niedziela, 1 lutego 2026

PARK FRENCH RIVER PROVINCIAL PARK, ONTARIO: BIWAKOWANIE, PŁYWANIE NA KANU, WĘDKOWANIE I ZBIERANIE JAGÓD, 16–29 LIPCA 2024 ROKU





WIDEO Z TEJ WYCIECZKI JEST UMIESZCZONE NA DOLE BLOGU LUB MOŻNA GO ZOBACZYĆ TUTAJ





WSTĘP: I ZNOWU RZEKA FRENCH RIVER — LATO JAGÓD, SŁOŃCA, UPAŁÓW, DESZCZU I WSPOMNIEŃ

Od dziesięcioleci rzeka French River stanowi magiczne miejsce dla wodniaków, wędkarzy i miłośników przyrody. Znana ze swoich dziewiczych wód, skalistych wysp i historycznego znaczenia jako szlak handlu futrami, jest inspiracją dla wielu ludzi, włącznie ze mną. Lipiec 2024 roku dał kolejną okazję do ponownego kontaktu z tą ikoniczną drogą wodną, która rzadko przypomina rzekę, biorąc pod uwagę jej liczne zatoczki, odnogi, przesmyki, przylądki, rozlewiska, zwężenia, wysepki i skały. Tym razem wybrałem się z Krzysztofem na moim kanu, z nadzieją na wypoczynek i złapanie wystarczającej liczby ryb na codzienne posiłki.

Mapa obszaru, na którym biwakowaliśmy. Nasze miejsce biwakowe jest zaznaczone na czerwono
Wyruszyliśmy z Mississauga, pokonując liczne zalane po burzy ulice i objazdy na autostradach oraz niespodziewane ulewne deszcze, aby ponownie odkryć, że French River nagradza cierpliwość i ciekawość. Od ukrytych półwyspów i cichych zatoczek po spotkania z innymi turystami, bzyczącymi muchami i kilkoma tajemniczymi odgłosami z bystrzy, rzeka przypominała nam, dlaczego od wieków zachwyca podróżników. Po drodze odkryliśmy też, że świat jest naprawdę mały, a ścieżki krzyżują się w najbardziej nieoczekiwany sposób — czasem przez bloga, czasem przez wspomnienia z biwakowania sprzed ponad 10 lat.

Mapa obszaru, na którym biwakowaliśmy. Nasze miejsce biwakowe jest zaznaczone na czerwono

Czy to odwiedzając stare miejsca, takie jak wyspa Boomerang Island, zwana też Wyspą Bananową (Banana Island) z powodu jej bumerangowego lub bananowego kształtu, spotykając przyjaznego i niezwykłego Alexa Strachana w Lodge at Pine Cove, czy po prostu gubiąc się w jagodowych krzakach, ta wyprawa łączyła radości dzikiej przyrody, nostalgię i delikatne niespodzianki, które tylko rzeka taka jak French River może zaoferować.

Mapa satelitarna naszego miejsca

WYJAZD Z BARDZO DESZCZOWEGO MIASTA MISSISSAUGA, DWA DNI NA BIWAKU W PARKU GRUNDY LAKE PROVINCIAL PARK I POTĘŻNA ULEWA

Toronto opuszczaliśmy 16 lipca 2024, tuż po ogromnej burzy (spadło 120 mm w zaledwie kilka godzin), która spowodowała powodzie w całym GTA (Greater Toronto Area—miasto Toronto wraz z czterema przylegającymi regionami, z łączną populacją ok. 7 miliona ludzi). Podróż z Mississauga do King City zajęła nam prawie 2 godziny, ponieważ autostrada nr 410 była zamknięta, a nr 401 przypominała parking. Po ponad 5 godzinach i 316 km dotarliśmy do Grundy Lake Provincial Park, gdzie spędziliśmy 2 noce na miejscu #118 (45°55'44.8"N 80°33'02.3"W / 45.929111, -80.550639), czekając na poprawę pogody — i była to świetna decyzja, ponieważ następnego dnia doświadczyliśmy ekstremalnie intensywnych opadów.

Przed restauracją Hungry Bear
Podczas pobytu w parku odwiedziliśmy restaurację Hungry Bear, sklep Trading Post, French River Visitors’ Center oraz miasteczko Noëlville. Podczas powrotu do parku autostradą nr 400, trafiliśmy na falę tak ulewnego deszczu, że widoczność spadła do kilku metrów. Nie miałem innego wyboru, jak tylko zjechać na pobocze i przeczekać ulewę. Kiedy wróciliśmy do parku, wszędzie były ogromne kałuże — ale nasze namioty Eureka El Capitan 3 ponownie zdały egzamin i nie przeciekały.

Grundy Lake Provincial Park, Ontario-nasze miejsce biwakowe nr 118

Samo miejsce namiotowe było całkiem przyjemne. Naprzeciwko niego znajdował się punkt do wodowania kajaków i kanu—znajdował się na nim piękny drewniany kajak. Jego właściciel przebywał na sąsiednim polu namiotowym i spędziliśmy trochę czasu, rozmawiając o kajakach i kajakarstwie. Okazało się, że on również pochodzi z Mississauga, więc byliśmy praktycznie sąsiadami!

Grundy Lake Provincial Park, Ontario-droga vis-a-vis naszego miejsca nr 118 po oberwaniu chmury

KRZYŻOWANIE ŚCIEŻEK Z ‘CAMPER CHRISTINA’ (OBOZOWICZKĄ CHRISTINĄ)

Często powtarzam, że świat jest mały. Może to brzmieć jak banał, ale to prawda! W lutym 2025 udałem się na coroczny pokaz Outdoor Adventure Show w Mississauga, gdzie spotkałem Camper Christina, twórczynię popularnego kanału na YouTube, a także jej bloga, który śledziłem od około 2 lat.

Ona odbyła liczne wyprawy na kanu, biwakując na różnorakich dzikich terenach, wiele razy samotnie i nawet w zimę (nocując w namiocie ogrzewanym piecem na drewno) i publikuje bardzo szczegółowe filmy dokumentujące swoje wyprawy. Podczas oglądania jej filmów lub czytania bloga, często zauważałem znajome miejsca, gdzie sam pływałem i obozowałem w przeszłości — czasem nawet rozpoznając konkretne miejsca biwakowe, na których nocowałem!

Miejsce biwakowe nr 118 w Grundy Lake Provincial Park, Ontario
Ostatnio, czytając jej bloga, zdałem sobie sprawę, że nasze ścieżki przecięły się ponownie: w 2015 roku obozowała właśnie na tym tym samym miejscu namiotowym (#118) w Grundy Lake Provincial Park, co my obecnie, a wspomniała o tym tutaj.


PUNKT ZAOPATRZENIOWY ‘GRUNDY LAKE SUPPLY POST’ I OŚRODEK WYPOCZYNKOWY ‘LODGE AT PINE COVE’ NA ZATOCE WOLSELEY BAY

16 lipca 2024 spakowaliśmy się i pojechaliśmy do Grundy Lake Supply Post (45°54'45.2"N 80°33'34.2"W / 45.912556, -80.559500), aby zatankować. Poprzednio znajdował się na skrzyżowaniu dróg nr 69 i 522, a w 2010 roku wraz z Catherine kupiliśmy tam nasze kanu. Ze względu na budowę nowej autostrady nr 400 (która, według właściciela, „ma przechodzić przez moją kuchnię”), Grundy Supply Post przeniósł się o kilometr na wschód, tuż naprzeciwko wejścia do Grundy Lake Provincial Park. Akurat właściciel obsługiwał stację benzynową; rozpoznał mnie i nawet pamiętał, że sprzedał nam kanu 14 lat temu, które zresztą znajdowało się na dachu samochodu.

Ośrodek Lodge at Pine Cover, miejsce, z którego wyruszyliśmy. Nasze kanu i cały ekwipunek musieliśmy znosić (i wnosić) po tych schodach
Po załatwieniu naszych zezwoleń na biwak we French River Visitor Center, odwiedziliśmy ponownie Noëlville, a następnie pojechaliśmy do ośrodka The Lodge at Pine Cove na zatoce Wolseley Bay (46°05'39.3"N 80°13'45.2"W / 46.094250, -80.229222). Bardzo przyjemna, zaciszna i prywatna okolica, aczkolwiek nie mieliśmy bezpośredniego dostępu do wody — musieliśmy użyć schodów, aby przenieść na brzeg kanu i sprzęt. Parking również znajdował się kilkaset metrów od miejsca wodowania. Po nieco ponad godzinie byliśmy w końcu na wodzie, rozpoczynając naszą wycieczkę.


ZMIANY W PARKU FRENCH RIVER PROVINCIAL PARK W CIĄGU OSTATNICH 30 LAT I POSZUKIWANIE MIEJSCA NA BIWAK

Podczas mojej pierwszej podróży na rzekę French River w sierpniu 1995 było to park, ale nie posiadał oficjalnych pól namiotowych — biwakowanie było bezpłatne w jakimkolwiek miejscu. Kilka lat później wprowadzono system opłat wraz z wyznaczonymi i ponumerowanymi miejscami namiotowymi, które w 2024 roku kosztowały około $10 za osobę dziennie (istniały również zniżki dla dzieci, starszych i niepełnosprawnych). Niemniej jednak nadal można było wybrać dowolne miejsce (jeżeli było wolne) na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”. Podobał mi się ten system — nie musieliśmy przejmować się rezerwacjami ani przenosić się z miejsca na miejsce według odgórnego harmonogramu, co nieraz było trudne lub nawet niemożliwe—na przykład w przypadku ulewnych deszczy lub silnych wiatrów i fal. Dwa razy ( w roku 1995 oraz 2009) dopłynęliśmy na kanu na wyspę Bustard Island (znajdującej się w parku French River Provincial Park), położonej na zatoce Georgian Bay, do której trzeba było dotrzeć przez otwarte wody. Jeżeli byłoby wietrznie, dopłynięcie, szczególnie na kanu, stałoby się niezmiernie niebezpieczne, a zazwyczaj po prostu niemożliwe. Sami mieliśmy w 1995 roku problemy z powrotem z wyspy z powodu fal. Zresztą pływając z Catherine często nie byliśmy w stanie przez nawet 5 dni opuścić naszych miejsc biwakowych z powodu pogody—m. in. na wyspach West Fox Island, Franklin Island i Wreck Island.

Cóż, trzeba się wszystkim cieszyć, dopóki trwa! 2024 był ostatnim rokiem, w którym nie wymagano rezerwacji. Od 2025 roku wodniacy będą musieli zarezerwować konkretne numerowane pole namiotowe na określony czas.

Oczywiście chcieliśmy biwakować na wyspie „Boomerang”, znanej także jako wyspa „Banana Island”, na naszym ulubionym biwaku, który opisywałem w blogach w 2011 i 2013. Nawiasem mówiąc, kilka lat temu władze parku lub rządowi biurokraci zdecydowali się pozmieniać numerację wszystkich miejsc biwakowych w parku — więc podaję najpierw stary numer, a następnie nowy w nawiasie.

Wiosłując do naszego miejsca, minęliśmy następny ośrodek
Do wyspy dotarliśmy w około 30 minut i intensywnie wypatrywaliśmy, czy są na niej już namioty, czy nie — niestety biwak okazał się zajęty! Kontynuowaliśmy do miejsca #322 (#334) (46°04'58.9"N 80°11'49.2"W / 46.083030, -80.196990) na pobliskiej wyspie. Było wolne, choć pagórkowate. Zdawaliśmy sobie sprawę, że będziemy musieli wnieść cały nasz sprzęt na wzgórze, aby rozstawić namioty. Palenisko było pełne metalowych puszek — przynajmniej tym razem nie było rozbitego szkła! Podczas gdy ja byłem gotów na nim zostać, Krzysztof chciał zobaczyć pozostałe miejsca.
Byliśmy otoczenie przepięknymi widokami

Następnie dotarliśmy do miejsca #323 (#335) (46°04'56.6"N 80°12'04.9"W / 46.082380, -80.201370), ale nawet bez wychodzenia z kanu nie wyglądało atrakcyjnie. Potem ruszyliśmy w kierunku grupy dwóch miejsc niedaleko bystrzyn Five Finger Rapids. Minęliśmy wyspę z miejscem #316 (#328) (46°05'18.6"N 80°10'25.1"W / 46.088500, -80.173639) — niezłe, jednakże kontynuowaliśmy poszukiwania.


ŚWIAT JEST MAŁY: EMAIL OD LINDSAY

Chciałbym teraz podzielić się ciekawą historią, która ponownie potwierdza, że świat jest naprawdę mały. 1 maja 2024, niecałe 3 miesiące przed naszą wyprawą, otrzymałem email od Lindsay, która natknęła się na mój blog, próbując ustalić, gdzie biwakowała w przeszłości. Co roku odwiedzała miejsca biwakowe #313 i #314 ze swoim ojcem, który, niestety, nagle zmarł w 2020 roku.

Powiedziała, że wtedy nie przykładała dużej wagi do współrzędnych GPS, ale o ironio, została geologiem i teraz uwielbia współrzędne 😂! Poprosiła, czy mogę jej pomóc zlokalizować dokładne te miejsca, mając nadzieję kiedyś tam wrócić na cześć ojca.

Oczywiście wysłałem jej email z dokładnymi współrzędnymi pól namiotowych i nawet dołączyłem zeskanowaną mapę French River Provincial Park.

Miejsce biwakowe nr 314 (323). Z daleka widać nasze miejsce nr 313 (322)
Szybki przeskok do naszej wyprawy: zbliżaliśmy się właśnie do miejsc #314 (#323) i #313 (#322) — tak, dokładnie tych, na których Lindsay biwakowała z ojcem! Oba znajdowały się nad małą zatoczką i były wolne. Nie chcąc dalej wiosłować, Krzysztof wybrał drugie z nich, #313 (#322) (46°05'32.7"N 80°10'10.0"W / 46.092417, -80.169444). Okazało się to doskonałym posunięciem!

Kiedy Lindsay kontaktowała się ze mną w maju 2024, nie miałem pojęcia, gdzie pojedziemy na wakacje. Wyprawa do okolic zatoki Wolseley Bay było tylko jedną z około siedmiu możliwych opcji, a w tamtym czasie myślałem, że może wybierzemy się na biwak samochodowy (tzn. miejsce biwakowe w parku, na które wjeżdża się samochodem, a NIE dopływa na kanu), ponieważ Krzysztof nie był bardzo chętny, aby wiosłować zbyt daleko do biwaku. Jak się okazało, nie tylko przybyliśmy na rzekę French River, ale w okolicę zatoki Wolseley Bay i do tego wybraliśmy dokładnie to miejsce, o które pytała się Lindsay i na którym biwakowała z ojcem!

ROZBIJANIE NAMIOTÓW NA MIEJSCU NUMER 313 (322), OBŻERANIE SIĘ CZARNYMI JAGODAMI ORAZ... UKRYWAJĄCE SIĘ SŁONIE?

Chociaż znaleźliśmy kilka płaskich miejsc na namioty tu i tam, m.in. na na nagim, skalistym wzgórzu (pokrytym mniejszymi kamieniami, bez wątpienia używanymi przez wcześniejszych obozowiczów do mocowania lin namiotowych, ponieważ niemożliwe było wbicie śledzi w twardą skałę), rozstawiliśmy nasze namioty blisko wody na lekko nachylonym skalistym terenie. Mój namiot stał obok nieużywanego ogniska — główne palenisko znajdowało się bliżej brzegu.

Miejsce numer 313 (322). Namioty ustawiliśmy dość blisko wody

Kilka dni później Krzysztof zauważył, że woda spływa po skale i dostaje się pod jego namiot, więc przeprowadził” się około 25 metrów w lewo. Na nowym miejscu miał przepiękny widok na malowniczą zatokę z skalistym brzegiem — tak, znajdowaliśmy się na małym półwyspie. Kiedy poszedłem w kierunku północnym ponad 100 metrów, mogłem spoglądać na zatoczkę i wyspę Hall Island, która była prywatna, stało na niej kilka budynków.

Pozostałości szopy na naszym miejscu biwakowym

W pobliżu mojego namiotu znajdowały się pozostałości starej konstrukcji, być może szopy lub schronienia. Niestety, mimo dokładnych poszukiwań, na naszym biwaku nie było toalety polowej (thunder-box). Później udało mi się przejść przez gęsty las do tej należącej do sąsiedniego pola namiotowego, #314 (#323) (46°05'29.7"N 80°10'11.9"W / 46.091583, -80.169972). Być może była przeznaczona do wspólnego użytkowania — ale nie wyobrażam sobie poruszania się tam po ciemku, jak też nie było żadnych oznaczeń wskazujących jej położenie.

Okazało się, że właśnie trafiliśmy na szczyt sezonu na czarne jagody, a ich krzewinki tworzyły rozległe płacy i praktycznie były wszędzie. Często klęczałem 5 minut w jednym miejscu, zbierając jagody, zanim musiałem się przenieść. Prawie nie jadłem śniadania, które ze sobą przywiozłem — prawdopodobnie spożywałem do 2 litrów jagód dziennie! Na szczęście nie mieliśmy konkurencji ze strony czarnych niedźwiedzi; powiedziano nam, że w tym roku nie pojawiały się, prawdopodobnie dlatego, że jagód było pod dostatkiem dla nas i dla nich.

Jagód było zatrzęsienie!
Również przypomniał mi się dowcip, który słyszałem od kolegi z ogólniaka właśnie na temat jagód.
Dlaczego słonie mają oczy jak jagody?

— Żeby mogły się ukrywać w krzakach jagód.
— ???
Czy kiedykolwiek widziałeś słonia w krzakach jagód?
— Nie? No właśnie — widzisz, jak dobrze się ukrywał? 😄

Rzeczywiście, ani razu nie widziałem słonia—musiał się z pewnością maskować w krzakach jagód!

Jedynymi zwierzętami, które napotkaliśmy, były wiewiórki, pręgowce amerykańskie/tamias (chipmunks), myszy, mewy, żółwie, ogromne kruki i ptaki drapieżne. Czasami słyszałem dzięcioła, ale go nie widziałem. Jestem prawie pewien, że żadne inne zwierzątka nie odwiedzały nas w nocy. Raz na moim namiocie usiadł Whitespotted Sawyer, chrząszcz drążący drewno. Spędziłem też czas obserwując pająki, co okazało się zaskakująco interesujące.

BARDZO MIERNE WYNIKI WĘDKOWANIA I UMIARKOWANA AKTYWNOŚĆ LATAJĄCYCH MUCH I KOMARÓW

Nie mogliśmy się doczekać, aby w końcu złapać i zjeść trochę ryb. Drugiego dnia złowiłem szczupaka, którego szybko upiekliśmy na ognisku — ale to była jedyna ryba, którą złapaliśmy (poza dwoma małymi szczupakami, które wypuściliśmy). Często siedzieliśmy na brzegu, obserwując wędkarzy w motorówkach, wyposażonych w sprzęt najwyższej klasy i echosondy — oni też nic nie łowili. Niestety, w tym roku byliśmy w bardzo dobrym towarzystwie! Miejscowi mieszkańcy i turyści potwierdzili, że wędkowanie pogorszyło się na French River, rzekomo z powodu przełowienia.

Czy wędkowaliśmy z kanu, czy z brzegu, wyniki były takie same: nic nie złapaliśmy!

W zeszłym roku (2023) spędziliśmy 16 dni biwakując i pływając na kanu na French River, na południe od Hartley Bay, i złapaliśmy trzy szczupaki — inni wędkarze mieli podobne wyniki. 15–30 lat temu rzadko spędzałem więcej niż godzinę na wędkowaniu, zanim złapałem rybę o przyzwoitych rozmiarach. Obecnie wędkowanie stało się raczej jałową aktywnością. Chciałbym też wyjaśnić że NIE nastawialiśmy się na złapanie trofealnego szczupaka lub muskellunge, wielkiego szczupaka amerykańskiegopragnęliśmy tylko jednej lub dwóch ryb na kolację. Spędziłem też dużo czasu na trollingu podczas wiosłowania — również na próżno.

Co ciekawe, przepisy wędkarskie na 2024 wprowadziły nowe „Wyjątki dla wód” w naszym rejonie: dzienny limit połowu szczupaka spadł z 6 do 4, wprowadzono też ograniczenia rozmiaru. Nie miało to na nas wpływu — rzadko przekraczamy dzienny limit… w ciągu roku! Nic dziwnego, że zapaleni wędkarze podróżują daleko na północ lub lecą samolotami do odległych ośrodków — po prostu jest bardzo trudno złowić dużą rybę w bardziej ‘cywilizowanych’ regionach.

Na biwaku przy ognisku
Podczas naszego pobytu przeszkadzały nam natrętne muchy, latające nad głowami, ale były do opanowania. Około 21:30 pojawiały się komary. Były uciążliwe, ale DEET bardzo pomagał, a po mniej niż godzinie ich liczba znacznie spadała. W 2023 roku natomiast chmary komarów uniemożliwiały wieczorne przebywanie na zewnątrz, a spray na owady prawie nie pomagał. W tamtym roku zakaz palenia ognisk zmuszał nas do schronienia się w namiocie o 21:00. Tym razem ognisko każdego wieczoru było bardzo skuteczne w odstraszaniu komarów. Sporadyczny (silny) deszcz nie przeszkadzał nam aż tak bardzo — pomagał utrzymać nasz nocny rytuał, jak też nie musieliśmy się obawiać, że będzie zakaz palenia ognisk.

PRZEPŁYWAJĄCE ŁÓDKI, KANU I KAJAKI, GORĄCA I SŁONECZNA POGODA, ŚLADY OSTATNIEGO POŻARU LASU I POSZUKIWANIE ZASIĘGU TELEFONU KOMÓRKOWEGO

Każdego dnia wiele motorówek, w tym pontonów, przepływało niedaleko naszego pola namiotowego, niektóre pełne ludzi, którzy wydawali się świetnie się bawić. Kilka razy zacumowali przy miejscu #314 (#323), a dzieci i dorośli spędzali godziny, pluskając się w wodzie i skacząc ze skał. Widzieliśmy kajaki i kanu, ale niewiele — i żaden nie podpłynął do nas ani nie próbował biwakować na pobliskim miejscu—co najwyżej pomachaliśmy sobie z daleka. Dwa razy z naszego miejsca zauważyliśmy namioty na wyspowym miejscu #316 (#328). Podejrzewam, że większość kajakarzy zmierzała w stronę bystrzyn Five Finger Rapids i następnie pokonywała 360 metrowy portaż, płynąc dalej. Poza tym często wstawaliśmy późno, więc wiele wodniaków prawdopodobnie przepływało o wiele wcześniej.

Pogoda była gorąca i słoneczna, a na naszym biwaku mieliśmy niewiele cienia. Rozwiesiliśmy plandekę, której użyliśmy tylko raz w czasie deszczu — poza tym służyła jako ochrona przed słońcem.

Zauważyliśmy wiele martwych lub powalonych drzew. Jeden pień był wyraźnie zwęglony i spalony — początkowo myślałem, że uderzył w niego piorun. Niektóre pobliskie drzewa również wyglądały na przypalone. Później, podczas wiosłowania w pobliżu naszego miejsca, mężczyzna na pontonie krzyknął, że dwa lata temu był pożar lasu. Więcej dowiedzieliśmy się o tym w ostatnim dniu, o czym wspomnę później w blogu.

Zwęglony pień na miejscu biwakowym
23 lipca 2024 roku powiosłowaliśmy do ośrodka Crane’s Lochaven Wilderness Lodge (46°04'35.8"N 80°11'18.6"W / 46.076611, -80.188500 / 45.932889, -80.547361) tuż na południe od wyspy Boomerang/Banana Island, mając nadzieję na zasięg telefonu komórkowego, choć bardzo słaby. Krzysztof wiosłował wokół ośrodka przez około 15 minut, podczas gdy mi się wysłać kilka wiadomości na WhatsApp i nawet pobrać prognozę pogody.

Dwukrotnie zauważyliśmy namioty na wyspowym miejscu #316 (#328). Mogliśmy je widzieć z naszego miejsca

Następnego dnia, 24 lipca 2024, popłynęliśmy do ośrodka Lodge at Pine Cove, przywiązaliśmy kanu do pomostu i pojechaliśmy do Noëlville (46°08'01.6"N 80°25'54.2"W / 46.133778, -80.431722), aby uzupełnić zapasy (błędnie liczyliśmy, że wędkowanie zapewni nam posiłki) i odwiedzić LCBO (rządowy sklep z alkoholem) — strajk pracowników LCBO zakończył się dzień wcześniej. Ceny w lokalnym supermarkecie (Foodland) były znacznie wyższe niż w Toronto: butelka Coca-Coli 2 l kosztowała $4,00, steki wołowe $40–$70/kg, a nawet małe gotowe sałatki przekraczały $10. (Ceny w Toronto w lutym 2026: 2-litrowa Coca-Cola normalnie kosztuje $2,79 w No Frills i $4,00 w Metro w Toronto, a zestawy sałatkowe około $7, często w promocji przy terminie ważności o połowę taniej, $3,50). Jedzenie na północy z pewnością jest droższe.

Podczas oczekiwania przed The Beer Store (sklep z piwem) rozmawiałem z grupą francuskojęzycznych farmerów. Oczywiście mówili też po angielsku. Powiedzieli, że nie rozumieją francuskojęzycznych osób z Quebecu! Zawsze fascynuje mnie, jak ewoluował francuski kanadyjski — nie tylko różni się znacznie od francuskiego mówionego we Francji, ale także rozwinął dialekty regionalne. Oczywiście, sam nie mówię po francusku; w Toronto słyszę go może raz na dwa lata.

ODWIEDZINY SĄSIEDNIEGO MIEJSCA NUMER 314 (323), PRZECZYTANE KSIĄŻKI, WAŻNE WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA, TAJEMNICZY DŹWIĘK I TROCHĘ HUMORU

Na sąsiednim miejscu biwakowym numer 314 (323)

Kilka razy odwiedzaliśmy sąsiednie miejsce #314 (#323) na kanu. Podczas naszego pobytu nigdy nie było zajęte i miało mnóstwo jagód. W końcu przeszedłem tam pieszo z naszego biwaku, tylko po to, by je zebrać, chociaż wolałem nasze miejsce — uwielbiałem je ‘zwiedzać’ i obserwować malowniczą zatokę po drugiej stronie. Podczas spacerów rozglądałem się, aby nie nastąpić na węża, zwłaszcza na jadowitego grzechotnika Eastern Massasauga Rattlesnake, które spotkałem w przeszłości. Na szczęście nie zobaczyłem ani jednego węża, nawet powszechnych węży wodnych.


Na sąsiednim miejscu biwakowym numer 314 (323)
Jak zwykle, zabrałem ze sobą kilka książek do czytania:
  • Last Night in the OR: A Transplant Surgeon’s Odyssey (Ostatnia noc na sali operacyjnej: Odyseja chirurga transplantologa), pamiętnik Dr. Buda Shawa, był fascynujący. Dr Shaw kształcił się pod kierunkiem Dr. Thomasa Earla Starzla w latach 80. — tego słynnego Dr. Starzla (1926–2017), często nazywanego „ojcem nowoczesnych przeszczepów”. Czytając tę książkę, znów żałowałem, że sam nie poszedłem w medycynę.

  • Monday Mornings (Poniedziałkowe poranki) autorstwa Dr. Sanjaya Gupty była najprawdopodobniej oparta na prawdziwych wydarzeniach. Śledzi losy pięciu chirurgów, którzy podejmują decyzje życia i śmierci oraz czasami popełniają błędy, które kosztują życie pacjentów.

  • Raven Stole the Moon (Kruk ukradł księżyc) Gartha Steina, nadprzyrodzony thriller, opowiada o starożytnej legendzie rdzennych Amerykanów z Alaski, zaginięciu syna szamana i legendarnym kushtake — drapieżnikach kradnących dusze między żywymi a umarłymi. Pierwszy raz przeczytałem ją około 1999 roku i chciałem ponownie to zrobić.

Na sąsiednim miejscu biwakowym numer 314 (323). Przynajmniej miało ono toaletę i świetne oznaczenia. Od biedy mogłem się do niej dostać z naszego miejsca, co zresztą robiłem.
Oczywiście, kilka razy dziennie śledziliśmy również wiadomości i prognozy pogody:
  • 19 lipca 2024 wadliwa aktualizacja CrowdStrike spowodowała ogromną globalną awarię technologiczną, unieruchamiając loty, sparaliżowała banki i zakłóciła działanie szpitali. Nie że miało to wpływ na nas w pół-dziczy!

  • 21 lipca 2024 prezydent Joe Biden zakończył kampanię re-elekcyjną, popierając wiceprezydent Kamalę Harris. Gdyby od początku nie kandydował na prezydenta, Demokraci mogliby mieć szansę na wygraną. Później podobno żałował wycofania się, twierdząc, że wygrałby. Bardzo się mylił!

  • 26 lipca 2024 oficjalnie rozpoczęły się Igrzyska Olimpijskie w Paryżu 2024. Ani Krzysztof, ani ja nie zwracaliśmy na to wydarzenie uwagi.

  • Tymczasem w Gazie trwały intensywne walki, a wojna rosyjsko-ukraińska nadal trwała.

Typowe widoki na rzece French River

Pewnego ranka około 5:30 usłyszałem stały szum. Na początku myślałem, że to łódź lub samolot, ale dźwięk trwał 45 minut. Kilka dni później, po przeciwnej stronie naszego półwyspu, usłyszałem podobny dźwięk — jak szum wody — dochodzący z kierunku bystrzyn Five Fingers Rapids (~800 metrów dalej). Doszedłem do wniosku, że najprawdopodobniej było to spowodowane spuszczaniem wody z jednej z czterech tam na French River, choć nagły start i zatrzymanie pozostawały zagadką. W ośrodku opowiedziałem o tym i wszyscy byli równie zdziwieni.

Pewnej bezchmurnej nocy, po dobrym posiłku i butelce wina, wraz z Krzysztofem poszliśmy spać do namiotu i szybko zasnęliśmy. Kilka godzin później obudziłem się i szturchnąłem Krzysztofa.

— Krzysztof, spójrz w niebo i powiedz mi, co widzisz.
— Widzę miliony gwiazd i galaktyk — odpowiedział Krzysztof.
— Co ci to mówi?
— Cóż, jeśli istnieje tyle milionów gwiazd i galaktyk, i nawet kilka z nich ma planety, mogą być one takie, jak Ziemia. A jeśli kilka planet jest jak Ziemia, może na nich istnieć życie. A co Tobie to mówi?
— Krzysztof, ty palancie! Jakiś drań ukradł nasz namiot!

Oczywiście, to żart, który nieco zmodyfikowałem. Na początku XXI wieku w Wielkiej Brytanii został on wybrany najlepszym dowcipem roku.


OPUSZCZAMY BIWAK I PŁYNIEMY Z POWROTEM DO OŚRODKA ‘LODGE AT PINE COVE’ ORAZ ROZMOWA Z ALEXEM STRACHANEM, WŁAŚCICIELEM

28 czerwca 2024 spakowaliśmy się i załadowaliśmy wszystko do kanu — co nigdy nie jest łatwym ani przyjemnym zadaniem. Dotarcie do The Lodge at Pine Cove zajęło około godziny, a gdy Krzysztof stopniowo wnosił nasz sprzęt po schodach, ja poszedłem na parking i przyprowadziłem samochód. Młody pracownik uprzejmie pomógł nam przenieść kajak i załadować go do samochodu — bardzo duża przysługa!

W ośrodku the Lodge at Pine Cove

Zacząłem też rozmawiać z bardzo miłym facetem, który okazał się właścicielem ośrodka, Alexem Strachanem. Według artykułu znalezionego online, „kupił nieruchomość w 1999 roku i przekształcił ją z zaniedbanego ośrodka w renomowane miejsce wypoczynku, znane z rustykalnej elegancji i głębokiego związku z rzeką French River. Często chwalony za opowiadanie ciekawych historii i gościnność; to sprawia, że goście czują się niezwykle komfortowe w tej spokojnej scenerii.”

Dzięcioły słyszeliśmy i widzieliśmy ich działalność, ale żadnego nie udało się nam zobaczyć

Rozmowa była bardzo przyjemna. Alex był wcześniej wiceprezesem w znanej firmie nieruchomości Royal LePage w Toronto, więc porzucenie kariery korporacyjnej na zamieszkanie nad French River musiało być ogromną zmianą. Jestem pewien, że była to właściwa decyzja — zawsze podziwiam ludzi, którzy dokonują tak radykalnych zmian. Wiele osób o tym marzy, ale niewielu naprawdę to robi.

Raz na moim namiocie usiadł Whitespotted Sawyer, chrząszcz drążący drewno.

Pan Strachan podzielił się też historią związaną z naszym miejscem biwakowym. We wrześniu 2021 roku para biwakująca na tym miejscu nie zgasiła kompletnie ogniska. Później wiatr rozniósł żar, a około południa ktoś płynący łódką zauważył ogień. Początkowo próbowali go gasić wiadrami wody, ale brak zasięgu telefonu zmusił ich do szukania pomocy i udali się w stronę ośrodka — na szczęście spotkali pana Strachana w połowie drogi. Przypłynął swoją łodzią z ogromną pompą (zdolną pompować 8 000 litrów wody na minutę) i ugasił ogień w kilka godzin. Dzięki niemu mogliśmy nadal cieszyć się pobytem na tym polu!

A tak przy okazji, zawsze trzymaliśmy 1-galonową butelkę wody z jeziora przy palenisku, na wszelki wypadek. Przed pójściem spać każdej nocy wylewałem ją na gasnące ognisko — lepiej dmuchać na zimne!


PODRÓŻ DO NOËLVILLE I RESTAURACJI HUNGRY BEAR, BIWAK W PARKU GRUNDY LAKE, LUNCH POD WIADUKTEM KOLEJOWYM W PARRY SOUND I POWRÓT DO DOMU

Gdy zapakowaliśmy samochód, pojechaliśmy do Noëlville, kupiliśmy butelkę czerwonego wina, kukurydzę i kiełbaski, a następnie udaliśmy się do restauracji Hungry Bear — mój de rigueur przystanek od 1995 roku — na hamburgery, frytki i kawę. Potem wróciliśmy do Grundy Lake Provincial Park.

Restauracja "The Hungry Bear Restaurant"

Chociaż był niedziela i wielu biwakowiczów opuszczało park, przybywało jeszcze więcej nowych gości. Niektóre pola kempingowe nie miały wolnych miejsc nawet na jedną noc! Otrzymaliśmy miejsce #317 (45°55'58.1"N 80°32'49.6"W / 45.932800, -80.547100). Było OK, choć czuliśmy na nim nieprzyjemny zapach — prawdopodobnie ludzkich odchodów.

Grundy Lake Provincial Park, Ontario. Miejsce biwakowe nr 317
Zdałem sobie też sprawę, że dwa lata temu wraz z kolegami biwakowaliśmy na miejscu #318, tuż naprzeciw obecnego, gdzie czarny niedźwiedź zjadł moje śniadanie i odwiedzał nas dwa razy dziennie. Spędziłem trochę czasu, obserwując wiewiórkę wykonującą akrobacje na drzewie oraz karmiąc z ręki bardzo oswojonego chipmunka (wiewióreczkę ziemną/pręgowca)— niewątpliwie nauczył się, że bycie miłym wobec biwakowiczów i pozwolenie na ich głaskanie owocuje obfitością jedzenia!



Rozpaliliśmy ognisko, grillowaliśmy kukurydzę i kiełbaski, siedząc przy ognisku do 23:00 i popijając chilijskiego Cabernet Sauvignon.

Słynny most kolejowy w Parry Sound, pod którym od dobrych kilkunastu lat zatrzymuję się na lunch-z Catherine, z Krzysztofem i  wieloma innymi towarzyszami podróży

Opuszczając park 29 lipca 2024, zatrzymaliśmy się w Parry Sound w sklepie z używanymi rzeczami (Thrift Shop), Tim Hortons i No Frills, a następnie zjedliśmy lunch pod słynnym mostem kolejowym, uwiecznionym przez znakomitego kanadyjskiego malarza Tom Thomsona w jednym z jego obrazów z 1914 roku. Spędziłem też 15 minut w Bearly Used Books, jednym z najlepszych kanadyjskich antykwariatów.

Tradycyjny lunch pod wiaduktem kolejowym

Droga powrotna do domu przebiegła bez problemów, choć skorzystałem z płatnej autostrady nr 407, aby uniknąć korków na autostradzie nr 401, która częściej przypomina parking niż drogę szybkiego ruchu.

A na przeciwko, prawie-że pod wiaduktem, znajduje się chińska restauracja. W 2008 roku była to kawiarnia, chyba zwana "Blue Café". Gdy się po raz pierwszy spotkałem z Catherine, właśnie do tej kawiarni poszliśmy z Catherine, Jane i Guy na kawę i desert


PODSUMOWANIE: REFLEKSJE NAD LETNIĄ PRZYGODĄ

Patrząc wstecz na lipiec 2024 roku, podróż była mieszanką ekstremów: ulewne deszcze, palące słońce, słabe połowy ryb i pozornie niekończące się jagody. Mówi się, że kiedy Bóg zamyka drzwi, otwiera okno. W naszym przypadku wędkarstwo kompletnie zawiodło, ale za to zostaliśmy wynagrodzeni jagodami — być może to było to okno, które Bóg dla nas otworzył!

Było to przypomnienie, że nie każda przygoda polega na trofeach — czasem chodzi o ciche chwile: obserwowanie wiewiórek wykonujących akrobacje, słuchanie pukania dzięcioła czy rozmowy przy ognisku, pod gwiaździstym niebem.

French River nadal się zmienia — miejsca biwakowe ponumerowane, rezerwacje obowiązkowe, ryby są rzadsze niż kilkadziesiąt lat temu, a pożary lasów pozostawiają subtelne ślady na krajobrazie. Mimo tych zmian rzeka pozostaje ponadczasowym placem zabaw, miejscem spotkań, eksploracji i refleksji.

Dla każdego planującego podróż mogę powiedzieć jedno: spodziewajcie się niespodzianek, przyjmujcie nieoczekiwane i rozkoszujcie się małymi przyjemnościami, które czynią biwakowanie w dziczy niezapomnianym przeżyciem. Jeśli chodzi o nas, mamy nadzieję powrócić!






czwartek, 29 stycznia 2026

MINNESOTA WIOSNĄ 2024 ROKU: MIĘDZY ZIMĄ A LATEM




LOGISTYKA DNIA WYLOTU, CZYLI: SZTUKA NICZEGO NIE ZAPOMNIEĆ
Pakowanie na ostatnią chwilę • Linie lotnicze i matematyka, która trochę boli • Cicha satysfakcja z cyfrowej karty pokładowej •Koszt podróży lotniczych w Kanadzie

Lotnisko St. Paul-Minneapolis
Mimo że pakowałem się już od kilku dni, 27 marca 2024 roku, w dniu wylotu, musiałem jeszcze spędzić mniej więcej godzinę, upewniając się, że nie zapomniałem niczego ważnego. Byłem wdzięczny Piotrkowi, że zasugerował zrobienie odprawy online i pobranie karty pokładowej w wersji cyfrowej, co pozwoliło zaoszczędzić czas na lotnisku.

A propos: całkowita cena lotów powrotnych Air Canada (Toronto YYZ – Minneapolis MSP oraz Minneapolis MSP – Toronto YYZ) wyniosła 549,39 dolarów, PLUS za każdym razem musiałem zapłacić 36,75 dolara za bagaż rejestrowany. Ostatecznie dało to kwotę 622,89 dolarów kanadyjskich, czyli 460,35 dolarów amerykańskich. Współczesne podróże lotnicze wyraźnie nagradzają minimalizm — a karzą nadmiar ubrań, książki i zimowe płaszcze. Idealne rozwiązanie dla nudystów lecących do krajów tropikalnych — jednakże Minnesota zdecydowanie do nich nie należy, zwłaszcza w marcu!


PRZEJAZD TAKSÓWKĄ, ZAPOMNIANY TELEFON I MAŁY LUDZKI DRAMAT
Punktualna taksówka • Zgubiony telefon • Międzynarodowa współpraca przed kontrolą lotniskową

Carver Reserve w marcu 2024 roku

Taksówka pojawiła się punktualnie. Kierowca, Palestyńczyk z Hajfy, wskazał na telefon komórkowy, który poprzedni pasażer zostawił w aucie. Ponieważ telefon był zabezpieczony kodem PIN, nie mógł go odblokować i zadzwonić do właściciela. W tym samym momencie telefon rozległ się sygnał — dzwonił syn właściciela. Wyjaśniłem całą sytuację i ustaliliśmy, że później skontaktuje się z kierowcą, aby odebrać telefon.

Zapłaciłem kierowcy 40 dolarów i poszedłem nadać walizkę. Wypełniłem też formularz amerykańskiej służby celnej na telefonie komórkowym i zrobiłem sobie selfie — coś, czego nigdy bym nie przypuszczał, że stanie się elementem oficjalnej procedury przekraczania granicy.


WJAZD DO STANÓW ZJEDNOCZONYCH… BĘDĄC WCIĄŻ W KANADZIE

Magia preclearance • Kilka pytań • Prawna szara strefa podróży międzynarodowych

Ogródek Catherine bardzo różni się od tego, jaki pamiętam w lato--te pozbawione liści drzewa stanowiły jedną zieloną ścianę
Ponieważ lotnisko Pearson oferuje amerykańską kontrolę graniczną w systemie preclearance, obsługiwaną przez funkcjonariuszy U.S. Customs and Border Protection (w 1952 roku stało się pierwszym lotniskiem na świecie oferującym takie rozwiązanie), szybko się tam udałem i nie musiałem wypełniać żadnych dodatkowych dokumentów.

Gdy przyszła moja kolej, funkcjonariusz zadał mi tylko jedno pytanie: jaki jest cel mojej podróży. I w ten sposób „wjechałem” do Stanów Zjednoczonych. Cóż — nie do końca. Z prawnego punktu widzenia wciąż znajdowałem się w Kanadzie. Amerykańscy urzędnicy mogli mnie przesłuchać, ale nie mieli prawa mnie zatrzymać ani aresztować; mogli jednak odmówić mi wejścia na pokład (albo mógłbym po prostu zrezygnować z lotu). Podróże międzynarodowe pełne są takich fascynujących technicznych niuansów.


ZABIJANIE CZASU, TIM HORTONS I KUBAŃSKI RUM

Lotniskowe poczekalnie • Pokusy duty free • Niespodziewana kubańska niespodzianka

Ale niebawem pojawiły się przepiękne, czerwone "Red Cardinals", które dla mnie są zwiastunem prawdziwej wiosny

Ponieważ do wejścia na pokład pozostało jeszcze kilka godzin, skierowałem się do słynnej kanadyjskiej kawiarni Tim Hortons i kupiłem bajgla oraz kawę. Następnie spędziłem ponad dwie godziny w poczekalni, czytając gazetę na Chromebook oraz zaglądając do sklepów wolnocłowych.

Oferowały bardzo drogie towary — ale ku mojemu zdumieniu zauważyłem, że można tam było kupić oryginalny rum z Hawany — tak, wyprodukowany na Kubie! Piszę „ku zdumieniu”, ponieważ wwożenie produktów kubańskich do Stanów Zjednoczonych było nielegalne. Najwyraźniej istniała luka prawna: kupując go w tym sklepie — który technicznie znajdował się już na terytorium Stanów Zjednoczonych — można było legalnie go wwieźć. Później opisałem to odkrycie na forum podróżniczym poświęconym Kubie, zaskakując wielu doświadczonych bywalców wyspy, którzy nie mieli pojęcia, że taka luka istnieje.


LOT NA ZACHÓD I ZYSKANIE GODZINY… ORAZ WRESZCIE SPOTKANIE Z CATHERINE!

Puste miejsca • Widok z okna • Rzadka radość przybycia wcześniej, niż się spodziewano • Wi-Fi • Spotkanie z Catherine • Spokojny finał długiego dnia

Kilka razy wpadliśmy do przydrożnych restauracji na drinka

Wejście na pokład lotu AC8721 rozpoczęło się o 20:30. Było wiele wolnych miejsc i ostatecznie przypadło mi miejsce przy oknie. Samolot wystartował o 21:12 i wylądował godzinę i czterdzieści minut później w Minneapolis — o 21:52 czasu środkowego (CST). Tak, „zyskałem” jedną godzinę, co zawsze jest mile widziane.

Dzięki kontroli preclearance nasz lot został potraktowany jak lot krajowy i nie musiałem przechodzić żadnych dodatkowych procedur imigracyjnych ani celnych. Lotnisko było stosunkowo puste i tylko sporadycznie widziałem przechodzących pasażerów.

Gdy tylko połączyłem się z Wi-Fi, zadzwoniłem do Catherine i czekałem na nią przy „Arrival Door 2”. Wkrótce się pojawiła, zabrała mnie i niedługo potem byliśmy już w jej domu w miasteczku Victoria w Minnesocie — co oznaczało początek rozdziału pod tytułem Minnesota.


WIELKI TYDZIEŃ W MINNESOCIE: ŚNIEG, WIARA, RODZINA I PIERWSZE RAZY

Wielki Czwartek poza Kanadą • Zimowe krajobrazy • Msze po łacinie i po hiszpańsku • Niespodzianki ze świata przyrody • Czas z Catherine i szkrabami — naznaczony cichą pamięcią

Wesołych Świąt Wielkanocnych!
Następnego dnia, 28 marca 2024 roku, przypadał Wielki Czwartek. Przez prawdopodobnie 30 kolejnych lat (z wyjątkiem okresu ograniczeń związanych z COVID-19 oraz roku 2022, kiedy sam zachorowałem na COVID) uczestniczyłem w Mszy Wieczerzy Pańskiej w Katedrze St. Michael’s w Toronto. Jeszcze rok wcześniej spotkałem się z moim kolegą Guy kilka godzin przed Mszą i zjedliśmy kolację w restauracji Fran’s, vis-à-vis Massey Hall przy Victoria Street, dosłownie kilka kroków od Katedry. W tym roku jednak, po raz pierwszy od dziesięcioleci, Wielki Czwartek zastał mnie nie w Toronto, lecz w Minnesocie.

Szlaki w Carver Reserve
Był to również mój pierwszy pobyt w Minnesocie zimą, a krajobraz dramatycznie różnił się od tego, który pamiętałem z letnich wizyt. W przeciwieństwie do Toronto, śnieg leżał wszędzie. Wszystkie drzewa w ogrodzie Catherine były całkowicie ogołocone z liści i po raz pierwszy mogłem zobaczyć sąsiednie domy — a nawet drogę — które latem są zwykle ukryte za gęstą roślinnością. Starałem się jednak utrzymać swoją rutynę: codzienne ćwiczenia oraz świeżo wyciskany sok z cytryn i pomarańczy na śniadanie, jakby po to, by przypomnieć ciału, że wiosna w końcu nadejdzie.

Później tego samego dnia Catherine przyjechała z Munchkin Senior — Autumn — którą bardzo lubiłem. Przywiozłem jej kilka drobnych prezentów z Kanady, oczywiście z kanadyjskimi motywami, bo w każdym momencie może ubiegać się o kanadyjskie obywatelstwo, jako że jej mama też posiada obywatelstwo kanadyjskie. Następnie pojechaliśmy do pobliskiego rezerwatu Carver i przeszliśmy się ścieżkami rowerowymi — tymi samymi, po których jeździliśmy latem. I znów kontrast był uderzający: ośnieżone trasy, nagie drzewa i cisza, która miała w sobie coś niemal kontemplacyjnego. Po tym, jak Michelle odebrała Autumn, pojechaliśmy do Waconii — często pieszczotliwie (i niepoprawnie) nazywanej przeze mnie „Draconią” 😁 — na niezbędne zakupy w Aldi i Dollar Tree.

W tym miejscu muszę dodać coś bardzo ważnego: była to moja pierwsza podróż od dość niespodziewanej śmierci mojej Mamy, która zmarła 1 stycznia 2024 roku. To bardzo smutne wydarzenie było wciąż niezwykle świeże i myślałem o niej każdego dnia. Połączenie Wielkiego Tygodnia, zimowych krajobrazów i bycia z dala od domu sprawiało, że te refleksje stawały się jeszcze bardziej intensywne.

Bardzo się cieszyłem, że zabrałem Chromebook ze sobą. 29 marca 2024 roku — w Wielki Piątek — mogłem obejrzeć transmisję uroczystości wielkopiątkowych z Watykanu, celebrowanych przez papieża Franciszka, po łacinie. Było to bardzo uroczyste i poruszające doświadczenie, a jednocześnie początek Nowenny do Miłosierdzia Bożego.

Dzięcioł smugoszyjny w ogródku Catherine
30 marca 2024 roku, w Wielką Sobotę Wielkanocną, spędziłem godzinę na ćwiczeniach, a potem chwilę ciszy na tarasie w ogrodzie Catherine. Nagle usłyszałem bardzo znajomy dźwięk stukania i zauważyłem w ogrodzie pięknego dzięcioła smugoszyjego (Pileated Woodpecker). Niedługo potem dostrzegłem lecącego nad nami orła bielika amerykańskiego. Co za gratka! To gatunki, których nigdy nie widuję w swoim ogrodzie w Mississauga. Minnesota wyraźnie starała się zrobić na mnie wrażenie. Później tego dnia Catherine i ja wybraliśmy się na spokojny spacer po okolicy.

31 marca 2024 rokuNiedziela Wielkanocna. Planowaliśmy pójść wcześnie rano do kościoła katolickiego w Victorii, ale plan ten nie do końca się powiódł. Zamiast tego pojechaliśmy do Chaska i wzięliśmy udział w Mszy Wielkanocnej w południe, odprawianej po hiszpańsku, w kościele Guardian Angels Catholic Church przy 215 W 2nd St. Mszę celebrował ks. Tony Vander Loop, biegle posługujący się językiem hiszpańskim — najprawdopodobniej był to jego drugi język. Siedząc w tylnej części kościoła, mogliśmy także z bliska obserwować chrzest. Co ciekawe, ksiądz i ja byliśmy prawdopodobnie najwyższymi osobami w całym kościele! Choć moja bardzo, bardzo podstawowa znajomość hiszpańskiego pozwalała mi zrozumieć jedynie fragmenty, było to i tak fascynujące doświadczenie: moja pierwsza Msza po hiszpańsku oraz okazja, by zobaczyć prężną społeczność latynoską żyjącą w tej okolicy.

Maluchy
Po Mszy odebraliśmy Munchkins i pojechaliśmy na plac zabaw w Waconii, gdzie spotkaliśmy bardzo miłą kobietę z trójką dzieci, która okazała się chiropraktyczką. Było to odpowiednie zakończenie refleksyjnego, spokojnie intensywnego Wielkiego Tygodnia — naznaczonego wiarą, rodziną, niespodziewaną przyrodą oraz powolnym uświadamianiem sobie, że wiosna, podobnie jak gojenie się ran, przychodzi we własnym tempie.

PRIMAAPRILISOWA WYPRAWA DO PARK RAPIDS, ŻYCIE W CHACIE I SKLEPY Z UŻYWANYMI RZECZAMI

Wycieczka samochodowa z Autumn • Postoje w McDonald’s i „Treasure City” • Przyjazd do domku letniskowego w Park Rapids • Pierwsze spotkania z Munchkin Jr. • poranne próby budzenia przez szkraby • Spokojny poranek • Wizyty w sklepach z używanymi rzeczami • Korzystanie z wolnego czasu

Autumn w swojej ulubionej restauracji, McDonald's w Buffalo, MN
1 kwietnia 2024 rokuPrima Aprilis — rozpoczął się od naszej podróży na północ, do domku letniskowego (cabin) w Park Rapids. W samochodzie znajdowała się Catherine, Autumn (Munchkin Sr. i ja, a Autumn była oczywiście naszym najważniejszym pasażerem. Pierwszy postój zrobiliśmy w restauracji McDonald’s w Buffalo, a następnie zboczyliśmy do Treasure City, sklepu wypełnionego setkami drogich i w większości bezużytecznych przedmiotów. Catherine niekoniecznie chciała się tam zatrzymywać, ale Autumn potrafiła wyczuć owy sklep z kilku kilometrów i na nic nie zdałoby się jego ominięcie! Autumn powoli wybrała kilka zabawkowych monet, choć niebawem okazało się, że mniej interesowały ją same monety (które następnego dnia znalazłem porozrzucane po podłodze), a bardziej przyjemność selekcjonowania ich, pakowania i kupowania.

Trzy minuty po naszym przyjeździe do celu pojawiła się Michelle z Everettem (Munchkin Jr.), a wkrótce potem dojechał Rob. Po rozpakowaniu poszliśmy na spacer do pobliskiego parku, żeby rozprostować nogi, pooddychać świeżym powietrzem i pozwolić dzieciom na wybieganie się w parku. Wieczorem pojechaliśmy do Park Rapids, do nowo otwartego sklepu Aldi — Catherine była nim zachwycona. Zatrzymaliśmy się też w Walmart po grillowanego kurczaka i kawę. Bardzo lubię Park Rapids (46°55'19.5"N 95°03'30.0"W / 46.922083, -95.058333) — to przytulne miasteczko liczące nieco ponad 4000 mieszkańców, a jednocześnie zaskakująco dobrze wyposażone jak na swoje rozmiary.

Maluchy w domku letniskowym, w mojej "sypialni"
Następnego dnia Munchkins wstały skoro świt, próbując (bezskutecznie) obudzić mnie przed godziną 8:00. Kontynuowałem drzemkę do 10:00, potem poćwiczyłem, uruchomiłem Internet i przewertowałem dwa numery Wall Street Journal. Później pojechaliśmy z Munchkins do motelu AmeriInn, żeby skorzystać z basenu, a następnie odwiedziliśmy sklep z używanymi rzeczami Depo — choć nic szczególnego nie przyciągnęło naszej uwagi. Szybki wypad do sklepu monopolowego zaowocował zakupem butelki wina, drogiego, ale niezbędnego ‘paliwa’ dla dorosłych!

PRZYGODY W AKELEY, BŁOTNISTE KAŁUŻE, EKONOMIA WÓDKI I ŹRÓDŁA MISSISIPI

Paul Bunyan przegrywa z kałużą • Błoto, śmiech i nieudana akcja ratunkowa • Leśne szlaki i współpracujący pies • Sklepy monopolowe jako badania antropologiczne • Śnieg, piasek i prawie nagie szkraby • Broń, opowieści i sztuka lokalnej rozmowy

Paul Bunyan i malce
3 kwietnia 2024 roku, razem z Michelle i Munchkins, pojechaliśmy do Akeley — miasteczka, o którym wspominałem już w moim blogu o Minnesocie  z 2023 roku. Rok wcześniej odkryłem w tym mieście ogromny sklep z używanymi rzeczami, w którym kupiłem mnóstwo książek i DVD, a także największy na świecie pomnik Paula Bunyana oraz bardzo interesujące lokalne muzeum (47°00'11.6"N 94°43'49.5"W / 47.003222, -94.730417).

Naturalnie malcy byli zachwyceni gigantycznym pomnikiem Paula Bunyana i zrobiliśmy mnóstwo zdjęć, na których pozują bohatersko u jego stóp. Jednak mimo legendarnego wzrostu, siekiery i całej drwalskiej powagi, Paul Bunyan został szybko i bezapelacyjnie pokonany przez coś znacznie potężniejszego: ogromną kałużę powstałą z topniejącego śniegu.

Kałuża natychmiast stała się główną atrakcją. Szkraby pomaszerowały prosto w jej środek, entuzjastycznie pluskając się w błotnistej wodzie, która ewidentnie łamała kilka niepisanych zasad rodzicielskiego bezpieczeństwa. W pewnym momencie Autumn ugrzęzła, co skłoniło zirytowaną Catherine do akcji ratunkowej — tylko po to, by Autumn natychmiast wróciła do kałuży, jakby ta wołała ją po imieniu. Filmowałem całą tę operację i śmiałem się tak bardzo, że prawie upuściłem kamerę. Paul Bunyan patrzył w milczeniu. Przegrał.

Po kałużowych atrakcjach przeszliśmy się szlakiem Heartland State Trail, którym dawno temu tysiące pociągów przewoziły drewno. Dziś pociągów już nie ma, drzew jest mniej, a krajobrazem rządzą samochody i ciężarówki, jak też czasem rowerzyści i piesi. Spotkaliśmy też kobietę z pięknym psem, który uprzejmie pozwolił się podziwiać, głaskać i przez chwilę traktować jak honorowego członka grupy.

W końcu Munchkins wróciły do domu z Michelle, a Catherine i ja pojechaliśmy dalej, najpierw do Dollar General, a potem do małego miasteczka Nevis.

Szkraby nad jeziorem Lake Itasca-pomimo leżącego śniegu, pogoda była letnia
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Dorset Corner Liquor Store (sklepu z alkoholem) — jednej z moich ulubionych kategorii amerykańskich instytucji. Lubię przeglądać takie miejsca, ponieważ większość produktów jest dla mnie zupełnie nieznana i niedostępna w Kanadzie. Z punktu widzenia ekonomii porównawczej wódka w Stanach Zjednoczonych jest zdumiewająco tania w porównaniu z Ontario. Na przykład butelka 1,7 litra 40-procentowej amerykańskiej wódki kosztuje w Minnesocie około 10 dolarów (czyli mniej więcej 14 dolarów kanadyjskich). W Ontario ta sama butelka kosztowałaby około 65 dolarów kanadyjskich. Niektóre tanie amerykańskie piwa są również bardzo tanie w USA w porównaniu z Kanadą. Z kolei alkohole wyższej jakości często kosztują na południe od granicy tyle samo, a czasem nawet więcej. Co ciekawe, w Minnesocie zaskakująco trudno znaleźć europejskie piwo. Dla porównania, sklepy w okolicach Toronto oferują dziesiątki rodzajów. Gdy w końcu natrafiłem na słynnego czeskiego pilznera lub polskiego Żywca, okazało się, że kosztują więcej niż w Kanadzie, ponieważ sklepy zamawiają ich tylko kilka skrzynek — najwyraźniej jako (niemal) kolekcjonerskie rarytasy.

Szkrab w torbie zakupowej
Na początku kwietnia pojechaliśmy również do Itasca State Park, gdzie rzeka Missisipi rozpoczyna swoją długą podróż na południe, by stać się potężną rzeką znaną wszystkim i zakończyć swój bieg w Zatoce Meksykańskiej. Na plaży nad jeziorem Itasca byliśmy zupełnie sami. Szkraby najpierw pobawiły się na placu zabaw, a potem — bez wahania — rozebrały się i z radością korzystały z plaży. Przy samej wodzie było słonecznie i ciepło, a zaledwie kilka metrów wyżej wciąż leżały grube płaty śniegu. Wiosna w Minnesocie w pigułce: plażowa pogoda, zaspy śniegu i nagie dzieci, wszystko współistniejące w doskonałej harmonii.

W 2019 roku odwiedziliśmy w Park Rapids sklep Fuller’s Guns & Pawn i spędziliśmy tam około 30 minut, rozmawiając z Roycem oraz innym pracownikiem sklepu. Byłem zafascynowany szerokim wyborem broni palnej, w tym egzemplarzy bardzo starych i drogich. Jeden z mężczyzn dużo podróżował i zabawiał nas opowieściami z różnych krajów. Uwielbiam takie miejsca, w których w pół godziny rozmowy można dowiedzieć się więcej niż z jakiegokolwiek przewodnika. Tym razem wróciłem tam po prostu, by powiedzieć „cześć” Roycowi, bardzo sympatycznemu człowiekowi. Po raz kolejny skończyło się na rozmowie z nim i przypadkowym klientem, który akurat był w sklepie — o wszystkim: od broni po lokalną historię. Kupiłem też kilka płyt CD i DVD, bo najwyraźniej nie potrafię wyjść z miejsca sąsiadującego z lombardem czy sklepem z używanymi rzeczami z pustymi rękami.


OPUSZCZAMY DOMEK LETNISKOWY

Całkowite i częściowe zaćmienie Słońca • Urodzinowe świętowanie Catherine • Kentucky Coffeetree i ewolucyjne osobliwości • Organiczna, amerykańska kawa
View from the cabin
8 kwietnia 2024 roku opuściliśmy chatę i wróciliśmy do Victorii — był to dzień o szczególnym znaczeniu astronomicznym: między innymi w mieście Niagara Falls w Ontario widoczne było całkowite zaćmienie Słońca. Niestety, całe to widowisko kompletnie mnie ominęło. W Minnesocie można było obserwować jedynie częściowe zaćmienie, ale niebo było zachmurzone, więc nawet nie próbowaliśmy patrzeć w słońce. Jedyne, co zauważyliśmy, to lekkie przyciemnienie światła dziennego, które zresztą już kilka razy w życiu oglądałem.

Następnego dnia jednak wszelkie zaćmienia i wydarzenia astronomiczne zeszły na dalszy plan — urodziny Catherine! Pojechaliśmy do domu Michelle, by świętować razem z nią i malcami, co uczyniło ten dzień naprawdę wyjątkowym.

Kentucky Coffee Tree
Choć na jazdę na rowerze było jeszcze za wcześnie, śnieg stopniał na tyle, że mogliśmy spacerować po szlakach. Przy okazji przyjrzałem się kilku drzewom Kentucky Coffeetree (kłęk amerykański) rosnącym w pobliżu domu Catherine. Strąki, wciąż wiszące na gałęziach, zawierają nasiona, które są notorycznie twarde i trujące — to ewolucyjna pozostałość z czasów, gdy dziś już wymarła megafauna mogła pomagać w ich kiełkowaniu. Ja jednak wziąłem sprawy w swoje ręce i sam rozkruszyłem nasiona — mały triumf ludzkiej pomysłowości nad historią ewolucji. Jak wiadomo, dawno temu prażone i mielone nasiona tego drzewa używane były jako namiastka kawy przez pionierów (od tego się wzięła nazwa drzewa). Ceny kawy w ostatnich latach gwałtownie wzrosły, a Catherine musi zaczynać dzień od filiżanki kawy (zwykle mielonej i przygotowywanej przeze mnie), wydając na nią małą fortunę. Pomimo moich licznych sugestii, by posadziła nasiona Kentucky Coffeetree w swoim ogrodzie i uprawiała własną, w 100% organiczną „amerykańską kawę pionierską”, nigdy nie wykazała tym żadnego zainteresowania. Szkoda!

WIZYTA W CATHEDRAL OF SAINT PAUL

Wizyta w ikonicznej katedrze • Historyczne tablice pamiątkowe (Kennedy i kardynał Pacelli) • Imponujące wnętrze • Widok na Kapitol stanu Minnesota • Ciekawostki prezydenckie

Po powrocie z wakacji na Florydzie, w dniach 12–26 kwietnia 2024 roku (które opisałem w moim florydzkim blogu), wybraliśmy się do Katedry Św. Pawła (Cathedral of Saint Paul) — jednej z najbardziej charakterystycznych katedr w Stanach Zjednoczonych. Położona na Cathedral Hill, z miedzianą kopułą górującą nad centrum St. Paul, jest poświęcona apostołowi Pawłowi, od którego imienia wzięło nazwę także miasto. Otwarta w 1915 roku, w 2009 została ogłoszona Narodowym Sanktuarium Apostoła Pawła przez Konferencję Episkopatu USA. Jest to trzecia co do wielkości katedra katolicka i szósty co do wielkości kościół w kraju.

W tej ławce siedział prezydent John F. Kennedy podczas Mszy Świętej w 1962 roku
Miłośnicy historii, tacy jak ja, z zainteresowaniem dowiedzieli się, że prezydent John F. Kennedy uczestniczył tutaj we Mszy o godzinie 11:00 dnia 7 października 1962 roku, podczas intensywnej, 21-godzinnej wizyty w Minnesocie. Ławka, w której siedział, została oznaczona tablicą pamiątkową — oczywiście zadbałem o to, by również w niej usiąść, dodając osobisty akcent do historii (i mając nadzieję, że pewnego dnia pojawi się tam kolejna tablica, upamiętniająca moje zajęcie tego miejsca właśnie tego dnia). Wcześniej, w 1936 roku, Mszę w tej katedrze odprawiał Eugenio kardynał Pacelli (przyszły papież Pius XII), co również upamiętniono tablicą pamiątkową.

Wnętrze katedry robi ogromne wrażenie i żałowałem, że nie mieliśmy kilku godzin na jego dokładne zwiedzenie, jednak katedra jest zamykana punktualnie o 17:00. Udało nam się natomiast przespacerować po okolicy i zobaczyć Kapitol stanu Minnesota. Ciekawostka polityczna: Timothy James Walz pełni funkcję 41. gubernatora Minnesoty od 2019 roku i był demokratycznym kandydatem na wiceprezydenta w wyborach prezydenckich w USA w 2024 roku. Jednak Kamala Harris, jego przyszła szefowa, przegrała wybory z Donaldem Trumpem i Walz musiał dalej wykonywać swoją nudną i monotonną pracę w Saint Paul w Minnesocie 😁!


MINNESOTA LANDSCAPE ARBORETUM I ZACZAROWANA HUŚTAWKA

Kwitnące tulipany • Przygody na placu zabaw • Leśna wyprawa z Munchkinami • Zabawa na zaczarowanej huśtawce

Spędziliśmy też kilka godzin w Minnesota Landscape Arboretum, zaledwie kilka minut jazdy od domu Catherine. Wspominałem już to miejsce w poprzednich blogach — nigdy nie przestaje mnie zachwycać! Tulipany były w pełnym rozkwicie, barwiąc ogrody intensywnymi wiosennymi kolorami, co stanowiło miły kontrast wobec ośnieżonych krajobrazów z początku miesiąca.

Everett dzielnie dotrzymywał kroku starszym dzieciakom i nie potrzebował naszej pomocy
Kilka dni przed moim wyjazdem Catherine i ja pojechaliśmy ze szkrabami do Chaska, na plac zabaw, gdzie dzieci szybko znalazły towarzystwo do zabawy — głównie wśród starszych dziewczynek. Później wszyscy zapuściliśmy się do pobliskiego lasu. Ogromną frajdą było obserwowanie Everetta, trzyletniego najmłodszego uczestnika wyprawy, który dzielnie dotrzymywał kroku starszym dzieciom. Wyraźnie chciał być częścią grupy — i był! W końcu dotarliśmy do „zaczarowanej huśtawki” w samym sercu lasu, gdzie dzieciaki po kolei huśtały się, śmiejąc się i krzycząc z radości.

Zastanawiałem się, czy jesienią pojawiają się w tym lesie grzyby. Pokazałem nawet kilka zdjęć najstarszej dziewczynce, która była częstym bywalcem lasu, ale nigdy żadnych nie widziała.


CHAOS W DNIU WYLOTU I CUD Z PLECAKIEM

Punktualny transport • Katastrofa z plecakiem • Gorączkowe telefony do Catherine • Problemy na kontroli bezpieczeństwa • Wreszcie w samolocie

Catherine łączy pracę w ogródku z jogą
Do Kanady wylatywałem 6 maja 2024 roku. Ponieważ firma South West Prime Transportation, która wcześniej sprawdziła się znakomicie, pobierała tylko 10 dolarów, postanowiłem ponownie skorzystać z jej usług zamiast prosić Catherine o podwiezienie na lotnisko. Bus miał przyjechać około południa — oczywiście spakowałem się dzień wcześniej i byłem gotowy. Miałem jedną dużą walizkę rejestrowaną, jeden bagaż podręczny oraz plecak z najcenniejszymi rzeczami: aparatami, gimbal, Chromebook, Nawigator GPS, ładowarkami, powerbanks i dodatkowymi akcesoriami. Czekając, bawiłem się z Everettem przed domem. W pewnym momencie przestraszony podszedł do Catherine i powiedział, że „w piwnicy jest potwór”. Zapewne jakiś niedawno obejrzany film pobudził jego wyobraźnię. Catherine szybko go uspokoiła: żadnego potwora nie ma! Później powiedziałem mu, że w domu jest tylko bardzo miła i przyjazna Catherine — i na pewno NIE w piwnicy.

Samochód przyjechał punktualnie. Pożegnałem się z Catherine i Everettem. W busie była już jedna pasażerka, również jadąca na lotnisko. Kierowca zatrzymał się przy krawężniku, otworzył bagażnik i załadowałem walizki. Zasugerował, żebym włożył do bagażnika także plecak, bo było tam dużo miejsca. Wsiadłem do środka, a gdy samochód ruszył, kierowca zwolnił, by zamknąć niedomknięty bagażnik — oczywiście był on sterowany automatycznie.

Mam 22-letni samochód i wszystko, poza skrzynią biegów, jest w nim manualne — powiedziałem. — Czasami myślę, że to lepsze rozwiązanie, bo posiadam większą kontrolę nad samochodem.

Nie miałem wtedy pojęcia, jak prorocze okażą się te słowa!

Po około 40 minutach dojechaliśmy na lotnisko. Poszedłem odebrać bagaże — i zamarłem: mojego plecaka nie było!!! Przez kilka sekund zarówno kierowca, jak i ja staliśmy osłupiali. Jak to możliwe? Nigdzie się nie zatrzymywaliśmy, a pasażerka nie miała żadnego bagażu w bagażniku. I wtedy mnie olśniło: gdy samochód ruszał spod domu Catherine, automatyczna klapa bagażnika nie zamknęła się do końca i dlatego kierowca zwolnił i prawie się zatrzymał, aby domknąć bagażnik. Ale zanim to uczynił, mój plecak musiał się wysunąć z bagażnika i upaść na ulicę, kilka metrów od domu Catherine!

Z samolotu mogłem raz jeszcze zobaczyć miasto St. Paul, budynek Capitol Building i Katedrę
Natychmiast zadzwoniłem do Catherine, ale nie odebrała — oczywiście była to pora drzemki Everetta, a telefon był wyciszony. Poleciłem kierowcy wrócić pod jej dom, a sam zostałem na lotnisku, mając nadzieję, że uda mu się odnaleźć plecak. Bez przerwy próbowałem dodzwonić się do Catherine, wysyłałem SMS-y, a nawet skorzystałem z telefonu grzecznościowego na lotnisku — bez skutku. Pot spływał mi po plecach, głównie z powodu ciężkiego zimowego płaszcza, a stres był ogromny.

W międzyczasie nadałem dużą walizkę przy stanowisku odprawy i opowiedziałem całą historię bardzo miłej pracownicy. Była wyraźnie nią zaintrygowana i powiedziała, że jeśli będzie trzeba to osobiście przeprowadzi mnie przez kontrolę bezpieczeństwa, omijając jakiekolwiek kolejki. Sama ta obietnica była ogromnie pocieszająca i pozwoliła mi skupić się na odnalezieniu plecaka i kontakcie z Catherine. W końcu, po chyba dwudziestu próbach, odebrała! Everett obudził się, bo telefon leżący na jego łóżku ciągle wibrował, co skłoniło go do narzekania, że „telefon robi strasznie dużo hałasu”. Cudem Catherine zauważyła mój plecak leżący na dużym kamieniu niedaleko domu — ktoś musiał go znaleźć i tam położyć. Skontaktowała się z firmą transportową, kierowca odebrał plecak i przywiózł mi go z powrotem na lotnisko.

Krajobraz w Wisconsin (albo w Michigan)
Wreszcie ulga! Zgodnie z radą kobiety z odprawy bezpłatnie nadałem także bagaż podręczny, dzięki czemu zostałem tylko z plecakiem. Porozmawiałem z nią jeszcze chwilę, żartując, że normalnie nie piję alkoholu na lotnisku, ale dziś miałbym ochotę na solidny kieliszek czegoś bardzo, bardzo mocnego! Przyznała mi rację — ostatecznie jednak powstrzymałem się od drinka, bo poza piwem i winem bardzo rzadko piję wódki, whisky czy brandy.

Kontrola bezpieczeństwa odbyła się z małą potyczką. Skaner (w kształcie kabinki) ciągle piszczał i musiałem do niego wchodzić kilka razy.

Co pan ma przy sobie? — spytał się szorstko pracownik.
Nic — odpowiedziałem.

Z niedowierzaniem wskazał na ekran, pokazujący zarys mojego ciała… rzekomo z różnymi przedmiotami ukrytymi w wielu miejscach! Zaproponował przeszukanie (pat-down) w osobnym pomieszczeniu, ale odmówiłem.

Możesz to zrobić tutaj — powiedziałem.

Po skrupulatnym sprawdzeniu rąk, klatki piersiowej i nóg nie znalazł niczego niebezpiecznego—ani ‘bezpiecznego’ i było tym trochę zdziwiony, że maszyna okazała się tak myląca. Najprawdopodobniej winny był pot — powstały głównie z powodu grubego płaszcza i stresu związanego z niemal utratą mojego plecaka z cenną zawartością. Wreszcie mogłem spokojnie udać się do poczekalni. Znalazłem miejsce do siedzenia, zdjąłem płaszcz, zrobiłem głęboki wdech, wyjąłem Chromebook i poczytałem gazetę, czekając na wejście do samolotu.

Sam lot przebiegł spokojnie samolotem Bombardier CRJ900, małym odrzutowcem pasażerskim, posiadającym maksymalnie 90 miejsc dla pasażerów, o zasięgu 2500 km. Próbowałem zasnąć, ale mając miejsce przy oknie wolałem podziwiać rozciągające się widoki pod nami. Mogłem rzucić ostatnie spojrzenie na miasto St. Paul — wyraźnie widoczne były zarówno katedra, jak i budynek Kapitolu, a także lotnisko St. Paul Downtown Airport. Niedługo potem lecieliśmy nad zatoką Green Bay, jeziorem Michigan oraz zatoką Saginaw Bay, gdzie bez trudu dostrzegłem wyspę Shelter i Channel Island. Wylądowaliśmy w Toronto nieco przed czasem, a po dość długim oczekiwaniu na wyjście z samolotu (pewnie kara za wcześniejszy przylot!) wziąłem taksówkę i wróciłem do domu. Piotr już czekał, by pomóc mi z bagażami. Później poprosiłem Catherine, aby podziękowała Everettowi za zwrócenie jej uwagi na wibrujący telefon — i obiecałem zabrać go do dobrej restauracji podczas mojej następnej wizyty.

Następnego dnia poszedłem do mojego ogródka. Drzewa nie tylko były już całe pokryte soczystą zielenią, ale niektóre nawet kwitły. Trudno uwierzyć, że gdy wylatywałem, wszystko wyglądało jeszcze tak ponuro i pusto. Niesamowite, jak wielką różnicę potrafi zrobić sześć tygodni.

Mój ogródek również wygląda niezmiernie wiosenne!


REFLEKSJE O MINNESOCIE

Gościnna Minnesota • Lokalne wyprawy • Przyroda • Spokój i zabawa • Niezapomniane doświadczenia

Urodziny Catherine--Sto Lat!!!
Moja podróż do Minnesoty, wśród śnieżnej, wczesnowiosennej scenerii, była w pełni udana. Mogłem cieszyć się chwilami spędzonymi z jej rodziną — od zabaw z Everettem i Autumn, przez świętowanie urodzin Catherine, po spacery po szlakach jeszcze niedawno pokrytych śniegiem. Wizyty w Cathedral of Saint Paul, Minnesota Arboretum oraz przy ukrytych leśnych huśtawkach łączyły historię, architekturę i kontakt z naturą. Spotkania z dziką przyrodą — dzięciołem Pileated Woodpecker, bielikiem amerykańskim, a nawet sójkami błękitnymi — sprawiały, że prawie każdego dnia obcowałem z przyrodą. Oczywiście dwutygodniowy wyjazd na Florydę w kwietniu był absolutnym punktem kulminacyjnym całej podróży, ale traktuję go jako osobną przygodę.

Munchkins okazały się wspaniałym towarzystwem — odważne i pełne energii, od huśtania się na zaczarowanej huśtawce po igraszki na placach zabaw i wczesne pobudki. Połączenie spokojnych chwil w ogrodzie Catherine, miejskich wypadów i przygód na świeżym powietrzu stworzyło równowagę między relaksem, rozrywką i okazjonalnym chaosem — jak choćby incydent z plecakiem na lotnisku — który uczynił ten wyjazd niezapomnianym.

Pogoda była zmienna: od śnieżnej, wczesnej wiosny w Minnesocie po cieplejsze, bardziej słoneczne dni później, dając wyjątkową perspektywę na zmieniającą się porę roku. Codzienne rytuały ćwiczeń, świeżych soków i odkrywania nowych miejsc nadawały pobytowi rytm, a rodzinne relacje tworzyły ciepłe wspomnienia.

Co się dzieje w garażu, zostaje w garażu!
Podsumowując, była to naprawdę niezwykła wiosna w Minnesocie — pełna śmiechu, niespodzianek, przyrody i refleksji. Jeśli coś mi ten wyjazd przypomniał, to to, że najlepsze historie z podróży rodzą się tam, gdzie spotykają się przygoda, nieoczekiwane wyzwania i radość dzielenia doświadczeń z bliskimi.


THIS BLOG IS AVAILABLE IN THE ENGLISH LANGUAGE/TEN BLOG JEST RÓWNIEŻ DOSTĘPNY W JĘZYKU ANGIELSKIM


WIĘCEJ ZDJĘĆ Z TEJ WYCIECZKI