Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ognisko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ognisko. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 lutego 2026

SIX MILE LAKE PROVINCIAL PARK, ONTARIO: BIWAKOWANIE W LATACH 2024 ORAZ 2025




THIS BLOG IS AVAILABLE IN THE ENGLISH  LANGUAGE/TEN BLOG JEST DOSTĘPNY W JĘZYKU ANGIELSKIM


WIĘCEJ ZDJĘĆ


FILM NA YOUTUBE



Park Prowincjonalny Six Mile Lake może nie należy do czołowych parków Ontario i ma pewne wady — m.in. wielu odwiedzających narzeka na hałas dochodzący z autostrady 400. Jednak jego bliskość do Toronto (169 km), a także jeziora, lasy, stawy bobrowe, plaże i malownicze szlaki sprawiają, że jest to wspaniałe miejsce do odwiedzenia.


Droga w parku Six Mile Lake
Moja pierwsza wizyta w tym parku miała miejsce w lipcu 1993 roku, zaledwie miesiąc po tym, jak kupiłem nowiutką Toyotę Corollę. Wówczas wybrałem się z Tadeuszem Paskiem, znanym polskim popularyzatorem jogi i jego synem Krzysztofem i m.in. wypożyczyliśmy motorówkę i spędziliśmy cały dzień, od wschodu do zachodu słońca, na zatoce Georgian Bay, łowiąc ryby (i złapaliśmy sporo). Co ciekawe, na sąsiednim miejscu biwakował z rodziną facet pochodzenia japońskiego. Okazało się, że nazywał się Fujimoto, był profesorem fizyki i że świetnie znał kolegę Krzysztofa ze studiów (który potem został profesorem na uniwersytecie w Toronto)--czy świat nie jest mały? Od tamtej pory odwiedziłem ten park ponad dwadzieścia razy.


Na długi weekend z okazji Dnia Kanady w czerwcu/lipcu 2024 udało mi się zarezerwować piękne, prywatne, przestronne i malownicze miejsce (44°53'53.7"N 79°45'22.7"W / 44.898250, -79.756300) na jeden tydzień.

A w tym miejscu rozbiłem namiot
Po kilku dniach samotnego biwakowania w 2024 roku dołączył do mnie mój kolega Guy [francuska wymowa imienia „Guy” to „gi”]. Chociaż park był pełen turystów podczas tego popularnego weekendu, widzieliśmy tylko kilka zajętych miejsc w pobliżu stawu bobrowego. Poza tym prawie nie odczuwaliśmy obecności tłumów, spędzając czas na długich, ciekawych rozmowach i wspominaniu różnych historii z naszego życia i wspólnych wypraw.

W 2009 roku Guy założył i przez wiele lat prowadził grupę www.meetup.com o nazwie „Toronto Weekend Adventurers”, która szybko rozrosła się do kilku tysięcy członków i organizowała mnóstwo wydarzeń. Choć nie jest już w niej aktywny, wciąż ma ogromną ilość fascynujących historii do opowiedzenia.


**********


Jeśli czytaliście moje wcześniejsze blogi, z pewnością natknęliście się już nieraz na jeden z moich ulubionych motywów: świat jest mały. Zazwyczaj za takimi stwierdzeniami kryje się jakaś historia — a skoro wcześniej wspomniałem o Guy, to wydaje się, że to idealny moment, by opowiedzieć kolejną z nich.


Guy przywiózł ze sobą Bluetti Power Station (baterię) wraz z 4 Solar Panels, 400 W, które szybko naładowały baterię. Do tego posiadał też lodówkę samochodową na 12 V, którą można było ładować albo w samochodzie, albo z baterii Bluetti. Oczywiście lodówka była "Made in China" i posiadała przyklejoną taką oto notatkę, napisaną "pięknym" językiem angielskim:

Jedzenie jeśli potrzebuje zamrożony efekt, musi być przechowywanie w tym produkcie co najmniej 20 godzin. Włóż jedzenie do lodówki na 12 godzin potem przenieś do tego produktu, użycie będzie lepszy efekt.

Ojciec Guy był belgijskim urzędnikiem państwowym i w latach 50. oraz 60. XX wieku pracował w Kongu Belgijskim. Choć sam Guy urodził się w Belgii (a połowa jego rodzeństwa w Kongu), kilka ważnych, formujących lat dzieciństwa spędził właśnie w Kongu. Kraj ten uzyskał niepodległość 30 czerwca 1960 roku, a jego pierwszym szefem rządu został Patrice Lumumba.


Ten blok po lewej stronie to ul. Syreny 44-nawet można zobaczyć mój balkon na szóstym piętrze. Podobne bloki za nim mieściły się na ulicy Lumumby (obecnie Płocka). Źródło: Polska Kronika Filmowa 1945 - 1990 Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych WFiD Warszawa 
W tym miejscu pozwolę sobie na krótką osobistą dygresję. W latach 1963–1969 mieszkałem jako mały szkrab na ulicy Syreny w Warszawie. Niedaleko naszego domu znajdowała się ulica nosząca imię Patrice’a Lumumby. W efekcie znałem to nazwisko od bardzo wczesnych lat, na długo zanim miałem jakiekolwiek pojęcie, kim był ten człowiek i dlaczego zapisał się w historii. Dopiero później, z czystej ciekawości, zacząłem zgłębiać jego losy. Niejednokrotnie w dorosłym życiu udawało mi się zresztą zrobić wrażenie na rozmówcach, poprawnie wymawiając jego imię i nazwisko oraz mimochodem wyjaśniając, kim był i dlaczego odegrał tak istotną rolę. Sama ulica Lumumby istniała pod tą nazwą w latach 1961–1993; po upadku komunizmu przywrócono jej historyczną nazwę — ulicę Płocką.

Wracając jednak do Konga. Zaledwie tydzień po ogłoszeniu niepodległości wybuchła brutalna rebelia, a w wielu regionach Europejczycy stali się bezpośrednim celem ataków. W ciągu kilku tygodni belgijskie wojsko — a następnie siły interwencyjne ONZ — rozpoczęły ewakuację zdecydowanej większości spośród ponad 80 tysięcy Belgów mieszkających i pracujących wówczas w kraju. Wśród ewakuowanych znalazła się także rodzina Guy, która ostatecznie bezpiecznie dotarła do Belgii, gdzie została powitana przez Elżbietę Bawarską (Elisabeth Gabriele Valérie Marie), królową wdowę.

Po zakończeniu swojej misji w Kongu ojciec Guy kontynuował karierę dyplomatyczną jako belgijski urzędnik konsularny — najpierw w Nowym Jorku, a później w Toronto (przez jakiś czas pełniąc obowiązki konsula), gdzie oczywiście mieszkał wraz z rodziną, a Guy, jako młody chłopak, często unikał różnego rodzaju tarapatów, legitymując się dyplomatycznym paszportem—tak, był „nietykalny”! Po zakończeniu kariery dyplomatycznej jego ojciec z żoną pozostał w Kanadzie—jak też jego sześcioro dzieci zamieszkało w Kanadzie i w USA.

Przed budynkiem na ulicy 8 King Street East w Toronto, wraz z moją koleżanką z pracy. To zdjęcie było zrobione dnia 3 sierpnia 1985 roku!
Choć poznałem Guy i jego ojca dopiero w 2007 roku, jest bardzo możliwe, że nasze drogi krzyżowały się wielokrotnie już wcześniej. Belgijski Konsulat w Toronto mieścił się bowiem na 19. piętrze Royal Bank Building przy ulicy 8 King Street East — budynku znajdującego się na jednym z najbardziej prestiżowych skrzyżowań ulic w mieście, Yonge & King, który w chwili ukończenia w 1915 roku był najwyższym obiektem w całym Imperium Brytyjskim.


Nota bene, niemal vis-à-vis owego biurowca znajdował się słynny King Edward Hotel, w którym w maju 1969 roku John Lennon i Yoko Ono zatrzymali się w tym samym Apartamencie Królewskim (Royal Suite), w którym Beatlesi mieszkali w 1964 roku. Podczas tej wizyty organizowali konferencje prasowe promujące swoją akcję „bed-in for peace” oraz spotykali się z fanami i mediami zaledwie kilka dni przed swoim słynnym montrealskim „bed-inem”.

King Edward Hotel w Toronto. Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:King_Edward_Hotel_2025.jpg
Również podczas pobytu w Toronto w 1988 roku, z okazji szczytu „Siódemki” (G7 Summit), premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher zatrzymała się w King Edward Hotel. Tego dnia po raz pierwszy spóźniłem się do pracy, czekając przed nim pół godziny, zanim się pojawiła i pomachała w naszą stronę.

Budynek na ulicy 8 King Street East w Toronto-the Royal Bank Building. Żródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Royal_Bank_Building_Toronto_1.jpg
Co ciekawe, pod koniec 1982 roku podjąłem swoją pierwszą pracę w Kanadzie właśnie w tym wieżowcu, również na 19. piętrze, w niewielkiej, acz prężnej i renomowanej firmie maklerskiej & inwestycyjnej (ta praca miała ogromny wpływ na moje przyszłe życie w Kanadzie, ale to już oddzielna historia). Od czasu do czasu mijałem pracowników belgijskiego konsulatu — najprawdopodobniej także ojca Guy — nie mając najmniejszego pojęcia, że nasze życiowe ścieżki kiedyś naprawdę się przetną.

**********


We wrześniu 2025 roku ponownie zaprosiłem do parku Guy, wraz z dwojgiem innych znajomych, lecz prognozy zapowiadały kilka dni deszczu, toteż nikt nie przyjechał. Postanowiłem jednak pojechać sam. Wyruszyłem z domu rano — deszcz miał spaść później. Po drodze zatrzymałem się w Tim Hortons w King City

W budynku zauważyłem wielki napis: "Pumpkin is Here" (Pumpkin Jest Tutaj)-reklama Starbucks promująca Pumpkin Cream Cold Brew i Pumpkin Spice Latte. Natychmiast zrobiłem zdjęcie i wysłałem je do Catherine z następującą wiadomością: "Piszą, że jesteś tutaj, ale nie mogę Cię znaleźć!" Dla wyjaśnienia: Catherine bardzo często nazywam "Pumpkin"! Zatrzymałem się raz jeszcze w Tim Hortons w Port Severn i dotarłem do parku przed południem we wtorek, 23 września 2025. Było pochmurno, gorąco i wilgotno; zaczęło padać dopiero późnym wieczorem. Udało mi się biwakować na tym samym miejscu, na którym byłem w 2024 roku z Guy. Dzięki rozwieszonej nad parkowym stołem plandece mogłem wygodnie siedzieć na zewnątrz podczas deszczu. Zresztą padało jedynie przez noc i wczesny ranek.

We wrześniu 2025 roku postawiłem namiot w tym samym miejscu
Delikatny dźwięk deszczu uderzającego o namiot był tak kojący, że po przebudzeniu około 8 rano ponownie zasnąłem i wstałem dopiero o 11, gdy deszcz ustał. Od piątku do poniedziałku pogoda była słoneczna i sucha, więc gratulowałem sobie decyzji, że nie odwołałem wyjazdu.

Widok z miejsca namiotowego był przecudowny!
Przez pierwsze cztery noce wydawało się, że jestem jedynym biwakującym w okolicy — mogłem cieszyć się kompletną ciszą i spokojem! W weekend park się zapełnił, lecz w niedzielny wieczór powtórnie zrobiło się cicho, a większość miejsc kempingowych opustoszała.

Bobry były wszechobecne!
Podczas obu pobytów rozbiłem namiot w tym samym miejscu, co w ubiegłym roku — około 2 metry od stawu bobrowego i 7 metrów od bobrowego żeremia. Moim zdaniem, to było jedno z najpiękniejszych miejsc w całym parku. Spędzałem godziny, obserwując bobry, które były szczególnie aktywne podczas mojej wrześniowej wizyty. Prawie o każdej porze można było zobaczyć jednego lub więcej — pływających, ciągnących gałęzie, jedzących, myjących się lub niezdarnie człapiących po lądzie w pobliżu mojego obozowiska. Czasem widziałem aż cztery jednocześnie!
Niedokończona robota bobrów! Nasze i te tak bardzo pracowite zwierzątka czasami zaniechują dalszej pracy
Nie były zbyt oswojone, ale tak długo jak się zbytnio nie poruszałem lub robiłem im zdjęcia, nie zwracały na mnie uwagi. Obserwowanie ich było naprawdę dużą przyjemnością. W nocy, zasypiając, słyszałem głośne uderzenia ich płaskich ogonów o lustro wody.

Staw bobrowy oraz po prawej stronie mocna tama bobrowa, bez której stałby się one jedynie trzęsawiskiem
We wcześniejszych latach często widywałem przy stawie bobrowym czaple modre, lecz podczas tych wyjazdów nie zauważyłem ani jednej. Strażnik parku powiedział mi później, że nadal je tam widywano, więc być może to tylko chwilowa nieobecność. Większość z nich migruje na południe w połowie września, więc prawdopodobnie po prostu je przegapiłem.

Wiewióreczki ziemne, "chipmunks", non-stop goniły się na moim miejscu i zbierały żołędzie
Jedynymi innymi zwierzętami, które regularnie widywałem, były wiewiórki pręgowane (chipmunks), biegające tam i z powrotem, zbierające żołędzie. Były bardzo terytorialne i często goniły się nawzajem. Ku mojemu zaskoczeniu, nie były zbyt przyjazne i nigdy nie próbowały się do mnie zbliżyć — w przeciwieństwie do wielu innych parków, gdzie te gryzonie szybko kojarzą ludzi z jedzeniem i nie można się od nich opędzić.

Widok z mojego miejsca biwakowego
Czarne niedźwiedzie są tu rzadkością, a pracownicy parku potwierdzili, że od miesięcy nie było żadnych zgłoszonych obserwacji. Szopy pracze, choć często aktywne nocą, nie pojawiły się podczas żadnej z moich wizyt. Chociaż grzechotniki (Eastern Massasauga Rattlesnake), jedyne jadowite węże w Ontario, można spotkać w okolicach parku (co mi się zdarzyło w 2022 roku), z powodu dziesiątek turystów odwiedzających corocznie to miejsce, nie spotyka się ich tutaj.

Widok mojego namiotu z miejsca biwakowego znajdującego się po przeciwnej stronie stawu bobrowego
Podczas biwakowania z Guy codziennie rozpalaliśmy ognisko i siedzieliśmy przy nim do późna w nocy. Przywiózł nowy generator Bluetti Power Station wraz z czterema panelami słonecznymi, które ładował w słoneczne dni. W 2025 roku sam zabrałem mniejszy model Bluetti Power Station — wystarczający na moje skromne potrzeby. Ponieważ pogoda była pochmurna, nie zabrałem panelu słonecznego i zamiast tego ładowałem urządzenie w budynku sanitarnym parku. W trybie „turbo charge” naładowanie go prawie do pełna zajmowało mniej niż godzinę, podczas gdy ja siedziałem w samochodzie z książką lub brałem orzeźwiający prysznic w nowej „comfort station”.

Nie śmiejcie się, lecz te składniki stanowiły moje codzienne śniadania!
W 2025 roku nie rozpalałem ognisk — nie przepadam za siedzeniem przy ognisku w samotności. W ogóle nie lubię podróżować samotnie i w pewnym sensie podziwiam tych, którzy potrafią sami, bez żadnego towarzystwa, objechać cały świat i nie mają z tym problemu. Na śniadanie jadłem płatki błonnikowe oraz sześć cytryn i dwie pomarańcze, z których rano wyciskałem dużą szklankę świeżego, zdrowego soku. Pojechałem też raz do Tim Hortons w Port Severn (44°53'53.7"N 79°45'22.7"W / 44.898250, -79.756306) na kawę i muffinkę.

Sanktuarium Męczenników Kanadyjskich w Midland
W sobotę, 27 września 2025 roku, udałem się do Sanktuarium Męczenników Kanadyjskich w Midland (44°44'11.8"N 79°50'32.2"W / 44.736611, -79.842278), aby uczestniczyć w wieczornej Mszy uzdrowienia, odprawianej przez Ks. Johna O’Briena SJ, którego poznałem po raz pierwszy 7 sierpnia 2022 roku w Midland (dokładnie 3 ½ roku temu, jak piszę te słowa). Również prowadzi on rekolekcję w Jezuickim Ośrodku Rekolekcyjnym „Manresa” w Pickering w Ontario, na które corocznie uczęszczam od 1994 roku, jednakże nigdy nie miałem okazji go tam spotkać. Po Mszy zatrzymałem się w Walmart, aby kupić świeżą sałatę — po kilku dniach bez warzyw mój organizm się ich domagał, bo w domu świeże warzywa i sałaty są moim podstawowym, a niekiedy i głównym pożywieniem.

Moje ulubione miejsce koło namiotu--często tutaj siedziałem i czytałem książki, obserwowałem bobry i rozmawiałem przez Internet
Zaledwie kilka metrów od stawu bobrowego, obok namiotu, znalazłem formację skalną przypominającą trochę „fotel”, na której mogłem w miarę wygodnie siedzieć. Ustawiłem telefon na statywie i rozmawiałem przez aplikację konwersacji z ludźmi z całego świata. Ponieważ w tle było widać staw, drzewa i żeremie bobrowe, niektórzy rozmówcy początkowo sądzili, że używam wirtualnego tła — dopóki nie zobaczyli prawdziwego bobra przepływającego w kadrze. Wówczas byli oszołomieni i zachwyceni kanadyjską przyrodą!

Oprócz Chromebook’a przywiozłem też kilka książek, choć niewiele czasu spędzałem na czytaniu — wolałem chłonąć otaczającą mnie naturę. Udało mi się jednak skończyć fascynującą autobiografię autorstwa Gregory’ego Howarda Williamsa Life on the Color Line: The True Story of a White Boy Who Discovered He Was Black (Życie na granicy koloru skóry: Prawdziwa historia białego chłopca, który odkrył, że jest czarny). Williams dorastał w latach 50. XX wieku w stanie Wirginia, wierząc, że jest biały — jego ciemnoskóry ojciec podawał się za Amerykanina pochodzenia włoskiego — lecz po przeprowadzce do miasteczka Muncie w Indianie poznał prawdę o swoim pochodzeniu i wraz ze swoim bratem zaczął żyć jako osoba czarnoskóra. Mimo ubóstwa i ogromnych trudności, zdobył kilka dyplomów uniwersyteckich i ostatecznie został rektorem Uniwersytetu w Cincinnati, a później City College of New York.

Gregory Howard Williams
Autor był brutalnie szczery, opisując swoje życie. Kiedy wraz z ojcem przeniósł się do Indiany i zaczął żyć jako czarnoskóry, jego matka zostawiła jego, brata i ojca, wyprowadzając się do innego stanu. Pewnego dnia ojciec powiedział mu, że widział jego matkę, która mieszkała w Waszyngtonie „z tym czarnym draniem, z którym uciekła”, i że „pytała, jak sobie radzicie, chłopcy”. Gdy młodszy brat autora zapytał ojca, co jej odpowiedział, ten odparł: „Powiedziałem jej, że jesteście w Muncie i uczycie się, jak być czarnuchami!” (I told her you were in Muncie, learning how to be niggers!)

Po przeczytaniu książki chciałem napisać do niego krótki list z podziękowaniem, lecz dowiedziałem się, że zmarł zaledwie miesiąc wcześniej — 12 sierpnia 2025 roku, w wieku 81 lat.


Porannej gimnastyce zawsze towarzyszyło mi słuchanie książek audiobooks
Kilka razy zatrzymywałem się w sklepie parkowym na kawę ($2,15 CAD za filiżankę) i z przyjemnością rozmawiałem z bardzo sympatycznym strażnikiem, który opowiadał mi o parku i swojej pracy.

Jedno z lepszych miejsc biwakowych w parku, na którym wielokrotnie biwakowałem z Catherine, Guy, Krzysztofem, Patrizią i Zoranem
Park opuściłem rankiem 29 września 2025 roku, zatrzymując się tylko w Tim Hortons w Port Severn. Ruch na autostradzie nr 400 był niewielki, ale zbliżając się do Toronto, postanowiłem ułatwić sobie życie, wybierając płatną autostradę nr 407, by uniknąć ewentualnych korków na autostradzie nr 401.
I jeszcze jedno zdjęcie, przedstawiające widok rozciągający się z mojego miejsca biwakowego!
Oba wyjazdy okazały się niezmiernie przyjemne i relaksujące. I choć uwielbiam biwakować w bardziej odległych miejscach, z przyjemnością powrócę do Parku Prowincjonalnego Six Mile Lake, aby w nim spędzić nawet kilka dni pod namiotem!



niedziela, 12 października 2025

BIWAKOWANIE W PARKU PROWINCJONALNYM ARROWHEAD W ONTARIO, 20–24 LIPCA 2023 ROKU

Tak wyglądał wjazd do naszego miejsca biwakowego. Szkoda, że nie przywiozłem kanu i sprzętu wędkarskiego, mogliśmy już na biwaku pływać i łowić ryby w kałużach!

INTERAKTYWNA MAPA GOOGLE NASZEJ TRASY


Mapa satelitarna parku Arrowhead, na której widoczna jest rzeka Big East River wraz z jej licznymi meandrami. 
Meandry przesuwają się w miarę upływu czasu ku ujściu rzeki, zwiększając swoją krzywiznę oraz poszerzając dolinę. Mogą wówczas zostać odcięte od głównego biegu rzeki, np. wskutek chwilowego podniesienia się poziomu wody i wymycia nowego koryta; wówczas dawny meander staje się starorzeczem--i na tej mapie świetnie widać wiele z takich starorzeczy, zwanych również jeziorami przyrzecznymi. Zazwyczaj posiadają one kształt sierpowy.
Po pewnym czasie starorzecza stopniowo wypełniają się osadami i przekształcają się w bagna lub trzęsawisk, a ostatecznie wysychają i stają się "bliznami meandrowymi", jako że starorzecza zostały odcięte od głównej rzeki i tracą źródła wody z powodu parowania, a do tego cały czas odkładają się w nich osady i szczątki roślinne. Na mapie można dojrzeć "blizny meandrowe."
Lokacja naszego miejsca biwakowego jest oznaczona czerwonym punktem.


Po dość rozczarowującej wyprawie nad rzekę French River mieliśmy ochotę na spędzenie kilku dni pod namiotem w bardziej „cywilizowanym” parku – łatwo dostępnym samochodem i bez potrzeby pływania na kanu. Jako że zakaz palenia ognisk został wreszcie zniesiony, a prognoza pogody zapowiadała się obiecująco – przynajmniej jak na środek lata – mogliśmy spodziewać się co wieczór uczestniczyć w ważnym dla nas rytuale, którego tak bardzo nam brakowało podczas pobytu w parku French River Provincial Park: ogniska. Park Prowincjonalny Arrowhead wydawał się idealny. Kilka miesięcy wcześniej zarezerwowałem miejsce biwakowe numer 337 (45°22'47.2"N 79°12'25.7"W) – dokładnie to samo, na którym biwakowałem parę lat wcześniej.

Pomimo licznych kałuż, nasze miejsce nr 337 była bardzo przestronne, ustronne i prywatne

Co ciekawe, po raz pierwszy nie było już potrzeby posiadania wydrukowanego pozwolenia, które zawsze otrzymywało się w dwóch egzemplarzach—jeden zawieszało na słupku przy miejscu biwakowym, a drugi kładło na desce rozdzielczej w samochodzie. Napis przy wjeździe do parku informował, że jeśli ma się zrobioną rezerwację, można bez zatrzymywania kierować się na biwak. W duchu pogratulowałem tego nowego systemu, który faktycznie ułatwiał życie, zamiast je utrudniać: ileż to razy musieliśmy czekać w długich kolejkach tylko po to, aby „zameldować” nasz przyjazd i otrzymać pozwolenie. Zresztą mniej więcej w 2010 napisałem do administracji parków prowincjonalnych dość długi i detaliczny list, sugerując liczne usprawnienia i krytykując pewne rzeczy—m. in. proponowałem wyeliminowanie „meldowania się” przy wjeździe do parku, jeżeli ma się zrobioną rezerwację, jak też postulowałem zmianę firmy dostarczającej drzewo na ognisko, dostępne w sprzedaży w parkach—było ono strasznie mokre i z trudem się paliło. Otrzymana odpowiedź negowała wszystkie moje sugestie i zarzuty—chociaż już niebawem park przyznał się, że drzewo rzeczywiście było złej jakości, a po 13 latach wreszcie usprawnił system wjazdu do parków.

Plandeka bardzo się przydała. Jednakże specjalnie nie narzekaliśmy na deszcze-głównie padało w dniu naszego przyjazdu, i stosunkowo krótko. Zresztą dzięki takiej pogodzie można było palić ogniska, czego nie byliśmy w stanie robić podczas naszej ostatniej wycieczce na French River

Po dotarciu na miejsce nr 337, zastaliśmy na nim, a szczególnie przy jego wjeździe, ogromne kałuże po ostatnich deszczach. Ponieważ zapowiadano kolejne opady tego dnia, od razu zabraliśmy się za rozstawianie namiotów i plandeki. Decyzja okazała się słuszna – ledwo skończyliśmy, lunęło jak z cebra. Schroniliśmy się w samochodzie, słuchając rytmicznego bębnienia kropel o dach i czekając, aż deszcz ustanie. Gdy w końcu burza minęła, kałuże jeszcze bardziej się powiększyły. Pomyślałem, że powinienem był przywieźć ze sobą kanu i sprzęt wędkarski—moglibyśmy na nim pływać i łowić ryby nie opuszczając naszego miejsca! Na szczęście drewno, które wcześniej schowałem pod plandeką, pozostało zupełnie suche. Późnym popołudniem pojechaliśmy do pobliskiego miasteczka Huntsville (45°19'35.0"N 79°13'06.2"W). Przeszliśmy się trochę po centrum, zrobiliśmy drobne zakupy wróciliśmy do parku. Wkrótce siedzieliśmy przy ciepłym ognisku, popijając czerwone wino i wsłuchując się w kojące dźwięki lasu.

Główna atrakcja parku, zakole meandrującej rzeki Big East River

Podczas pobytu w parku postanowiliśmy odbyć kilka przejażdżek samochodowych po okolicy. Najpierw pojechaliśmy do głównej atrakcji parku, Big Bend Lookout – krótki spacer prowadzi do punktu widokowego, z którego rozpościera się panorama meandrującej rzeki Big East River (45°23'18.4"N 79°11'30.0"W / 45.388444, -79.191667). W tym miejscu powstało przepiękne zakole rzeki. Niestety, pewnego dnia nastąpi ścięcie zakola lub rozcięcie jego pętli i rzeka popłynie „na skrót”, a obecna część rzeki zostanie opuszczona i przekształci się w starorzecze, stopniowo zarastające i wypełniające się. Otaczające lasy tętniły ptasim śpiewem, szelestem drobnych zwierząt buszujących w podszyciu i intensywnym, ziemistym zapachem, występującym po deszczu.

Słynny sklep "Robinson's General Store" w Dorset, Ontario

Następnie pojechaliśmy do Dorset, niewielkiej miejscowości położonej między Big a Little Trading Bay na jeziorze Lake of Bays, połączone Kanałem Dorset. Naszym pierwszym przystankiem był słynny Robinson’s General Store (45°14'41.0"N 78°53'38.0"W). Sklep, prowadzony przez tę samą rodzinę od 1921 do 2023 roku, zachował swój klasyczny, dawny urok – drewniane półki wypełnione przetworami, rękodziełami i drobiazgami, które sprawiały, że przez chwilę zastanawiałem się, czy w miejskim życiu czegoś mi nie brakuje. Catherine zawsze lubiła tu zaglądać podczas naszych podróży, a potem udać się do pobliskiej lodziarni na porcję lodów. Tym razem wraz z Krzysztofem skusiliśmy się na lody i siedząc na zewnątrz przy wąskim kanale i obserwując łodzie płynące w stronę przesmyku, delektowaliśmy się nimi. Jezioro Lake of Bays wyraźnie przyciągało zamożniejszą klientelę, o czym świadczyły domki letniskowe rozsiane wzdłuż brzegu, drogie łodzie, jakimi przypływali do miasteczka, a nawet ceny w sklepie: zauważyłem steki po niemal 200 dolarów za kilogram! Przekonany jestem, że jeżeli potrzeba by było natychmiast lekarza, dentysty czy adwokata, momentalnie znalazłoby się ich kilkadziesiąt wśród wczasowiczów!

Most na przesmyku w Dorset

W 2017 roku umieszczono tam tablicę historyczną (w języku angielskim i odżibwej) , poświęconą Indianom zamieszkałym na tych terenach:

ANISHINAABEG NAD JEZIOREM LAKE OF BAYS

Anishinaabeg – pierwotni mieszkańcy tego regionu – byli społecznością zbieracko-łowiecką, która często podróżowała do cieśniny w zatoce Trading Bay (na Jeziorze Lake of Bays). Obszar, który obecnie jest częścią Dorset, był specjalnym, duchowym miejscem, bogatym w zasoby naturalne. Przez tysiące lat Anishinaabeg zakładali tu małe obozowiska, zbierając syrop klonowy i korę brzozową, łowiąc ryby i handlując wiosną i latem, a także polując i zakładając pułapki jesienią i zimą. W końcu Anishinaabeg zdali sobie sprawę, że ich prawa do polowań i zbiorów oraz ich terytorium zostały utracone na mocy szeregu traktatów. Nadal podróżowali do tego regionu, pracując jako przewodnicy wędkarscy i myśliwscy oraz handlując z sezonowymi turystami i właścicielami domków letniskowych. Potomkowie Anishinaabeg należą do siedmiu Plemion Indian Kanadyjskich objętych Traktatami Williamsa (1923 r.), z których najbliższym są Indianie Odżibwejowie (Czipewejowie) zamieszkali w Rezerwacie Rama. Ślady pierwotnych mieszkańców przetrwały w licznych zabytkach, rzekach, jeziorach i wyspach, które noszą nazwy geograficzne w języku Anishinaabemowin (Odżibwejów).

Witamy w Dorset!

Później odwiedziliśmy parking i punkt wodowania (tzn. spuszczania kanu na wodę) na jeziorze Herb Lake (45°14'44.8"N 78°47'39.1"W), gdzie Catherine i ja spędziliśmy tydzień na wycieczce na kanu w 2016 roku (https://ontario-nature-polish.blogspot.com/2017/08/haliburton-highlands-ontario-na.html). Wspomnienia natychmiast ożyły – mgła unosząca się nad taflą wody, ciche uderzenia wioseł, nawoływanie nurów w oddali… Nawet bez kanu czułem, jak jezioro szepcze: „Witaj z powrotem, stary przyjacielu.”

Albert Maw, legendarny wytwórca drewnianych kanu

Sądzę, że punktem kulminacyjnym wyjazdu była wizyta u Alberta Maw, legendarnego miejscowego konstruktora drewnianych kanu i właściciela firmy Northland Canoes (45°27'22.5"N 79°13'15.1"W). Pisałem już o nim w innym wpisie na blogu: https://ontario-nature-polish.blogspot.com/2023/05/biwakowanie-w-parku-prowincjonalnym.html. Początkowo myślałem, że nie ma go w domu – na werandzie w lodówce były jajka na sprzedaż, ale pomimo pukania, nikt się nie pojawił. Postanowiłem kupić jedno opakowanie i zostawić pieniądze w kopercie – po kanadyjsku (system bazuje na zaufaniu, ale w Toronto raczej by się nie sprawdził—wkrótce nie byłoby ani jajek, ani pieniędzy). Nieoczekiwanie pojawił się pan Maw. Mimo swoich 89 lat był zadziwiająco żwawy, pełen energii, humoru i gotowy do rozmowy. Z uśmiechem wspominał wypadki, które przeszedł przez lata, pokazując nawet swoje zdeformowane kości – a mimo to emanował siłą i radością życia. Poszliśmy do jego warsztatu, gdzie naprawiał duże, stare kanu, wymieniając żebra i konserwując tu i tam przegniłe lub pęknięte poszycie. Wspomniał, że to ostatnie kanu, nad którym pracuje, bo postanowił przejść na emeryturę – ale jestem pewien, że znajdzie tysiąc innych zajęć, które pozwolą mu pozostać aktywnym i twórczym. Jego wieloletnia praca była inspirująca i stanowiła potwierdzenie, że ciężka praca, optymizm i proste życie z dala od zgiełku miast, pozwala pozostać sprawnym i zdrowym nawet w tak zaawansowanym wieku.

Albert Maw właśnie restaurował to kanu-i powiedział, to jest ostatnie kanu, nad którym pracuje, bo przechodzi na emeryturę!

O 8:30 rano, 24 lipca 2023 roku, namioty były już spakowane, plandeka złożona, a miejsce wyglądała tak, jak je zastaliśmy. Pobyt w Parku Arrowhead pozwolił nam „na luzie” spędzić kilka dni na łonie natury, przy conocnym ognisku, jak też odwiedzić okoliczne atrakcje. Gdy odjeżdżaliśmy, ogarnęła mnie głęboka wdzięczność, że mogłem cieszyć się tymi prostymi przyjemnościami: ogniskiem, przyrodą i wypoczynkiem z dala od miejskiej aglomeracji.


Również jest dostępne wideo/vlog na temat tej wycieczki w języku angielskim.

This blog is available in the English language/ten blog jest dostępny w języku angielskim.

Więcej zdjęć z tej wycieczki.