostrady 401 wybraliśmy Highway 7, zatrzymując się w Havelock, aby zobaczyć istniejącą stację kolejową. Zjechaliśmy z Highway 7 na Apsley Dummer 7 Line, następnie skręciliśmy w Dummer–Apsley Line i pojechaliśmy na północ drogą South Dummer 5 Line Road. Tuż przed Webster Road zauważyliśmy po prawej stronie niewielki pionierski cmentarz – Kidd Cemetery (44°24'24.9"N 78°03'46.2"W / 44.406917, -78.062833). Większość pochówków pochodziła z drugiej połowy XIX wieku, a tylko dwa z lat 1906 i 1907.
Cmentarz Kidd Cemetery
W 1982 roku, będąc w Austrii, otrzymałem polską książkę Melchiora Wańkowicza Tworzywo (dostępną po angielsku jako Three Generations). Jest to niezwykła, genialna i wciągająca opowieść o czterech polskich imigrantach, którzy przybyli do Kanady w latach 1900–1929. Z tej książki dowiedziałem się wielu fascynujących szczegółów dotyczących historii Kanady – do tego stopnia, że Kanadyjczycy często byli zaskoczeni moją „rozległą wiedzą na temat historii Kanady”. Jeden z imigrantów, Stanisław Gąsior, przybył wraz z rodzicami w 1900 roku. Otrzymali oni dwie działki po 160 akrów każda, położone w środku gęstego lasu. Później przeniósł się do Saskatchewan i ostatecznie stał się bardzo zamożnym farmerem, wychowując 13 dzieci.
W latach 30. XX w. jego sąsiad, pułkownik Winston MacManus, często zasięgał jego rady. Podczas jednego z takich spotkań w sierpniu 1939 roku, gdy rozmawiali o cenach pszenicy na przestrzeni lat, doszło do następującej wymiany zdań:
***
— Nie można powiedzieć, kanadyjska pszenica nie tak już bardzo mrozu się boi.— Co, hę?... Prawda?... — pułkownik przeszedł ni z tego, ni z owego do chełpliwego tonu. — A wiesz pan, panie Gąsior, skąd się taka pszenica wzięła w Kanadzie? Wy, młodzi — Gąsiorowi grdyka skoczyła w górę i w dół — teraz za innymi gatunkami gonicie, ale ta poczciwa Red Five przez pól wieku bogactwo Kanadzie dawała, zasypaliśmy nią glob ziemski.
Pogładził sumiastego wąsa z dumą, jakby to nikt inny, tylko Mac Manusowie wyprodukowali to ziarno pełne konsystencji, mniej obawiające się mrozów, z którego wyrosła potęga koncernów młynarskich w St. Paul i Minneapolis.
— Pamiętam, ojciec zawsze tę historię opowiadał, jak jego dziad Dawid miał przyjaciela Fife'a i syn tego przyjaciela, nazwany Dawidem na pamiątkę ojca, gospodarował koło Peterborough w Ontario. U nas, Szkotów, przyjaźń przechodzi z ojca na syna, i Arthur, to znaczy ojciec ojca, często tego Dawida nawiedzał. I nieraz narzekali, że pszenica za długo dojrzewa i mrozy ją często łapią. Umyślili napisać do znajomego Szkota w Glasgow, żeby przysłał próbkę jakiegoś ziarna z północnych krajów, które też mają wczesne mrozy. Właśnie w porcie Glasgow stal okręt z Gdańska z polską pszenicą i znajomy posłał im próbkę. To był 1842 rok. Z całej próbki wzeszło pięć kłosów, z czego dwa krowa zjadła. Dawid Fife trząsł się nad nimi nie na próżno, bo też te trzy kłosy zmieniły losy Kanady. Nikt już potem dziesiątki lat nie sial innej pszenicy jak Red Fife.
***
| Portret Davida Fife'a, twórcy pszenicy Red Fife Źródło: Wikimedia Commons |
W 2003 roku zobaczyłem w pobliżu Peterborough w Ontario tablicę historyczną z następującym napisem:
Pszenica Red Fife, wcześnie dojrzewająca odmiana o wysokiej jakości, została odkryta w 1842 roku przez Davida Fife’a na poletku doświadczalnym na jego farmie w tym miejscu. Przez ponad 60 lat była „pszenicą jarą” w Kanadzie. Otworzyła potencjał zbożowy Zachodu i jest odmianą macierzystą słynnej pszenicy Marquis.
Niedawno w BLOGU o wycieczce do Minnesoty w 2024 roku opisywałem historię Wendelina Grimma, który dzięki wytrwałości wyhodował pierwszą mrozoodporną odmianę lucerny w Ameryce Północnej Dzięki niczemu bardziej spektakularnemu niż uparta wytrwałość i staranna selekcja wyhodował pierwszą naprawdę mrozoodporną odmianę lucerny w Ameryce Północnej. Według naukowców od spraw rolniczych, było to najważniejszym osiągnięciem w rozwoju upraw w Ameryce Północnej aż do wynalezienia kukurydzy hybrydowej.
| James Kidd (urodzony w 1813 r. w Szkocji, zmarł w 1875 roku) |
Niedaleko cmentarza znajdowała się tablica historyczna upamiętniająca wybuch dynamitu w 1885 roku (N 44° 22.151 W 078° 13.454), którą Krzysztof uważnie przeczytał:
WYBUCH DYNAMITU W 1885 ROKU
4 września 1885 roku James Simmons i George Morton przewozili ładunek dynamitu z Tweed do Burleigh Falls w Ontario, konnym wozem z obręczami ze stali na kołach. Dynamit miał zostać użyty przy budowie śluzy Trent-Severn w Burleigh Falls. Zatrzymali się na noc w hotelu w Indian River w Ontario, a następnego dnia ruszyli w kierunku Burleigh Falls przez granicę township’ów Douro–Otonabee oraz drogą, która obecnie jest częścią Highway 28. Około godziny 9:45 rano mieszkańcy okolicy zostali zaniepokojeni potężnym wybuchem dynamitu na Highway 28, około 4,1 km na północ od County Road 4.
Panów Morton i Simmons nigdy więcej nie widziano. W miejscu eksplozji odkryto kratery o głębokości około trzech metrów, a konie i wóz znaleziono około 15 metrów po obu stronach kraterów. Pozostały jedynie fragmenty ciał mężczyzn, koni i wozu; opisano je jako „zmasakrowane ponad wszelki opis”. Kawałki drewna i stali z wozu odnaleziono w odległości od 100 do 200 jardów.
Wybuch był słyszany w Lakefield oraz w odległych miejscowościach, takich jak Peterborough, Warsaw, Young’s Point i Madoc. Wkrótce na miejsce eksplozji przybyły tłumy ludzi, niektórzy poszukiwali szczątków ofiar. „Co kilka minut znajdowano coś nowego i wstrząsającego.” Podobno miejsce to odwiedziło ponad 1000 osób oraz 300 powozów.
| Samuel Strickland |
Jego dwie siostry, Susanna Moodie (1803–1885) oraz Catharine Parr Traill (1802–1899), wyemigrowały z Anglii w 1832 roku i założyły farmy w tej okolicy. Stały się bardzo znanymi pisarkami, opisującymi trudności pionierskiego życia w Ontario. Do ich najbardziej znanych książek należą Roughing It in the Bush (W zmaganiu z kanadyjską dziczą) oraz Life in the Backwoods (Życie w kanadyjskiej głuszy) autorstwa Moodie, a także The Backwoods of Canada (Kanadyjska głusza) i Canadian Crusoes (Kanadyjscy Robinsonowie) autorstwa Parr Traill.
Również pragnąłbym dodać, że słynna pisarka kanadyjska, Margaret Atwood, była w znacznym stopniu inspirowana twórczością Susanna Moodie. Atwood bezpośrednio nawiązała do pionierskich doświadczeń Moodie w tomie poetyckim z 1970 roku The Journals of Susanna Moodie. W książce tej poetka w wyobraźni odtwarza głos i losy Moodie. Wiersze przedstawiają kolejne etapy jej życia: przybycie do Kanady, lata spędzone w dziczy oraz nawet jej „życie pośmiertne”, w którym pojawia się jako duch nawiedzający współczesny kanadyjski krajobraz. Atwood wykorzystuje postać Moodie jako symbol, aby zbadać psychologiczne doświadczenie osadników oraz złożoną relację między człowiekiem a kanadyjską naturą.
Również pragnąłbym dodać, że słynna pisarka kanadyjska, Margaret Atwood, była w znacznym stopniu inspirowana twórczością Susanna Moodie. Atwood bezpośrednio nawiązała do pionierskich doświadczeń Moodie w tomie poetyckim z 1970 roku The Journals of Susanna Moodie. W książce tej poetka w wyobraźni odtwarza głos i losy Moodie. Wiersze przedstawiają kolejne etapy jej życia: przybycie do Kanady, lata spędzone w dziczy oraz nawet jej „życie pośmiertne”, w którym pojawia się jako duch nawiedzający współczesny kanadyjski krajobraz. Atwood wykorzystuje postać Moodie jako symbol, aby zbadać psychologiczne doświadczenie osadników oraz złożoną relację między człowiekiem a kanadyjską naturą.
Margaret Laurence
Kanadyjska pisarka
1926–1987
Urodzona w Neepawa w Manitobie, Margaret Laurence mieszkała i podróżowała po Anglii oraz Afryce, zanim zdecydowała się osiedlić w tym domu w Lakefield. W 1974 roku została pisarką-rezydentką na Trent University i była pierwszą kobietą pełniącą funkcję kanclerza tej uczelni w latach 1981–1984. Jej powieści szybko zdobyły uznanie krytyków i są obecnie uważane za klasykę literatury kanadyjskiej.
„Kultywuj w swojej pracy i w swoim życiu sztukę cierpliwości oraz pogódź się ze swoimi nieuniknionymi ludzkimi ograniczeniami, jednocześnie starając się poszerzać granice swojego zrozumienia, swojej wiedzy i swojej współczucia.”
| Dom, w którym mieszkała Margaret Laurence w Lakefield |
Catharine Parr Traill 1802–1899
Członkini literackiej rodziny Stricklandów, ta utalentowana autorka poślubiła porucznika Thomasa Trailla i wyemigrowała do Górnej Kanady w 1832 roku. Przez siedem lat bezskutecznie próbowali założyć dochodową farmę na zalesionych terenach w Douro Township. Następnie mieszkali w Ashburnham i nad jeziorem Rice. W 1862 roku, po śmierci męża, córki pani Traill zakupiły „Westove” i tam spędziła resztę swojego życia. Jej najbardziej znana książka, The Backwoods of Canada (Kanadyjska głusza), oparta jest na jej pionierskich doświadczeniach. W Studies of Plant Life in Canada (Studia nad roślinnością Kanady) oraz innych pracach udowodniła również, że była utalentowaną botaniczką.
| Catharine Parr Traill (z lewej strony) w domku "Westcove" w Lakefield, prawdopodobnie 1898 lub 1899 roku. |
| Domek "Westcove" w Lakefield w 2003 roku, w którym Catharine Parr Traill mieszkała od 1860 r. do swojej śmierci 29 sierpnia 1899 roku |
| Stacja kolejowa w Lakefield w 1910 roku |
| Ta same stacja kolejowa w Lakefield w 2003 roku. Obecnie w niej mieści się znany antykwariat |
| W tym miejscu znajdowała się farma Susanny Moodie, na której przez prawie 7 lat starała się ujarzmić dziką przyrodę i którą opisała w swojej książce |
Susanna Moodie 1803–1885
Odwiedziliśmy także Cenotaph Park w Lakefield i odczytaliśmy nazwiska lokalnych obywateli, którzy służyli w różnych wojnach. Znajdowała się tam kolejna tablica historyczna poświęcona Susannie Moodie:
Susanna Moodie 1803–1885
| Kościół Christ Church w Lakefield, ufundowany głównie przez Samuela Stricklands |
Pułkownik Samuel Strickland 1804–1867
Kościół ten został zbudowany w 1853 roku głównie dzięki staraniom Samuela Stricklanda. Był członkiem angielskiej rodziny, w której było kilku odnoszących sukcesy pisarzy; wyemigrował do Górnej Kanady (obecnie Ontario) w 1825 roku. Po gospodarowaniu w Otonabee Township, od 1828 do 1831 roku pracował w Canada Company jako nadzorca osadnictwa. W 1831 roku stał się jednym z pierwszych osadników Douro i później założył tam szkołę dla osób zainteresowanych rolnictwem pionierskim. Jego książka Twenty-Seven Years in Canada West [Dwadzieścia siedem lat w Kanadzie Zachodniej (czyli dzisiejszym Ontario)] jest wyjątkowa jako zapis życia wykształconej osoby spędzonego na rolniczej granicy. Pułkownik Strickland pochowany jest na terenie tego kościoła.
| Grób Samuela Stricklanda przy kościele Christ Church w Lakefield, założyciela Lakefield |
PODSUMOWANIE
Ostatecznie nawet droga powrotna stała się częścią tej przygody, zamieniając się w interesującą i inspirującą lekcję historii Kanady.
******************************
BONUS: KAWA Z MNISZKA LEKARSKIEGO WEDŁUG SUSANNY MOODIE
Na początku XIX wieku życie pionierów w Górnej Kanadzie było pełne trudności i wymagało ogromnej zaradności. W odległych osadach wiele produktów, które w Anglii uchodziły za zwyczajne, było bardzo drogie lub wręcz niedostępne. Do takich luksusów należały między innymi herbata i kawa. Nic więc dziwnego, że osadnicy często próbowali zastępować je napojami przygotowywanymi z lokalnych roślin. Jednym z takich pomysłów była kawa sporządzana z korzeni mniszka lekarskiego. O swoim eksperymencie z tym niezwykłym napojem w bardzo ciekawy sposób napisała Susanna Moodie w swojej słynnej książce Roughing It in the Bush (W zmaganiu z kanadyjską dziczą), opisującej życie pionierów w kanadyjskiej puszczy.
„Jesienią roku 1835 pomagałam mężowi przy wykopywaniu ziemniaków na polu. Zauważywszy wśród nich wielką ilość dorodnych korzeni mniszka, przypomniałam sobie o kawie z tej rośliny i postanowiłam przygotować ją na naszą kolację. Nie mówiąc nic o tym mężowi, odrzuciłam na bok kilka korzeni, a gdy skończyliśmy pracę, zebrałam ich odpowiednią ilość do przeprowadzenia mojego eksperymentu. Starannie umyłam korzenie, pozostawiając jednak cienką brunatną skórkę, która je pokrywa, gdyż zawiera ona aromatyczny smak tak bardzo przypominający kawę, że podczas prażenia trudno ją od niej odróżnić.
Pokroiłam korzenie na małe kawałki wielkości fasoli i prażyłam je na żelaznej blasze w piecu, aż stały się tak brązowe i chrupiące jak ziarna kawy. Następnie zmieliłam je i wsypałam niewielką filiżankę powstałego proszku do imbryka, zalewając go wrzącą wodą i gotując przez kilka minut na ogniu. Rezultat przeszedł moje oczekiwania. Napój okazał się znakomity — o wiele lepszy niż zwykła kawa, którą kupowaliśmy w sklepach.
Dla osób mieszkających w puszczy, dla których herbata i kawa są bardzo drogimi artykułami luksusowymi, znajomość tej cennej właściwości rośliny rosnącej tak obficie na polach byłaby niezwykle pożyteczna. Przez wiele lat nie używaliśmy żadnego innego napoju; a moi indiańscy znajomi, którzy często odwiedzali nasz dom, chętnie przyjęli ten sposób i prosili mnie, abym pokazała im cały proces przygotowywania z korzeni mniszka kawy.”
*************************************
JESZCZE JEDEN SUBSTYTUT KAWY PIONIERÓW: KENTUCKY COFFEETREE (KŁĘK KANADYJSKI)
Historia pionierskich substytutów kawy nie kończy się na prażonych korzeniach mniszka lekarskiego. Wcześni osadnicy w Ameryce Północnej eksperymentowali z wieloma roślinami, próbując znaleźć napój przypominający kawę, którą znali z Europy. Jednym z najbardziej interesujących przykładów było drzewo Gymnocladus dioicus, niezwykła roślina pochodząca ze wschodniej i środkowej części Ameryki Północnej.
To charakterystyczne drzewo wytwarza duże, grube strąki zawierające kilka niezwykle twardych nasion przypominających duże ziarna. Wczesni osadnicy w Kentucky, Tennessee oraz w dolinie rzeki Ohio odkryli, że po odpowiednim uprażeniu nasiona te można zmielić i zaparzyć z nich ciemny napój przypominający kawę. Pomysł ten mógł pochodzić od rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej, którzy znali tę roślinę i wiedzieli, że nasiona wymagają starannego przygotowania.
W stanie surowym zawierają one toksyczne substancje, między innymi alkaloid cytyzynę, który może powodować poważne zatrucia. Uważano jednak, że długotrwałe i dokładne prażenie neutralizuje te toksyny. Po takim przygotowaniu nasiona można było zmielić i zagotować, uzyskując ciemny napar.
Dla wielu imigrantów i pionierów żyjących głęboko w północnoamerykańskich lasach takie eksperymenty były często koniecznością. Importowane towary, takie jak herbata czy kawa, były kosztownym luksusem, szczególnie w świeżo powstałych osadach oddalonych od portów i ośrodków handlowych. Wielu przybyszów z Wielkiej Brytanii czy Europy kontynentalnej znajdowało się w odległych osadach otoczonych dziką przyrodą i musiało polegać na tym, co oferowała im natura.
Prażone nasiona Kentucky coffeetree bywały więc czasem wykorzystywane jako substytut kawy. Napój z nich przygotowany miał wprawdzie ciemny kolor przypominający kawę, ale większość relacji zgodnie przyznaje, że jego smak pozostawiał wiele do życzenia. W przeciwieństwie do cykorii czy prażonego korzenia mniszka lekarskiego — które dają całkiem przyjemne napoje i do dziś można je kupić w sklepach — „kawa” z nasion Kentucky coffeetree nigdy nie zdobyła większej popularności. Gdy w XIX wieku prawdziwa kawa stała się łatwiej dostępna, osadnicy szybko porzucili ten eksperyment.
| Kentucky coffeetree w zimę |
Z tego powodu niektórzy pionierzy początkowo unikali wykorzystywania jego drewna, sądząc, że drzewo jest chore lub bezwartościowe. Dopiero później odkrywali, że „martwe drzewo” jest w pełni zdrowe i po prostu ma nietypowy rytm rozwoju.
Duże strąki zwisające z jego gałęzi często budziły ciekawość osadników. W ich wnętrzu znajdowało się kilka niezwykle twardych nasion, które z czasem stały się przedmiotem eksperymentów polegających na ich prażeniu i mieleniu w celu przygotowania napoju zastępującego kawę. Choć smak takiego napoju rzadko zbierał pochwały, historia Kentucky coffeetree doskonale pokazuje pomysłowość i zaradność dawnych pionierów.
W pionierskim folklorze wspominano czasem, że była to „kawa na trudne czasy”. Kiedy brakowało importowanych towarów lub gdy dostawy były zakłócone, osadnicy ponownie sięgali po takie lokalne substytuty. Nawet jeśli napój tylko w niewielkim stopniu przypominał prawdziwą kawę, mógł przynieść drobną pociechę w surowych warunkach życia na pograniczu cywilizacji.
Dziś Kentucky coffeetree sadzi się głównie jako ozdobne drzewo parkowe lub uliczne. Pozostaje ono jednak cichym przypomnieniem pomysłowości pierwszych pionierów Ameryki Północnej — ludzi, którzy w warunkach dzikiej przyrody nowego kontynentu próbowali z lokalnych roślin odtworzyć smaki i drobne wygody starego świata.
Jak wspominałem w moich blogach, po raz pierwszy zobaczyłem Kentucky coffeetree w Minnesocie—rosło wzdłuż szlaku rowerowego, blisko domu Catherine, jak też w Minnesota Arboretum. Za pomocą Internetu udało mi się je zidentyfikować i dowiedzieć się bardzo dużo ciekawych faktów na jego temat. Rzeczywiście, nawet w marcu strąki zawierające nasiona wciąż wisiały na gałęziach.
Nasiona są notorycznie twarde — to ewolucyjna pozostałość z czasów, gdy dziś już wymarła megafauna mogła pomagać w ich kiełkowaniu. Ich powłoka jest tak bardzo twarda i nieprzepuszczalna, że wymaga skaryfikacji do kiełkowania—a w obecnych czasach raczej nie można liczyć, że zrobią to zwierzęta lub ptaki. Aby kiełkowały, należy naruszyć tę warstwę poprzez piłowanie lub moczenie w gorącej wodzie, aby umożliwić wchłanianie wody. Bez tego naturalne kiełkowanie nasion może trwać latami, jeśli w ogóle wykiełkują. Dlatego bez ingerencji człowieka jego propagacja jest prawie-że niemożliwa. Ja jednak wziąłem sprawy w swoje ręce i sam spiłowałem nasiona i obecnie posiadam kilka sadzonek tego drzewa.
Co ciekawe, niedawno jadąc samochodem zauważyłem kilka drzew Kentucky coffeetree rosnących w moim mieście! Jako że praktycznie każde drzewo na terenach publicznych jest zaznaczone i opisane na mapce internetowej miasta, okazało się, że rzeczywiście miałem rację! Będę więc musiał niebawem się tam udać i pozbierać więcej nasion, a po lekkim ich spiłowaniu, zasadzę je w doniczkach, a potem w ogrodzie.
| Pionierzy piją 'kawę' z prażonych korzeni mniszka lekarskiego oraz prażonych nasion drzewa Kentucky Coffeetree podczas przerwy w codziennej ciężkiej pracy na roli |
******************************
THIS BLOG IS AVAILABLE IN THE ENGLISH LANGUAGE/TEN BLOG JEST DOSTĘPNY W JĘZYKU POLSKIM
Nic nie wiem o kanadyjskich pisarkach, z zainteresowaniem poznałam kilka z nich, mających takie dokonania pionierskie. Obraz przedstawiający trzy pisarki bardzo wymowny.
OdpowiedzUsuńTrudy pionierskiego życia przypomniały mi relacje ze spotkań z polskimi osadnikami w Brazylii, w Paranie, opisane przez Michalinę Isaakową w książce "Polka w puszczach Parany". Większość książki dotyczy prac entomologicznych autorki, ale są ciekawe fragmenty o warunkach życia pionierskiego w puszczy amazońskiej, o trudach codzienności, o tym, jak trudne były dostawy towarów, na które napadano i rabowano. Wprowadzenie do niej można przeczytać na moim dawnym blogu: https://literackomuzyczny.blogspot.com/2021/01/one-byy-pierwsze-czesc-iv-michalina.html
Fragmenty o kawie przypomniały mi, że akurat mam kawę z mniszka lekarskiego i z żołędzi. Kupiłam oczywiście gotowe, nie prażyłam sama. Są sklepy i platformy internetowe, gdzie można takie kupić, powraca zainteresowanie na takie dawne zastępniki, co może być wybawieniem dla kawoszy, którzy nie mogą pić kofeiny. Ostatnio czytałam prognozy wzrostu cen kawy, rzeczywiście dobra kawa w ziarnach czy też w kawiarniach podrożała. Sama czasami korzystam z mniszkowej, żołędziowej czy z cykorii, żeby poczuć smak, a nie spożywać za dużo kofeiną. A jak dopadnie nas faktycznie kryzys kawowy, mam w ogródku mnóstwo mniszka lekarskiego, będę sama sobie prażyć :-)
CZĘŚĆ DRUGA
UsuńCzytałem Twój wpis o Michalinie Isaakowej—absolutnie fascynująca historia! Już ściągnąłem jej książkę i postaram się przeczytać całość. Bardzo lubię tego typu książki i jestem pewien, że pochłonę ją z ogromnym zainteresowaniem.
Z pierwszej podróży przywiozła do Polski kolekcję 15 tysięcy motyli; jej wykłady i prezentacje rozwijały ówczesną polską entomologię
Niesamowite! Swego czasu interesowałem się entomologią i byłem nawet związany z Polskim Towarzystwem Entomologicznym—do dziś pamiętam podstawy: owady mają sześć nóg, a pająki osiem!
Chciałbym też wspomnieć książkę Peru moja ziemia nie obiecana autorstwa Feliksa Woytkowskiego. Czytałem ją jeszcze w Polsce. Autor wyemigrował do Peru w latach 20. XX wieku i prowadził tam niezwykle trudne życie. Mimo to odbywał liczne wyprawy do puszczy i zidentyfikował ogromną liczbę nowych gatunków owadów—o ile pamiętam, około 700 zostało nazwanych jego imieniem. Do Polski wrócił bez środków do życia i wkrótce zmarł. To bardzo poruszająca i wartościowa książka—i zdaje się, że mam ją do dziś w swojej bibliotece. O takich ludziach powinno się więcej wspominać.
O Kurytybie słyszałem już bardzo dawno—po raz pierwszy w roku 1984, kiedy tłumaczyłem list dla znajomego Polaka, który otrzymał go od swoich krewnych z Brazylii. Mieszkali właśnie w Kurytybie, dokąd ich przodkowie wyemigrowali z Polski. Również rozmawiając z Brazylijczykami, często słyszałem, że jest to jedno z głównych skupisk Polonii.
Nie wiem, czy kiedykolwiek czytałaś książki Johna Grishama. Choć większość z nich dotyczy tematyki prawniczej, niektóre są warte uwagi. Akcja jednej z nich, The Testament, rozgrywa się m.in. w Pantanalu—rozległym, tropikalnym obszarze podmokłym w Brazylii (sięgającym także Paragwaju i Boliwii). Po publikacji książki pojawiły się obawy ekologów, że może ona przyciągnąć turystów do tego delikatnego ekosystemu. Myślę jednak, że warto ją przeczytać—autor przed jej napisaniem sam tam podróżował.
Niestety, ślad się urywa gdzieś nad Ukajali. Zaginęła bez śladu.
To przypomina mi historię Jarosława Frąckiewicza i Celiny Mróz, którzy zostali zamordowani nad rzeką Ukajali 27 maja 2011 r. przez peruwiańskich Indian. Więcej napisałem o nich na moim BLOGU oraz wspominam o nich w innych wpisach.
P.S.
A obraz trzech pisarek koło kościoła Christ Church w Lakefield—jak i pionierów pijących „kawę” z mniszka i Kentucky coffeetree—został oczywiście stworzony przez mojego asystenta. Zresztą jeden z owych pionierów wygląda podejrzanie znajomo… 🙂 A nuż mój przodek?
Pamiętam tę tragedię zamordowania polskich podróżników. Wiele pisano na ten temat na różnych portalach internetowych. Być może to samo spotkało Isaakową.
UsuńGrishama coś na pewno czytałam, tylko to było tak dawno, że nie pamiętam co. Kilka filmów na podstawie jego powieści tez oglądałam, na pewno "Raport Pelikana" i kojarzę serial "Klient".
To była straszna historia z Jarkiem i Celiną-też nie znaleziono ich ciał. Gdy zaginęli-wtedy jeszcze nie było wiadomo, co się z nimi stało-akurat byłem na kanu na rzece French River i płynąłem m. in. tą samą trasą, co oni 2 lata przedtem-i po ukończeniu przez nich spływu, miałem się okazję z nimi spotkać w 2009 roku.
UsuńWiele filmów powstało na podstawie książek Grishama. Niektóre są typowymi "czytadłami", ale muszę przyznać, że kilka zrobiło na mnie pozytywne wrażenie--np. "Gray Mountain," "Sycamore Row" i "The Reckoning." Te dwa filmy też oglądałem, całkiem dobre.
CZEŚĆ PIERWSZA
OdpowiedzUsuńDziękuję za niezwykle ciekawy i inspirujący komentarz.
Susanną Moodie i Catharine Parr Traill zainteresowałem się już na początku tego wieku i przeczytałem kilka ich książek—a następnie wpadło mi w ręce świetne opracowanie o tych siostrach: Sisters in Wilderness (Siostry w kanadyjskiej dziczy) autorstwa Charlotte Gray.
W 2003 roku pojechałem w tamte okolice i spędziłem kilka dni, odwiedzając miejsca dawnych farm, na których mieszkały, a także oczywiście Lakefield. Była to niezwykle ciekawa wyprawa, która bardzo wzbogaciła moją wiedzę nie tylko o tych postaciach, ale również o historii osadnictwa w Kanadzie.
Kawy z mniszka nigdy nie próbowałem, ale kto wie—może jeszcze się skuszę. Gdybym natomiast zebrał wystarczającą ilość nasion Kentucky coffeetree, spróbowałbym zrobić z nich „kawę” (choć tu trzeba być ostrożnym, ponieważ nieprażone nasiona są trujące). Również tutaj można kupić gotową „kawę” z mniszka. Pamiętam dobrze kawę z PRL-u—wszechobecną Inkę—którą dziś nadal można kupić także w Kanadzie, szczególnie w polskich sklepach.
Faktycznie, ceny kawy bardzo wzrosły. Kupowałem kiedyś sporo kawy do biura dla klientów (sam piję jej niewiele)—za kilogram bardzo dobrej, niemielonej kawy Eight O’Clock płaciłem jeszcze 5-6 lat temu $6.99; kilka dni temu widziałem ją w sklepie już za $29.99. Tutaj wiele osób potrafi wydawać setki dolarów miesięcznie na kawę—głównie w kawiarniach (The Second Cup, Starbucks Coffee, Tim Hortons). Również kawa bezkofeinowa jest popularna i często smakuje bardzo podobnie do zwykłej.
Wiem, że żołędzie są jadalne (stanowiły ważne pożywienie dla ludzi tysiące lat temu), ale ich przygotowanie—m.in. długotrwałe moczenie w wodzie w celu usunięcia tanin—jest dość pracochłonne. Od około 30 lat trochę interesuję się jadalnymi dzikimi roślinami i mam na ten temat kilka książek. Od czasu do czasu coś zbieram. O ile niektóre rośliny są łatwe do pozyskania i przygotowania (np. jagody, poziomki, maliny, sumak czy mięta), to wiele innych wymaga znacznie więcej czasu i wiedzy. Pamiętam, jak kiedyś podczas biwakowania natrafiliśmy na Hickory Nuts (Orzesznik), którego orzeszki są jadalne, ale jest bardzo ciężko wydłubać z nich miąższ. Jednak po jakimś czasie udało mi się to zrobić i dodałem je bodajże do kawy: wyszedł przepyszny, aromatyczny napój, o unikalnym smaku! Trzeba też zachować dużą ostrożność—niektóre rośliny są do siebie bardzo podobne, a mogą być niebezpieczne, a nawet śmiertelnie trujące. Oczywiście uwielbiam również zbierać grzyby—i zazwyczaj nie mam konkurencji w lesie.